29 listopada 2015

„(…) wola serca i wola języka (…)” (s. 437)

Przejechałam kiedyś z południowej na północną część Polski, a najdalej udałam się do Grecji przez Serbię. Ale to nie znaczy, że nie chciałabym być tu-czy-tam i że nie jestem ciekawa świata. Jestem i to bardzo.
I jest to drugi z powodów, dla których sięgnęłam po najnowszą powieść Pamuka - „Dziwna
myśl w mej głowie…” (pierwszym są oczywiście chęć i konieczność poznania książki noblisty – już ten tytuł jest dla mnie wystarczającą rekomendacją). Po spotkaniu z jego „Stambułem” wiedziałam, że „Dziwna…” będzie historią zupełnie odmienną od tych zazwyczaj przeze mnie czytywanych.
Już bardzo rozbudowany tytuł mówi, że to książka nietypowa, a jej bohaterem nie jest jeden z dygnitarzy czy notabli a zwykły, prosty i zapracowany człowiek. Jest nim Mevlut Karatas, którego życie poznajemy z kliku perspektyw czasowych. W taki niechronologiczny sposób dowiadujemy się między innymi o jego dzieciństwie w typowo tureckiej wiosce, burzliwych początkach udanego małżeństwa, życiu z ojcem w wielkim Stambule, relacjach z mieszkającym tam wujostwem, tajnikach obnośnego handlu tradycyjną buzą (coś na kształt jogurtu sprzedawanego na wagę bezpośrednio z dużych pojemników), lokatorskich problemach typowych dla chcących na dobre zapuścić korzenie w Stambule… - jak na dobrze skonstruowaną sagę rodzinną przystało jest niemało wątków i niemało motywów.
Ale „Dziwna…” nie jest rozbudowaną, obszerną w szczegóły opowieścią o typowym i pełnym młodzieńczej fantazji, mieszkańcu Stambułu, który we wczesnej młodości – w poszukiwaniu wykształcenia – przyjechał z ojcem do tego wielkiego, wciąż rozbudowującego się miasta. Jak dla mnie to w dużej mierze książka o wielkiej, kolorowej, zróżnicowanej – głównie pod względem ekonomicznym – Turcji, która przechodziła niemałe zmiany gospodarcze, demograficzne, oświatowe i polityczne. Na przykładzie losów Mevluta poznajemy kawałek historii egzotycznego, jak dla mnie, państwa, które dzielnie szło z nurtem historii i wciąż zadziwia odmiennie barwną kulturą, obyczajami oraz tradycjami – nie trzeba daleko szukać, wystarczy wspomnieć o całym zachodzie z koniecznością uprowadzenia ukochanej, by móc się z nią ożenić. Opowieści tego typu sprawiają, że najnowsza książka Pamuka nie jest nudnym wykładem z zakresu kulturoznawstwa czy historii Turcji a opowieścią o barwnym i nienudnym życiu pewnego sprzedawcy buzy, który zaznał tak biedę, jak i wygody życia we wciąż powiększającym się Stambule.
Nie ulega wątpliwości, że „Dziwna…” to literacka perełka, której nie można przeczytać przy jednym podejściu. To wielopoziomowa, wielowątkowa i wieloproblemowa powieść o państwie, które wciąż jest mi tajemnicą i bajkową krainą, a Mevlut jest jednym z jej mieszkańców.    

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ



Wyzwanie 2.

26 listopada 2015

Prezentowo...

Dzięki jakże miłej pomyłce pracowników Magazynu WL, mam dla Was jeden świeżutki, prosto z prasy drukarskiej egzemplarz „Próby” autorki spektakularnie przyjętego „Wszystko co lśni”. Wydawana właśnie książka jest debiutem pisarskim autorki i na półki polskich księgarń trafi już 3.12.2015. Może to być całkiem przyjemny prezent mikołajowo-gwiazdkowy:)

By powalczyć o książkę, należy wypełnić kilka warunków - oto szczegóły:

1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Zielono Mi… Nagrodę funduje Wydawnictwo Literackie.

2. Konkurs trwa od 27.11.2015 do 4.12.2015, do 23.59. Wynik zostanie ogłoszony najpóźniej 7.12.2015 roku. Istnieje szansa, że prócz książki, zwycięzca otrzyma kilka drobnych bonusów:)

3. By powalczyć o książkę, należy: zostawić w komentarzu pod tym wpisem odpowiedź na zadanie konkursowe oraz podać swój adres meilowy. Nie trzeba zostawać obserwatorem bloga/profilu fb/g+ ani udostępniać  informacji o zabawie, jednak miło mi będzie, jeżeli rozpowszechnicie ją wśród swoich znajomych:) Tutaj umieszczam tzw. baner:



4. W zabawie mogą wziąć udział osoby, które podadzą jedynie polski adres korespondencyjny (w celu wysłania nagrody).

5. Zadanie konkursowe:
Proszę napisać króciutką rymowankę (jedno zdanie/dwuwiersz) o Mikołaju/prezentach/podarkach/paczkach/obdarowywaniu…

6.   Konkurs nie podlega Ustawie z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

ŻYCZĘ MIŁEJ ZABAWY:)!!


14 listopada 2015

(...) znikali we własnym piekle, położonym gdzieś w pobliżu nieustannie wydłużających się torów kolei obłędu (s. 105).

         Określenia typu: „literackie odkrycie”, „olśnienie”, „perełka” może i są banalne, ale nie znajduję innych i innymi kategoriami myśleć o tej książce nie umiem... Poruszyła we mnie to, co intymne, emocjonalne, uczuciowe, wrażliwe, może i zapomniane, uśpione, odrzucone, czy zduszone... 
 „Ścieżki Północy” to straszna książka – nie da się temu zaprzeczyć. To książka, która dwoma historiami (a jednak wciąż jedną)  opowiada o tym, co głęboko w człowieku skrywane, o tym, co osoba może w sobie nosić, kim jest i co to znaczy „być człowiekiem”.
       Głównym bohaterem jest Dorrigo Evans. Można powiedzieć, że wygrał los na loterii: jako pierwszy w rodzinie skończył studia, został lekarzem, dostał się do wojska, zaręczył z dziewczyną z zamożnej rodziny, co już na wstępie otwierało mu wiele drzwi i ułatwiało karierę zawodową… Tylko, że w czasie szalejącej na świecie wojny nic nie jest łatwe i oczywiste. Nawet jeśli jest się w Australii – bo przecież Japonia nie tak całkiem daleko. Więc i Dorrigo stał się jej ofiarą. Aresztowany, osadzony w obozie jenieckim, zmuszony do budowy Kolei Śmierci (między Birmą a Syjamem (dzisiejsza Tajlandia)) poznał oblicze wojny, mające ze strzelaniem niewiele wspólnego, ale za to sporo z przekształcaniem jeńców w tanią siłę roboczą, która bez jedzenia, snu, leków, mimo chorób, szalejącej oraz dziesiątkującej - i więźniów i Japończyków - śmierci, mimo monsunów, insektów, braku odzieży, podstawowych narzędzi i przy odurzonych lekami kierowników obozu ma zaspokoić imperialistyczne zapędy cesarza japońskiego. Szał, gorliwość, bezduszność, zaślepienie Japończyków oraz niemożliwość, niemoc i bezsilność chorych, czy głodnych jeńców to dzień powszedni w dżungli. 
       Te opisy osadzonych, którzy prawie gołymi rękami wydzierali lasom kolejne metry, by otwierać drogę ku Indiom (kolonia Brytyjska) są przeciwstawiane wspomnieniom o szalonym romansie Dorriga z Amy – o trzy lata młodszą od siebie żoną wujka. Swoją żywiołowością, magnetyzmem, wrażliwością, wewnętrzną siłą, atrakcyjnością i nowoczesnością wniosła wszystko to, czego brakowało związkowi Dorriga z Ellą, a co później stało się lekarstwem na zło wojny, substytutem, namiastką normalności.
       „Ścieżki…” to książka trudna i piękna jednocześnie. Zapierają dech i każą zwolnić tak opisy wojennej nikczemności, jak i historia miłosna. Majstersztykiem jest język książki – subtelny, ale precyzyjny, dokładny, ale miejscami wręcz liryczny, misterny i finezyjny. To nie jest narracja, przez którą się gna jak przez wojenną zawieruchę, ale to opowieść, która wsysa swoją wielopoziomowością, wielowątkowością i szufladkowością. Niesamowite jest to, z jaką poetyckością udało się autorowi odmalować napięcie i przyciąganie między kochankami, że znalazł słowa, by oddać to uczucie i że potrafił wszystko tak zgrabnie ponazywać. Może wystarczy choćby taka króciutka wzmianka: W poszukiwaniu Amy przepatrywał wszystkie pokoje swojego życia, lecz nigdzie nie mógł jej znaleźć. (s. 122) Ale nie można subtelnym językiem mówić o nikczemnościach wojny. Więc obok niego są i dosadne brutalizmy: (…) spali, obejmując najbliższego sąsiada nogami, otoczeni parującym odorem stęchłych wymiocin, brudnych ciał, gówna i potu, i tak jechali dalej, usmarowani kopciem i przygnębieni. Pięć dni bez jedzenia, sześć przystanków, trzy trupy. (s. 51) 
       Tak skonstruowana narracja jest dwutorowa: opowiada o wydarzeniach w dżungli i o historii z Amy; raz widzimy Dorriga podczas wojny, raz na plaży z kochanką, a później znów w pokoju hotelowym, kiedy - zapijając wspomnienia (wyrzuty sumienia? ból? smutek?) - przygotowuje się do odczytu i promocji książki o wojennych losach. W tej książce nie ma narratora wszechwiedzącego (choć narracja trzecioosobowa), nie ma typowych dialogów – choć mówi każdy z bohaterów i ich - czasami długie - wywody zastępują narratorskie dopowiedzenia. Jak dla mnie to narracja zbliżona do polisemiczności, gdzie tak wydarzenia z dżungli, jak i te romansowe poznajemy z punktu widzenia głównych, złożonych, postaci – każda z nich wnosi coś nowego do fabuły i to pod względem akcji, jak i w płaszczyźnie przeżyć. 
       Z powyższego wynika, że „Ścieżki…” – wojenny romans (upraszczając) – to piękna, trudna historia, opowiedziana językiem wyszukanym i oryginalnym, gdzie każde zdanie jest ważne i nie ma ani jednego zbędnego, a wszystkie one tworzą jedną wielką księgę prawd o człowieku.     
   
ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ


Wyzwanie 2.