30 kwietnia 2015

Jest to po prostu (...) identyfikowanie się umysłu rozumującego ze swym przeciwnikiem. (s. 435)

       Już jakiś czas temu ogłosiłam, że SPRÓBUJĘ sięgnąć po gatunek, który jest mi całkiem obcy i daleki – ale nie ze względu na niskie wartości estetyczne, ale ze względu na mój gust literacki, który nie mógł (nie może) się przekonać do historii z pogranicza horroru, powieści grozy czy powieści gotyckiej. I by choć spróbować zmienić swoje podejście sięgnęłam po tom 1. Opowiadań E. A. Poego. 
       Z Przedmowy dowiedziałam się, że obok nowelek gotyckich Poe popełnił kilka tekstów detektywistycznych wprowadzających bohatera-analityka, który jedynie przy pomocy dedukcji i lotności umysłu potrafi rozwiązać każdą niemal zagadkę kryminalną. Według Kopalińskiego C. A. Dupin – detektyw Poego – stał się pierwowzorem Sherlocka Holmesa. Taka uwaga nie mogła nie zrobić na mnie wrażenia. 
      Dlatego przygodę z Poem zaczęłam właśnie od trzech tekstów „śledczych” – Zabójstwa przy rue Morgue, Tajemnicy Marii Roget, Skradzionego listu.
       I już od pierwszych stron zauważyłam zbieżności z Sherlockiem: dwóch mężczyzn z szanowanych kręgów razem mieszka w liczącej się stolicy (w tym wypadku to Paryż), popołudniami z fajkami zasiadają w miękkich fotelach, jeden wyróżnia się nieprzeciętnie przenikliwym umysłem, a drugi jest jakby motorem napędowym tego umysłu; historie – zagadki, z którymi nie jest w stanie poradzić sobie zaprzyjaźniony szef (prefekt) policji - opowiadane pierwszoosobowo snuje, stojący zawsze trochę w cieniu, „pomocnik”. 
       Ale na tym podobieństwa by się zakończyły. Bo nad opowieściami o Dupinie się wymęczyłam (najmniej przy tej ostatniej, bo krótka)! Może jestem ignorantem, może nie mam gustu, ale nie wciągnęły mnie te opowieści. Są rozwleczone, a zamiast akcji, intrygi, śledztwa i powolnego odkrywania prawdy pełno w nich analiz z pogranicza logiki, psychologii i matematyki. Długie monologi mało mają z detektywistycznego śledztwa, a sporo z wywodu na temat przenikliwości ludzkiego umysłu i operacji przez niego prowadzonych. Nie powiem – zagadki  w tych opowieściach są ciekawe, kilka razy zadałam sobie pytanie: Ale o co chodzi? Tylko, że zamiast zastanawiać się nad potencjalnym rozwiązaniem irytowałam się wywodami na temat skomplikowanej natury ludzkiej myśli. Trochę jestem rozczarowana tymi historiami – zważywszy, że stały się one podwaliną dla tych wykreowanych przez Doylea. 
      Mój Mąż ostatnio czyta zbiór opowieści o Sherlocku (to)  – i jego zachwyt nijak się ma do mojej irytacji. 
      Może ja po prostu nie jestem w stanie docenić tych trzech opowiadań Poego… Cóż, pozostanę ignorantem:(

Zdjęcia pochodzą kolejno ze stron: 
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zab%C3%B3jstwo_przy_Rue_Morgue
http://pl.wikipedia.org/wiki/Skradziony_list
http://pl.wikipedia.org/wiki/Tajemnica_Marii_Roget

KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:



1 komentarz:

  1. Może największym atutem opowiadania, które prezentujesz, miał być właśnie zachwyt nad owym wywodem "z pogranicza logiki, psychologii i matematyki"... Nie znam Poe'go. Kiedy myślę ile jeszcze świata czeka do odkrycia, czasem mi się kręci w głowie :)

    OdpowiedzUsuń