27 lutego 2014

Z Tłustym Czwartkiem w roli głównej:)

Dziś będą dwie sprawy.
Po pierwsze: wczorajsze wieczorne harce Bilba – i jego Pana (nie wiem, który wykazał się w nich większą aktywność i intensywniejszym rozbrykaniemJ).
Z kolei później będzie o pączkachJ - pod warunkiem, że wyjdą mi z oleju jako-tako sensowne i będę miała czym się pochwalić:-p…


A z harcami było tak: najpierw Bilbo zabrał z mojej szafki gumkę, którą chwilę wcześniej zdjęłam z włosów i wyniósł do hollu na podłogę, po czym - jak zwykle wieczorem - przyszedł do nas, kiedy już leżakowaliśmy (sama nie wiem czy on to robi by posiedzieć razem z nami (wspólnie), czy chce powiedzieć: „Dobranoc”, czy jest wiecznie głodny głaskania, czy chce nas rozśmieszyć tym swoim szczeciniastym ogonem – grunt, że każdego dnia przychodzi, wychodzi, znów przychodzi i wychodzi, i wraca i … - no, trwa to tak z godzinę nawet:-D) i zaczął się uporczywie wpatrywać w P., który nocną już porą „przypomniał” sobie, że trzeba na dziś poprawić konkretną kupkę sprawdzianów. Kiedy wreszcie się od nich oderwał i łaskawie spojrzał na psa, ten zaczął się łasić, ocierać o rękę P., i niebezpiecznie zbliżać do łóżka, prosząc o codzienna porcję pieszczot. Tak to mniej więcej wyglądało (z góry przepraszam za fatalną jakość zdjęć, ale w 90% chłopaki byli mega aktywni):


Później przyszła pora na przeciąganie się, poprawianie futerka i szykowanie się do szaleństwa, które zaplanował sobie nasz piec – nikogo o tym wcześniej oczywiście nie informując.

Samo szaleństwo wyglądało tak: było szarpanie za rękę, lizanie dłoni, podgryzanie nadgarstków, a nawet próby wyjścia na łóżko – a wszystko po to, by móc się bawić, bawić i bawić, by było fajnie, by prowadzić wojnę podjazdową z P., by szaleństwo trwało. Po chwili wytchnienia i regeneracji sił, nastąpił kolejny „atak”. W efekcie: przesunął nocną szafę, zwichrzył dywanik, rozrzucił buty P. i nie miał zamiaru się uspokoić. Na zdjęciach te zawody w przeciąganie wyglądają groźnie, ale wszystko zakrapiane było mruczeniem, piszczeniem i wzdychaniem szczęśliwego psiaka – grunt to dobra zabawaJ :-D


 Pokaż co tam masz, pokaż, pokaż - też chcę zobaczyć:)

 Oj, zmęczyłem się bardzo:)

I rundę druga czas zacząć:)


                                           A może i dla mnie się tu miejsce znajdzie:)?

 O, jak mi dobrze:) 

Przed snem trzeba się wyciszyć:)

Kiedy po godzinie uznał, że pokonał swojego Pana, wykręcił mu rękę i pokazał, kto górą – ułożył się na podłodze u naszych nóg i zasnął. Trwało to do 1. – bo wtedy postanowił się obudzić i rozpocząć nocne wędrówki Bilbusoia:-D

 A oto mój piesek okiem mojego telefonu:


A o pączkach MOŻE będzie późniejJ

OK, jest 21.30 i mogę pochwalić się moimi dzisiejszymi wypiekami:


Muszę przyznać, że te moje minipączki i serowe ciastka wyszły naprawdę smaczne:) Do tego stopnia, że przez całe popołudnie dzieliłam się nimi z innymi (a to i tak nie koniec - jutro jadę z nimi do mamy:)) więc Wy możecie je ujrzeć dopiero teraz...
Miłej i spokojnej nocy!
M.

2 komentarze: