26 lipca 2016

(…) wszelka miłość jest formą samobójstwa - s. 162

                 Rasowy dreszczowiec (czy to książka czy film) tak powinien prowadzić opowieść, by odbiorca wciąż odczuwał napięcie i niepewność , a budujące fabułę tajemnice i pomnażające się zagadki wzmagały ciekawość i sprawiały, że będzie się chciało jeszcze, że nie będzie można przestać aż się skończy (bo przecież wątek kulminacyjny i rozwiązanie następuje na końcu) – tym bardziej jeśli jest to powoli odsłaniający emocje i  psychologiczne aspekty postępowania bohaterów dreszczowiec psychologiczny…
Bliźnięta z lodu          Wszystkie te cechy zawierają „Bliźnięta z lodu”. Opowieść – gdyby wydarzyła się w życiu realnym (a nie fikcyjnym, powieściowym) naprawdę smutna i tragiczna, o wydarzeniach mogących zniszczyć życie każdego – przedstawiająca uwikłanie w przemilczenia, niedopowiedzenia, a czasem wręcz w fałsz i nieuczciwość rodziny, która musi uporać się z tragiczną śmiercią dziecka.               Mamy tu historię dobrze sytuowanego małżeństwa, które wraz ze stratą córki musi dokonać redefinicji podstawowych pojęć i powrócić do tych pytań, których odpowiedzi uczyniły z nich rodzinę i sprawdzić, na ile mocne są fundamenty tej rodziny…. Pomóc ma w tym przeprowadzka na jedną z wyludnionych wysp Szkocji (trochę pod wpływem topniejących oszczędności, bardziej pod wpływem bezrobocie jedynego żywiciela rodziny, a na już na pewno na skutek odziedziczonego spodku) i budowanie na nowo wspólnej historii – jakby bohaterowie liczyli, że wraz z podnoszeniem z ruin starego domu babci, z ruin podniosą siebie i wraz z pozostałą przy życiu córką będą w stanie wspólnie zapisać rozdział przyszłości. Ale by to się stało możliwe, należy zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się tamtego pechowego popołudnia, kiedy zginęła Lydia, komu grozi pomieszanie zmysłów, kto ma urojenia (jeśli w ogóle ktokolwiek) i kto ponosi winę za tamten wypadek (jeśli ktokolwiek). A pozornie dobrze skrywane rodzinne zaszłości, urazy, zagęszczająca się od ość jednoznacznych aluzji atmosfera i żale niczego nie ułatwiają. ”Bo ich życie stało się melodramatem. Albo czymś w rodzaju teatru masek. Wszyscy troje udawali kogoś innego”. (s. 252)
             Choć jest w tej opowieści kilka niedociągnięć (luki w narracji, słabo rozwinięty – jedynie aluzyjnie potraktowany – wątek wierzeń i przesądów staroszkockich), spokojnie może być rozrywką na duszne wakacyjne popołudnia: trzyma w napięciu, koleje wątki sugerują pogłębiające się szaleństwo (kogo?), każda strona rodzi kolejne pytania, każdy kolejny rozdział mnoży podejrzenia, aż w pewnym momencie czytelnik dochodzi do wniosku, że wszyscy mają sporo na sumieniu. I jedynie dzieci są niewinne - i dlatego najbardziej poszkodowane.      

2 komentarze:

  1. "Bliźnięta z lodu" to jedna z książek, którą mam na liście pozycji, które koniecznie muszę przeczytać. Pamiętam, że pierwszy raz usłyszałam o niej na booktube i stwierdziłam, że to może być strzał w dziesiątkę. Twoja opinia jest tylko potwierdzeniem na to, że faktycznie warto się za nią zabrać :)
    Pozdrawiam,
    NeedRead

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie ta książka chyba przypadnie do gustu. Zaryzykuję.

    OdpowiedzUsuń