31 października 2013

Jesienne różności:)

Mówią, że z jesienią coś się kończy i coś zaczyna... Ale kiedy widzę zdjęcia - jak te poniżej - wydaje mi się, że coś wciąż trwa:)





I jak tu nie kochać jesieni?

A moja ukochana Poetka pisała:

***
liściu 
osłoń mnie zielenią
jestem jesienne nagie drzewo
z zimna drżę
 
wodo
napój mnie
jestem piaskiem
gorącej suchej pustyni
wiatr mnie przegarnia ręką
 
ogrzej mnie
ty który jesteś słońcem
przed którym stoję
ukryta w słowach jak w drzew cieniu
źródło bijące
                                                                                                           /Halina Poświatowska/


W tym wierszu jak na zdjęciach: i zieleń, i paleta barw, i nagie drzewo, i słońce, i czerń - życie łączy się ze śmiercią...koniec zapowiada początek....




Ps - a tu Pewien Szkrab, któremu zawsze jest wesoło - czy to w słońcu czy przy wietrze:):):)


17 października 2013

Jesienne odprężenie

Kto powiedział, że czas słoty i pluchy nie może być piękny? że nie może dostarczyć perełek, co jak nigdy błyszczą właśnie jesienią? Oto kilka dowodów:)

                                            Widzicie te kropelki rosy między gałązkami?



             Kolorów czar:)



Brzoza jak mało które drzewo, ubiera się jednocześnie w tak skrajne kolory, zapominając o pośrednich:)

A skoro nawet wiecznie zapracowana Matka-Natura regularnie pozwala sobie na szczyptę odpoczynku, czemu ja nie miałabym wziąć z niej przykładu? Dziś biorę:) - będzie fizyczne lenistwo zakrapiane słodką lekturą. Oto przykłady:



A dobry tekst najlepiej smakuje wraz z odrobiną czegoś słodkiego. Oto propozycja na dziś:


Smacznego:)


Wszystkim życzę jesiennych perełek oraz słodkich chwil wytchnienia:)

12 października 2013

Wielcy tego świata...

Dziś dzień wielkich rocznic – urodzin i śmierci – których bohaterami są wielcy ludzie.
12 października urodziły się dwie wielkie i niezastąpione kobiety: Helena Modrzejewska i Edith Stein.

Jak ta pierwsza była diwą i osobowością teatru, która należała do grona nielicznych, którzy mieli odwagę występować zarówno na deskach teatrów profesjonalnych jak i amatorskich, tak ta druga do dziś uważana jest za osobowość oraz autorytet myśli filozoficznej.
Modrzejewska, ceniąc sobie przede wszystkim profesjonalizm gry i nadawanie nowych kształtów swoim bohaterom, nie miała kompleksów by występować zarówno w Rzeszowie, Bochni czy Nowym Sączu jak i w Krakowie a wcześniej we Lwowie. Należała do grona tych artystów, dla których liczyły się przede wszystkim gra, kunszt, wiarygodność roli oraz poważne traktowanie zarówno swojej pracy, jak i widza.
Z kolei Edith Stein to kobieta, która w swym krótkim i tragicznym życiu przeszła drogę od judaizmu po katolicyzm, od nauczycielki po asystentkę wykładowcy akademickiego (i to nie byle kogo bo samego Husserla), od życia pełnego niezależności i samodzielności aż do życia w klasztorze pod przybranym imieniem Teresy Benedykty od Krzyża. W swoich pracach - czy to z zakresu nauki św. Tomasza, św. Jana od Krzyża czy myśli Newmana – traktowała jednostkę ludzką jako wartość podmiotową, świadomą, myślącą i fundamentalną dla struktury oraz równowagi świata; kładła nacisk na osobowość - czynnik otwierający jednostkę na rzeczywistość, jak i przez tę rzeczywistość bardziej siebie świadomą. I nie miało dla niej znaczenia czy jest to rzeczywistość świecka czy sakralna – ważne, by pozostać w sferze wiarygodności, szczerości i autentyczności.

Dziś też obchodzimy rocznicę śmierci włoskiego malarza Piero della Francesci. Będąc autorem takich dzieł jak Chrzest Chrystusa, Madonna z dzieciątkiem…, Zmartwychwstanie…, Sen…, wpisał się trwale na kartach historii sztuki. Być może to ze względu na talent łączenia motywów północnych z rodzimymi, przenikliwość traktatu o perspektywie, walory intelektualne i artystyczne dzieł Herbert - w jednym ze swoich esejów  - nazwał go malarzem ukochanym, takim, który go poraża, tyranizuje i pragnie wyłączności.
Oto najbardziej znane z dział malarza – Zmartwychwstanie.

   

11 października 2013

Ukochana Poetka...

Dziś kolejna rocznica śmierci Halinki Poświatowskiej - mojej ukochanej poetki.


Pomnik poetki w Częstochowie 


Uważam, że żadna inna poetka tylko ona mocno, bez kompromisów i oporów opowiadała o uczuciach, emocjach i pragnieniach kobiety. Tylko ona umiała zwykłym, prozaicznym, banalnym wręcz rzeczom nadać czar i magię. Tylko ona całą sobą umiała zatrzymać się nad każdą z napotkanych sytuacji i nad każdym z doświadczeń, by móc się nimi cieszyć i przeżywać - czy to zażyłość z kotem, czy malowanie ust, czy cieszenie się kolejnymi chwilami w ogrodzie. Żyjąc z wyrokiem przedwczesnej śmierci, poznała smak miłości, spełnienia i rozczarowania; stawała ponad swoimi ograniczeniami, by móc żyć jak każdy inny i nie marnować żadnej z napotkanych sytuacji.


tak lekko
ubyć z zapachu
z barwy
po prostu
pod głowę ramię
i zasnąć


wiatr nie obudzi
pszczoła
ciemnymi skrzydłami nie ugłaszcze



ziemi
oddać siebie
tak bardzo
że już niczym nie zostać
i nigdzie


Poświatowska to kobieta, która mimo operacji pozostał śmiertelnie chora; Poświatowska to kobieta, która miała odwagę (czelność?) narazić się Polonii Amerykańskiej; to też kobieta, która zdobywała kolejne szczeble edukacji i kariery zawodowej; to kobieta, która podróżowała, publikowała, poznawała i przyjmowała w mieszkaniu na Krupniczej w Krakowie rzesze literatów i naukowców (w tym prof. Ingardena) a przede wszystkim to kobieta, która kochała. Bo ukochała życie - to życie, które dane jej było na chwilę, którego chwytała każdy okruch i którego nie uczyniła banalnym czy zmarnowanym.
Bo życie stało się jej największą obsesją i najwierniejszym z kochanków.

                                                        * * * 

znów pragnę ciemnej miłości
miłości która zabija
tak o śmierć modli się skazany

przyjdź dobra śmierci
rozrzutna bądź jak noc sierpniowa
bądź ciepła
dotknij mnie lekko

odkąd poznałam jej prawdziwe imię
przygotowuję moje serce
na ostatni urwany
wstrząs   

                                                                                                                             

jeszcze nie wspomniałam o miłości
miłość
tak - ona jedna
nie podlega upływowi czasu
trwa
jeśli jest - jest wieczna
a jeśli jej nie ma
klepsydry oceanów toczą ziarna piasku
księżyc nieustannie odmienia złotą twarz
pociemniałym światem ciągnie ogromny wiatr
nie ma zmiłowania
nie ma odkupienia
nie ma nas
nie ma
nie ma

10 października 2013

Ciut literatury - i słodkie małe co-nie-co...

Wczoraj były urodziny niezastąpionej Agnieszki OsieckiejJ

Z tej okazji na stronie głównej radiowej Trójki post o wyjątkowym koncercie, jedna z wyszukiwarek zaproponowała specjalną grafikę a ja - dzień po świątecznym torcie – przypominam jedną z piosenek poetki. Oto hymn:

A w kominie szurum burum,
a na polu wiatr do wtóru,
a na chmurze bal do rana,
a pogoda rozśpiewana.

Zielono mi i spokojnie,
zielono mi,
bo dłonie masz jak konwalie.
Noc pachnie nam
jak ten młody las,
popielatej pełen mgły,
a w ciszy leśnej
tylko ja i ty...

A pogoda rozśpiewana,
a na chmurze bal do rana,
gada woda i sitowie,
że my mamy się ku sobie.

Zielono mi jak w niedzielę,
najmilsza ma,
dziękuję ci za tę zieleń.
Zielono mi,
bo ty, właśnie ty
w noc i we dnie mi się śnisz
i jesteś moją ciszą
w czasie złym.

Zielono mi, szmaragdowo,
gdy twoja dłoń
przy mojej śpi, niby owoc.
Zielono mi,
bo ty, właśnie ty
w noc i we dnie mi się śnisz
i jesteś moją ciszą
w mieście złym.

A pogoda rozśpiewana,
a na chmurze bal do rana,
gada woda i sitowie,
że my mamy się ku sobie,
gada woda i sitowie…


A obok okruszków po wczorajszym urodzinowym torcie dzisiejsza czarodziejska kawa – w zaprzyjaźnionej kawiarni J.




Razem z nią najlepiej smakuje spotkanie w wybornym towarzystwie i dobra literatura. Najlepiej taka:


Wstrząsnęła mną nie tyle jej uroda, ile niezwykła, niesłychana samotność malująca się w jej oczach (…) i ja nagle i najzupełniej nieoczekiwanie zrozumiałem, że przez całe życie kochałem tę kobietę! (…) wsunęła w moją dłoń swoją dłoń w czarnej rękawiczce z szerokim mankietem i poszliśmy dalej razem. 
                                                                                  /M. Bułhakow, Mistrz…/

Prawda, że piękne? W żadnej innej historii nie znajduję tyle co tu przestrzeni do odkrycia
i nowych treści do zrozumienia; żadna jak ta nie pobudza mojej wyobraźni, nie przypomina
o tym, co najważniejsze, nie sięga do podstaw wszelkich emocji i wartości. 

Nie ma to jak dobre towarzystwo, wyśmienita literatura i łakocie dla podkreślenia ostatnich już pewnie blasków lata.


Do-przeczytania:)





9 października 2013

Na początek


Co tu dużo mówić: świat jest piękny:)


Za oknem jesień: niby buro, mglisto, wilgotno i pochmurnie a jednak kolorowo: liście mienią się rożnymi barwami, poranna rosa skrzy się wśród nici mgieł a pustymi już polami maszerują rodziny dzikich przyjaciół:)
Wczoraj widziałam jednego Pana, który zbierał suchą korę potrzebną podobno do okadzenia pszczelich uli, a dziś sama walczę z pozostałymi w ogrodzie chwastami - nie ma to jak chwytanie ostatnich porywów lata. Bo przecież świat też ma prawo odpocząć, odetchnąć i nabrać sił przed kolejnym startem.
A i my już niedługo zaszyjemy się w miękkie koce, weźmiemy w dłonie kubki herbaty malinowej, założymy ciepłe kapcie. Bo każdy  przecież potrzebuje chwili na regenerację i spowolnienie. Jesień to dobry ku temu czas. Niby szara rzeczywistość pełna pracy i obowiązków a jednak wolniejsza - bo dzień krótszy, bo wiele spraw już za nami a o noworocznych postanowieniach nikt jeszcze nie myśli:)

Dlatego w ten piękny czas głębokiego wdechu opowiem Wam czym wypełniam swą jesienną kolorową szarówkę. Wpierw odnowiłam rodzinny relikt i nadałam mu nowe zastosowanie.
Popatrzcie:



Jeśli ktoś dopatrzył się dowodów na istnienie tu starej maszyny do szycia to słusznie:) Takie teraz ma zastosowanie pamiątka po mojej Babci:)

A o kolejnych urokach mojej jesieni już wnet:)

Do-przeczytania:)