29 marca 2014

"Bogini seksu i łez..."

Wiosną 2011 roku znalazłam w jednym z magazynów reklamę/zapowiedź książki Marilyn Monroe Fragmenty. Wiersze, zapiski intymne, listy. I nie mogłam się nie skusić i jej nie kupić (sic! - bo samo „pożyczyć” i „przeczytać” wydało mi się za mało).



Więc poszłam do jezdnej z krakowskich księgarni, wzięłam z półki, zapłaciłam i wyszłam. Dziś nie umiem sobie wiarygodnie odpowiedzieć na pytanie czemu kupiłam ją w Krakowie a nie w mieście zamieszkania, skazując się tym samym na jej dźwiganie (a gruba i o nietypowym rozmiarze). Jedyne co mi przychodzi do głowy to: chciałam ją mieć jak najszybciej.
I wcale tego nie żałuję.
Fragmenty… to – jak mówi podtytuł – zbiór najbardziej prywatnych zapisków gwiazdy kina lat 50., za jaką do dziś niezmiennie uchodzi Marilyn Monroe. Do rąk fanów – i rzeszy ciekawskich, żądnych kolejnych pikantnych szczegółów z życia wciąż kontrowersyjnej gwiazdy – trafiły one za sprawą spadkobierców aktorki. Jak mówi wprowadzenie od Wydawców, celem publikacji była potrzeba dopełnienia (w oczach świata) wizerunku Marilyn. Bo nie ma osoby, która podważyłaby jej talent, urodę, seksapil, obycie w świecie, wpływ na modę i współczesne pojecie piękna (warto w tym miejscu przypomnieć sobie Historię piękna pod red. U. Eco). Ale to wciąż postać odbierana powierzchownie i po pozorach. Bo mówi się, że była piękna, uwodzicielska, wytyczyła standardy współczesnego makijażu i mody, bo gustowała w romansach, zakrapianych imprezach i była rozchwiana emocjonalnie. Jak można wywnioskować z Fragmentów…, to jedynie stereotypowe opinie. 
Sami Wydawcy o książce mówią: (...) zbiór ten odkrywa przed nami różne oblicza młodej kobiety, która nie zadowala się pozorami i dąży do prawdy o rzeczach i ludziach. (s.8)
Z zapisków tych wyłania się kobieta bystra, inteligentna, pewna siebie, jedynie ciężką pracą dochodząca do sukcesu, a przede wszystkim oczytana i spragniona wyostrzania własnego gustu literackiego. Marilyn to nie tylko aktorka odgrywająca role, ale też postać pragnąca zrozumieć kreacje innych – bohaterów literackich. I o jej fascynacji literaturą jest głównie ten zbiór. Świadczą o tym nie tylko zapiski, ale również zdjęcia i lista prywatnej biblioteki aktorki.
Nie można powiedzieć, że obiegowe opinie o Monroe są fałszywe. Ale na pewno są one niekompletne. I w ich uzupełnieniu powinny pomóc Fragmenty… Tym, co potwierdziłam sama przed sobą jest przekonanie o dynamiźmie, intensywności życia aktorki, umiejętności rezygnacji z podejmowanych projektów i jej dążenie do perfekcjonizmu. 
Świadczy o tym choćby stan rękopisów. Notatniki są częściowo zapisane, jakby nie miała czasu (?), cierpliwości (?) czy nie widziała sensu w ich kontynuacji; kartki z hotelowym logiem świadczą zaś o gorączkowej potrzebie utrwalenia myśli i spostrzeżeń, a teksty z przekreśleniami, z zaznaczonymi zmianami kolejności zdań, słów czy części, sugerują potrzebę perfekcjonizmu i precyzji w kształtowaniu uwag.

Godne pochwały jest to, że zarówno wydawca anglojęzyczny, jak i polski, oddali do rąk czytelników zapiski niby w formie drukowanej, ale jednak z zachowaniem oryginalnego zapisu (włączając w to odręczne korekty, skreślenia,poprawki - przykład na zdjęciach poniżej). Jedyne co zostało poprawione, to błędy ortograficzne (M.M. miała do nich skłonność, co pozwala sugerować, że była dyslektyczką) - każda ingerencja redaktora została zaznaczona na czerwono). 

















Na podsumowanie można powiedzieć, że Marilyn to postać, która swą charyzmą na zawsze wryła się w świadomość kobiet i mężczyzn; to też kobieta, która nie pokazała jeszcze światu wszystkich swoich twarzy. Co udowadnia zbiór Fragmenty. Wiersze, zapiski intymne, listy.

KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU: GRUNT TO OKŁADKA. 


ORAZ:


24 marca 2014

Donoszę...

...że moje milczenie nie jest związane z tym, że znudziło mnie pisanie (wręcz przeciwnie - czytam to-i-owo, by Wam opowiedzieć) ale z tym, że wspomniana tu już wiosna zagościła na dobre, wyjechałam z garażu czymś takim:
adres zdjęcia: http://www.google.pl/imgres?biw=1280&bih=709&tbm=isch&tbnid=1bJ1wEmF3X01iM%3A&imgrefurl=http%3A%2F%2Fwww.roowery.pl%2Ftowar%2F130%2Fmiejski-rower-damski-cossack-g-classic-bialy-rama-alu-7-biegow-w-piacie-amortyzator-przod-kola-28.html&docid=FHKymAvlYPfM-M&imgurl=http%3A%2F%2Fwww.roowery.pl%2Fminiaturki%2F130.jpg&w=1058&h=820&ei=PpowU5acDtDUsga1rYCICQ&zoom=1&ved=0CHoQhBwwDQ&iact=rc&dur=1015&page=1&start=0&ndsp=15

i tak już jeżdżę kolejny dzień. Do mamy, do urzędu jednego i drugiego, na spotkanie, zakupy...
Wszędzie z rowerem:)
Z następnej interesującej wyprawy pokażę zdjęcia - obiecuję:)
A jakaś recenzja już wnet-wnet:)

Dobrej nocy życzę:)!!

20 marca 2014

Jej Wysokość...

 We wszystkich okolicznych ogrodach, ogródkach i na łąkach rozgościła się Królowa-Wiosna!
I panowanie jej - choć to dopiero początek - przebiega w spektakularny sposób (choć u nas - na południu kraju - jest ona od  lutego; wcześniej zaobserwowaliśmy jesień a zima jakoś wypadła z tegorocznego kalendarza pogodowego:()!!
Oto kolejne oblicze Jej Wysokości:












I aż samo się ciska na usta:


I może jeszcze to:  https://www.youtube.com/watch?v=8B5DqiWHYJs - niby staroć nad starocie (czasem myślę, że dziś nikt już nie gra tak surowo/prosto:() ale urok pozostał:)

A na zakończenie typowo retoryczne pytanie: czy z takiego bałaganu (myślowego też) można sprawnie i szybko wyjść?Hmmm...


Pozdrawiam Wszystkich serdecznie:)!

19 marca 2014

Zastanawiam się...

... jak Wy to robicie, że w gąszczu przeróżnych nowości wydawniczych, kolejnych rekomendacji, reklam obecnych nawet w prasie codziennej, potraficie wyłowić książkowe cudeńka?
Jaki jest klucz do tego, by z uginających się od ciężaru książek półek księgarń i bibliotek wyłowić coś naprawdę super?


Zaglądam na Zwiedzam Wszechświat a tam perełka za perełką, w Zapiskach spod... co krok jakieś literackie boom, przy Książkach na półce... niejednokrotnie mam rumieńce, na Moim Zaczytaniu  poszukuję kolejnej klasyki spod znaku kolibra, u MK zatrzęsienie gatunków literackich a ...ale zaczytaną... podziwiam za młodzieńczy zapał.
Jaki jest wasz klucz do znajdowania dobrego tytułu?
Bo ja kiedyś miałam plan, by czytać seriami: Archipelagi/Galeria/z miotłą/VIP/Złota Seria/Czarna.../Salamandra/Kameleon ale ilekroć trafiłam na książkę, która rozczarowała - cykl porzucałam i do dziś trudno wrócić:(
Tym samy nie mam już klucza.
I może dlatego zaglądam do sieci - by u innych podpatrzeć, po co warto sięgnąć:):)

Serdecznie Was pozdrawiam!!

16 marca 2014

...koło...

Dzisiejsze drugie czytanie:

(2 Tm 1,8b...)
Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga! On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. 


Normalnie poczułam się, jakby coś w mojej historii zatoczyło koło...

(niby staroć ale jakoś tak odżył w mojej głowie)

13 marca 2014

Z pracą w tle...

Od kilkunastu dni ponaglana wyrzutami sumienia, zawalonymi terminami i  niekończącymi się pytaniami (padającymi z przeróżnych stron) niczym syn (córka) marnotrawny (-na) powróciłam do przerwanej pracy około-zawodowej. I muszę szczerze przyznać, że ona już nie cieszy jak kiedyśL, nie daje satysfakcjiL nie mam przy niej poczucia, że „odwalam kawał dobrej roboty”L, że ona ma sensL. Wręcz przeciwnie – stała się kamieniem u szyi, obowiązkiem, o którym myślę: Nie ma wyjścia - trzeba go zakończyć, trzeba zamknąć ten rozdział, by spokojnie, z wolnością iść dalej, do przodu… Tylko jako tego dokonać, skoro nie ma siły/chęci/energii a ja czuję się, jak sflaczały balonik?  Czuję (co też widać) jak bezproduktywnie drepczę w miejscuL
Więc by choć spróbować ukrócić, przerwać ten marazm postanowiłam wrócić do tego, co przerwane i na siłę – ale jednak – kontynuować pracę i może takim sposobem przerwać ten impas.
Więc wyciągnęłam znów Platona, masę podręczników z zakresu teorii sztuki, mimetyzmu, estetyki, hermeneutyki; znów zadaję sobie pytanie: Co chcesz osiągnąć? i próbuję pchać ten wózek do przodu…

Takim oto sposobem wpadła mi w ręce książka E. Wolickiej Mimetyka i mitologia Platona. U początków hermeneutyki filozoficznej.

zdjęcie książki TU:  http://archiwum.allegro.pl/oferta/mimetyka-i-mitologia-platona-elzbieta-wolicka-i2979720772.html

To opracowanie, choć wykorzystujące wzory matematyczne, operujące matematycznymi analogiami (ich próbka poniżej), porównaniami i  na układy/proporcje* przekłada treść starożytnych mitów, napisane jest językiem jasnym, przystępnym i z naukową konsekwencją dążą do puenty. Naukowe dywagacje prowadzone są w sposób czytelny i jasny, nawet dla tych, którzy nie wiedzą/nie pamiętają co to jest hermeneutyka, czym się charakteryzuje koło hermeneutyczne, jaki kształt mają platońskie dialogi, ani nawet jaką treść mają fundamentalne dla myśli europejskiej Uczta i Państwo. Mimetyka… Wolickiej, choć o Platonie, jego dialogach i ich wkładzie we współczesne literaturoznawstwo, mówi o kształcie i nurtach w europejskiej literaturze. Sporo tu miejsca zajmuje analiza roli i funkcji dialogu (bo przecież Platon operował tylko taką formą), lecz mnie najbardziej zaintrygował rozdział z zakresu mitu (bo z kolei te często Platon wplatał we wspomniane już dialogi), jego kształtu, ewolucji, wagi i znaczeniu w drodze do wiedzy. W efekcie autorka wykazuje, że Platon-filozof gotów był wpleść w naukowy dyskurs element literatury, fikcji, nawet znienawidzonej poezji (wszak „wyrzucił poetów z państwa idealnego”) byleby tylko zbliżyć słuchacza do wiedzy (Mit ma się stać pomocą dla żywej pamięci, która jest źródłem wiedzy prawdziwej (…). s. 99.). 
Uważam, że dla wszystkich pasjonatów mitów, tych, którzy chcą zrozumieć ich sens, kształt i rolę praca Wolickiej ma szansę stać się obowiązkową. I nie ma co się zniechęcać matematycznymi proporcjami (?) – Mimetyka… to naprawdę ciekawa praca naukowa. I co najważniejsze – by ją zrozumieć, nie trzeba naukowych podwalin. Wszelkie niejasności, trudne zagadnienia są omówione w tekście – jeśli nie w głównym, to w doskonale opisanych przypisach.
Serdecznie polecam!


* w tym miejscu przepraszam jeśli operuję błędnymi/sprzecznymi pojęciami;  edukację matematyki zakończyłam w klasie maturalnej a i bez tego z zakresu zajęć ścisłych byłam raczej przypadkiem beznadziejnymL  

A oto próbka stron:



I uważam, że taki sposób wykładu treści humanistycznej też może być ciekawy - jasny, zwięzły, czytelny z wykresami opisanymi hasłowo a nie z nużącymi elaboratami:) 

Życzę wszystkim radosnego czwartku:)!!

ps - w kwestii stoliczka, o którym była mowa wczoraj: okazuje się, że u mamy jest odpowiedni stelaż:) trzeba mi tylko sprawdzić, czy aby odpowiednio stabilny, by podtrzymać blat:):)

KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:



12 marca 2014

Magazynowo

Nie, dziś nie będzie o obiekcie budowlanym przeznaczonym do składowania różności:)
Dziś będzie o magazynach (gazetach), które ostatnimi dniami czytam/przeglądam:-D
Jako pierwszy - kolejny numer "Książek. Magazynu do czytania".


Nie jest to może tytuł najwyższych lotów, prezentujący jedynie klasykę i teksty skazane na stanie się wiekopomnymi dla myśli ludzkiej, ale na pewno jest to wydawnictwo zwracające na siebie uwagę i konsekwentnie kierujace czytelnika na publikacje mające szansę na dłużej zagościć w myśli odbiorców. 
Cenię w nim sobie (poza podręczna szatą, która z łatwością pozwala nosić magazyn w torebce) przede wszystkim blok poświęcony książkom opublikowanym za granicą (Książki, które czyta świat) oraz recenzje pozycji, które mają szansę wnieść coś do świadomości literackiej czytelników. 
Tym, co mnie razi w tym magazynie, jest jego stronniczość, prezentowanie wąskiego nurtu literatury, o określonym kanonie wartości i tematyce. Można też zauważyć, że rekomendowane tytuły pochodzą z jednej półki/jednego nurtu, co czyni "Książki..." bardzo przewidywalnymi. Drugą kwestią są artykuły prześmiewcze, ironizujące z danego autora/tytułu (jak choćby ten o Musierowicz). Każdy ma prawo do krytyki (i nie mówię, że ta o Musierowicz nie byłą słuszna), ale ton kpiny i nonszalancji - wg mnie - nie przystoi komuś, kto chce być potraktowany serio, z uwagą i rzeczowo. W takich sytuacjach zawsze mam ochotę zapytać recenzenta: Skoro tak doskonale znasz się na chwytach literackich i twórczej konsekwencji czemu sam nie sięgniesz po prozę tylko twoje pióro zatrzymało się na etapie eseju/felietonu? 
Mimo tych uwag, już od ponad roku sięgam po "Książki...". I dopóki reklamy stronicowo nie przerosną ilości/długości artykułów oraz magazyn będzie na rynku - ja będę go czytywać.

(na zdjęciu jest tylko kilka numerów - resztę ma D. - mam nadzieję, że już przeczytane:))

W ostatnim numerze są dwa teksty szczególnie godne polecenia. 
Pierwszy to Mileny Rachid Chehab o monumentalnej pracy Shaun'a Ushera. 

                          

Oddaję głos autorce:
Zaczęło się od tego, że copywriter Shaun Usher dostał proste zadanie - miał wymyślić reklamę dla producenta papeterii. Kiedy przeszukiwał internet i archiwa z listami różnych znanych ludzi, nie mógł uwierzyć, że jeszcze nikt nie wpadł na to, by te najciekawsze zgromadzić w jednym miejscu. 
Następne trzy lata życia poświęcił więc na coraz bardziej wnikliwe - znajomi podejrzewają go już o obsesję - wyciąganie z archiwów perełek światowej epistolografii. Teraz 125 wybranych przez niego listów - od starożytnych po bardzo współczesne - wydał w zbiorze "Letters of Note". (...) Każda z epistoł opowiada jakąś historię, ale też jest świadkiem historii. W XIV w.p.n.e. król jednego z miast na glinianej tabliczce deklaruje poddaństwo faraonowi Amenhotepowi IV. (...) W 1849 Fiodor Dostojewski pisze z więzienia do swego brata. W 1912 załoga "Titanica" wysyła telegram SOS do SS "Birma" ("Toniemy szybko pasażerowie wsadzeni do łodzi"). W czerwcu 1940 żona Churchila napomina go, by był miły dla współpracowników. (...) - s. 13.
Itd. itp. 125 takich perełek, które mówią coś i o nadawcy i o odbiorcy, perełek, które mimochodem mówią coś o epoce, ludziach i historii. A sama autorka w swym artykule opowiada o treści i dziejach 10 z tych 125 wybrańców losu. 
Naprawdę warte polecenia. A i sama książka wydaje się być ciekawa i nietuzinkowa.

Drugi artykuł opowiada o Kafce - i jak sugeruje jego karykatura na okładce, jest to "tekst numeru". 


Pretekstem do jego powstania jest wydany właśnie przez Reinera Stacha kolejny tom monumentalnej biografii autora Procesu. A skoro w tematykę wpisuje się i powieść (?) Zakochany Kafka, autor artykułu (Janusz Rudnicki) i do niej się odnosi (wielce nieprzychylnie!)


Tekst Rudnickiego jest próbą opowiedzenia, zrelacjonowania, streszczenia wszystkich (?) znanych i możliwych do opowiedzenia związków Kafki z kobietami (dodajmy: wszelkich możliwych związków, bo jest tu i mowa o relacji pisarza z Ottlą - rodzoną siostrą). Takim sposobem wyłania się Kafka kobieciarz, erotoman, ckliwy kochanek, bezustannie zakochany,rozhisteryzowany jegomość, który to zdobywa to znów porzuca kolejną niewiastę. Zresztą - sami się przekonajcie. Serdecznie polecam artykuł Rudnickiego Zakochany Kafka

Drugim magazynem, który ostatnio wertuję (głównie przy posiłkach) jest nieaktualny (ale ciekawy) katalog IKEI. Znajduję w nim tyle pomysłów, że co jakiś czas, któryś chcę realizować i nie mogę się doczekać, aż będę mogła wziąć się do pracy. 
Oto kilka  "podpowiadaczy":









Skoro wczoraj posiałam już w "garażowanych" doniczkach kwiatki, dziś idę się rozglądnąć za stolikiem, jak na zdjęciu 1. (okrągły, metalowy) - kiedyś był taki w moim domu rodzinnym, ale teraz...?Muszę do mamy...:)

10 marca 2014

Nadchodzą zmiany (?)

Czasem dobrze jest zostać samemu (samej) w rodzinnym domu, bez czujnego oka, które chciałoby zapytać: A gdzie ty znów zaglądasz? i oddać się nieograniczonemu szperactwu:):)
Takim oto sposobem wynalazłam wczoraj u Siostry i Mamy kilka skarbów, które nieoczekiwanie zmieniły swoje miejsce zamieszkania:)


Są wśród nich: ozdobne poszewki na jaśki, stylowe butelki (dziś już nikt nie pamięta po czym - ale pewnie po czymś z procentami:)), świeczka i kadzidełka.
Dziś te pierwsze się suszą w ogrodzie, te drugie już znalazły lokum na kuchennym parapecie (zdjęcie poniżej), świeczka pójdzie do ogrodowego lampionu (jak się go wreszcie doczekam:-p) a kadzidełka zadymiły już pokój przy wczorajszym wieczornym seansie:)


A żeby i mnie się coś dostało (bo przecież to, co u góry to tzw. dobro wspólne:)) to jeszcze: wisiorek, kolczyki i stare postrzępione zdjęcie z Ukochaną Babcią Helenką w roli głównej (tak, jakby Ona mogła grać inną rolę - wiadomo, że to niemożliwe!)!!
Jej... jaka to była fajna niedziela:):)

                                        

A poniedziałek tez niczego sobie: słoneczny, ciepły, pachnący wiosną i radością:)!!
Pozdrawiam Was serdecznie:)!!

9 marca 2014

Echa wczorajszego Dnia. Ukochana Poetka - odsłona kolejna

Każda z nas wie, że raz na jakiś czas przychodzi taka chwila, kiedy potrzebujemy wyciszenia, wycofania się (choćby tylko w siebie) i wygodnego posiedzenia sobie w kobiecej skórze.
I właśnie takie popołudnie zapodałam sobie wczoraj.
Więc najpierw trzeba mi było stworzyć sobie nastrój. Takim oto sposobem zgromadziłam wokół siebie fundamentalny wręcz dla mnie tomik poezji, nieodstępujący podręczny notatnik (obecnie zapisuję go: tytułami książek wartymi/wymagającymi przeczytania/zakupienia, pomysłami na zmiany/uzupełnienie wystroju domu, wrażeniami z czytanej książki), pełne blasku świece i miękki, polarowy kocyk (na zdjęciu się nie zmieścił, bo leżał na łóżku obok).


Później do tego zestawy dołączyła ulubiona parzona kawa (rozpuszczalną z mlekiem mój organizm traktuje jak deser:)) i podręczny krem do rąk (mój atrybut; nigdzie się bez niego nie ruszam; mam tak wysuszone dłonie, że nie umiem bez niego funkcjonować).


Notatnik szybko został użyty (lista domowych bibelotów się wydłuża i wydłuża), kawa powoli znikała, a tomik po raz kolejny został zaczytany. Tylko świeczki uparcie tkwiły na swoim miejscu:)
                   

Ten malutki (i w sumie ubogi) tomik wierszy Poświatowskiej jest pierwszym, który dostałam. W jakimś sensie są tu fundamentalne dla niej teksty. To taki zbiór, który doskonale oddaje istotę jej poglądów, nastawienia do życia, świata, siebie. Są tu utwory nawiązujące do jej codzienności (choroba, praca), zainteresowań literackich (archetypiczne wręcz popieści i mity) czy stawianych sobie (?) i światu (?) pytań. Te 80 stron malutkiego formatu, zapisane tekstami lirycznymi, jak i prozą poetycką próbują dać pierwszą odpowiedź na kwestię: Kim była Halina Poświatowska? A jej pełną treść można znaleźć w zbiorze jej dzieł wszystkich (poezja, proza, listy i dramat) wydanych przez krakowskie WL.
Był czas, że widoczny tu na zdjęciach tomik towarzyszył mi wszędzie (że malutki i cienki mieścił się nawet do podręcznej torebusi:)) - na wycieczkach szkolnych (dostałam go u progu edukacji w LO), podczas wyjazdów na studia, w powrotach do domu, a później nawet w pracy. Choć mam już zbiór wszystkich wierszy Poświatowskiej, ten pozostanie najważniejszy - bo utwierdził mnie w przekonaniu, że ich autorka naprawdę Wielką Poetką była!
A na zakończenie takie jeszcze perełki. Najbardziej znany wiersz zamazałam koniecznymi (wg mnie) do pełnej deklamacji znakami interpunkcyjnymi (wiersz mówiony na zaliczenie pewnych zajęć na 1. roku studiów). Ta moja ingerencja w tekst była chyba słuszna bo, Wykładowczyni (zawodowa aktorka jednego z krakowskich teatrów) była wielce rada:)


A przy innym tekście taki oto drobiazg - zasuszona koniczyna.
I wstyd się przyznać, ale nie mam pojęcia skąd ona...
Choć myślę, że z ogrodu Mamy - u Niej taka natura króluje:)


Po tak spędzonym popołudniu aż do kolacji pozostała brudna (o wstydzie!) filiżanka:)


Życzę Wam uśmiechniętej niedzieli:)!!

Prezentowany tomik H. Poświatowskiej jestem Julią (Kraków 1998) bierze udział w wyzwaniu:


8 marca 2014

Kobieco

Dziś tylko dwa okruszki.
Oba dla Kobiet i z myślą o Kobietach:)!!
Dziewczyny - wszystkiego, wszystkiego NAJ...!!!!
Pamiętajcie: gdyby nie my, świat byłby okropnie szary i byle-jaki:-D




6 marca 2014

Poetycko

W to zimne, pochmurne, mgliste i mokre przedpołudnie chciałabym uchylić choć rąbka tego, czym się ostatnio zajmuję (poza wędrowaniem do bibliotekiJ).
Obok sterty suchych rozważań teoretycznoliterackich, prac z zakresu poetyki, teorii mitu (o jednej takiej pracy będzie tu już wnet) i szeroko rozumianej tzw. korespondencji sztuk, czytam też poezję – i to nie tylko z przyjemności (muszę przyznać, że obecnie to najprzyjemniejsza i najlżejsza z moich lektur – Alicję musiałam odstawić, Capote (by nie kusił) schować za obowiązkową „kupkę”, a polecanego przez mamę (jako lektura lekka i nie wymagająca) Domu na szczycie… nawet nie odkurzam – one wszystkie muszą poczekaćL).
Tym sposobem dziś o książce, którą do poduszki codziennie, od nowa, znów wieczorami wertuję. A że ma prawie 800 stron – jest co pochłaniać. Myślę tu o Wierszach zebranych Zbigniewa Herberta. Ukazały się one w 2008 roku nakładem krakowskiego Wydawnictwa a5.


Dzierżąc w dłoni tak potężny zbiór wierszy, nie można nie wyrobić sobie ogólnego zdania o ich Autorze. Więc jaki on jest – ten poeta? I pewnie sypnę w tym miejscu frazesami, oklepanymi hasłami. Bo czy można powiedzieć coś innego, jak: inteligentny, obdarzony wyostrzonym zmysłem obserwacji, doskonały „opowiadacz”, wrażliwiec, potrafiący się zatrzymać nad najdrobniejszą z chwil, mędrzec, moralista, który nie wygłasza poetyckiego dekalogu, a jedynie - kreując kolejne sceny - karze się zatrzymać i zastanowić? Nie, to wszystko już o Herbercie powiedziano. A taka „masowa” lektura jego wierszy sprawia, że czytelnik jest w stanie się zgodzić z opinią krytyków.
To, co mnie ponownie szokuje (?), zaskakuje (?) to ta umiejętność odkrywania ponadczasowości starogreckich mitów i sytuowanie ich we współczesnych realiach; uchwycenie ich aktualności i wykazanie, że może przestrzeń się zmieniła, ale natura ludzka nie, że człowiekiem od wieków kierują te same mechanizmy: miłość, złość, zawiść, zazdrość, gniew, potrzeba władzy, czułość i tęsknota. Herbert może i zatrzymał się (nad nawet niewielkim) fragmentem mitu, ale jego bardziej interesuje, co myśmy z niego wynieśli, jaki myśmy z niego zrobili użytek, ile do dziś pozostało z jego mądrości. I bilans niejednokrotnie jest ujemny: zaprzepaściliśmy mądrość starców i wciąż popełniamy błędy, przed którymi oni chcieli nas uchronić. I zaskakująca jest konsekwencja Autora – bo czy mówi tekstem lirycznym, czy stosuje tzw. prozę poetycką, pozostaje wierny swoim odczuciom. W tym kontekście wstrząsający wręcz wydaje się wydźwięk wiersza Na chłopca zabitego przez policję (s. 654) – bo czymże w obliczu tak tragicznej śmierci wydaje się codzienność? Prochem.*
Uważam, że warto dla samego siebie na nowo odczytać Herberta, nie odnosząc konkretnego tomiku czy utworu do roku wydania, dekady czy tła historycznego; warto spojrzeć na te teksty, jak na głos, który mówi do mnie tu-i-teraz, przemawia do mnie z perspektywy mojej codzienności – on przychodzi do mnie a nie ja cofam się do jego realiów. Wtedy Herbert odsłoni się jako poeta mający wciąż coś ważnego do powiedzenia, a nie jak głos, który wybrzmiał dawno temu, a  dziś dolatuje do nas jedynie echem.
Samo wydanie Wierszy zebranych (choć grube, w ciężkiej okładce i do torebki się nie nadaje) jest o tyle ciekawe, że zawiera prawie 20 stron opatrzonych wspólnym tytułem: Faksymilia. Dla pasjonata nie mała gratka.

            
           Na dziś to tyle:) 
           Wiem, że obiecałam już mini szkic o Traktatach Miłosza (będzie, a jakże:)).
           I o tekście teoretycznym z zakresu mitu - też będzie.
           I na pewno powiem jeszcze co sądzę o Alicji... 
           Muszę się tylko tu trochę odkopać:)

                                 Pozdrawiam Wszystkich serdecznie:)!!

* zabrzmiało trochę jak z Koheleta – efekt przypadkowy.


KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:


(na okładce jest obraz Eos z ciałem zabitego Memnona - Eos była grecką boginią zorzy polarnej i świtu)



5 marca 2014

Bibliotecznie!

Moje ostatnie rozluźnienie związane jest nie z błogim lenistwem lecz ze wzmożoną pracą około-zawodową. Tym samym nie pozostaje mi nic innego, jak wędrować do biblioteki w poszukiwaniu właściwych pozycji. I dziś właśnie był dzień takich wędrówek.
Przeglądnięte już wcześniej te oto pozycje



zapakowałam do przepastnej torby i zaopatrzona w odpowiednią ilość sygnatur innych tytułów,


                           

udałam się w wiadomym kierunku.
Tam najpierw przez godzinę okupowałam dział wypożyczeń: musiałem przecież sprawdzić, czy aby pozycja mi odpowiada:) A i los chciał, że Pracownicy byli dla mnie bardzo wyrozumiali i nawet nie dziwili się za bardzo (aby na pewno?) moim rytuałom około-książkowym:) Kiedy uznałam, że w wypożyczalni nic już po mnie, postanowiłam zorganizować czas Pani z czytelni. I tam w sumie wszystko się powtórzyło: i akcja z rewersami, i oczekiwanie na książki, i wreszcie przeglądanie ich zawartości i decydowanie, nad którymi warto się pochylić a nad którymi niekoniecznie. 
Tym sposobem najbardziej zaintrygowały mnie (od razu mówię, że Filozofię historii... przeglądnęłam dla własnej przyjemności:)):


W sumie na terenie SBP spędziłam sporo ponad 2 godziny. I na pewno zostałam zapamiętana przez pracowników wypożyczalni, czytelni, i punktu ksero też:-D
A tym, co ostatecznie do domu przyniosłam, są:


Tak, wiem - w dużej mierze to opracowania i szkice teoretyczne! Naukowe analizy i wywody! Zero polotu i fantazji...
Ale zauważcie - jest i Capote:) W wersji mini, torebkowej i podręcznej:) W sam raz do autobusu:)

2 marca 2014

Wiosna - ach to ty???

Dziś krótko.
Poirytowana własnym niezdecydowaniem co do nowej szaty graficznej niniejszego bloga, ze zmęczonymi - od wielogodzinnego czytania - oczyma (a co czytam - opowiem:) - bo, o dziwo!, prawie wszystko wpasowuje mi się do marcowego hasła wyzwania "Grunt to...":)!! i liczę, że do końca miesiąca uda mi się to ogarnąć i Wam co nieco przybliżyć:) - dobrze, że marzec długim miesiącem jest:-D!) dzisiaj tylko głos w sprawie wiosny.
I to nie tyle głos, co oko.
Bo że śnieg i mróz kocham, nie raz jeden tu mówiłam. Ale trudno - zimy nie mieliśmy za to mamy już wiosnę pełną gębą! I to nie tylko w zadbanych i wypielęgnowanych ogrodach, rabatkach. Ja znalazłam wiosnę w lesie:)
Oto dowody - przywiezione wczoraj od mamy:)



Widzicie, jak wszystko nieśmiało zaczyna się zielenić:) Nawet z tych wiór po złamanym drzewie mech wychodzi:)
Gdybym jeszcze mogła Wam przesłać głos ptaków śpiewających o poranku..., o to jest coś...!