30 października 2014

Dawkowanie - cz. 3.

Dziś ciut o bogatym i barwnym świecie przedstawionym. I o tym, jak – mino braku samolotów, samochodów i autostrad – ten świat był mały a ludzie żyli blisko siebie. I jak kultury, języki i obyczaje nie dzieliły, nie były solą w oku a funkcjonowały obok siebie.

To karawana, która kilka dni temu ruszyła ze Smyrny i zdąża na północ, przez Konstantynopol, i potem przez Bukareszt. Po drodze będzie rozdzielać się i łączyć. Część kupców odbije już za kilka dni, w Stambule, ci powędrują przez Saloniki i Sofię do Grecji i Macedonii, inni pozostaną aż do Bukaresztu, a jeszcze inni pójdą do koń ca, wzdłuż Prutu, do polskiej granicy i przekroczą ją, pokonując płytki Dniestr.                                                                                      
                                                                                                                                        (s. 825)

Najwięcej jest w mieście dzielnic tureckich, trochę mniej żydowskich i chrześcijańskich. Na rynku nikopolskim zawsze bywa tłoczno, bo jest tam aż tysiąc pięknych kramów. Rzemieślnicy mają warsztaty w porządnie zbudowanych halach, sąsiadujących z kramami. Szczególnie liczni są tam krawcy (…) najlepiej im wychodzą stroje na czerkieską modę. A ileż tam narodów na bazarze! Wołosi, Turcy, Mołdawianie i Bułgarzy, Żydzi i Ormianie, a nieraz można i zobaczyć kupców z Gdańska.                                                                                                                      (s. 799)

Są tu też fara, klasztor Dominikanów, kościół Świętej Barbary przy rynku, a dalej dwie synagogi i pięć cerkwi.                                                                                                                        (s. 900)


Najpierw zwraca się do dwóch kobiet z koszami, ale one chichoczą i uciekają, gadając między sobą po rusińsku, potem chwyta za rękaw Żyda w czapie i płaszczu – ten stara się ją zrozumieć (…). Niby to jedno królestwo, ta sama Rzeczypospolita, ale tutaj jakaś zupełnie inna niż w Wielkopolsce (…). 
                                                                                                                                    (s. 883) 


8 komentarzy:

  1. Wzięłaś się za Księgi Jakubowe? Nie wiem, czy będę w stanie kiedyś to zrobić, czekam na pełne i szczegółowe recenzje ;) Słyszałam, że ta książka powinna być wzięta pod uwagę jako jedna z lektur szkolnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytam od 5 dni - i jestem pod ogroooomnym wrażeniem:)!! Niesamowita książka! I mam nadzieję, że lekturą nie zostanie - bo jest trudna, bo wielopłaszczyznowa, bo szkolne jej "maglowanie" zabije w niej całą magię - jak w Lalce, Zbrodni i... i kilku innych książkach... I mówię to nie tylko jako czytelnik ale też jako nauczyciel-polonista.

      Usuń
    2. ,,Lalka" wiele traci na tym, że uczniowie nie widzą w niej arcypowieści, a jedynie lekturę szkolną, ale z drugiej strony gdyby chciano wykreślić ją z kanonu, poszłabym palić opony przed budynkiem MEN-u.

      Usuń
    3. "Lalka" to świetna książka. Tak samo jak "Chłopi", których mam zamiar doczytać (bo znam niestety tylko jeden tom). Szkoda, że wielu uczniów nie znosi tych powieści; szkoda, że nie umie dostrzec ich piękna. Może jestem dziwna, ale lektury szkolne uwielbiałam i przeczytałam każdą. Boleśnie rozczarowałam się tylko przy Werterze.

      Usuń
  2. Już po tych fragmentach widzę, że warta czytania. Niezwykle obrazowo pisana musi wciągać swą treścią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma nic piękniejszego niż wielopłaszczyznowość książki. Stopnie po których można zejść do samych korzeni słowa, a potem ponownie wspinać się nasycając każdą kroplą myśli. Mnie już zauroczyła wielokulturowość przywołanych przez Ciebie cytatów. Pokusa ogromna aby i czas wygospodarować na tak długą podróż...

    OdpowiedzUsuń
  4. ZielonoMi dawkuje "Księgi Jakubowe", a ja częstuję się tymi porcjami. :-)

    OdpowiedzUsuń