13 marca 2016

(…) ktoś, kto poznał głód, nigdy nie zrezygnuje z kotleta tylko dlatego, że jest niedosmażony”. (s. 239)


    Klasyka amerykańskiego kina kojarzy się z takimi nazwiskami jak Fred Astaire,  Clark Gable, Gregory Peck, Richard Burton, Humphrey Bogart, George Peppard. Tym męskim amantom zawsze towarzyszyły piękne, mądre, błyskotliwe kobiety, które miały piękny dar odgrywania innych pięknych, mądrych i błyskotliwych kobiet. Jedną z nich była Audrey Hepburn, a jej role Anny, Holly, Nataszy, Sabriny, Jo, Elizy zachwycają i bawią do dzisiaj. O jej trudnym dzieciństwie, o karierze, rolach, grze aktorskiej, profesjonalizmie, klasie, oddaniu pracy (w tym charytatywnej) napisano już niemało; powstały biografie, albumy i kilometry materiałów prasowych. W tym wszystkim jest Audrey-artystka, gwiazda, diwa, a ginie Audrey-kobieta, matka, żona… 
Ten stan rzeczy zmienia książka Luci Dottiego – prywatnie drugiego syna aktorki. Dzięki temu tytułowi mamy możliwość wejścia w prywatny świat Audrey. Spotkamy tam perfekcyjną matkę, zdyscyplinowaną kobietę, która - tak w życiu zawodowym jak i prywatnym - narzucała sobie samo-dyscyplinę, która spajała rodzinę i przyjaciół, która ceniła sobie bliskość, prywatność i kameralność spotkań, która nigdy i nigdzie nie traciła klasy tak oczywistej dla wysoko urodzonych, która miała słabość do czekolady, a jej słowa: „Jak teraz dostaję pudełko czekoladek, wystarcza mi na dłużej, może na jakieś dwie godziny (…)”stały się już klasyką. Podglądniemy w niej Audrey podczas przygotowań do gali Oskarów (w 1976 wręczała statuetkę za najlepszy film twórcom cenionego przez siebie „Lotu nad kukułczym gniazdem”), w szlafroku podczas rodzinnego śniadania, u znajomych w Los Angeles, w Rzymie, Szwajcarii i Wenecji, w samodzielnie uprawianym warzywniku, w ogrodzie z psami, ale również w Białym Domu, w Somalii, z żołnierzami ONZ, na pokładzie wojskowego samolotu, w Etiopii i Sudanie - bo praca dla ONZ i UNICEFu wydają się być największymi rolami jej życia. 
Zawsze w tych opowieściach jest Audrey widziana i wspominana przez syna, któremu brak obiektywizmu czy wyważenia. Dlatego te historie są bardzo intymne, okraszone anegdotkami typowymi dla rodziny zżytej i scalonej. Dotti pokazuje nam liczne rodzinne zdjęcia, odręczne notatki aktorki, korespondencje przychodzącą a nawet typowy przepiśnik pani domu. Bo Audrey Hepburn  - choć miała gosposię – uwielbiała gotować i eksperymentować w kuchni. Ceniła dania wyszukane, gustowne i proste, a nawet „śmieciowe” – makaron z ketchupem. Choć dbała o dietę - była łasuchem, a jako dziecko wojny i głodu nie gardziła żadną potrawą. I sporą część tych wspomnień wypełniają właśnie przepisy i porady kulinarne. Nie brak przy tej okazji ciekawostek gastronomicznych, jak choćby taka, że uwielbiane przez aktorkę magdalenki (deser z pogranicza ciasta francuskiego i mufinki) nazwę zawdzięczają Ludwikowi XV a sam Proust wprowadził je na karty literatury.     


Książka Dottiego porównuje się do „Fragmentów” Marilyn Monroe. Ale jak tamta odzwierciedla wewnętrzny świat aktorki, jej emocje, uczucia,, stany ducha, marzenia i niewypowiedziane potrzeby, tak ta pokazuje Audrey jaką była dla świata zewnętrznego, czym ten świat był, jak go widziała, co miała mu do zaoferowania i co mu dawała. I nie powinni zawieść się ci wszyscy, którzy chcą spotkać Kobietę a nie filmową diwę (i może ktoś stanie w szranki z jej przepisami jak bohaterka filmu Julie i Julia:-)? Ja na wstępie kapituluję:-) ). 

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WSPÓŁPRACA

7 komentarzy:

  1. Pierwszy raz ujrzałam ją w "Pokoju i wojnie", w który zagrała wraz z pierwszy swym mężem. i zachwyciłam się jej delikatnością i urodą.Później śledziłam jej losy i oczywiście oglądałam filmy ....choćby "Rzymskie wakacje" z Gregory Peckiem.
    Byłam i jestem nadal pod wielkim jej urokiem. Jako Holly była niesamowita ....tej klasy co ona chyba nie posiadała żadna aktorka. Piękna, subtelna i utalentowana.
    Po przeczytaniu Twego posta stwierdziłam, że muszę zapolować na te książkę...zapolować oczywiście w sensie najtaniej nabyć....

    Pozdrawiam Cię Gosiu i Nowy Sącz, w którym niedawno byłam i znów mam tam interes, ale muszę się wykurować wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę koniecznie przeczytać! Książka o cudownej i magicznej kobiecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam już na półce, na razie tylko zdjęcia obejrzałam, ale już wiem, że wyjątkowa książka o mojej ulubionej Audrey.

    OdpowiedzUsuń
  4. Coraz ciekawsze recenzje czytam na temat tej książki, którą kupię na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  5. Poluję na nią od dawna. Audrey jest moją ulubioną aktorką i nie chce przechodzić obok tej pozycji obojętnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałabym przeczytać, zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z tego, co pamiętam, chętnie czytasz biografie (ja - przynajmniej w obecnej chwili życia - rzadko; choć akurat obecnie "Stryjeńską"). Miło, gdy książka przynosi radość czytania, poznawania, poszukiwania... I dobrze, że fascynują nie tylko bohaterowie fikcyjni (którzy jednak wypchani są cechami ludzi z krwi i kości), ale i ci, którzy faktycznie kroczyli po tym świecie.

    OdpowiedzUsuń