26 grudnia 2014

...

(adres zdjęcia: https://forum.butwbutonierce.pl/topic/1235-dobrze-ubrany-m%C4%99%C5%BCczyzna/page-30)

Stanisław Barańczak 1946 - 2014




25 grudnia 2014

Czarowanie....

Jak w jednym z komentarzy zauważyła Fibula, miast śniegu mamy błotko, chlupot kałuż oraz deszcz... Takim sposobem zimowy świr jak ja nadal zaczarowuje rzeczywistość - Let it snow odmieniam sobie przez różne aranżacje i wykonania:) Za śniegiem tęsknie chyba bardziej niż mój śnieżny pies:)
A że dziś Wielkie Święto, wyszperałam jeszcze:


To były muzyczne czasy!!

I może to jakaś mała magia się dzieje, ale otworzyłam rano bloga, a tam ponad 13000 odsłon - takie to miluśkie cudeńko - zważywszy, że ja zaległości mam feeeessss i pewnie prędko z nich się nie wygrzebię:(:(
Wszystkiego dobrego na ten wyjątkowy dzień Wam życzę:)!!

23 grudnia 2014

KONKURS ŚWIĄTECZNO-NOWOROCZNY

Z racji, że w sumie jakoś rok temu wpadł mi do głowo pomysł, by początkowo kulawy oraz niewyraźny blog uczynić okołoliterackim i dziś właściwie czuję się już wśród Was zadomowiona, postanowiłam ogłosić Konkurs:)
To moja pierwsza tego typu inicjatywa, więc proszę o wyrozumiałość:)!

Oto jego zasady i warunki:
          1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Zielono Mi. Ona również jest fundatorem nagród, którymi są nowe, nieużywane książki:
- Uciekinier,
- Gdybyś mnie teraz zobaczył,
- Siedem kobiet.
Dodatkowo Zwycięscy (miejsca od 1 – 3) mogą liczyć na drobiazgi-niespodzianki. 
       2. Konkurs trwa od 23.12.2014 do 2.01.2015 roku do 23.59. Wyniki zostaną ogłoszone najpóźniej 6.01.2015 roku.
        3. By wziąć w nim udział należy: zostawić w komentarzach pod tym wpisem odpowiedź na pytanie/zadanie konkursowe oraz podać swój adres meilowy; dodatkowo: zostać obserwatorem bloga (w komentarzu proszę podać imię/pseudonim) i na swoim blogu umieścić konkursowy baner (a jeśli nie jest się autorem bloga – na fb, google+).
WZÓR:
- odpowiedź na pytanie,
- adres meilowy,
- informacje o obserwowaniu oraz banerze.
4. W zabawie mogą wziąć udział osoby, które podadzą jedynie polski adres korespondencyjny (w celu wysłania nagród).
5. Pytanie/zadanie konkursowe:
Jakie jest Twoje najbardziej szalone/nietypowe/odważne życzenie noworoczne?
6.   Konkurs nie podlega Ustawie z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
7.   O książkach-nagrodach można przeczytać tu:
Zapraszam do konkursu!
Będę zaszczycona gościć Was podczas tej zabawy! 

A oto jakże krzykliwy baner (proszę się nie śmiać - to też mój kolejny "techniczny" debiut:)):


I zdjęcie nagród:

Życzę miłej zabawy:)! 

ŚWIĄTECZNIE!

Ten wszechobecnie panujący duch Świąt (u mamy dzień spod znaku ubierania choinki i projektowania stroików, a u Rodziców P. pierwsze przymiarki do Wigilii:)) udzielił się i nam. Więc choinka - tradycyjnie żywa, a jakże - stanęła już wczoraj i od początku do końca ubrana została przez Męża mego. A na niej: czerwone światełka, czerwone oraz "złote" bombki i takież kokardki (oryginalnie nie jesteśmy, wiem); a do tego: lukrowane pierniki i plastry pomarańcza. Nie jest tego dużo, nie ugina się od ciężaru dodatków, ale może właśnie dzięki temu widać jej urok i czuć cudny zapach przyprawy piernikowej oraz cytrusów.
Tutaj galeria (zdjęcia profesjonalne nie są, choinka modelowa również - ale nasza i cieszy:)):



A tu jej lustrzana siostra...

... i gałązka z detalem:

Patrzę na to ostatnie zdjęcie i przypomina mi się ten najpiękniejszy okres dzieciństwa - w starym drewnianym domku moich Dziaków. Magia a nie wspomnienia!!

A że to również czas pakowania prezentów - jest i coś na ten temat.
Mam Koleżankę, która bajecznie wręcz pakuje upominki! Ma w dłoniach to coś i potrafi to wykorzystać. Mikołajkowy prezent dostałam owinięty w tradycyjny papier, który ozdobiony został żywymi gałązkami iglaków, leśnymi szyszkami i ususzonym plastrem jabłka - takie zwykłe, a takie cudne! Nie miałam sumienia tego wyrzucić, więc ozdobom dałam nowe życie. Na kuchennym parapecie (wraz ze sztucznie złotą gałązką-podstawką). Oto one:


Czy ktoś jeszcze lubi takie naturalne ozdoby zrobione własnymi siłami i jakże tanim kosztem:)?

A na czas wypieków i ozdabiania domów piosenka. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę wyobrazić sobie Bożego Narodzenia bez śniegu!

19 grudnia 2014

Liebster Blog Award - mój wkład:)


Jak wyjaśnia Ola: "Nominacja do zabawy Liebster Blog Award ta jest otrzymywana od innego blogera, w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań, wyznaczyć kolejne osoby i zadać im 11 swoich pytań".

Wytypowana przez Olę dopiero dziś mam ciut chwilki, by odpowiedzieć na jej pytania.
No to zaczynamy:
1.      Która książka kojarzy Ci się z Twoim domem rodzinnym?
Hmmm… takich książek mam cztery… Po pierwsze to Pan Tadeusz – egzemplarz wydany przez Czytelnika w 1989 roku; był czas, kiedy moja mama czytała go rok w rok, zima nie była zimą, jeśli mama nie brała tej książki do ręki i nie zasiadała z nią przy kuchennej żarówce. Druga książka to któraś z części Trylogii (niestety byłam tak mała, że nie zakodowałam która) wydane przez PIW (czarna seria) zaczytywana przez dziadka. Trzecia (wiąże się z drugą) to Kolumbowie… czytana przez babcię w tym samym czasie i tym samym pokoju (wszystko trzeba rozumieć tu dosłownie) co Trylogia przez dziadka; i mam takie wspomnienie: babcia na tapczanie, dziadek na kanapie, każde w swoim kącie pokoju, niby czytają te swoje książki (tu nr 2 i 3), a co chwilę spozierają zza okładki swojej książki i jedno drugie popędza, by się „streszczało”, bo chce zabrać książkę „przeciwnika”; te literackie wyścigi musiały zrobić na mnie-dziecku ogromne wrażenie, skoro je do dziś pamiętam... A czwartą to Ballady i romansie Mickiewicza – i to nie konkretne wydanie, ale tekst sam w sobie – kiedy moje rodzeństwo było małe, tata wieczór w wieczór Z PAMIĘCI deklamował Powrót taty, Świteź, Świteziankę, a jak się zapędził to i Trzech Budrysów:) Tak mi to weszło w krew, że Powrót… do dziś pamiętam… I jak miałam skończyć inne studia:)? Od dziecka byłam naznaczona:):)
2.      Czy pamiętasz ten moment, gdy stwierdziłaś/eś, że książki to Twoja największa pasja?
Tak. Wtedy, gdy skończyłam Akademię Pana Kleksa i poczułam ból w sercu, że to już koniec… Ten żal do dziś odczuwam, kiedy rozstaję się z książką, która wywierła wrażenie.
3.      Jaką pełnisz rolę w blogosferze?
W sumie to nie wiem:) Czytam sobie książki, współpracuję z dwoma Wydawnictwami, szlifuję swój język mówienia o literaturze, podglądam blogi – niektóre cudowne i bardzo dojrzałe, przy czytaniu aż zazdrość ściska, że ja tak nie umiem – innych, ale w tym wszystkim nie jestem chyba nikim ważnym… A już na pewno nie super-opiniotwórczym:) Ale uwielbiam to, na co jakichś rok temu się zdecydowałam:)
4.      Czym pisarz może Ci naprawdę zaimponować?
Na pewno wykreowaną sytuacją, sceną, ale przede wszystkim językiem, jakim operuję… Ilekroć czytam Poświatowską, Tokarczuk, Myśliwskiego zachwyca mnie ich zwięzłość słowa, składnia i lekkość, z jaką się nimi posługują. Zgrabny, przemyślany język to jest to!
5.      Czy jest taka książka, której nie pozwoliłabyś/nie pozwoliłbyś przeczytać swemu dziecku?
Nie ma. Każdą książkę można przeczytać – nawet jeśli nie jest wysokich lotów – byleby osiągnąć odpowiedni do niej wiek, by nie zszokowała treścią, językiem i by ją zrozumieć.  
6.      Którą z Twoich książek uważasz za najpiękniej wydaną?
Jej.. To trudne pytanie… Ale to chyba trzytomowe wydanie Władcy… od Muzy, w etui z reprodukcjami obrazów. Następnie 33xTrójka, Historia Piękną, Historia Brzydoty i Niedenthal. Ale to lista tak na szybko wymyślona… Odpowiedź zupełnie nieprzemyślana:(
7.      Który współczesny pisarz/pisarka polski według Ciebie rokuje największe nadzieje?
Nie mam pojęcia… Ci, których cenię i „w ciemno” kupuję już są docenieni oraz ważni, a tych, którzy zaczynają nie czytam… Bo ja w ogóle bardzo mało czytam polskich debiutantów… Wstyd mówić… To musi się zmienić w nadchodzącym roku… I takim sposobem mam postanowienie na nowy rok;)
8.      Którą książkę przeczytałaś/eś najwięcej razy i dlaczego do niej wracasz?
Mistrz i Małgorzata Bułhakowa. Tam jest wszystko, co wiąże się z życiem każdego człowieka… Pisałam o tym tu
9.      Jaki humor Cię śmieszy? Czy pamiętasz jakąś naprawdę zabawną scenę książkową?
Komizm sytuacji i postaci. Język nie zawsze, bo czasem śmieszyć ma coś, co jest brutalne/wulgarne/dosadne…
10.  Która książka w tym roku zrobiła na Tobie największe wrażenie?
Księgi Jakubowe! Mistrzostwo! Autorka przeszła samą siebie. Pisałam o tym w swoich Dawkowaniach i następującej po niech recenzji.
11.  Książka, którą chciałabyś/ chciałbyś znaleźć pod choinką?
Blogger chyba nie jest jednak nieskończony, by taką listę pomieścić… Ona się nie kończy:)

A oto moje pytania/hasła wywoławcze:
1.      Która z dotychczas przeczytanych książek jest największym rozczarowaniem i dlaczego?
2.      Która z przeczytanych książek jest całkowicie pozytywnym zaskoczeniem i dlaczego?
3.      Które miejsce w Twoim domu/pokoju najbardziej zachęca i nastraja do czytania?
4.      Jaka muzyka (piosenka, utwór) kojarzy Ci się z ulubiona książką?
5.      Z którym pisarzem/-ką chciałbyś/-łabyć zjeść kolację i dlaczego z nim (nią)?
6.      Pomysł na prowadzenie bloga zrodził się.. – podaj okoliczności.
7.      Gdybym nie prowadził/-ła bloga, czas wolny spożytkowałbym/-łabym na… - uzasadnij wybór.
8.      Której książki chciałbyś być autorem – i dlaczego?
9.      W książkowej blogosferze najbardziej lubię… a najbardziej nie lubię….
10.  Pierwszą myślą po przeczytaniu naprawdę interesującej i dopracowanej książki jest…
11.  Moje postanowienie noworoczne brzmi:… Jeśli możesz – rozwiń te myśl.
 Ze swojej strony proszę o odpowiedź twórców blogów:

13 grudnia 2014

Kuchnia od kuchni

Nie spotkałam człowieka, który byłby specem od WSZYSTKIEGO, który znałby się na wszystkim… Osobiście nie znam się na wielu rzeczach i bardzo wielu rzeczy nie umiem (i wcale się tego nie wstydzę – np. tego, że nie prowadzę auta, po umyciu szyb wciąż mam na nich smugi a w moim ogrodzie to tu to tam wyrasta chwast)… Ale najdziwniejsze jest chyba to (dla mnie samej również), że nie umiem gotować, nie lubię tego, nie mam ochoty się uczyć i nieraz kombinuję (zapytajcie P.) jakby tu ominąć kuchnię szerokim łukiem…
W tej sytuacji dziwi fakt, że zgodziłam się przyjąć od WL książkę Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu. Bo co o książce „żywieniowej” może napisać osoba, która nie lubi kuchni? Ale ją przyjęłam i… Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu to książka niezwykła!


Nie jest książką kucharską – choć zawiera przepisy: od sposobu na babeczki, mizerii, grog z whisky, zupę rybną po ravioli z wołowiną a to wszystko uwieńczone kilkoma subiektywnymi listami najlepszych win.
Nie jest to też poradnik jak żyć, choć znajdziemy tam całą gamę pomysłów na ciekawą, spokojną i owocną codzienną – od recepty na wspólnie z bliskimi przeżywanie poranków, wyciszenie w szumnej pracy, po wytchnienie przy rodzinnym stole.
Nie jest to też prezentacja życia w blichtrze, przepychu, na wysokiej stopie, kiedy - mając wiele czasu wolnego - można przygotować, a później delektować się wyszukanymi i drogimi potrawami.
Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu to książka o tym, jak gotowanie, kuchnia, jedzenie mogą cieszyć, dawać satysfakcję. Z perspektywy tej pozycji jedzenie nie jest „odżywianiem”, wzmacnianiem organizmu, podtrzymywaniem funkcji życiowych (do czego sprowadza się w moim przypadkuJ). Chodzi w niej o to, by w stole, posiłkach dostrzec sposób zacieśniania więzi rodzinnych, by wykrzesać radość ze wspólnego przebywania, kontynuowania tradycji, pogłębiania bliskości – by stół nie kojarzył się z posiłkiem jako takim, lecz z dobrym duchem, który zespala i jest źródłem radości. Dla bohaterów tej książki ważne jest, by w tym szybkim, zwariowanym, nastawionym na komercję i przepych świecie nie zgubić tego, co dobrego mamy od przodków, tej prostoty i oczywistości, by nawet smaki oczyścić z naleciałości innych kultur i sięgnąć po fundamenty dawno przez przodków opisane. Bo najlepsze jedzenie to to lokalne i najbliższe. I może być najspokojniejszym momentem dnia. Dlatego powinniśmy je kontemplować i się nim cieszyć.
Książka ta ułożona jest  w cykl wywiadów Łukasza Modelskiego z największymi specjalistami „od kuchni”. Z tych 13 rozmów dowiadujemy się czym jest dla nich jedzenie samo w sobie, jedzenie jako potrawa oraz jego przygotowanie; co w tym jednym z podstawowych aktów człowieka może być/powinno być pięknego i wyjątkowego. Rozmówcy Modelskiego to osoby, które o jedzeniu oraz składnikach spożywczych wiedzą naprawdę bardzo dużo i mogą o nich ciekawie opowiadać; których kuchnia cieszy i z gotowania są w stanie uczynić święto; to osoby, dla których kuchnia to pasja, a nie jeden z codziennych obowiązków. I zapewne dzięki tej pasji niejedna z tych osób osiągnęła zawodowy sukces.
Więc może i ja się czegoś od nich nauczę! 

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ


12 grudnia 2014

Spontanicznie

Nieoczekiwanie kupiłam dziś trzy książki - dwie dla Siostry, bo prezent mikołajkowy okazał się niezbyt dopasowany, więc odzyskane pieniądzu upłynniłam w sposób wiadomy.


Kiedyś rozczytywała się w Roberts ale mam nadzieję, że tego nie zna. A romansami też nie gardziła, więc liczę, że choć ten prezent okaże się odpowiedni:)
A dla siebie wygrzebałam perełkę wręcz!! Popatrzcie:


Książka jest KOSMICZNA - jej format, sposób wydania (nawet papier), bogata ikonografia, szczegółowa bibliografia skłaniają do tego, by coś więcej Wam o niej powiedzieć:) I na pewno opowiem:)! 

Tak bardzo lubię spontaniczne chwile w dziale z książkami:)! 
A Wy:)?

Paczkowo

Że to szalony czas pewnego jegomościa z torbą pełną paczek i paczuszek, pora bym pokazała swoje drobiazgi:













(ten kociak to wdzianko, które ma zimowe noce uczynić znioślejszymi, lakiery do paznokci - wiadomo, moja wizytówka, a kartki/zakładki oraz kreatywny dziennik to pomysł Dagi i Gicia)...

Kiedy ten zwariowany (i chyba raczej majętny) Pan sobie przeszedł, wjechała do domu paczka od Darii.


Poza wygraną w konkursie książką Islandia jak z bajki zawierała: album z czterema pora roku na tejże wyspie, dwie bajeczne czekolady, cukierki, ciacha, węża-klejmordkę (to to ze słonikiem), od którego muszę odganiać Męża i przepiękną kartkę z obłędnymi widokami:):)!!
I już wiem, że w Keflaviku jest międzynarodowe lotnisko i kusi tamtejsze muzeum etnograficzne...;-).
Dziękuję:):):):):)!!!!!!!!!

Pozdrawiam!

I would like to apologize...

... za moje blogowe milczenie.
Za nieodwiedzanie Waszych stron, nie czytanie wpisów, recenzji; przepraszam za brak komentarzy i pozostawanie w tyle – od prawie miesiąca… Czasem jedynie okiem rzucę tu czy tam (stąd wiem o kolejnym wywołaniu do tablicyJ - u Oli - tu)…
Życie gna, problemy się mnożą, obowiązki – krótkotrwałe/długotrwałe – co jakiś czas wypływają, a pasje schodzą na dalszy plan… Więc i moje wpisy są rzadkie, czasem bez spójności…
Wieczorami coś sobie do poduszki czytuję - ale droga do końca tekstu bywa długa… - i czas do recenzji się wydłuża…
Mam nadzieję, że wybaczycie mi to zaniedbanie – obiecuję, że się poprawię i może w przerwie świątecznej zaległości nadrobię…
A w tym roku nawet nie mam pomysłu na te Święta, nie mam energii, by myśleć o pieczeniu, dekorowaniu, sprzątaniu… A rok temu były pierniki, cykl „Piosenka na dziś” – z pomocą Trzeszczących płyt Kaczkowskiego, dziecięce wypatrywanie śniegu…
Ej… życie…

ps – a wiosenny akcent tej zoomy ma już towarzystwo:



To czekam jeszcze na dwa kolejne hiacynty i... 14 krokusów... - tyle cebulek kiełkuje:)

10 grudnia 2014

To tak, jakby zostawił swój cień (...). ciała nie ma, ale cień pozostał.

Jest taka grupa książek, od których trudno się oderwać, o których – w codziennym zamieszaniu – trudno nie myśleć. To takie książki, które wsysają się w myśli i uparcie tam tkwią. I mogą to być teksty dokumentalne, reportażowe, biograficzne – całkowicie zanurzone w konkretną rzeczywistość, autentyczne osoby, których historie wręcz bolą – Imperium, Papusza, Poniedziałkowe… Są również doskonałe historie literatury klasycznej, jak Lalka, Zbrodnia i kara, Mistrz i Małgorzata, Ludzie bezdomni... Mogą to być obłędne historie miłosne, jak Mistrz i Małgorzata, Co się zdarzyło…, Anna Karenina… Mogą to też być teksty obyczajowe, które mają w sobie jednak ziarenko intrygi, napięcia oraz spójnej, przemyślanej akcji – Dom w…, Czekolada, Cukiernia… Ale nie od dziś wiadomo, że historiami, które najwięcej bazują na emocjach, nerwach czytelników, które budują napięcie, dawkują wydarzenia i informacje, a stopniowania emocji nie ma końca są kryminały i thrillery.
I dziś o jednym takim tekście.  
Fabuła Człowieka, który zostawił po sobie cień jest jednocześnie i prosta i zawiła.
Bo mamy oto bajecznie bogatego Joela, ożenionego z niezwykle piękną, młodą i wykształconą Angelą, który pewnego dnia - po dość typowej kłótni z żoną - znika, nie zostawiając wiarygodnej informacji, co i tak pozwala policji przypuszczać, że zrobił sobie odpoczynek od rodziny oraz firmy i nie ma mowy o porwaniu czy morderstwie. A dość zawiła przeszłość Joela każe się poważnie zastanowić, czy ktoś, komu kiedyś porwano młodszego brata a pogrążeni w żałobnym alkoholizmie rodzice popełnili samobójstwo miałby jeszcze w sobie tyle szaleństwa, by sfingować własne porwanie?
Mamy tu też Dannyego Katza – eksnarkomana, eksbezdomnego, ekswięźnia skazanego za dość brutalny (i nietypowy) napad na swoją dziewczynę, eksuczestnika wojskowego szkolenia dla wybitnie zdolnych lingwistów, ekspracownika służb zbrojnych - obecnie tłumacza, czasem parającego się hakerstwem. Z profesją prywatnego detektywa niewiele ma raczej wspólnego, ale i tak podjął się próby odszukania starego przyjaciela Joela Klingberga.
Tylko czy ten eksprzestępca wciąż balansujący na granicy prawa i bezprawia, jest w stanie wejść w świat handlu międzynarodowego, blichtru i przepychu, by poznać najnowszą tajemnicę kolegi?
I już na początku okazuje się, że sprawa nie ogranicza się do Dannyego, Joela i jego żony. Szybko na arenie pojawia się tajemniczy policjant, który tak naprawę okazuje się być dość dociekliwą panią prokurator (a czemuż tak ją interesuje to zniknięcie-nie-zniknięcie?), głuchy młodociany narkoman, emerytowana sprzątaczka-lesbijka, dyrektor prywatnego biura ochrony, przestępca-najemnik, przypominający zombie, szamanka voodoo, biznesmen-tyran, dość kochliwy śledczy i płatny włamywacz, któremu można przypiąć etykietkę „szlachetny”.
Człowiek, który… to doskonały thriller kryminalny. Jest tu wszystko, co pasjonaci tego gatunku lubią: napięcie, gwałtowne zmiany akcji, ewolucje poważnie popapranych bohaterów, liczne wątki, które niejednokrotnie z drugorzędnych stają się głównymi, niemało - wymuszających uwagę – detali, a nawet wiarygodne opisy. Tempo zmian akcji, pojawianie się kolejnych szczegółów i wątków, brak posągowych - jednoznacznie dobrych oraz jednoznacznie złych - postaci, mroczna, mglista i tajemnicza atmosfera sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem, nie sposób się od niej oderwać, jak dla mnie to gotowy scenariusz filmowy – i to w mistrzowskim stylu przypomina szwedzkie Forbrydelsen.
Polecam!

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU

6 grudnia 2014

Wiosna zimą!

Nie mogę powiedzieć - Mikołaj w tym roku był nader hojny! Znalazł coś dla mego ciała, jak i duszy:)
A i matka-natura nie poskromiła swych łask! Choć mamy grudzień w pełni, obdarowuje mnie swymi kolorami. Dziś o tym, jak pięknie kwitnie pewien hiacynt, a za czas jakich będzie o morzu krokusów (myślę, że przy Nowym Roku niektóre będą już znacznej postury:)).
Więc oto niesforny kolega w okolicach 26.11:
'

Oto ten sam kwiat 30.11 - 1.12:

Tu z kolei mamy 3.12:

I na koniec obraz, który zastałam dziś wieczorem po powrocie z pracy:

Przyroda też może dostarczać niemało prezentów:)!