23 lipca 2015

W odpowiednich okolicznościach każdy jest zdolny do morderstwa. (s. 98)

       Lato. Małe miasteczko nad morzem. Pełnia słońca. Ciepły piasek i wizja turystów pod parasolkami. Wszyscy marzą o wakacyjnym wytchnieniu i spowolnieniu. 
       Taką sielską-anielską przestrzeń zamieszkują (między innymi): powracająca z  rodzinnych wakacji ambitna policjantka, lokalny - od piętnastu lat żonaty z tą samą, wciąż młodą, kobietą – hydraulik i jego rodzina, jego dość nieogarnięty pomocnik, dociekliwa i wnikliwa redaktor naczelna lokalnej gazety, jej wścibski asystent wraz ze swoją pogrążoną w nałogu matką, taktowny i otwarty młody pastor, anonimowa, szorstka i wroga opiekunka pewnego domku letniskowego, kioskarz oraz właścicielka - czekającego na nowych turystów - hotelu. Wszyscy oni (z wyjątkiem wycofanej sprzątaczki) tworzą znającą się od dawna, zżytą, darzącą się zaufaniem i wsparciem, mijającą się codziennie w drodze do pracy grupę; każdy każdego zna i na swój sposób każdemu ufa. 
       Bo Broadchurch to jeszcze takie miasteczko, w którym nikt przed nikim nie zamyka drzwi. To pojawiający się później obcy, z zewnątrz – sierżant i dziennikarka ogólnokrajowej gazety - są tymi, co sieją zamieszanie i wątpliwości. Ale to później. Bo teraz Broadchurch to jeszcze takie miasteczko, w którym sama bym chętnie spędziła długi, leniwy urlop. Tylko, że już za chwilę, pewnego, ciepłego, słonecznego poranka na plaży znajdą ciało jedenastoletniego Danny’ego i już nic nie będzie takie samo. 
       Przede wszystkim pojawi się ból, cierpienie, wyrzut, złość, niedowierzanie i lista pytań bez odpowiedzi. W ślad za tym – poczucie straty, winy i zwątpienia. Matka nie będzie już opoką, ojciec wcale  nie okaże się dobrym opiekunem a starsza siostra słodką nastolatką. Nawet kioskarz nie będzie tylko sprzedawca gazet, a hotelarka ładną kobietą interesu. I wszyscy będą zadawali sobie pytania: Co Danny robił nocą poza domem? Jak się wymknął? Z kim się spotkał? Jakie miał tajemnice? Komu ufał? Co o nim wie jego najlepszy przyjaciel? Śmierć była skutkiem nieszczęśliwego wypadku czy morderstwa? Pytań więcej niż mieszkańców miasteczka i podejrzanych. A i zebrane informacje tyczyć będą raczej innych – a nie ostatnich chwil chłopca. 
       Więc wiemy dlaczego pani z psem opiekowała się domem na uboczu, dlaczego silny ratownik medyczny został ojco-matką na pełen etat, jak to było z nocnym wezwaniem do szwankującego bojlera, przeciętym drutem kolczastym i kłótnią z młodym listonoszem. Ale to nijak nie przybliży do rozwiązania zagadki. A kiedy przyjdzie jej finał, nic już nie będzie takie samo. Bo: To śledztwo położyło się cieniem na całej tutejszej społeczności. Mało kto nie ucierpiał. (…) Dochodzenie było delikatne i złożone i odcisnęło swoje piętno na tym zżytym miasteczku. (…) Oczywiście, że Mark podejrzewał Nige’a, tak samo jak Beth podejrzewała Marka, tak samo jak wszyscy podejrzewali wszystkich…(…) (s. 410 – 423) 
       Po przeczytaniu tych sporo ponad 400 stron „Broadchurch” muszę powiedzieć, że to dobrze rozpisany, trzymający w napięciu kryminał. Raz za razem sprawy przybierają niesamowity obrót, ciśnienie czytelnikowi rośnie (co przy pogodzie za oknem jest raczej wskazane), a rozwiązanie zagadki może niejednego zaskoczyć. Nie powiem, ten brak płynności w przechodzeniu ze sceny w scenę, te nagłe przeskoki mogą irytować, ale można to sobie wytłumaczyć, mając na uwadze, że książka powstała na podstawie filmu, że rozdziały odpowiadają poszczególnym sekwencją filmowym i czytelnik bardziej idzie nie za narratorem a za ruchem kamery. 
       Nie byłoby tego napięcia, zniecierpliwienia i irytacji, że choć kolejne strony za nami, to o sprawcy zdarzenia nadal nic nie wiadomo, gdyby nie wyraziste postacie głównych bohaterów: rodziców i siostry Danny’ego, ich najbliższych sąsiadów, a przede wszystkim policjantów: udzielającego wsparcia poszkodowanej rodzinie oraz śledczych – Ellie’go i Alec’ca. Są oni nieudacznikami, patałachami, życiowymi wykolejeńcami, pracującymi poniżej swoich ambicji, którzy raz za razem przegapiają ważne wątki, skupiają się na banałach i własnych – mylnych – osądach oraz skojarzeniach.  Ona jest naiwną, pełną żalu za stracony awans żoną ojco-matki, a on szorstkim, introwertycznym, aroganckim, nieczułym, bezpośrednim i zdegradowanym gliną, za którym ciągnie się echo zawalonego śledztwa; nie ma w sobie nic z charyzmy, przebiegłości czy sprytu znanych słynnych śledczych; nie jest nawet zwinny i sprawny fizycznie – osaczony przez swoje coraz bardziej kalekie zauważalnie oddala się od wizji finału . Czy tym razem uda mu się znaleźć winnego, a jego zawodowej partnerce odzyskać radość z wykonywanego pracy? 
       Warto wybrać się na wczasy do książkowego Broadchurch z „Brodchurch” w dłoni. I choć jest to zamknięta część, kilka wątków można rozwinąć i osobiście widzę potencjał na ciąg dalszy. Ja mam na niego wielką ochotę. 

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ:

KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

3 komentarze:

  1. Cieszę się, że książka Ci się spodobała. Ja sama nie mam na nią niestety specjalnej ochoty, ale ufam, że wiele osób podzieli Twoje zdanie na jej temat.

    Zapraszam do mnie na www.maialis.pl - dawno Cię nie było ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że będzie w moim guście :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam bardzo zainteresowana tą książką, dopóki nie przeczytałam, że powstała na podstawie filmu - nie lubię tej kolejności, zazwyczaj zawodzę się w takich przypadkach, wolę więc obejrzeć oryginał :)

    OdpowiedzUsuń