11 listopada 2014

Tajemnica ta jest tak potężna, że podobno ciało zaczyna drżeć, gdy człowiek ją pozna. (s. 795)

Od ostatniej zimy z wielkim zniecierpliwieniem wyczekiwałam Ksiąg Jakubowych. Po wywiadzie, jaki Autorka udzieliła Michałowi Nogasiowi wiedziałam, że to powinna być moja obowiązkowa lektura tego roku. I się nią stała.
Ta ponad 900 stronicowa książka jest historią życia Jankiela Lejbowicza nazywanego Jakubem Frankiem, który w drugiej połowie XVIII jako żydowski kupiec, a przede wszystkim twórca nowej religii, ze swoimi towarzyszami - a później wyznawcami - przemierzył tereny tureckie, polskie rosyjskie i austriackie. Ta pozycja to przede wszystkim próba opowiedzenia życia Jakuba, tego, jak rodzi się odłam w religii tak starej i tradycyjnej jak judaizm, to historia ślepego zauroczenia nowinkami wyznaniowymi oraz ich powolnego, ale skutecznego wnikania w społeczeństwo. Cały ten przewrót może by się nie zaczął, gdyby nie padły istotne pytania:
A co by było, gdyby naprawdę o t w o r z y ć oczy? Gdyby u j r z e ć jakimś cudem to prawdziwe, co nas otacza? Co by to było? (s. 872) I niczym falą napłynęły Jakubowe odpowiedzi, których wyznawcy
Wierzyli na przykład w świętą mowę, której używano podczas wtajemniczeń. Jej świętość polegała na tym, że była na odwrót – była bezwstydna. (s. 695) A co to oznaczało w praktyce pokaże kilka cytatów:
Jakub każe jej iść do sklepu gojskiego – bo wyżej wieś jest gojska – po chrześcijański chleb. (s. 657)
Skoro nadeszły tak długo wyczekiwane czasy mesjańskie, to Jakub ma rację, przestały obowiązywać prawa tego świata, prawa Tory. Teraz wszystko jest na opak. (s. 657)
Chodzi o sprzęgnięcie razem trzech religii: żydowskiej, muzułmańskiej i chrześcijańskiej. (s. 651)
(…) oni przeciwko Talmudowi występują, to jedno jest jasne. (s. 638)
Ten gest uczyniony w stronę chrześcijaństwa, konsekwentnie odsunął Franka od sporej grupy tradycjonalistycznych Żydów, ale i wśród chrześcijan nie dostarczył mu pełnego zrozumienia. Każda grupa traktowała go jak odszczepieńca, dziwaka, aktora i kuglarza. Było też wielu, którzy widzieli w nim siejące ferment, zepsucie i demoralizacje zagrożenie. Nie ulega jednak wątpliwości, że Jakub Frank miał charyzmę, talent do zrzeszania ludzi i przekonywania ich do swoich racji. Zwolenników znalazł wśród wyznawców judaizmu, chrześcijaństwa; wśród tych mniej zamożnych i bogatych, aż po dwory wielkich tego świata – jak choćby Katarzyny Kossakowskiej czy cesarzowej Marii Teresy.
Niejedna z postaci mogłaby powiedzieć: I poczułem wtedy, że stałem się następnym ogniwem długiego łańcucha wtajemniczonych, który ciągnie się przez pokolenia, a zaczyna się jeszcze gdzieś przed Szabtajem, przed Abulafią, przed Szymonem bar Jochajem, przed, przed… w mroku czasów, i że ten łańcuch, choć czasami ginie w błocie, choć zarasta go trawa i zasypują gruzy wojen, to on i tak trwa i rośnie w przyszłość. (s. 802)
Mnie osobiście zastanawia na ile Jakub Frank faktycznie wierzył w swoje interpretacje pism a na ile udawał, na ile był perfidnym manipulantem żerującym na ludzkiej naiwności i łatwowierności. Nie ulega jednak wątpliwości, że miał on w sobie siłę przekonywania, która w każdym nowym miejscu pozwoliła mu zebrać sporą grupę zwolenników.
Jednak poza Jakubem występuje też w powieści bohater zupełnie innej kategorii - zbiorowy (i mnie on osobiście bardziej zauroczył). Jest nim bogata paleta mieszkańców Polski i Europy doby baroku. Z tej społecznej panoramy wyłania się Polska kolorowa, wielojęzykowa, wielonarodowa, ale i poraniona konfliktami klasowymi oraz politycznymi czy religijnymi niedomówieniami. Widać w niej dworski luksus, nadużycia i słabości duchowieństwa oraz biedę chłopów. Mamy tu przede wszystkim Żydów – rabinów, kupców, tragarzy i nauczycieli; są też i polscy chłopi, kryminalni uciekinierzy, duchowieństwo – od prostego dziekana po biskupów, szlachta z mieszkańcami dworu, banita, a nawet i poetka – Elżbieta Drużbacka. Są w powieści i Turcy ze swoimi kolorowymi, orientalnymi strojami, mnisi z Atos z surowymi zasadami i dwór pełen przepychu i bogactwa. Od różnorodności i ilości postaci można dostać zawrotu głowy! Co kilka stron pojawia się kolejna; zostaje ona z czytelnikiem na dłużej, by wrócić (lub nie) za kilka, kilkanaście stron. Odnoszę wrażenie, że choć czytałam uważnie, zgubiłam się w ilości bohaterów. Jak widać z kart książki przemawia Europa dawno temu zmieciona przez wojny, powstania, przewroty oraz zniszczona przy użyciu ludzkiej ignorancji oraz małoduszności. I w tym powieściowym świecie zawsze chodzi o Jakuba i jego przewrotowe poglądy.  
Nie byłaby Tokarczuk sobą, gdyby nie wplotła w swoją historię rozważań na temat natury czasu, ruchu, zmienności, odchodzenia – niekoniecznie w sensie umierania, istoty świata - która występuje jakby poza człowiekiem, poza tym, co oczywiste; a najwięcej miejsca poświęcono oczywiście religii i świętości. Dla bohaterów Ksiąg(…) pustynia jest jedynym na świecie miejscem, w którym czas zawraca, robi pętlę i wyskakuje do przodu wielkimi susami, niczym tłusta szarańcza (…). (s. 824) I to przekonanie, że (…) umysł człowieka potrzebuje świętości, więc szuka jej wszędzie, niby pęd rośliny, który rosnąc w jaskini, pnie się do każdego, najmniejszego nawet światła (s. 812) pozwoliło wielu pójść za głośnym, choć nienatarczywym i wielce tajemniczym, wezwaniem Jakuba. I jak na wierną uczennicę Junga przystało, sporo miejsce poświęciła autorka mitom, temu pierwotnemu i naturalnemu sposobowi tłumaczenia świata, czytania i interpretowania jego znaków a także próby ponownego odpowiedzenia na podstawowe pytania. Według jednego z książkowych mitów: Najpierw świat przypomina pleśń, jest delikatny i biały, ale rośnie szybko, pojedyncze nitki łączą się ze sobą, tworząc mocne poszycie. W końcu twardnieje i odtąd zaczyna nabierać kolorów. (s. 826) A w tym na nowo opowiadanym, układanym i hierarchizowanym świecie jest też i postać rodem z prastarych mitów: Jenta - krewniaczka Jakuba; ni to umarła, ni to żywa; zawieszona pomiędzy stanami (jak Jakub pomiędzy starymi wyznaniami) patrzy z góry, z zewnątrz na swojego rodaka i rozumie, że jest wszechobecnym niemym świadkiem spraw naprawdę wielkich. I choć nie jest głównym bohaterem, to od jej figury zaczyna się opowieść o Jakubie i na niej się ona kończy. Bo niczym jakiś duch mądrości – podobnie jak Nachman – staje się Jenta przewodnikiem po sprawach Jakubowych. Jako żywa-nie żywa ma ona zdolność patrzenia głębiej i dalej, pojmowania więcej i wchodzenia w istotę, której inni nawet nie są w stanie dostrzec. Jak w innych tekstach, wykreowała autorka postać stojącą na marginesie, poza społecznością, niby realną, ale wymykającą się utartym schematom mówienia o człowieku i tym, co dla niego najważniejsze. Dlatego może ona myślą przekraczać granice czasu i przestrzeni.
Księgi Jakubowe opowiedziała Tokarczuk przy użyciu mowy zależnej i niezależnej; wprowadziła narratora wszechwiedzącego, czasem bezpośredniego czy narratora-świadka, a w partiach listowych i pamiętnikarskich – pierwszoosobowego; językiem powieści jest bogaty, pełen słów i zwrotów z języka hebrajskiego, arabskiego i łaciny. By wymienić kilka: goj, nazir, agun, alef, szin, samech, gematria, notarikon, temura, dragoman*. Rozdziały poszczególnych ksiąg są raczej długie, obszerne i bogate w szczegóły. Rzecz się zmienia pod koniec książki, a w szczególności w ostatniej księdze – jakby brak głównego bohatera nakazywał zakończyć opowieść, jakby przyszła pora, by historia zaczęła żyć własnym życiem, już bez ingerencji „opowiadaczy”. Ciekawymi zabiegami są: sposób numeracji stron, forma tytułu i zastosowanie wielu ilustracji. Co do stron – podawane są od tyłu; historia zaczyna się na stronie 906, a kończy na 24. - jakby chciano czytelnikowi powiedzieć, że prawdziwy początek ruchu Jakuba Franka zaczyna się w miejscu kiedy on schodzi ze sceny, kiedy nic już nie powie i teraz jego doktryna zaczyna żyć bez jego komentarza. Tytuł – długi, barokowy, wielopoziomowy – nawiązuje do tytułu książki księdza Chmielowskiego. A ilustracje to komentarz do treści, wyszukane w bibliotece Ossolińskich są dopełnieniem treści i rysów charakterologicznych bohaterów.  
Jak widać Księgi Jakubowe. Wielka podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc tych małych. Opowiadana przez zmarłych, a przez autorkę dopełniona metodą koniektury, z wielu rozmaitych ksiąg zaczerpnięta, a także wspomożona imaginacją, która to jest największym naturalnym darem człowieka. Mądrym dla memoriału, kompatriotą dla refleksji, laikom dla nauki, melancholikom zaś dla rozrywki  to książka, w której skupiły się najważniejsze tezy i wątki z prozatorskiego dorobku autorki, to obszerna kwintesencja jej mówienia o książkach, o podróżach, o religiach, opowieściach, miejscu człowieka w jego najbliższym środowisku i sektach, a przede wszystkich to głos w mówieniu o potrzebie i znaczeniu wiary oraz wyznania w życiu każdego człowieka. Choć to monumentalna praca, mam nadzieję, że nie ostatnia w wykonaniu autorki i że jej opus magnum jeszcze przed nią:)


*Kilku z tych słów nie znalazłam w internetowych słownikach, więc być może używam błędnych form mianownika.





ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU LITERACKIEMU

12 komentarzy:

  1. Bardzo chciałabym przeczytać tę książkę, po Twojej recenzji jeszcze bardziej:) Na razie odstrasza mnie ceną, ale kiedyś na pewno się w nią zaopatrzę i przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na ukazanie tej wielokulturowości najbardziej liczę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że jest to naprawdę wyjątkowa publikacja oprawiona w niezwykłe wydanie. Przyznam się ze wstydem, że nie słyszałam nigdy wcześniej o osobie Jankiela Lejbowicza nazywanego Jakubem Frankiem. Ale swoim tekstem nieco przybliżyłaś mi jego sylwetkę, jednocześnie zachęciłaś do zapoznania się z całością fabuły ''Ksiąg Jakubowych''. Zatem postaram się popytać w bibliotece i moich znajomych o tę książkę i jak coś, to przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Metoda - małymi kroczkami się sprawdza. Czytam powoli rozdział, po rozdziale i (o matko!) aż boli. Nie wiem, jaka będzie moja opinia, gdy dobrnę do końca, ale już mogę powiedzieć, że pani Olga Tokarczuk zaczarowała mnie słowami. Pisze doskonale.

    OdpowiedzUsuń
  5. o rajuniu! chodzę obok tej książki i chodzę, zastanawiam sie i waham z jednej strony tak jej pragnę, a z drugiej się obawiam. i cóż robić? Chyba się skuszę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja podobnie jak Ami - przeglądam tę książkę za każdym razem w księgarni, ale się jej boję. Boję się, że sobie z nią nie poradzę, że nie jest dla mnie, że jest za trudna...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam wielka ochotę na tę książkę, ale - z drugiej strony, trochę się jej boję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Imponująca książka, pozycja na pewno warta przeczytania, ale zastanawiam się, czy już teraz, czy może jeszcze muszę dojrzeć, zapoznać się z innymi książkami autorki.

    OdpowiedzUsuń
  9. od premiery chodzi za mną ta książka, ale to jeszcze nie czas by po nią sięgnąć. powieść wymaga kupienia i pewnie ze dwóch tygodni, jak nie więcej samego czytania, więc zostawiam ją na przyszły rok.
    a jak oceniasz Córkę Lavransa, faktycznie taka dobra?

    OdpowiedzUsuń
  10. Słysząc komentarze na temat książki, wypowiedzi autorki, która znowu odsłania przed czytelnikiem misterną sieć ludzkiego umysłu - pomyślałam, że to chyba jej najważniejsza książka (jak do tej pory). Ilość materiałów, które zebrała, ogrom pracy włożony w pisanie - zasługują na ukłon w stronę Tokarczuk. Na takie książki można czekać całymi latami...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Sama nie wiem, czy chcę ją przeczytać... muszę się zastanowić ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka ta stoi na półce i czeka na swoją kolej. Trochę przerażają mnie jej gabaryty, ale mam nadzieję, że dam radę ;) Tylko trochę się boję, bo to moje pierwsze spotkanie z książkami Olgą Tokarczuk, a tematyka do łatwych nie należy.

    OdpowiedzUsuń