1 kwietnia 2014

Ile magii w historii i magii?

U autorek Zwiedzam Wszechświat i Zielona Cytryna już dawno temu czytałam recenzję Alicji w krainie rzeczywistości. Były to tak poprowadzone szkice, że nie mogłam przejść obojętnie wokół tej pozycji. A przewijający się duch sensacji i skandalu spotęgował tę potrzebę.

I wczoraj udało mi się ją wreszcie skończyć.


Że jest to historia powstania Alicji w Krainie Czarów, że opowiada o związkach Lewisa Carrolla z rodziną tytułowej Alicji, że próbuje zdemaskować postacie, kryjące się w tej przepełnionej magią opowieści, że stawia sobie za cel w sposób aluzyjny przedstawić - mgliste wręcz - fascynacje pewnego matematyka z Oxfordu, że na wskroś przesiąknięta jest duchem epoki wiktoriańskiej już wiadomo. Nie ma co powtarzać obiegowych już informacji.
Ja spróbuję przedstawić moje rozumienie powieści Benjamin.
Dla mnie jest to powieść o intrygach angielskiej klasy średniej, o życiu pozorami i plotkami, o nachalnym poszukiwaniu sensacji, o namiętnym gromadzeniu informacji na temat innych, o życiu życiem innych, kryjąc za wszelką cenę swoje.
A przede wszystkim jest to powieść o traceniu złudzeń.
Bo kim się okazałą główna bohaterka? Z energicznej, pewnej siebie, zbuntowanej, trzeźwo oceniającej zakłamany i pozorancki świat dorosłych oraz zachłannej życia dziewczyny stała się matroną hołdującą wszelkim zasadom tzw. dobrego wychowania.
Według mnie młodociana Alicja jest dziewczyną, którą można lubić – a nawet lubić trzeba. Ma odwagę stawić czoła układom panującym w świecie dorosłych, wyciska z życia ile się da – nawet kosztem falbaniastych spódnic; ma śmiałość marzyć i wierzyć w te marzenia; ma czelność się zakochać i wierzyć w tę miłość tak, jak wcześniej pozwalała się sobie cieszyć z przyjaźni.
Ale dorosła Alicja jest jakby zupełnie kimś innym – pozwoliła, by ta wyrwa w sercu, powstałe - między innymi po śmierci Elżbiety - pęknięcie, położyło się cieniem na całym jej życiu. Alicja pozwoliła sobie już nie marzyć i nie śnic na jawie. Stała się rzeczowa, konkretna, oschła i wyniosła jak jej matka. Jedynie drobne gesty (np. ścieranie synowskiej krwi z podłogi) przypominają, że była kiedyś Tą Alicją. Ale w dorosłości nie zdobyła się nawet na odwagę przeczytania Alicja w…, nie mówiąc o wprowadzeniu synów w świat jej magii i niesamowitości. Jedyne, co była w stanie zrobić to zlicytować unikatowy egzemplarz tylko po to, by ratować dobytek. Z dzisiejszej perspektywy mało chlubne.
Tym samym okazało się, że po drugiej stronie lustra jest Alicja jak rzesze innych dziewcząt-kobiet.
Owszem, może i była zmęczona byciem pierwowzorem. Ale nikt już nie kazał jej być wzorem – a kimś takim chciała zostać. Może i bała się, że stanie się pośmiewiskiem w oczach synów. Ale Tamta Alicja o czymś tak pospolitym nawet by nie pomyślała.
Melanie Benjamin z delikatnością i wypracowaną finezją wprowadza czytelnika w świat matrymonialnych intryg, wiktoriańskiej etyki i moralności, ciężkich sukien i jeszcze cięższych, duszących wręcz perfum – takich, jak ówczesne konwenanse. Ale tym, co najbardziej uderza w tej historii jest pokazanie, z jaką łatwością porzucamy świat Dziecka, stając się Dorosłym.
Jest to straszna ocena. 

TYTUŁ BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:




4 komentarze:

  1. Świetna opinia.
    Romantyzm z wiekiem nas opuszcza to fakt niezbity.
    Chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pochwały! W siwcie recenzji jestem "nowa", więc każdą chłonę, chłonę...:)!! A książkę polecam. To powieść, trochę fikcji o fikcji (jak się okazuje) - ale byłam bardzo, bardzo zła na bohaterkę. Bo tak się dała wciągnąć w nienawidzony wcześniej świat...Ej...

      Usuń
  2. Ależ intrygująca książka:) Z chęcią sama poznałabym dalsze losy Alicji i jej "prawdziwe" (nie magiczne i bajkowe) oblicze.
    Piękna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję za pochwałę:):)!! Postaram się, by następna też była "całkiem,całkiem":) A "Alicję..." polecam - naprawdę warto jej poświęcić swój czas:)

      Usuń