19 lutego 2014

Mitologicznie!

Interesująca mnie dziś książka nawiązuje do jednego z  „(…) najstarszych mitów ludzkości. Jego bohaterką jest sumeryjska bogini Inanna, córka boga i bogini księżyca, władczynie miasta Uruk, bogini miłości i wojny. (…) Przedstawiano ją najczęściej w postaci niezamężnej młodej kobiety (…) z pękiem strzał na plecach lub ze skrzydłami, stojącą na lwie. Jej symbolem były ośmioramienna gwiazda lub (…) pęk trzciny.”[1]   


[1] O. Tokarczuk, Posłowie, (w:) Anna In w grobowcach świata, Kraków 2006, s. 196-197, passim. 

http://kennethmarkhoover.me/2013/06/25/inannas-descent-to-the-underworld/

Ten przydługi cytat jest o tyle istotny, że pozwala lepiej wejść w tematykę i atmosferę jednej z powieści Olgi Tokarczuk – Anna In w grobowcach świata. Powieść jest współczesną próbą opowiedzenia na nowo mitu o Isztar-Inannie. I myli się ten, kto sądzi, że narracją i formą tekst Tokarczuk może przypominać Odyseję w fantastycznym przekładzie Kubiaka. Nic bardziej mylnego. Bo choć to wciąż mit i w dodatku opowiedziany jak najbardziej współczesną polszczyzną, daleko odbiega od tradycyjnej narracji.


Zacznijmy może od fabuły – bo o niej można krótko i zwięźle. W swej interpretacji Tokarczuk wiernie trzyma się pierwowzoru: opowiada o wędrówce bogini do świata umarłych i jej powrocie stamtąd. Po lekturze niewiele jesteśmy w stanie powiedzieć na temat jej pobyt w grobowcach (choć ze strzępków luźno rozrzuconych informacji mamy mglisty – ale jakiś jednak – obraz bytności tam). Za to wiemy, jak urządzona została ludzka przestrzeń, co się działo ze światem ludzi po jej odejściu oraz w jakiej sytuacji pozostały bliskie jej osoby. Ot, cała fabuła. Jeden mocno zarysowany wątek. Choć spoza niego wyłania się kilka innych: los matki bogini, los jej Ogrodnika, historia kształtowania się świata, opowieść o narodzinach ludzi, czy ta o przelotnych romansach bogini śmierci. Jak można wyczytać w cytowanym tu już Posłowiu, w próbie rekonstrukcji mitu autorka powieści sięgnęła do wszystkich dostępnych fragmentów historii oraz do tekstów pokrewnych, jak Snu Dumuziego czy Hymnu do Inanny. Tym samym dzieło Tokarczuk wydaje się bardziej pełne, fabularnie ciągłe (choć związek przyczynowo-skutkowy daleki jest od tego dziś uznanego za wzorcowy) i konstrukcyjnie dopracowane.
Mimo wszystko wydaje mi się, że najwięcej uwagi warto tu poświęcić nie samej historii a sposobie jej opowiedzenia. Bo oto otwiera się tu perspektywa narracji wielogłosowej (choć nie do końca to tradycyjna polifonia – brakuje tu jawnej polemiki postaci, ścierania się ich poglądów). Każdy ze świadków ma prawo opowiedzieć swój kawałek historii - tyle, na ile w niej uczestniczy. Więc opowiada towarzyszka-przyjaciółka bogini, odźwierny jej siostry, rikszarz, siostra Ogrodnika, towarzyszka pra-matki – ale nie opowiada główna postać. Przez cały czas trwania historii wypowiada (sic! – nie mówi, nie opowiada, nie przedstawia jak inni, lecz informuje/wypowiada spostrzeżenia właśnie) może sześć zdań. Ona jest tu tą figurą, która DZIAŁA – a MÓWIENIE pozostawia innym – świadkom, poniekąd tym bardziej biernym, pozornie mniej ważnym, stojącym obok.
Poza narracją istotny jest tu również jej czas – teraźniejszy. Współczesna literatura rzadko po niego sięga, przez co nie nawykłemu czytelnikowi wydaje się trudny i wymagający skupienia. Bo tak też jest. W czytaniu tego tekstu nie można płynie przechodzić od rozdziału do rozdziału, nie można oswajać się z jakimś wątkiem czy motywem bo nieoczekiwanie się urywa, pozwalając pojawić się kolejnemu. Więc narracja jest szybka, może nawet pozornie chaotyczna (co też wymaga od czytelnika skupienia i uwagi), pełna powtórzeń, wydawałoby się, że językowych błędów, momentami zrytmizowana, co od razu niesie skojarzenia z tekstem mówionym. Bo mity przecież były opowiadane, drogą ustną przekazywane z pokolenia na pokolenie – i tej tradycji pozostaje wierna narracja Tokarczuk. Jakby chciała powiedzieć: Znając jego inne wersje i uzupełnienia, po prostu ten tekst po raz kolejny, wciąż, ciągle, na nowo opowiadam - nie zmieniam a jedynie kontynuuję narrację. I sama ostatnia scena sugeruje, że ciąg dalszy musi nastąpić – bo przecież po tak znamienitym akcie, jak otrzymanie władzy nad światem musi być ciąg dalszy – władza musi być sprawowana. Ale o jej formie z tego tekstu się już nie dowiemy.
Innym – po literackich uzupełnieniach, polifoniczności i czasie teraźniejszym – ciekawym zabiegiem jest uwspółcześnienie imion głównych osób. Sumeryjska bogini w powieści Tokarczuk nazywa się Anna In (właściwe imię Inanna pojawia się w tekście znacznie później), a towarzyszka to nie Ninszubur lecz Nina Szubur. Ten pozornie mało znaczący zabieg jest o tyle ciekawy, że ułatwia wejście w klimat i treść mitycznej historii; uświadamia, że zawarte w nim prawdy ogóle wciąż dzieją się tu-i-teraz. A tekst Tokarczuk jest ich pełen. Trawestując gotową już opowieść, nie mogła autorka stać się głuchą na figury, których sama w tekstach poszukuje i które sama umieszcza – są to liczne archetypy, postawy pierwotne, po dziś żywe w historii oraz kulturze symbole, jak i wzorce postępowania. Nie byłaby Tokarczuk wierną studentką Junga, gdyby ponownie nie wplotła w tekst aktu przekraczania granicy, motywu liczb trzy, cztery, jak również kontrastów: dzień/noc, życie/śmierć, starość/młodość, wiara/beznadzieja.
Jak wynika z powyższego, Anna In w grobowcach… nie jest lekturą lekką, łatwą, na zabicie czasu czy walkę z nudą. Jest to dobrze przemyślany tekst, na nowo opowiadający jedną z fundamentalnych dla naszej kultury fabułę; jest to tekst mocno osadzony w historii i odpowiadający na podstawowe dla ludzkości pytania; jest to wreszcie taki tekst, który każe uwierzyć, że niektóre akty są trwałe, wieczne i powtarzalne – nawet jeśli nie widać tego gołym okiem.
A niezmiernie pomocne w rozumieniu uniwersalizmu tej powieści jest Posłowie. Choć na końcu, warto od niego zacząć wchodzenie w tę powieść. Być może dzięki temu, zderzenie z fabułą, narracją i bohaterami okaże się lżejsza, a sama treść oczywistsza (ja czytałam zgodnie z kolejnością). Poza streszczeniem mitu o Inannie, zawarte są w nim informacje na temat losów intersującego nas tu tekstu, jak i tekstów towarzyszących, konstrukcji i teorii mitu oraz na temat Sumerów. Informacje te pozwalają – z jednej strony - odkryć i zrozumieć intencje Tokarczuk, usprawiedliwić te zabiegi artystyczne, które mogą wydawać się mało-literackie, a z drugiej strony pokazują jej warsztat pracy – tytaniczną racę naukowca, który zanim coś powie, rzetelnie przygotowuje się do wystąpienia.
Jedynym chwytem, do którego nie byłam w stanie się przekonać jest „zmechanizowanie” mitologicznego miasta Uruk – wprowadzenie w niego elementów, które mogą sugerujać, że akcja nie dzieje się w przeszłości, kiedy bogowie żyli między ludźmi, lecz w dobie Star Treka.
Wiem, że powyższy rys jest raczej mało obiektywny: nie umiem ukryć swojej fascynacji O.T. i wiernego oddania jej powieściom – ale nie mogę też czynić uwag do tekstu, który uważam za skrupulatnie przemyślany i precyzyjnie podany. Nawet jeśli ścisłą tematyką odbiega od moich osobistych zainteresowań (bo większą sympatią pałam do mitów skandynawskich).

Szukając wizerunków Inanny, trafiłam na dwa portale poświęcone mitom i religią w ogóle oraz starożytnym kulturom; nie wiem na ile są profesjonalne, ale może informacje tam zawarte kogoś zainspirują:

ps – powieść Anna In… jako jedyna tej autorki (jak do tej pory) została napisana  dla wydawnictwa ZNAK; jest chyba piątą powieścią opublikowaną w międzynarodowej serii MITY (więc poniekąd „na zamówienie”); z tej serii swego czasu przeczytałam również Penelopiadę: gorąco polecam!! – z tym Odysem wcale nie było do końca tak, jak nam mówią:-p



2 komentarze:

  1. Od dawna mam tę książkę w planach - widzę, że rzeczywiście warto po nią sięgnąć, cieszy mnie to bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To naprawdę ciekawy tekst - zostaje w pamięci. I choć krótki, trzeba dozować, czytać z uwagą, bo bardzo łatwo zgubić jakiś motyw - a najdrobniejszy szczegół ma znaczenie. Szczerze polecam!:)

    OdpowiedzUsuń