21 kwietnia 2016

(…) ciemne chmury moralnych dylematów (…) s. 224.



         Są książki, w których niby nic się nie dzieje, nie ma wartkiej akcji, nieoczekiwanych zwrotów w fabule, a przyciągają i czytelnik zostaje z nimi już od pierwszej strony.
      Taka sytuacja spotkała mnie w kontekście „Niewypowiedzianych słów”. To też nie jest powieść w moim stylu: lekka, przewidywalna, oczywista, bez wartkiej akcji - jak ja to mówię: babska obyczajówka. Ale jest „coś” w tej powolnej, sennej, jednoznacznej i pozbawionej punktu kulminacyjnego opowieści - „coś”, co przyszpila i pozwala tę dość banalną powieść dokończyć. 
        Jej głównymi bohaterami są cztery, prawie 40letnie, osoby – dwie pary: małżeństwo farmaceuty i okulistki oraz szkolnej pani pedagog i muzyka sekcji perkusyjnej orkiestry operowej. Są banalni, przewidywalni i dość płytcy, ale uwikłani w różne relacje społeczne: z toksycznymi rodzicami i takimż bratem, pełnymi roszczeń i oczekiwań teściami, trudnymi podopiecznymi, wścibską i nadopiekuńczą matką muszą skonfrontować się z sobą samymi, z sobą nawzajem i z otaczającą rzeczywistością. Najtrudniejszym wydaje się ten moment, kiedy jasno sobie uświadamiają, że to-nie-tak-miało-wyglądać, nie-takie-miało-być: kariera, status społeczny, relacje rodzinne i związki z najbliższymi. Najtrudniejszy jest ten kryzys – bo konflikt można przeczekać i rozwiązać, a jak uporać się z uporczywym przekonaniem, ze jest się nie tu, gdzie być się powinno i nie z tym/tą, z którym/-rą się powinno? Jak przejść przez kolejny dzień z przekonaniem, że popełniło się błąd i wciąż się odczuwa gorycz rozczarowania? 
         Jak to bywa w typowych powieściach obyczajowych, ścieżki głównych bohaterów się krzyżują, każde z nich odkrywa nieznane do tej pory oblicze intymnej relacji z drugim człowiekiem, każde z nich uczy się otwartości i szczerości w mówieniu o własnych pragnieniach oraz potrzebach. Może to wszystko jest i naiwne: to oczywiste wchodzenie w nowe relacje, zadomowienie się w nich, rychłe przekonanie, że to-jest-właśnie-to, niezdradzanie się przez innymi z tym nowym stanem emocjonalnym, ale bardzo życiowe i prawdziwe wdaje się stanie na skrzyżowaniu, dokonywanie rewizji, cierpkość zawodu i rozczarowania – bo jakże często oczekiwania leżą pod ciężarem rzeczywistości oraz nie wytrzymują konfrontacji z nią? A każda z tych postaci otrzymała nie to, na co liczyła. Tylko czy to-nowe na pewno jest lepsze od tego-starego? Na pewno ono ma napisać ciąg dalszy scenariusza życia? Z takimi właśnie dylematami zmagają się Łucja, Hanna, Andrzej i Mariusz. 
        I choć ich historia nie należy do literatury ambitnej, nie jest arcydziełem narracji i nie grzeszy ogólnymi mądrościami czy prawdami życiowymi, warto ją przeczytać, bo – odniosłam takie wrażenie – dość blisko jej do zwykłego, nawet szarego, życia zwykłych ludzi.   

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ

5 komentarzy:

  1. Piękna recenzja książki, której tematyka, tylko z pozoru wydaje się banalna, bo kryje problemy i dylematy bliskie każdemu z nas.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem ma się ochotę na coś mniej ambitnego (a to przecież nie musi oznaczać coś bardzo słabego), żeby pobyć trochę z normalnymi ludźmi wśród normalnych, codziennych problemów. I nie ma w tym nic złego. I ja się na to łapię, i na książkę też :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem dobrze jest przeczytać coś innego. Ja też lubię taką odskocznię :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasami właśnie w takich niepozornych książkach można odnaleźć wiele dobrych treści.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam o niej tyle dobrego! Muszę ją przeczytać, bo od razu mnie sobą zauroczyła :)
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń