3 kwietnia 2016

Czy można wierzyć w sny pisarza? (s.81)

        Już w czasach Platona toczono spór o funkcje i rolę sztuki. Próbowano określić, co do niej zaliczyć  a co nie, gdzie jest jej początek, jak do niej się ma rzemieślnictwo, czym jest mimesis, kim jest artysta – w tym literat, na ile tego ostatniego „wyrzucić z państwa” (za deprawację młodzieży), a kiedy dostrzec w nim boskiego pośrednika obdarzonego ziarnem szaleństwa i bożym natchnieniem. Nie ulega wątpliwości, że artysta stoi gdzieś na marginesie, na pograniczu łączy kilka sfer i grup, parzy w różne strony, z reguły ma otwarty umysł i zazwyczaj jest do kogoś w opozycji. Jako taki sam staje się często bohaterem sztuki. Również w najnowszej książce Irvinga.
       Tym razem autor skupił się na losach Juan Diego, który część swojego życia spędził na meksykańskim wysypisku śmieci. Obdarzony wyjątkowym talentem sam nauczył się czytać, opanował język angielski, pośredniczył między światem a swoją siostrą-telepatką, tłumacząc jej dziwną mowę, przy pomocy której komunikowała się ze światem.  Ten niezwykły chłopak  kolegował się z dostarczającym mu książki jezuitą, opiekował się siostrą, uległ wypadkowi, wyjechał z Meksyku do Stanów, został bardzo popularnym i poczytnym pisarzem, mimo kalectwa spotykał fanów, zatrudniał asystentów, wiódł nie-jałowe życie erotyczne, podróżował. Ale tak naprawdę to nie losy i barwne życie Diega są istotą tej opowieści.
       Bohatera  poznajemy podczas odbywanej z honorowych pobudek podróży do Filipin. Ta wyprawa – i odstawione leki – budzi w nim uśpione wspomnienia z najodleglejszej przeszłości, sprawia, że w rzeczywistości Diego odbywa dwie podróży: do Azji oraz w głąb siebie i swojej przeszłości. Pozwala mu to ocenić sukcesy i porażki, smutki i radości oraz powodzenia i rozczarowania. I wraz z czytelnikiem odkrywa, że klęska nie zawsze jest tam, gdzie się jej spodziewamy, że trudy nie są przekleństwem i można tęsknić nawet za skrajnie ciężką przeszłością, próbując ją nawet ożywiać. W tej pełnych retrospekcji wspomnień, przeskoków myślowych, wyrwanych z kontekstu skojarzeń narracja tak została poprowadzona, że w losach Diega fikcja jego literatury i wyobraźni ściera się ze wspomnieniami i prawdziwym życiem. Tym samym okazuje się, że w drugiej połowie swego życia bohater cały czas nosi w sobie dziecko wysypiska i brata telepatki, a to, co później mu się przytrafiło może być napisaną życiem powieścią, ścieraniem i uzupełnianiem się teraźniejszości, przeszłości i fikcji. 
          „Aleja tajemnic” nie jest powieścią o kryzysie twórczości, o pisarstwie, o warsztacie pracy, ani o skutkach chcianej-nie-chcianej popularności. W rzeczywistości to opowieść o pielęgnacji tego, co nas zbudowało, o zespoleniu z korzeniami, o sile czynników kształtujących tożsamość, istotę tego, co sprawia, że się jest takim a nie innym człowiekiem. I jest to powieść tak zgrabnie skonstruowana, że staje się świetną książką z nutą mądrości życiowej, a nie mądrością przysypaną banalną opowiastką.  


ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WYDAWNICTWU PRÓSZYŃSKI I S-SKA
   


Ps - był konkurs jest i wynik:)
Intuicją najbliższą fabule powieści wykazała się Agnes C. - autorka wpisu już podała adres korespondencyjny, książkę od Wydawnictwa Prószyński i S-ka wyślę w okolicach środy.
Przy okazji informuję, że bliżej wakacji będzie konkurs z nagrodami ode mnie - dwoma nowiutkimi, pachnącymi jeszcze księgarnią książkami lekkimi, odpowiednimi na urlopowe leniuchowanie:)  

5 komentarzy:

  1. Tak okładka mnie skutecznie odstrasza :) Pozdrawiam Pośredniczka

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam w audycji radiowej, że to bardzo wartościowy autor, ale wypowiem się jak przeczytam. Od której książki radzi mi Pani zacząć?

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo cenię twórczość Irvinga, jego powieści to nie tylko genialna rozrywka (autor przecież nie stroni od absurdalnego humoru), ale także pełne emocji dramaty i różnorodna paleta pełnokrwistych bohaterów. "Aleję tajemnic" czytało mi się dobrze, jednak to już zbyt hermetyczny Irving, korzystający przede wszystkim z wcześniejszych powieści, grający z czytelnikiem. Ta powieść, choć jest dobra, nie może się mierzyć z "Światem według Garpa" czy "Regulaminem tłoczni win".

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie powinno się oceniać książki po okładce, ale ta rzeczywiście nie zachęca do przeczytania :) Cieszę się, że moja odpowiedź w konkursie okazała się być tą najlepszą. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo interesująca opinia a co za tym idzie zachęcająca do sięgnięcia po tę książkę. A ja jeszcze nie znam Irvinga.....ciekawa jestem czy moja biblioteka go posiada.....

    OdpowiedzUsuń