12 lutego 2014

Człowieczy los...

Przez kilka ostatnich dni czułam się jak w kalejdoskopie.
Jakby ktoś zabawił się moim kosztem.
Jakby moje życie nie było moim.
Jakbym ja to nie była ja.
Jakbym patrzyła na siebie jak nie siebie a to wszystko, co się wydarzało wydarzało się nie mnie a komuś innemu.
Nasz dom stał się polem bitwy i arena cyrkową jednocześnie, a popularne w moich ustach słowo "czad" nie oddawało tego, co się działo.
Nawet cichy i w sumie tolerancyjny P. wolał plątać się po polach z psem niż tkwić w chaosie.
Ale od prawie doby jest spokojnie.
Pole bitwy "odjechało" a myśmy się wreszcie wyspali:)
Dopiero teraz doceniłam ciszę, przestrzeń a nawet rutynę.
Jak dobrze...



źródło zdjęć: demotywatory.pl
I do Was też wróciłam:)

4 komentarze:

  1. cóż żeś Ty wyprawiała, że P aż uciekał?

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie ja - to UFO, które Nas nawiedziło:) By zmyć pozostałe po nim ślady P. zasugerował nawet mycie okien:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niejeden chciałby UFO gościć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to UFO było niefajne:-( Bo ja cały czas czekam na takie, którym przyleci Alf:):):)

      Usuń