28 lipca 2016

Tu wydarzą się jakieś nieprzyjemności – s. 39.


                   Kryminalna zagadka (najczęściej morderstwo), powierzchniowo niewielkie miejsce akcji, zawężona, nieliczna (znana prawie od pierwszych stron - z tymi pierwszoplanowymi na czele) liczba bohaterów, śledczy-amator (często), dobrze rozwinięte instynkt, dedukcja i logika myślenia czy postępowania to podstawowe cechy typowej powieści detektywistycznej „w starym” stylu. Przyzwyczaiła nas do tego Ahatha Christie, seriale w stylu „Ripper Street”, „Detektyw Murdoch”, „Podejrzenia pana Whichera”, a ostatnio odświeżono w „Tajemnicy domu Helclów”.  
                Cechy te znajdziemy również w „Sile wyższej”. Ta doskonale rozpisana, dozująca napięcie, błyskotliwa, ze sporą dawką ironicznego humoru powieść retro o dwóch zakonnikach wyruszających na poszukiwanie zaginionego proboszcza jednej z poznańskich parafii dostarczy rozrywki tym, którzy cenią sobie opowieści z dreszczykiem tajemnicy, tym, którzy lubują się w powieściach obyczajowych, tym, którzy lubią artystyczne (malarskie lub muzyczne) tło, którzy cenią sobie dobrze rozpisany, szczegółowo opowiedziany nie tylko wątek główny, ale również poboczne, a już na pewno tym, do wyobraźni których przemawia koloryt międzywojnia i prowincji II RP. 
               Bo choć akcja powieści rozpoczyna się w Poznaniu i narrator prowadzi czytelnika przez dworzec PKP do kościoła parafialnego a później nawet na Rynek Jeżycki, głównym miejscem akcji jest Krynica (Zdrój) – i to Krynica w przeddzień II wojny światowej (akcja powieści toczy się podczas kilku marcowych dni 1939 roku). Czytelnik tam właśnie - razem z ojcami Aleksandrem i Florianem – będzie wyjaśniać, co stało się z księdzem Wojciechem, dlaczego tak nagle - narażając się przełożonym - opuścił parafię, co z tym wspólnego mają zaciągnięte przez niego długi, znaleziony w podziemiach poznańskiego kościoła barokowy obraz Madonny, śmierć wikariusza i co łączy Poznań z jakże odległą Krynicą. 
           Jak na realia międzywojnia przystało, bohaterowie ci zatrzymają się w jednym z licznych krynickich pensjonatów, którego właścicielki (siostry-stare panny)  – mimo zakończonego sezonu turystycznego i wątpliwej atrakcyjności czy wygód swojego lokum – wciąż nie narzekają na brak lokatorów. Są nimi: przygotowujące się do rozwodu skłócone małżeństwo– żona-intelektualista a mąż-choleryk (oraz ich niesforne bliźniaki), młoda milcząca wdowa z małym synkiem, stary weteran, który myślami i emocjami wciąż jest na wojnie z Japończykami, urodziwa, aspirująca do zawodu śpiewaczki, panna z dobrego domu, która ewidentnie z tego domu uciekła, intelektualistka pisząca rozprawę o Łemkach, społecznik-fascynat spółdzielczości (ale jeszcze nie komunista). Mieszkają tam również właścicielki pensjonatu (jedna religijnością zahacza o dewotyzm, a druga jest nazbyt wesołkowata) oraz ich pomocnica i powiernica - Aniela. To oni – wraz z zakonnikami – stanowić będą jedyną (nie wliczam okazyjnie wspominanych kelnerów czy turystów) plejadę książkowych postaci. To w ich towarzystwie spędzimy prawie 300 stron powieści i wśród nich szukać będziemy powiązań między miastami, bohaterami, wydarzeniami z Poznania i Krynicy, śmiercią wikariusza, wypadkiem proboszcza i epizodem ze starą szafą. 
                I jak motyw śledztwa jest tym głównym, a bohaterowie - ze swymi poplątanymi i niejednokrotnie smutnymi losami - najważniejszymi elementami świata przedstawionego, nie byłoby tego magicznego a chwilami wręcz nostalgicznego kolorytu tekstu, gdyby nie plan drugi: realia międzywojnia. Polityczne i społeczne aluzje, wzmianki o lokalnych fermentach, zapowiedzi nadchodzącej wojny, niechęć do różnych grup etnicznych, potajemna popularyzacja komunizmu, ciche (ale jednak) propagowanie feminizmu, czcze uwielbienie dla Kiepury, uczynienie z pijalni wód miejsca spotkań towarzyskich a z przedobiedniej kawy chwili na niezobowiązujący flirt – oto kilka detali dwudziestolecia wojennego, które sprawnie udało się Joannie Szwechłowicz do swej powieści wprowadzić. 
         I jeszcze język – lekki, ironiczny, humorystyczny, pełen kpiny i licznych aluzji – toż to majstersztyk! 
          Czy można chcieć więcej na porę wakacyjnego rozluźnienia?  W jednym tekście mamy ciekawą opowieść, intrygujących bohaterów, wiarygodny plan drugi a to wszystko pięknie opowiedziane. Polecam!


 
ZA EGZEMPLARZ PRASOWY POWIEŚCI DZIĘKUJĘ
 Pruszyński i S-ka

1 komentarz:

  1. Kupiłam sobie tę książkę będąc w Krynicy parę tygodni temu, właśnie dlatego, że akcja rozgrywa się tam tuż przed wojną. Chociaż nie przepadam za kryminałami, kocham Krynicę i właśnie zaczęłam ją czytać. Jak narazie dostrzegam duże poczucie humoru co ogromnie sobie cenię w książkach. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń