21 lutego 2015

Serce panu tutaj pęknie albo zmieni się w kamień. Pański wybór. (s. 130)

Nigdy nie ukrywałam, że ze wszystkich książek świata najbardziej lubię i cenię literaturę faktu: reportaże i biografie. Tuż za nimi jest tzw. literatura piękna/ współczesna już klasyka – przede wszystkim nobliści (Munro, Saramago, Marquez, Iiosa, Morrison) lub ci, którzy – ku mojej radości (nawet po śmierci) - mogliby nimi być (Tokarczuk, Myśliwski, Wassmo, Woolf, Kafka, Eco). I dopiero po tej wyliczance jest miejsce na literaturę „odpoczynku”. Tu zdecydowanie rządzą dobrze rozpisane, mroczne, poplątane, trzymające w napięciu i nawet przy finale nieoczywiste kryminały. A pojawiająca się na horyzoncie możliwość przeczytania opartego na faktach kryminału (czyli dwa w jednym:)), którego akcja rozgrywa się w XVIII-wiecznym Londynie okazała się niemałą pokusą:)  I się skusiłam.



Diabeł z więzienia dłużników to książka sporych rozmiarów (prawie 450 stron, ubogie marginesy, interlinia 1, więc nie ma tu nic z oszukiwania). Już wstępna nota historyczna rzeczowo (ale nie nudnie) wprowadza w Londyn 1727 roku oraz historię ówczesnego więziennictwa i czynniki sprzyjające jego rozwojowi. Takim sposobem dowiadujemy się czym było więzienie Marshalsa, kto go zamieszkiwał, jaki panował rytm dnia a nawet pory posiłków. Doskonałym uzupełnieniem są rozdziały Tło historyczne i Wybrana bibliografia. To z nich poznajemy skrócone biogramy kilkunastu autentycznych bohaterów książki (kierownicy więzienia, urzędnicy państwowi, właściciele tawern), przebieg więziennego buntu, zorganizowanego po nim procesu, dostajemy też spis licznych tekstów źródłowych, stanowiących faktograficzną podstawę książki. Obok tego pokazano w książce szczegółowo i dokładnie jeszcze całe tło historyczno-kulturowe: topografiię Londynu, kulinaria, modę, porachunki uliczne, realia półświatka. I dokładność tych przedstawień, detale z jakimi pokazano Londyn połowy XVIII wieku wchłaniają czytelnika i pozwalają mu być tam – razem z tymi wszystkimi postaciami i ich czarnym światem. By nie być gołosłowną – oto choć jeden tego przykład: Kiedy zobaczyłem jakość stroju, który mi zaproponował, z chęcią skorzystałem: świetnie skrojony czarny żakiet z parą pasujących do niego spodenek, znacznie bardziej eleganckich niż stary frak (…); świeża para białych jedwabnych pończoch; dobre buty ze sprzączkami lśniącymi jak zwierciadło i niebiesko jedwabny pas, wyszywany srebrna nicią. (s. 174) To te naukowe badania autorki, drobiazgowość opisu świata przedstawionego sprawiły, że powieściowy Londyn jest wiarygodny, bohaterowie wpisują się w historyczne realia, nie odstają od nich nawet pod względem upodobań czy codziennych problemów. Ale Diabeł… nie jest pozycją naukową z zakresu historii miasta czy kulturoznawstwa. To przede wszystkim kryminał, z niemałą ilością zagadek od stron pierwszych (jak pojawienie się tajemniczej grupy ulicznych rabusiów). W samym ich środku jest Tom Hawkins, którego głównym życiowym problemem jest talent do popadania w kolejne kłopoty. Kształcony na proboszcza niemałej parafii, od umartwiania się i dawania przykładu innym wolał folgowanie cielesnym potrzebom, hazard, alkohol i życie na cudzy rachunek. Jak się okazało, to prosta droga do oddziału dla dżentelmenów więzienia Marshalsa. A tam – poza pozorną kulturą – jest świat innych praw, zasad bez zasad i tyrańskich rządów naczelnika, który każdą chwilę uważa za godną przelania czyjejś krwi (nie ważne czy karnie osadzonego dziecka czy słaniającego się z głodu i chorób biedaka). Choć nie, rządzi tam jedna zasada: przeżyją ci, którzy mają pieniądze (sic! w miejscu dla dłużników!) i potrafią się dzięki nim odpowiednio układać. A Tom pieniędzy nie ma i z nieba mu raczej nie spadają. Ale ma „szczęście” – przed przydziałem do celi z umierającym kompanem „ratuje” go tytułowy diabeł, a wolność może sobie wykupić rozwiązując sprawę pewnego morderstwa. Może i nic trudnego, a jednak w więzieniu zamieszkałym przez skazańców, strażników, nadzorcę z rodziną;  w więzieniu, na terenie którego działa tawerna, kawiarnia, burdel, kaplica i zakład fryzjerski (prowadzony przez jednego z więźniów) podejrzanych (i powodów) pojawia się niemało – zważywszy, że we wszystko „zamieszana jest” niemała suma pieniędzy. Tom nie ma nic do stracenia. I zamieszkuje z „diabłem”, szuka mordercy, coraz dokładniej wchodzi w więzienne realia, nie broniąc się przed wyłaniającą się możliwością romansu. Z tym, że w realiach zimnego, bezdusznego i surowego więzienia nie ma prawa on się rozwinąć. Ale to nie te surowe więzienne prawa przerażają, a dzikie rządy naczelnika, który zamiast sprawować sprawiedliwą i zgodną z przepisami pieczę raz za razem daje upust swoim zapędom: (…) tu więźniowie nadal byli zamknięci w oddziałach. Trzysta dusz ściśniętych po trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt na noc w celi, podduszonych, głodujących, oddychających własnymi wyziewami. (s. 223) Ostatniego lata na trzy dni przykuli człowieka łańcuchem do trupa w karcerze, bo ośmielił się sprzeciwić Actonowi. Widziałem go, kiedy go wyciągnęli. Zdjęli mu łańcuchy, ale to niczego nie zmieniło. Nadal czuł trupa na swojej skórze. Wydrapał w ramieniu dziurę wielkości kurzego jaja. Powiedział, że próbuje wydłubać dotknięcie trupa. (s. 242 - 243)
Jak widać Diabeł… to niebanalny kryminał, skrupulatnie dopracowany pod względem wiarygodności historycznej, kulturowej a nawet społecznej. Jest w nim i ciekawa (autentyczna – z buntem więziennym na czele) intryga i koloryt starego Londynu, a tym, co fabularnie może zawieść  to naiwność bohatera u początku powieści (taki stary wyjadacz z niego a nie umiał przewidzieć, że nocny spacer z pełną sakiewką dobrze skończyć się nie może) czy zbyt szybka odpowiedź na pytanie o personalia tytułowego diabła. Mam nadzieję, że ci, którzy się skuszą nie pożałują czasu z tą powieścią.  


ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ



KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU

3 komentarze:

  1. Wow, super. Tematyka bardzo moja, choć bałam się, że będzie sypanie faktami, datami i ogólnie nuda. Dopiszę sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wciąż nie mogę przekonać się do kryminałów. Ale ten wydaje się ciekawy. Tym bardziej, że tematyka więzienna przemawia tu na korzyść książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś dla mnie, bo oparte na faktach......no i mroczny Londyn też mnie przyciąga....
    Poszukam, gdyż chętnie bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń