21 maja 2015

Co dwie prelegentki to nie jedna:)

       Teraz, kiedy emocje opadły a ja oswoiłam się z myślą: "Zrobiłam to" mogę spokojnie powiedzieć, jak wczoraj było.
      A najpierw było z przygodami: bo w pracy musiałam się stawić i spóźnialskich przeegzaminować, później głodny brzuch zapchać (zadowolić musiał się drożdżówką z serem) i zdążyć na busa do wiadomej biblioteki. I kiedy w ciągu godziny wszystko ogarnęłam... utknęłam w korku... w korku... w korku... Cztery (4) przystanki autobusowe pokonałam w ciągu prawie 40 minut... Chyba piechotą byłoby szybciej... A na miejscu okazało się, że Gościa Głównego, promującego debiutancką powieść Znak ostrzegawczy - też nie ma (później opowiedziała, jak a okolic Krakowa do Chełmca jechała ponad 4 godziny) i - jak już się zjawi w ostatniej chwili - pewnie nie będzie czasu na dopracowanie szczegółów... Ten scenariusz się sprawdził, ale wcale nie okazał się złym i czarnym...
     Bo spotkanie wyszło fantastyczne. Publiczność dopisała - szok odczułam, gdy w ostatniej chwili Pani Dyrektor kilka krzeseł dostawić musiała, nie czuć było skrępowania i dystansu, a najfajniejsza była ta interakcja między Autorką a publicznością. Wypływała pewnie z tego, że Iwona Bińczycka-Kołacz okazała się świetną narratorką, opowiadaczem autentycznym i chętnym, snuła wątek za wątkiem, a ja tam byłam nie po to, by je pochowane wyciągać jeden za drugim, a jedynie pomagać podtrzymać (bo łyk wody trzeba kiedyś chlipnąć)... Wątków tych było sporo: od początków pisarstwa "szufladowego", przez udział w konkursach literackich, pomysł na opublikowaną już powieść, pracę nad nią, zmieniające się plany zawodowe, po kolejne projekty wydawnicze, konspekty następnych książek "dla dorosłych", czy zboru bajki dla dzieci... Oczywiście nie obyło się czytania fragmentów powieści, przytaczania opinii recenzentów (w tym blogerów - a jakże) i wysłuchania wspomnień pierwszej czytelniczki książki - akademickiej koleżanki Autorki... Tematów sporo i godzina minęła sama nie wiem kiedy:)
       A co sądzi o wczorajszym popołudniu sama Iwona Bińczycka-Kołacz? Oto kilka uwag:
Atmosfera przyjazna, wręcz rodzinna:) Wyczuwało się zainteresowanie publiczności i pozytywne nastawienie. Licznie przybyłym Czytelnikom dziękuję za bardzo życzliwe przyjęcie!
      Oby to spotkanie rozpoczęło serię mu podobnych:)
      Że stresu osobiście nie odczuwałam w ogóle (o dziwo!), że Znak... znam i za kilka naprawdę mocnych atutów cenię, a Autorka okazała się ciepłą i otwartą osobą, taka forma aktywności i włączania się w tzw. życie kulturalne bardzo mi się spodobała! Oby więcej takich inicjatyw, bo przecież pisarze chyba chcą poznać swoich czytelników i ich opinie. Grunt, żeby im to umożliwić:)

A teraz czas na kilka zdjęć - jako dowód, że to naprawdę się wydarzyło:):












1 komentarz:

  1. Gratuluję! :) Patrząc na te zdjęcia myślę sobie - gdzie ja Cię już kiedyś widziałam... :)

    OdpowiedzUsuń