23 września 2014

(...) teraz się okaże, czy potrafisz przestawić zwrotnicę i pchnąć swoje życie na nowe tory. (s. 162)

Miałam mieszane uczucia, kiedy kilka tygodni temu asystentka Zastępcy Redaktora Naczelnego Wydawnictwa AMBER zaproponowała mi włączenie się w akcję reklamową dwóch - wprowadzanych na rynek we wrześniu  - książek. Nie byłam pewna czy sprostam zadaniu a przede wszystkim, czy odnajdę się w czytaniu książek „w ciemno” mi polecanych.
Moje obawy były płonne. Przysłane mi książki nie rozczarowały a dostarczyły masę przyjemności. Jakby nadawca przeczuł, co może mi się spodobać.
Dziś o pierwszej z pozycji. To Pracownia naprawiania życia. Choć tytuł brzmi wręcz banalnie i już po kilku stronach czytelnikowi wydaje się, że wie, co będzie sednem intrygi oraz jej finału, nic nie jest tak oczywiste czy cukierkowe jakbyśmy chcieli.


Troje ludzi w różnym wieku, z różnych środowisk, po różnych doświadczeniach i perypetiach stanęło w punkcie krytycznym swojego życia. Doprowadzona do ostateczności Mariette „uciera nosa” bezczelnemu nastolatkowi, żąda od despotycznego męża rozwodu i zakłada Otwartą Szkołę dla osób kalekich życiowo. Mille - by już nie oglądać w lustrze swej byle jakiej i szarej twarzy - wyskakuje z okna, symuluje amnezję i przeistacza się w pewną siebie pracownicę korporacji. Nieakceptujący decyzji przełożonych Mike, woli noce w bramie, niekończące się waśnie z „sąsiadem”, zamiast obiadu - kolejną puszkę piwa a to wszystko po to, by zachować choć cząstkę niezależności i wolności osobistej. Wszyscy oni postawili swoje życie na ostrzu noża, po to by już nie powielać własnych błędów, nie udawać szczęścia przed samym sobą.
Te dość drastyczne sytuacje prostą drogą poprowadziły ich do tytułowej Pracowni, ośrodka, w którym Jean - charyzmatyczny, oddany swym nowatorskim metodom a przede wszystkim kalekim życiowo podopiecznym – wprowadza ich na łono społeczeństwa a przede wszystkim wszczepia im pewność siebie, stanowczość i cywilną odwagę – cechy tak potrzebne w dzisiejszym świecie.
Wszyscy oni jednym głosem powtarzają frazy typu:
Już nie była załamana ani pokorna (…) (s. 213)
(…) w ostatecznym rozrachunku wygrałam. Odzyskałam wiarę w siebie, chęć tworzenia, dążenia, brania i dawania, działania. Chęć do życia. (s. 220)
(…) byłem silny w środku, a nie tylko na zewnątrz. (s. 250)
Ale w tym momencie pojawia się jedno z podstawowych pytań: czy tytułowa Pracowanie rzeczywiście jest takim zbawczym miejscem, jak wszyscy powszechnie sądzą? jej personelem faktycznie kierują tak czyste i szlachetne pobudki, jak zakłada regulamin? czy funkcjonowaniu tego miejsca autentycznie przyświeca idea odnalezienia siebie, swoich aspiracji, poczucia wartości, wiary w sens życia i znaczenia marzeń? czy jej priorytetem rzeczywiście jest przywrócenie równowagi skołatanym sercom? czy wszystko jest faktycznie tak kolorowe, jak się wydaje a Pracownia jest początkiem drogi do szczęścia i równowagi?
Choć powieść można zaliczyć do grona tych lekkich i przyjemnych nie jest ani cukierkowa ani banalna. W kreowaniu skomplikowanych i dość nieciekawych losów bohaterów autorka wykazała się sporą dozą zdrowego rozsądku, rozwagi i znajomości tematu. Tym samym fabuła staje się wiarygodna i realna. Nie trudno sobie wyobrazić, że takie problemy, ich apogeum i rozwiązanie mogą stać się udziałem nas lub kogoś z naszych bliskich.
Z kolei język powieści jest prosty, łatwy i nieskomplikowany, ale też nie pełen truizmu czy komunałów. Może właśnie dzięki temu książkę czyta się z przyjemnością, trudno się od niej oderwać, a kiedy przerwa jest konieczna – z przyjemnością się do niej wraca.

Pracownia naprawiania życia może być lekturą umilającą jesiennie deszczowe dni oraz taką, która da wytchnienie po godzinach ciężkiej pracy.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu


WYZWANIE:

8 komentarzy:

  1. Brzmi dość ciekawie, ale jakoś ostatnio mnie / wyraźnie tetryczeję/ obyczajowe nowości nie pociągają.
    Tematyka ich wciąż kręci się wokół damsko męskich problemów odmienianych na wszelakie sposoby. Nic nowego pod słońcem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ostatnio mam wielkie szczęście do dobrych obyczajówek, więc być może sięgnę i po tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To książka również idealna dla mnie, to mój gatunek, moja tematyka, niebanalność opowieści też mnie przekonuje. A do tego taka cudowna okładka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się okładka :) Również pomysł na fabułę, choć w pierwszej chwili trąci banalnością to jednak jak widać później ciekawie się rozwija :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś kolejną osobą, której ta książka bardzo się spodobała. Myślę, że rozejrzę się za nią.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi się bardzo podobała i polecam ją serdecznie wszystkim wątpiącym :) Czarny humor i błyskotliwość tej pozycji absolutnie mnie kupiły ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście słyszałam o tej pozycji. Nawet dziś natknęłam się na recenzję tej książki na jednym z blogów. Jak na nią trafię to z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy tytuł książki. Rozejrzę się za nią :)

    OdpowiedzUsuń