12 maja 2014

Wyjazdowo

Należę do tej grupy ludzi, którzy nie są w stanie na dłuższą metę usiedzieć w miejscu, żyć monotonnie, schematycznie. Przychodzi taki moment, kiedy muszę ruszyć z miejsca – nawet, by popatrzeć na siebie z innej perspektywy, z dystansu. Uwielbiam się przemieszczać, jeździć na wycieczki, oglądać i poznawać nowe miejsca. Nawet jeśli jadę tylko do mamy.
I na takiej eskapadzie byłam w piątek. P. zapakował mnie, hamak, kaloszki, zapasowe ubrania, Bilbusia i kazałam się powieść do domu z dużym ogrodem. Miał to być słoneczny dzień w słonecznej przestrzeni a skończyło się na uciszaniu niesfornego psa. Bo - nie wiem jakim cudem – Bilbo przemienił się w lokalnego potwora! Nic mu się nie podobało. Wył, skomlał, piszczał i jedynie wycieczki do lasu (jak ta 1,5 godzinna, kiedy 15. miesięczna Agatka spała) były w stanie go ucieszyć. Tym sposobem moje hamakowe wczasy przemieniły się w akcję uciszania psa. I może nie byłoby to takie uciążliwe, gdyby pies mojej mamy nie towarzyszył Boilbowi w „podkręcaniu” atmosfery. Naprawdę – w piątek było jedynie kilka chwil wolnych od psiego ujadania. Jednka udało mi się zrobić kilka „miłych” zdjęć. Oto one. Widać na nich brykającą moją siostrzenicę, słodkiego Bilbusia i zielony ogród mamy.

ps – Daga, jeśli z perspektywy swojego ogrodu wydawało Ci się, że po drugiej stronie lasu odbywa się jakaś inwazja, to zmysł Cię nie zawiódł – to byłam ja, mój pies i jego rozchwiane emocjeL








(a to już w domu - totalnie wymęczony Bilbuś! Biedaczysko musiał odespać całodzienne trudy)

Kolejna wycieczka miała miejsce wczoraj. Z okazji komunii syna naszej Koleżanki. Uroczysty obiad był w klimatycznym, uroczym, pełnym atrakcji (choćby przejażdżka bryczką) – a tym samym doskonałym na dziecięce imprezy – Bartniku koło Stróż. Jest tam muzeum pszczelarskie, zagrody skansenowskie ze zwierzętami na czele, park ze stawami rybnymi, wystawa oryginalnych uli i pasieki. Wszystko to można zobaczyć - a część eksponatów nawet dotknąćJ! Zdjęcia oddają klimat miejsca, ale uważam, że wizyta i tak była za krótka. Jest tam tyle zakamarków, przestrzeni i miejsc do oglądnięcia, że trzeba wybrać się na cały dzień, a nie kawałek popołudniaJ Tym samym planuję kolejną tam wyprawę – tym razem już roweramiJ. W końcu lato za pasem!!
Życzę miłego oglądaniaJ!






           

9 komentarzy:

  1. I było, jak widzę cudnie.
    Nam się już ciężko wybrać z domu i przez to wiele tracimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudnie, cudnie:) A z domu warto czasem się wyrwać - po powrocie inaczej się na niego patrzy:):)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Tak - jest piękny, słodki i uroczy, ale fes niegrzeczny...

      Usuń
  3. Oj tam,oj tam narozrabiał,ale i tak jest SŁODZIAK;-) Siostrzenica cudna,a widoczki przepiękne.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Siostrzenica Gwiazda - na Bilba mówi "Buli" lub "Bubu" - od 5 dni to jej ulubione słowo:)

      Usuń
  4. Chętnie bym trochę pozwiedzała. Ostatnio cały czas siedzę w domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja jestem z tych, co uwielbiają ruszać z miejsca:)

      Usuń
  5. Chyba mnie nie było w domu, bo nie przypominam sobie inwazji, a jeśli psy ujadały to z pewnością bym je słyszała :) Dobrze, że mi przypomniałaś o Bartniku, wybierzemy się z Guciem :) a my ostatnio byliśmy na wycieczce w zoo przywitać nowe, cudne żyrafki :)

    OdpowiedzUsuń