17 października 2014

...wpadł na pomysł, jak może uspokoić swój umysł. (s. 81)

Swoisty szał na punkcie kryminałów rodem ze Skandynawii trwa – i ma się dobrze, i nic nie wskazuje, że miałaby minąć. Sama mu uległam już jakiś czas temu – wystarczy przypomnieć o namiętnie oglądanych przeze mnie serialach: Komisarz Winter, Wallander, Forbrydelsen: The killing, Most nad Sundem, Z rubryki kryminalnej i górujące nad tym trzy części Millennium (wersja szwedzka). A teraz do tej zacnej grupy doszła pierwsza część fińskiej trylogii o ogólnym tytule Miasteczko Palokaski. Dziś o tomie 1. - Laura.


By ogólnie zarysować fabułę wystarczy powiedzieć, że pod koniec pewnego lata tytułowe miasteczko Palokaski (gdzieś w okolicach Helsinek) zamiast szykować się do nowego roku szkolnego, żyje tajemniczym zaginięciem nastoletniej Laury, która ostatniego wieczoru lata nie wróciła do domu z imprezy na plaży. I dorośli i dzieci, i policja, i nauczyciele, i przeciętni mieszkańcy snują przypuszczenia, co mogło się stać z Laurą, gdzie się podziała, co skłoniło ją do zniknięcia – bo ważne jest, że przez dłuższy okres czasu nawet policja nie chce wierzyć, że powszechnie lubiana i utalentowana Laura może nie żyć (przecież gwałtownie przeżywany okres buntu mógł być najwyżej powodem ucieczki z domu a nie przyczyną śmierci). W tak ponurym miasteczku zjawia się Miia – była policjantka, ekspert od Internetu, która z początkiem roku szkolnego ma rozpocząć pracę pedagoga w szkole Laury. Jej zawodowa przeszłość oraz fakt, że jest siostrą szkolnego psychologa, który dziwnie blisko związany był z zaginioną nastolatką nie ułatwiają jej pracy. Dodatkową przeszkodą jest policyjne skrzywienie, które każe Mii węszyć tam, gdzie powinien być raczej policjant, a nie nauczyciel. Takim sposobem odkrywa ona, że hasłem przewodnim życia mieszkańców zdaje się być: pilnuj swojego nosa, niech cię inni nie obchodzą, a wszystko będzie OK.
Czego na temat zaginionej dziewczyny dowie się Miia? Co ukrywa brat-psycholog? Kim w tej historii okaże się być Tiina – miejscowa bogaczka? Co nagle zniechęci Miię do nowo poznanego namiętnego kochanka? Czemu znajdzie się w polu zainteresowania majętnego marynarza? Są to niby niepowiązane ze sobą pytania, ale w finale okaże się, że całkiem uzasadnione.
Lura to typowy kryminał, który obok głównego wątku, wprowadza szereg pobocznych - detali wręcz - w mistrzowski sposób łączących się w całość. Pozwalają one czytelnikowi snuć własne przypuszczenia, prowadzić prywatne śledztwo i wskazywać swoich podejrzanych. Każdy element świata przedstawionego lub osobowości poszczególnych bohaterów ma fundamentalne wręcz znaczenie dla finału sprawy. Nie ma fabularnego drobiazgu, który nie miałby kontynuacji, lub nie miałby być rozwinięty w części kolejnej (mają być jeszcze dwie – Nora i Venla; już po lekturze tego tomu, sporo wiemy o bohaterkach następnych) – bo powracająca przeszłość Mii i jej brata, obraz wisiorka ich zaginionej siostry, czy biznesowa działalność Tiiny nie mogą być jedynie zapychaczem kolejnych rozdziałów. Już nawet banalny finał śledztwa sugeruje, że musi być coś więcej, musi być drugie – znacznie głębsze i mroczniejsze – dno. Bo przecież żadna – choćby skrajnie zbuntowana - nastolatka nie zmienia się bez powodu w kogoś zupełnie obcego. Choć poznajemy w Laurze finał tajemniczego zaginięcia, to wcale nie wiemy co tak naprawdę do niego doprowadziło.
Atmosfera książki – jak wszystkich jej podobnych – jest tajemnicza, mroczna i pewna niedomówień, trzyma w napięciu a skryte i nieraz poranione osobowości postaci nie czynią jej jaśniejszej. Każdy z bohaterów – choć całkiem nieźle zsocjalizowany – kryje coś przez bliskimi.
Powieść ta została porównana do Miasteczka Twin Peaks, ale dla mnie są tu przede wszystkim odwołania do Top of the lake. W obu przypadkach mamy duszne, zamknięte środowisko, w którym każdy o każdym coś wie, ale obcych, z zewnątrz nie wyjawi; mamy niby swoją - ale obcą, bo powracającą po latach do korzeni – policjantkę/speca od dzieci; jest też i podziemna działalność kilku wpływowych, do której najlepiej się nie wtrącać; i co najważniejsze: są też i dzieci – niby objęte opieką dorosłych, ale przez nich wykorzystywane oraz nierozumiane. Skoro zło w miasteczku z Top… zostało wykryte i zduszone należy mieć nadzieję, że to z Palokaski również spotka podobny los. Pora ze zniecierpliwieniem czekać na kolejne tomy.

***



9 komentarzy:

  1. Nie dziwię się, że skandynawskie kryminały mają się tak dobrze. Warto je doceniać, w większości to kawał dobrej literatury.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem daleko w tyle jeżeli chodzi o literaturę skandynawską, ale gdzieś tam mam plan bardziej się w nią zagłębić. Myślę, że 'Laura" przypadłaby mi do gustu - i ze względu na fabułę i klimat powieści.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tę książkę w swoich zbiorkach. Na razie jakoś nie mam chęci za zabranie się właśnie za nią... Ale może już niedługo... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się książka nawet podobała, chociaż czytałam wiele negatywnych opinii. Ale jestem ciekawa kontynuacji :)

    pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam raczej kiepskie opinie i jakoś tak mi entuzjazm minął. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobnie jak Ann RK, do tej pory spotykałam się raczej z krytyką tej książki. A to bardzo zniechęca;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem chyba jedną z niewielu osób, które nie lubią kryminałów... :)

    OdpowiedzUsuń