23 czerwca 2015

Ktoś chce książkę:)?

Uwaga, uwaga!
Korzystając z ofiarności Wydawnictwa Literackiego, chciałabym serdecznie zaprosić na konkurso-rozdawajkę.
Do zdobycia 2. część fińskiego kryminału o zamkniętej i pełnej pozornego spokoju społeczności małego miasteczka Palokaski – „Noora”.
Książka wciąż czeka na swoją premierę, a ja już teraz rozdaję jeden przedsprzedażowy egzemplarz.
Jak go zdobyć?
Szczegóły tu:

1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Zielono Mi… Nagrodę główną – „Noorę – funduje Wydawnictwo Literackie.
2. Konkurs trwa od 23.06.2015 do 30.06.2015, do 23.59. Wynik zostanie ogłoszony najpóźniej 5.07.2015 roku. Istnieje szansa, że prócz „Noory” zwycięzca otrzyma również pewien bonus:)
3. By powalczyć o książkę należy: zostawić w komentarzach pod tym wpisem odpowiedź na zadanie konkursowe oraz podać swój adres meilowy; dodatkowo: zostać obserwatorem bloga/profilu fb/g+ (w komentarzu proszę podać imię/pseudonim) i na swoim blogu umieścić konkursowy baner (a jeśli nie jest się autorem bloga – na fb, g+).
WZÓR:
- odpowiedź na zadanie,
- adres meilowy,
- informacje o obserwowaniu oraz banerze.
4. W zabawie mogą wziąć udział osoby, które podadzą jedynie polski adres korespondencyjny (w celu wysłania nagrody).
5. Zadanie konkursowe:
Proszę napisać 1 akapit (obszerność nie gra roli) zapowiadający niesamowitą, zaskakującą, niebanalną, zadziwiającą i mrożącą krew w żyłach historię; może to być wprowadzenie do kryminału, thrillera, dreszczowca, opowieści grozy… - grunt, byście sięgnęli do wyobraźni pełnej pomysłów:)
Oto baner:


6.   Konkurs nie podlega Ustawie z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
7.   O nagrodzie ufundowanej przez WL można przeczytać tu

ZAPRASZAM DO PEŁNEJ POMYSŁÓW RYWALIZACJI:):)

16 czerwca 2015

Nie żądam więcej, niż mogę mieć... (K. Kowalska)

Dziś dawno planowana relacja "z życia"...
Kilka perełek uchwyconych w obrazkach...
Jest i praca i odpoczynek, jest życie domowe (rodzinne), są i dzieci, nawet wczesnowiosenne śniadanie i truskawkowe obżarstwo są, a nawet ciekawa lodziarnia, i oczywiście są zwierzęta - Bilbo, jego kolega (Czadziu), tymczasowy najemca dachu sąsiadów,  i uprzywilejowany królik, zobaczycie echa wyprawy do Rzeszowa (po-konferencyjny tekst już wysłany, ale myślę, że mogłam go jeszcze doszlifować - mam nadzieję, że nie odrzucą...)
I na pewno zauważycie czego nie ma na ani jednym zdjęciu...
Jakość ich kiepska, ale oto ja...






































11 czerwca 2015

(...) niechęć do życia uczesanego, przewidywalnego, zachłanność, głód wrażeń i wewnętrzne nienasycenie miłości. s. 202

Tytuł niniejszego bloga został zaczerpnięty z piosenki:
(…)
Zielono mi i spokojnie,
zielono mi,
bo dłonie masz jak konwalie.
Noc pachnie nam
jak ten młody las,
popielatej pełen mgły,
a w ciszy leśnej
tylko ja i ty...

A pogoda rozśpiewana,
a na chmurze bal do rana,
gada woda i sitowie,
że my mamy się ku sobie.

(…)
Zielono mi, szmaragdowo,
gdy twoja dłoń
przy mojej śpi, niby owoc.
Zielono mi,
bo ty, właśnie ty
w noc i we dnie mi się śnisz
i jesteś moją ciszą
w mieście złym.
(…)


       Ten tekst - jak i wiele innych dobrze wszystkim znanych, wciąż śpiewanych i na nowo
aranżowanych - wyszedł spod pióra Agnieszki Osieckiej: utalentowanej artystki, duszy towarzystwa światka literackiego Warszawy, Krakowa i Wybrzeża oraz kontrowersyjnej kobiety. Całkiem niedawno ukazała się jej biografia autorstwa Uli Ryciak – „Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej”. Może coś mi umknęło, ale wydaje mi się, że to pierwsza tak obszerna i drobiazgowa biografia tej pisarki.
Myślę, że ciężko pisarzowi pisać o innym pisarzu, ale Ryciak spisała się doskonale: wykazała się profesjonalizmem i rzetelnym warsztatem pracy. Jej tekst to typowa biografia – przedstawia losy Osieckiej, jej dzieciństwo, młodość, lata edukacji, poszukiwania planów na siebie oraz swoje życie, są tam i pierwsze miłości, uczuciowe smutki, małżeństwa, zawodowe plany i aspiracje, przyjaźnie (Janda, Bakuła, Umer…) i antypatie (…).
       Ale ta książka to też opowieść o natchnieniu, o rodzeniu się pomysłu na tekst (piosenki, sztuki teatralnej, kabaretu, powieści, opowiadania, filmu, scenariusza) i jego realizacji – nagrania, premiery, druku, kolejnej nagrody, brylowania na liście przebojów, ale i też niedocenienia, odrzucenia, niezrozumienia.
       To też książka pełna analiz wspomnianych tekstów, interpretacji, odkodowania symboli i aluzji, próby przypisania ich do kolejnych wydarzeń z życia – bo przecież nic tak bardzo jak wiersz właśnie, nie jest spójne z życiem.
       Ważnym aspektem jest też próba przedstawienia osobowości, psychiki Osieckiej, opowiedzenia jej jako człowieka i kobiety urodzonej przed II wojną światową, której zdecydowana większość „świadomego życia” przypadła na lata PRLu i której losy zespoliły czas przed- i po ’89 roku.
       Z tych prawie 500 stron książki wyłania się Osiecka utalentowana, na poczekaniu wymyślająca piosenki czy teksty kabaretowe, która w życiu zwykłych ludzi znajdowała tematy i motywy przewodnie swojej literatury – i w życiu koleżanki-aktorki i w losie osiedlowego pijaczka. Z „Potarganej…” wyłania się Osiecka niepewna początkowo swojej drogi – bo i dziennikarką i reżyserką była bez przekonania, to osoba wrażliwa, nawet samotna – choć lubiąca ludzi, kobieta o ciętym języku i repliką na jego końcu, to też osoba żądna zmian, przygód, nie nawykła do monotonii i stabilności – zawsze gdzieś ją gnało i popychało na nowe, obce lądy; to też kobieta nie rozumiana przez inne kobiety – za „porzucenie” córki, liczne romanse i wieczne poszukiwania uczuciowych wzlotów porównywana była do mężczyzn, przystawała bardziej do ich świata a nie do rzeczywistości stereotypowej matki lat 70. Przekonywana przez całe swe dzieciństwo o swej wyjątkowości, stała się osobą wyjątkową i nieprzeciętną, temperamentem i samorealizacją wyprzedziła epokę lub dwie… I myślę, że to ojcowskie wpajanie nieprzeciętności oraz ochrona przed realiami życia, izolacja przed jego szarzyzną stały się powodem wielu nieszczęść – w życiu dorosłym Agnieszka nie umiała się z nimi zmierzyć, rządna wrażeń i tęskniąca za wolnością, uciekała wręcz przed zobowiązaniami i obowiązkami zostawiając  za sobą chaos i zamęt. Ale nie mi to oceniać…
       Również pod względem kompozycyjnym książka Ryciak jest ciekawą. Pierwszy rozdział to opis ostatniego etapu życia Osieckiej – zdiagnozowania choroby, leczenia, buntu i śmierci, a ostatni to opowieść o początkach: znajomości rodziców, szalonym, pełnym pasji pianiście Osieckim, narodzinach Agnieszki i zaangażowaniu ojca w wychowanie córki. W „Potarganej…” aż roi się od cytatów z piosenek, tekstów prozatorskich, wywiadów, listów, zdjęć, nawet kopii niektórych rękopisów. Opowieści autorki poparte są wypowiedziami przyjaciół i współpracowników Osieckiej, co czyni tekst wiarygodnym i pełnym – szkoda tylko, że wielu zechciało pozostać anonimowymi. Również obszerna bibliografia stanowi dowód, że książka Ryciak to rzetelny tekst należący do tzw. literatury faktu. To książka napisana z pasją, werwą, zaangażowaniem; wyłania się z niej Osiecka żywa, prawdziwa, autentyczna – jakby sama opowiadała nam swą historię.
       Nie da się ukryć, że ten blog ma trzy patronki: Tokarczuk – która jest moim mistrzem narracyjnym, Poświatowską – która jak nikt uczy wrażliwości i przewartościowania priorytetów oraz Osiecką – która pokazuje, jak (bezkompromisowo) realizować projekty wszelkie (i której piosenka dała tytuł tej stronie). Może więc pora zacząć szukać mistrzów…







ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ


Wyzwanie 2.

5 czerwca 2015

Wycieczka w przeszłość...

      Tak się dziś złożyło, że musiałam udać się na chwilkę do punktu ksero. A że chwilka była dość długa, z nudów oglądałam ściany.
      A tam same perełki: stare zdjęcia mojego miasta. Scenki "z życia wzięte", kadry z dawno martwego świata: Polacy, Żydzi, przemysłowcy, handlarze, kupcy, chłopi, tuż przed okupacją, podczas okupacji (w tym getto), dni "po wyzwoleniu"...
       Dziś moje miasto jest ciche i spokojne (dla mnie aż za bardzo głuche), czyste, a miejscami nawet kolorowe, ale ja żałuję, że nie żyję w tej mozaice kulturowej, społecznej, że Żyd to teraz tylko czasem z jakąś wycieczką, że kirkut niby blisko i po drodze, ale daleko, że Cygan budzi społeczną niechęć... Kiedyś  pod wieloma względami było trudniej, ale prościej...
        I nie przemawia przeze mnie poprawność polityczna czy historyczny rozrachunek - po prostu szkoda, że ta mozaika społeczna już nie wróci w takiej starej i oczywistej formie... Ja bym chciała... I na gruncie tych rozważań w punkcie ksero zrodziło się pragnienie poszperania... I poszperałam...
      Zapraszam na pokaz starych zdjęć i do starego kina... Oto Nowy Sącz, który był piękny, gwarny, tłoczny, różnoraki i... już nie wróci... Boję się, że możemy o nim zapomnieć...

Kilka starych ujęć:

Stare i nowe - te same miejsca a jednak inne...











      A tak to ujrzała kamera:

A dziś - niestety - bulwary Dunajca to jedynie chaszcze, szuwary, miejscami legowiska dla śmieci... Niby słyszy się o planach zagospodarowania tych terenów, ale hasła giną, jak szybko się pojawiają...
Nieskromnie powiem, że ta szkoła im. Długosza to była też "moja" szkoła...

Czy ktoś jeszcze lubi takie stare, martwe, ale żywe - w świadomości niektórych -  miasteczka?


Zdjęcia pochodzą ze stron:
- http://fotopolska.eu/hotele,440,20/woj.malopolskie.html
- http://poznajpolske.onet.pl/malopolskie/spacer-po-poludniowej-czesci-nowego-sacza/3eegb
- http://www.nowysacz.pl/layout.php?page=364&gallery_id=22

3 czerwca 2015

(...) żyć jest naprawdę ślicznie (...).

       Niecały miesiąc temu świętowaliśmy urodzimy Halinki. 
       Wydawnictwo Literackie wznowiło z tej okazji kilka niebanalnych tytułów: niewielki tomik „Jestem Julią” z najpopularniejszymi wierszami poetki, „Elementarz…” -  z wybranymi wierszami, fragmentami prozy oraz listów Poświatowskiej, które wszystkie razem tworzą swoisty przewodnik po myślach, projektach, pomysłach, zapasach-zawodach staczanych przez poetkę z sobą, innymi, a przede wszystkim z własnym losem. Również niewielkich rozmiarów „Opowieść…” znalazła drogę z magazynu do potencjalnych odbiorców.    
       Ale oprócz tych literackich i artystycznych tytułów, WL ponownie wydało zbiór, który nie ma nic wspólnego z literackim kreacjonizmem, niedopowiedzeniem, przemilczeniem, czy nadinterpretacją – to najprawdziwszy autentyk, z którego wyłania się Halina Poświatowska nie schowana za metaforą swojej poezji czy prozy poetyckiej, ale Halina Poświatowska mówiąca (i przemawiąjąca) wprost z najbardziej intymnych i osobistych tekstów, jakie jest w stanie stworzyć każdy z nas. Mam tu na myśli zbiór
„Listów”. Bo listów ona pisała wiele i do różnych osób. Są wśród nich lekarze (na czele z prof. Aleksandrowiczem, który podsunął jej pomysł o ubieraniu emocji w wiersze, który poznał ją z Szymborską, który wystarał się o wyjazd młodziutkiej Haliny do Stanów), redaktorzy magazynów literackich (np. Tadeusz Śliwiak), krakowscy aktorzy (Jan Adamski, Jan Niwiński), prawdziwe-najprawdziwsze przyjaciółki od serca (Caroline Karpinski – poznana w Nowym Yorku pracownica The Metropolitan Museum Of Art, Anna Orłowska – krakowska psycholog) a przede wszystkim rodzice – prym wiodą listy do matki.
       Z tych prawie 500 stron zbioru wyłania się Poświatowska z krwi i kości. To dziewczyna pełna bólu po śmierci męża, pełna żalu i niezgody na lekceważenie, jakiego doświadczyła w początkach wdowieństwa, to dziewczyna pełna lęku i nieopisanych nadziei towarzyszących jej podczas podróży do USA. To tez dziewczyna głodna życia, wszelkich doświadczeń, zwyczajności i banalności – to wszystko, co nam wydaje się nijakie, dla niej stanowiło to cel sam w sobie; to dziewczyna uparta, zawzięta, dumna, niezrażająca się przeciwnościami i pracowita – aż do wyczerpania… Pisała, czytała, uczyła się języków obcych, tłumaczyła, zwiedzała, poznawała ludzi, wyznaczała sobie kolejne cele i zadania… To kobieta, która nie znała zbitki „nic-nie-robić” i „lenię-się”… To dziewczyna, która właściwie we wszystko wkładała całe swoje serce i energię… To dziewczyna, która w każdy projekt angażowałam całą siebie i innych – głównie matkę. Ale to też dziewczyna zachłanna – nie tylko na życie, również na ludzi; oczekiwała uwagi – że matka będzie przepisywać i wysyłać wiersze, polscy literaci w USA zgodzą się na kolejny jej pomysł, że każdy przyklaśnie jej projektowi, bo to JEJ projekt, że wszyscy z wyrozumiałością przyjmą jej tryb życia, że zawsze spotka się z akceptacją, zrozumieniem i uwagą, że na pewno znajdzie się ktoś, kto zawiezie ją na spotkanie, wycieczkę, spotka się towarzysko, kto podejmie się kolejnej operacji… Każdy z tych listów to małe okno otwarte na świat Poświatowskiej. To świat pełen poezji, literatury, marzeń, planów, nadziei, aspiracji, świat pełen zachwytu nad światem, to świat pełen ludzi – znanych, kochanych, kochających, zakochanych, potrzebnych, potrzebujących. Bo ludzi wokół siebie Halina potrzebowała – zwykłych, prostych, ale i niezwykłych swoimi talentami oraz zawodami. Bo to od nich wszystkich uczyła się świata i życia; to oni pokazywali obcą jej rzeczywistość.
       Myślę, że nie trzeba być wielbicielem pióra Poświatowskiej, by sięgnąć po tę książkę. Warto ją znać choćby po to, by w tej osnutej już legendą i mitem postaci zobaczyć dziewczynę z krwi i kości, która irytowała i zachwycała, która dawała się lubić, ale i bywała kłopotliwa, która była wdzięczna, ale nie zawsze tę wdzięczność umiała okazać. Warto przeczytać te listy, by zobaczyć w poetce nie poetkę, a chorą i śmiertelnie ambitną dziewczynę.
       W kwestii redaktorskiej należy powiedzieć, że pierwszy z opisywanych tu listów pochodzi z 1. połowy 1956 roku i pełen jest bólu oraz wspomnień o Adolfie Poświatowskim, a ostatnim jest telegram wysłany do Jana Adamskiego tuż przed ostatnią operacją (1967 rok). W wersji językowej są tak samo poszarpane i nierówne jak wiersze; pełno w nich typowych dla Poświatowskiej skrótów myślowych i specyficznej interpunkcji - w jednym z pierwszych listów poetka wprost napisał, że ma z nią problem i zasad raczej nie zna. Tom ten dodatkowo zawiera skany kilku rękopisów (dla mnie rarytas:)) i dokumentów uniwersyteckich oraz biogramy wszystkich adresatów.
       Czy ktoś poza mną sięgnie po tę książkę? 


ZA KSIĄŻKĘ DZIĘKUJĘ



Wyzwanie 2.