8 kwietnia 2015

Czego jeszcze nie wiemy o ostatniej powieści Myśliwskiego? Wędrówka śladami bohatera "Ostatniego rozdania"

Dziś kolejna odsłona z cyklu: Co skrywa szuflada? Tym razem stary już tekst o Ostatnim rozdaniu Myśliwskiego. Dla wielu książka już zakurzona, oddychająca powiewem echa, dla wielu dawno zapomniana - dla mnie wciąż żywa i ważna. Kiedyś już tu o niej wspominałam, jakaś mini wzmianka była, ale nic wielkiego i istotnego. Dziś przynajmniej będzie długo. Może się komuś spodoba:)



         Przez ostatnie dekady talent Wiesława Myśliwskiego przyzwyczaił czytelników do tego, że ten, kto choć raz zetknął się z jego prozą, nie może przejść obojętnie obok kolejnego tytułu. Otwierane przez autora każde nowe perspektywy i przestrzenie już zawsze będą kusić oraz wabić. Nie inaczej jest w kontekście Ostatniego rozdania.
Dziś jednak wydaje się, że o tej książce powiedziano i napisano wszystko, a głos w jej sprawie zabrali już niemal wszyscy – recenzenci zawodowi i amatorzy. Można się od nich dowiedzieć między innymi, że tekst ten należy do grupy polskich arcydzieł literatury, gdyż: „Istnieją (…) powody, dla których dzieła tego pisarza tak chętnie nazywamy arcydziełami. Znam jeden z nich: to wielka tęsknota za arcydziełem. Tak wielka, że aż sprawcza”[1]. 
Czy wobec tego jest coś jeszcze do dodania?
Spróbujmy sprawdzić.
Zacznijmy może od odpowiedzi na pytanie o gatunek literacki. Występowanie narratora, bohaterów, wątku głównego i pobocznych, opisów oraz dialogów, sugeruje, że to powieść. Ale na wyżej wymienionych cechach nie można poprzestać. Bo jak na Myśliwskiego przystało,  sporą część tekstu stanowią rozważania filozoficzne, moralne a nawet coś na kształt „złotych myśli”.  Przedmiotem ich są takie wartości, jak: praca, miłość, pokój, sztuka ze wszystkimi jej rodzajami, sprawiedliwość, rodzina, odpowiedzialność a nawet epistolografia. Nie stroni Myśliwski od odwołań do takich myślicieli, jak Hegel, Nietsche, Fromm, czy Tomasz Mann. Wszystko to zbliża ten tekst do powieści filozoficznej. Ale by nie być ani banalnym ani nudnym, rozmyślania te wplótł autor między i w- wypowiedzi poszczególnych bohaterów, ich opowieści oraz monologi głównego bohatera-narratora. Pojawiają się tam jakby przy okazji. A może to mimochodem pojawiają właśnie historie i opowieści, a trzon stanowią jednak rozmyślania?
Jednak jak to jest naprawdę, musi ocenić sam czytelnik. Te, jak i kilka innych kwestii.
Choćby tę tyczącą głównego bohatera. Kim on jest? Jak ma na nazwisko? Na imię? Gdzie mieszka? Gdzie wyjeżdża? Skąd wraca? Jakie tak naprawdę ma wykształcenie? Ile razy zmieniał mieszkania i z iloma kobietami był związany? Dlaczego odszedł od Marii, która z niego nigdy nie zrezygnowała i przez całe swe mało wiarygodne życie traktowała z prawie nabożnym szacunkiem? Kiedy rozpoczął swe wspomnienia? Komu snuje te opowieści? Dlaczego opowiada głównie życie innych (choćby matki, Matei, Radzikowskiego, Joachima Steinera, Sabiny, Marii), a swoje traktuje jakby po macoszemu, mimochodem informując o jego kolejach? A nawet na to, ile stron może mieć ten historyczny dziś już notes, od którego cała opowieść się zaczyna?
Nie jesteśmy chyba w stanie odpowiedzieć na te pytania. Okazuje się, że na temat bohatera wiemy mniej niż więcej. Może mieć lat 70 jak i 60. Na pewno wiemy, że urodził się podczas wojny i że nigdy nie poznał swojego ojca, co położyło się cieniem na jego późniejszym życiu. Wiemy też, że we wczesnej młodości oglądał film Siódma pieczęć (z 1957 roku, reżyser: Ingmar Bergman), a badając notes szuka siebie głównie pod literą K. Widzimy też, że swoją opowieść prowadzi chaotycznie, przeskakuje z tematu na temat, zaczyna jakiś wątek i go nie kończy, by znów powrócić do niego jakby nieoczekiwanie sobie o nim przypomniał. Pozwala innym postaciom mówić za siebie, jakby ta przydługa opowieść go męczyła. A oni mówią długo – i chętnie. I matka, i krawiec, i szewc, i kochanka-modelka, i Romeo, i inżynier-budowlaniec, a już na pewno Maria – ona, choć często rozhisteryzowana, mówi, mimo, że nikt jej o to nie prosi. Dlaczego? Na to pytanie też odpowiedź musi znaleźć każdy czytelnik – a pomocą może być ostatni, niedokończony rozdział.
Bohaterowie tych opowieści mówią nieskładnie, potocznie, niedbale, sięgając niejednokrotnie po wulgaryzmy (Romeo) i wydaje się, że jedynie Maria chce zrobić również w tej materii jak najlepsze wrażenie.
Skoro nie możemy jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, kim jest bohater może powiemy jaki jest?
Więc jest samotny – i to na wskroś. W kilku kluczowych dla swojego życia momentach sięga po pękaty od adresów i osób notes, ale okazuje się, że nie ma do kogo zadzwonić, napisać, nie ma kogo zapytać. Okazało się, że nie wystarczy „mieć kogoś na papierze” – trzeba go mieć też w życiu, dbać o niego, lub choćby stworzyć pozory dbania. Wyrzucając poszczególne osoby z życia, skazał się na niepamięć – swoją (bo w końcu skądś się wzięła ta niemożliwość przypisania osoby do nazwiska) jak i o sobie. Aż dziw, że Maria tak długo go pamiętała.
Bohater to też osoba egoistyczna – z wygody preferuje niezobowiązujące związki z kobietami, pozwala popaść w ruinę rodzinnemu obejściu, zmienia kolejne biznesy na bardziej intratne, nie ma potrzeby posiadania potomstwa i nie dba o przyjaźnie. Jednak czy aby na pewno jest to tak pozbawiona sentymentów? Bo przecież wykupuje – za pierwotną cenę - dla dawnego pracodawcy rustykalną szafę, w jednej ze swoich firm chce zatrudnić nikogo innego jak nieokrzesanego Romea, a obraz, który przyniósł mu najwięcej zaszczytów, oddał nie komu innemu, jak budowniczemu szkoły.
Można też o tej postaci powiedzieć, że jest swoistym „dzieckiem szczęścia” – na każdym etapie życia spotykał osoby, które podawały mu pomocną dłoń, promotorów, mentorów czy choćby opiekunów; ludzi, którzy chcieli ułatwić mu start w dorosłość. A on raz za razem, z tych dłoni rezygnował. Dlaczego? I z tą kwestią musi się zmierzyć czytelnik sam.
Ale jest kilka kwestii, co do których można mieć całkowitą pewność.
Bohater to prawdziwy pasjonat sztuki. Uczęszczał do szkoły plastycznej, zaczął studiować malarstwo, jako dorosły już tworzył kryształy, sprzedawał antyki a nawet miał ambicję projektować ubrania. Poczucie piękna i estetyzmu towarzyszyły mu przez całe życie. Pojawiające się w pewnym momencie postacie Joachima-malarza i Niemca-muzyka, wydają się być kluczowe dla historii bohatera: po poznaniu ich historii obudziła się w nim jakaś determinacja, która pozwoliła mu wyrwać się z małomiasteczkowej duchoty. Raz za razem wraca też  motyw obrazu z lalką i to bez względu na moment życia głównej postaci, jakby bez pamięci o tym dziele bohater i jego los był niepełny a wręcz wybrakowany.
Wiadomo też, że interesująca nas tu postać z obsesyjnym niemal uporem zrywa ze wszystkim, co wiązałoby się ze stworzeniem stabilizacji, trwałości, przywiązania do kogoś i czegoś. Świadomie skazuje się na „wydziedziczenie”, emocjonalne wysiedlenie i duchową bezdomność. Jego oderwanie od wszystkich jest na tyle totalne, że nie ma do kogo zadzwonić z pytaniem o życie Marii. Swój los doprowadza do momentu, w którym o nim jako o człowieku świadczy nie drugi człowiek a notes – te kilka kartek z takim uporem zapisywane cudzymi nazwiskami i adresami. A do swoich – jakże licznych – adresów nie czuje przywiązania. Nawet ich dobrze nie pamięta. Dlaczego? Kolejna zagadka.
Z treści można też wysunąć kilka sztampowych wniosków: jest to powieść o pierwszym zakochaniu i pierwszym rozstaniu, o głębokiej miłości macierzyńskiej, o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu i świecie, o trwałości (lub nie) młodzieńczych przyjaźni, o odwadze, dojrzałości do samodzielności, o wychodzeniu z domu, przekraczaniu granicy między młodzieńczością a dorosłością. Jest to też powieść o próbie (udanej?) odpowiedzenia na pytanie: kim jestem i co mnie determinuje?
Zagadką jest też sam tytuł. Można do rozumieć na wiele sposobów. Może w nim chodzić o analogię między rozdaniem kart w kolejnych partiach pokera, a rozdaniem kart swojej (?) biografii. Może też chodzić o wizualne podobieństwo między talią kart a kluczowym dla tej opowieści notesem – i jedno i drugie rozsypuje się w dłoni bohatera. Może chodzić nawet o akt rozdawnictwa: kart w czasie pamiętnej, ostatniej partii gry i wypisów z własnego życia – bo przecież i gra i życie zmierzają do jakiegoś punktu kulminacyjnego, spektakularnego finału. Może też chodzić o rangę finalności, ostateczności – jak nie będzie już więcej pokerowej partyjki, tak bohater nie pokusi się już więcej o rozliczenie z własnym losem. A może sens tytułu jest jeszcze bardziej banalny. Może chodzi po prostu o to, że główna postać ostatni raz wertuje notes i ostatni raz opowiada swoje życie – choćby samemu sobie. By stać się bardziej wiarygodnym, kompletnym i pełnym – przynajmniej we własnych oczach.
Jak widać powieść ta nie daje odpowiedzi na liczne pytania. Wręcz przeciwnie: każdy kolejny rozdział rodzi nowe, następne i z kolejną kartką jest ich coraz więcej. Czytelnikowi wydaje się, że im dłużej czyta tym wie mniej – nie więcej, że wszystkie informacje o bohaterze są przez niego podane przypadkowo, bez logicznej selekcji. Mimo tego czytelnik dowiedział się sporo o sobie, kondycji człowieka, ludzkim losie, jego uwarunkowaniach i naturze. Więc jeśli ktoś chce spróbować odpowiedzieć na pytanie: kim jest istota ludzka? powinien sięgnąć po Ostatnie rozdanie Wiesława Myśliwskiego. 


[1] D. Nowacki, Nowa powieść Myśliwskiego. Czy znów arcydzieło?, (w:) http://wyborcza.pl/1,75475,14575452,Nowa_powiesc_Mysliwskiego__Czy_znow_arcydzielo___RECENZJA_.html, z 10.09.2013. 

Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3823,Ostatnie-rozdanie. 

Wyzwanie 2.

3 komentarze:

  1. Ta historia Cię porwała. Podobnie jak przy "Księgach Jakubowych", widać, że lubisz tego typu klimaty, ze zgrabnie wplecionymi rozważaniami filozoficznymi. Obie lektury jeszcze przede mną...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się chyba nie skuszę. Albo inaczej: w tej chwili tego nie zrobię :) lektura wydaje mi się dość ambitna, skłaniająca do myślenia. Trzeba do niej przysiąść na spokojnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam prozę W. Myśliwskiego! W całości i we fragmentach (bo przecież można te książki otworzyć na dowolnej stronie i pochylić się nad wybranym zdaniem, pokłonić się jednej z myśli). Za cudowną prostotę i piękno słowa! Za to, że każdy może czytać ją po swojemu. Za to, że jest!

    OdpowiedzUsuń