23 sierpnia 2016

Zawsze gdy przypominam sobie tamto wydarzenie, błagam moją pamięć o litość (…) – s. 153.

            Kilka tygodni temu Olga z Wielkiego Buka zwróciła uwagę na najpopularniejsze tematy literackie ostatnich miesięcy (tu). Zauważyła, że są wśród nich takie, które po raz pierwszy spotyka fala popularności (dla mnie to temat Imperium Osmańskiego, ale nie w ujęciu Pamuka, który konfrontuje dzisiejszą Turcję z Turcją doby paszów, lecz Imperium pokazywane barwnie, kolorowo i bajkowo jak z opowieści Szeherezady), jak i takie, które powracają, których głos i wymowa na nowo stają się istotne (dla mnie: temat dojrzałości, pozbawiania się dziecięcych złudzeń i autentycznego odkrywania siebie, nawet jeśli to odkrywanie wiedzie krętą i trudną drogą). Innym z wymienionych przez Olgę tematów jest „Kierunek: Afryka”. I nie mówiła ona o historiach typu „Biała Masajka” czy „Kwiat pustyni”, które przeżywały (-ją) swoje drugie życie dzięki stosunkowo niedawnym ekranizacjom, lecz o książkach, które pokazują Afrykę, jej problemy, czynniki kulturotwórcze, uwarunkowania społeczne w sposób „szeroki”, panoramiczny, nie jako tło bohatera (bohaterów), lecz jako miejsce, które samo z siebie może stać się bohaterem. Olga wspomniała o trzech znanych mi książkach: reportażu Rosiaka (mam i znam z innego niż pokazywanego na Buku wydania), „Drogi do domu” (pisałam o tej książce tu) oraz o „Rybakach” (Olga pokazuje anglojęzyczne wydanie).  I ja dziś właśnie o tej ostatniej książce.
Nie ma w niej nic z tego, co tak ostatnio częste w literaturze. Nie ma lekkiej opowiastki okraszonej egzotycznymi sceneriami, nie ma banalnych dialogów, prostolinijnych postaci, serialowo rozpisanych perypetii, z góry wiadomego heppy-endu. „Rybacy” to tylko pozornie powieść o czwórce rodzeństwa z klasy średniej, którego ojciec pracuje w banku, matka ma mały straganik na miejskim targu i utrzymanie rodziny godzi z wychowaniem dwójki kolejnych maluchów. To nie jest opowieść o tym, jak po wyjeździe ojca w delegację chłopcy zaczynają wagarować, jak każdy z nich odkrywa swoje zainteresowania i jak – choćby ze względu na różnicę wieku – powoli rozchodzą się ich drogi. To opowieść o tym, jak naprawdę wygląda Afryka; jak cywilizacja i postęp ścierają się ze „starą” kulturą; jak chrześcijaństwo do dziś zmaga się ze starymi religiami i plemiennymi zabobonami; jak mocna jest wiedza pierwotna i jak bardzo wciąż jest aktualna i okraszona wiedzą życiową, ni książkową; jak zdrowy rozsądek przegrywa w konfrontacji z czymś, co z prawdopodobieństwem nie ma zbyt wiele wspólnego. Bo w chwili, kiedy chłopcy zetknęli się z szalonym prorokiem-wizjonerem i wysłuchali jego bezdusznej przepowiedni cały ich dotychczasowy świat legł w gruzach, a dorobek cywilizacyjno-kulturowo-religijny okazał się niewystarczający; lęk przed realizacją proroctwa oszołomił i zamroczył nie tylko jego bezpośredniego odbiorcę. Więc w drugim planie „Rybacy” stają się powieścią o rozpadzie rodziny, o tym, jak jedno słowo i wyrysowana tym słowem wizja wprowadza niepokój, jak sieje spustoszenie, zbierając automatycznie jego żniwo; to też powieść o tym, jak człowiek wciąż zaplątamy jest w spiralę wierzeń i mitów, jak w momencie próby myślenie racjonalne ustępuje pola myśleniu mitycznemu i magicznemu.
I jak przystało na powieść ze starymi religiami w tle, na opowieść o bohaterach odwołujących się w życiu codziennym do pierwotności i prymitywizmu swoich przodków, należało wprowadzić specyficzny język narracji. Prowadzi ją jeden z braci – kilkuletni Ben, który w swej dziecięcej naiwności i nierozumieniu niektórych wydarzeń, próbuje tę historię logicznie ułożyć, wyjaśnić, przedstawić tak, jakby chciał, by wszyscy – z nim na czele – wreszcie zrozumieli, co stało się z Ikennem i jego braćmi. Chwilami swą opowieść prowadzi chaotycznie, spiralnie, odchodzi od niektórych wątków, by po chwili – w celu uzupełnienia – do nich powrócić. Jak na dziecko Afryki przystało, posługuje się językiem metaforycznym, barwnym, pełnym przenośni, epitetów i obrazów rodem z ludowych baśni (np. członków rodziny porównuje do zwierząt najlepiej oddających ludzkie cechy osobowości). Stosuje zwroty do adresata (słuchającego? bo od samego początku mówi, jakby zdawał relację/składał zeznania), spowalnia/przyspiesza akcję, liczne retrospekcje – cokolwiek, byleby tylko spróbować wytłumaczyć, jak to możliwe, że słowo szaleńca i myślenie mityczne zrujnowało rodzinę szanowanego urzędnika bankowego.
Ci, którzy „podglądają” mnie na fb wiedzą, że czytałam tę powieść na czarnogórskiej plaży. I nadzwyczajność tej powieści, urok jej opowiadania oraz indywidualność postaci doskonale wtopiły się w niezwykłość miejsca, w którym przebywałam. Jak „Droga…” opowiada o wciąż bolących Afrykę ranach, jakimi były niewolnictwo, walki plemienne i handel siłą roboczą, tak „Rybacy” pokazują, że Czarny Kontynent podskórnie wciąż uwikłany jest w liczne sidła wierzeń, zabobonów, przepowiedni i mitów, których wieki chrześcijaństwa nie wypleniły.
Gdyby mnie ktoś pytał o zdanie, życzę sobie więcej takich historii!   
      
ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WSPÓŁPRACA


5 komentarzy:

  1. Zamówiłam w bibliotece kilka dni temu; czekam, teraz jeszcze bardziej niecierpliwie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na przykładzie "Rybaków" widać specyficzny, magiczny nurt literacki właściwy dla opowieści z Czarnego Lądu. Warto jeszcze poznać twórczość Chimamandy Adichie. Pozdrawiam Cię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na przykładzie "Rybaków" widać specyficzny, magiczny nurt literacki właściwy dla opowieści z Czarnego Lądu. Warto jeszcze poznać twórczość Chimamandy Adichie. Pozdrawiam Cię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero odkrywam afrykański egzotyzm i życzę sobie jeszcze więcej :-) kilkanaście lat temu miałam romans z iberoamerykańskim realizmem magicznym i przy okazji "Rybaków" przypomniałam sobie za co go kochałam i jak bardzo tęsknię za taką narracją :-) dziękuję za polecajkę :-)

      Usuń
  4. Teraz to już nie ma zmiłuj (tak zachęcający post + wspomnienie w komentarzu o podobieństwie lektury do nurtu zwanego realizmem magicznym, którego jestem nieustającym wielbicielem)... zamawiam tę książkę od razu: teraz, zaraz, już!!! A do bloga będę regularnie zaglądał ;-) . -Łączę serdeczności! _Włóczykij.

    OdpowiedzUsuń