10 grudnia 2014

To tak, jakby zostawił swój cień (...). ciała nie ma, ale cień pozostał.

Jest taka grupa książek, od których trudno się oderwać, o których – w codziennym zamieszaniu – trudno nie myśleć. To takie książki, które wsysają się w myśli i uparcie tam tkwią. I mogą to być teksty dokumentalne, reportażowe, biograficzne – całkowicie zanurzone w konkretną rzeczywistość, autentyczne osoby, których historie wręcz bolą – Imperium, Papusza, Poniedziałkowe… Są również doskonałe historie literatury klasycznej, jak Lalka, Zbrodnia i kara, Mistrz i Małgorzata, Ludzie bezdomni... Mogą to być obłędne historie miłosne, jak Mistrz i Małgorzata, Co się zdarzyło…, Anna Karenina… Mogą to też być teksty obyczajowe, które mają w sobie jednak ziarenko intrygi, napięcia oraz spójnej, przemyślanej akcji – Dom w…, Czekolada, Cukiernia… Ale nie od dziś wiadomo, że historiami, które najwięcej bazują na emocjach, nerwach czytelników, które budują napięcie, dawkują wydarzenia i informacje, a stopniowania emocji nie ma końca są kryminały i thrillery.
I dziś o jednym takim tekście.  
Fabuła Człowieka, który zostawił po sobie cień jest jednocześnie i prosta i zawiła.
Bo mamy oto bajecznie bogatego Joela, ożenionego z niezwykle piękną, młodą i wykształconą Angelą, który pewnego dnia - po dość typowej kłótni z żoną - znika, nie zostawiając wiarygodnej informacji, co i tak pozwala policji przypuszczać, że zrobił sobie odpoczynek od rodziny oraz firmy i nie ma mowy o porwaniu czy morderstwie. A dość zawiła przeszłość Joela każe się poważnie zastanowić, czy ktoś, komu kiedyś porwano młodszego brata a pogrążeni w żałobnym alkoholizmie rodzice popełnili samobójstwo miałby jeszcze w sobie tyle szaleństwa, by sfingować własne porwanie?
Mamy tu też Dannyego Katza – eksnarkomana, eksbezdomnego, ekswięźnia skazanego za dość brutalny (i nietypowy) napad na swoją dziewczynę, eksuczestnika wojskowego szkolenia dla wybitnie zdolnych lingwistów, ekspracownika służb zbrojnych - obecnie tłumacza, czasem parającego się hakerstwem. Z profesją prywatnego detektywa niewiele ma raczej wspólnego, ale i tak podjął się próby odszukania starego przyjaciela Joela Klingberga.
Tylko czy ten eksprzestępca wciąż balansujący na granicy prawa i bezprawia, jest w stanie wejść w świat handlu międzynarodowego, blichtru i przepychu, by poznać najnowszą tajemnicę kolegi?
I już na początku okazuje się, że sprawa nie ogranicza się do Dannyego, Joela i jego żony. Szybko na arenie pojawia się tajemniczy policjant, który tak naprawę okazuje się być dość dociekliwą panią prokurator (a czemuż tak ją interesuje to zniknięcie-nie-zniknięcie?), głuchy młodociany narkoman, emerytowana sprzątaczka-lesbijka, dyrektor prywatnego biura ochrony, przestępca-najemnik, przypominający zombie, szamanka voodoo, biznesmen-tyran, dość kochliwy śledczy i płatny włamywacz, któremu można przypiąć etykietkę „szlachetny”.
Człowiek, który… to doskonały thriller kryminalny. Jest tu wszystko, co pasjonaci tego gatunku lubią: napięcie, gwałtowne zmiany akcji, ewolucje poważnie popapranych bohaterów, liczne wątki, które niejednokrotnie z drugorzędnych stają się głównymi, niemało - wymuszających uwagę – detali, a nawet wiarygodne opisy. Tempo zmian akcji, pojawianie się kolejnych szczegółów i wątków, brak posągowych - jednoznacznie dobrych oraz jednoznacznie złych - postaci, mroczna, mglista i tajemnicza atmosfera sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem, nie sposób się od niej oderwać, jak dla mnie to gotowy scenariusz filmowy – i to w mistrzowskim stylu przypomina szwedzkie Forbrydelsen.
Polecam!

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU

3 komentarze:

  1. Dla tych wszystkich detali i za Twój entuzjazm - zapisuję sobie tytuł. Czasem szukam dobrego kryminału:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiadasz dobry thiller... Już sam tytuł mnie zaintrygował. Poszukam.

    OdpowiedzUsuń