28 kwietnia 2016

Piję kawę i wyobrażam sobie brzask gdzie indziej - A. Stasiuk

Dnia bez kawy nie zaczynam. Uwielbiam. Od dawna. Od pewnego czasu ta poranna jest mocna, z zaparzacza. I zawsze czarna, gorzka. Pijam przed śniadaniem, przy książce, w pracy lub po obiedzie… Kiedy się da… Ale nie więcej niż dwie dziennie. Dobra kawa to rzecz ważna. Jak wyśmienita książka. I ta pierwsza przywołuje na myśl drugą. Wzorem Karoliny opiszę moje skojarzenia kawowo-książkowe:)


Espresso - niewielka, ale mocna
To na przykład „Jeden dzień z życia Iwana…”Sołżenicyna. To jedna z tych opowieści przeczytanych w kilka chwil. Wyrazista, przykuwająca, opowiadająca o strasznym świecie, który ludzie zgotowali ludziom.  

Americano - średnia w treści
Ostatnio okazały się takie być „Niewypowiedziane słowa” – książka o ważnych sprawach, odsłaniająca wiele skomplikowanych relacji międzyludzkich, ale bohaterowie są tak mało wyraziści, fabuła tak monotonna i bez jednoznacznego punktu kulminacyjnego, że osoby żądne mocnych oraz konkretnych treści mogą czuć się rozczarowane.

Cappuccino - lekka i przyjemna
To „Tajemnica domu Helclów”. Świetnie, starannie napisana książka, dopieszczona w każdym szczególe: fabularnym, językowym, faktograficznym, a przy okazji przednia rozrywka. Dzięki niej można się bardzo dobrze bawić w Krakowie wieku XIX.

Frappe - mrozi krew w żyłach
Jak poprzednio – „Imperium”. O uzasadnianiu tutaj.



Mocha - słodka
Dawno takiej nie czytałam. Ale na pewno zaliczyłabym tu „Cierpienia młodego Wertera”. Rozumiem: „choroba wieku”, „czas burzy i naporu”, ale ja tu widzę głównie ckliwość, ckliwość, ckliwość – głównie głównego bohatera w stosunku do siebie samego.


Kawa po irlandzku - wielowątkowa
To na pewno „Księgi Jakubowe”. Książka gruba, wielowątkowa, wielopoziomowa i wieloproblemowa. O Polsce wyjątkowej, której już nie ma. I należy o niej pamiętać i ją przywoływać.

Latte macchiato - ulubiona trylogia
Nie wiem, czy ulubiona. Na pewno ważna. Czytając, nie mogłam się oderwać. Nie chroni przed wstrząsającymi opisami wojny i pięknie, momentami wręcz zmysłowo, kreuje relacje międzyludzkie w tym nieludzkim czasie. Mam tu na myśli cykl o Tatianie i Aleksandrze. Może i romans, jakich pełno na rynku, ale ma w sobie coś…













Na tym poprzestanę. Wystarczy tego mojego uzewnętrzniania się tutaj.
Maj mam zamiar rozpocząć mocnym akcentem:)

A jak się mają Wasze relacje z opowieściami kawowymi :)?

26 kwietnia 2016

„Ciesze się, że nie urodziłem się przed odkryciem herbaty.” (William Gladstone)

Dawno, dawno temu, jeszcze w ubiegłym roku pewna cudnie operująca metaforą, szykiem przestawnym i aluzjami FIBULA z Myśli Rozrzuconych zaprosiła mnie do zabawy „tea book tag” – bo przecież niektórzy nie wyobrażają sobie wyśmienitej książki bez wybornej herbaty:-) Poproszona o swoje skojarzenia podaję je tu-oto (wiem, że z całkiem sporym poślizgiem, ale są – o nominacji nie zapomniałam…).

CZARNA HERBATA, CZYLI TWÓJ ULUBIONY KLASYK
Dla każdego, kto tu choć sporadycznie zagląda (lub choć trochę mnie zna), nie będzie zaskoczeniem, że to oczywiście „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa. Mam swój egzemplarz powieści (trochę już sfatygowany), ale marzy mi się wydanie od Muzy z zaznaczonymi ocenzurowanymi fragmentami.

ZIELONA HERBATA, CZYLI KSIĄŻKA TAK NUDNA, ŻE PRZY JEJ CZYTANIU ZASYPIASZ
Dawno takiej nie czytałam. Jestem na tyle świadomym czytelnikiem, znam swoje upodobania, że dawno nie trafiłam na książkę, która mnie znużyła. 

CZERWONA HERBATA PU-ERH, CZYLI KSIĄŻKA, KTÓREJ BOHATEROWIE SIĘ PRZEMIESZCZAJĄ
Tu mam nietypowe skojarzenie. Bo myślę o bohaterze „ukrytym”, który nie mówi wprost, nie mówi o sobie, nie pokazuje swojego świata, a świat innych bohaterów - często zbiorowych. Taką sytuację spotkamy w „Imperium” Kapuścińskiego. Autor-narrator i bohater w jednym, jak na rasowy reportaż przystało, opowiada o przemierzanych przez siebie krainach, regionach i ich mieszkańcach– tym razem o tym, co tworzyło ZSRR.

OOLONG, CZYLI KSIĄŻKA, KTÓREJ POŚWIĘCA SIĘ ZBYT MAŁO UWAGI
Tu muszę powtórzyć za Fibilą – wg mnie to nie powieść a jeden z rodzajów literackich: liryka. Zbyt mało się poezję propaguje, zbyt mało się o poezji mówi i zbyt mało ludzi próbuje zrozumieć jej język, styl przekazu. Bo przecież ja sama w tej materii ograniczam się do kilku raptem nazwisk. 

BIAŁA HERBATA, CZYLI KSIĄŻKA NIEZASŁUŻENIE POPULARNA
To zdecydowanie wg mnie „Pięćdziesiąt twarzy…”. Ten tytuł najdobitniej pokazuje, że popularność nie idzie w parze z jakością, polotem, poziomem językowym czy warsztatem pisarskim. Nie znalazłam w niej nic, co przemawiałoby na jej korzyść i co mogłoby przyczynić się do popularności.

YERBA MATE, CZYLI KSIĄŻKA, PRZY KTÓREJ TRZEBA PRZEBRNĄĆ PRZEZ PIERWSZE ROZDZIAŁY, ABY AKCJA SIĘ ROZWINĘŁA
Myślę, że to „przechodzenie przez pierwsze rozdziały” u każdego czytelnika przebiega inaczej. Całkiem niedawno miałam problem z „Próbą”. Nie mogłam „się przegryźć”, wejść w rytm narracji, we fragmentaryczność, przeskoki… Ale jak już się oswoiłam ze specyfiką opowiadania… :-)

HERBATA ZIOŁOWA, CZYLI KSIĄŻKA, KTÓRĄ CZYTNO CI NA DOBRANOC
Były dwie: „Bajki samograjki” i „Wesołe historie”. I tato jeszcze z pamięci mówił „Ballady i romanse” Mickiewicza – szczególnym uczuciem darzył „Trzech Budrysów” i „Powrót taty”:-)

HERBATA OWOCOWA, CZYLI TWOJA ULUBIONA LEKKA KSIĄŻKA
Tyyyyleee ich, że…. ;-)

ICE TEA, CZYLI KSIĄŻKA, KTÓRA ZMROZIŁĄ CI KREW WŻYŁACH
Powszechnie wiadomo, że nie lubuję się w horrorach i książkach grozy. W moim przypadku więc zmrożenie może nastąpić albo przez wstrząs emocjonalny – bo opowieść tak poruszy i rozedrga uczucia, albo intelektualny – bo dowiem się rzeczy, o których nie miałam pojęcia/łuski niewiedzy mi opadną… Taki szok na pewno przeżyłam przy czytaniu wspomnianego tu już „Imperium”. Niby o wszystkim wiedziałam, niby świadomość historyczną mam, ale Kapuściński tak wszystko opowiedział, takich świadków przywołał, że nie mogłam tych treści na sucho przyjąć.

herbata w filiżance

Mam nadzieję, że moje opowieści okazały się ciekawe i niezbyt autotematyczne: swoją osobą nie chcę zanudzić - prędzej zamęczyć mówieniem o książkach:-) 
A jakie by były Wasze typy:)? Zapraszam do zabawy:)

U mnie już wnet wzmianka o kawowych tytułach – za wzorem Zwiedzam Wszechświat:-)   

 Do przeczytania:-)

Zdjęcia pochodzą ze stron:
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/zielona-herbata-wlasciwosci-zdrowotne-sposoby-parzenia-gatunki/hprq3
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/zielona-herbata-wlasciwosci-zdrowotne-sposoby-parzenia-gatunki/mt7ej
http://herbata.bialystok.pl/zalety-picia-herbaty/

23 kwietnia 2016

Dzień Książki - książki nieoczywiste

Przy tym Międzynarodowym Święcie postanowiłam pokazać kilka z moich nietypowych książek. 
Ich nietypowość wypływa z kilku powodów i nijak nie widzę tu spójnego sensownie je łączącego klucza. 
Może jetem nim po prostu JA i moje doświadczenie czytelnicze?
Otóż w swoich zbiorach posiadam kilka takich dziwnych, czasem nieoczywistych tytułów. 

Pierwszym z nich jest... "Wybór tekstów starosłowiańskich".
To pozycja, która na studiach napsuła mi niemało krwi, a zajęcia potocznie nazywane scs-em (od języka staro-cerkiewno-słowiańskiego) dłuugo były moją (i mie tylko moją) zmorą... Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego powyższą książkę uratowałam przy jednej z wielu czystek dokonywanych w Bibliotece Głównej dzisiejszego UP. 

Kolejną książką jest 













Książka ta jest takim prezentem, który wprawił mnie w osłupienie.
Od strony parodii, karykatury i kpiny Różewicza nie znałam....
Tu spotkałam zupełnie inne jego oblicze...

Teraz czas na książki najcieńsze:
Tytuły mówią same za siebie. 
I to kolejne egzemplarze uratowane przy okazji jakichś/gdzieś czystek...

Najmniejszą książką jest mini-tomik poezji Gałczyńskiego. Mierzy sobie jakieś 2x5 cm...

Ostatnie miejsce należy do "Nieważkości"
Nie dlatego, że jest to nietypowa fabuła, wydanie, format, wiek (starczy) książki, ale dlatego, że zachwyciła mnie książka, o której nie miałam pojęcia i autorka o istnieniu której nie wiedziałam, o której wcześniej nie słyszałam... T
o książka-zaskoczenie. 
To autorka-odkrycie. 
O czym pisałam choćby tutaj

A oto moje dzisiejsze typy bibliotecznych dziwolągów razem :)

A Wy macie takie swoje nietypowe perełki - dowód oddania słowu pisanemu:)? 

21 kwietnia 2016

(…) ciemne chmury moralnych dylematów (…) s. 224.



         Są książki, w których niby nic się nie dzieje, nie ma wartkiej akcji, nieoczekiwanych zwrotów w fabule, a przyciągają i czytelnik zostaje z nimi już od pierwszej strony.
      Taka sytuacja spotkała mnie w kontekście „Niewypowiedzianych słów”. To też nie jest powieść w moim stylu: lekka, przewidywalna, oczywista, bez wartkiej akcji - jak ja to mówię: babska obyczajówka. Ale jest „coś” w tej powolnej, sennej, jednoznacznej i pozbawionej punktu kulminacyjnego opowieści - „coś”, co przyszpila i pozwala tę dość banalną powieść dokończyć. 
        Jej głównymi bohaterami są cztery, prawie 40letnie, osoby – dwie pary: małżeństwo farmaceuty i okulistki oraz szkolnej pani pedagog i muzyka sekcji perkusyjnej orkiestry operowej. Są banalni, przewidywalni i dość płytcy, ale uwikłani w różne relacje społeczne: z toksycznymi rodzicami i takimż bratem, pełnymi roszczeń i oczekiwań teściami, trudnymi podopiecznymi, wścibską i nadopiekuńczą matką muszą skonfrontować się z sobą samymi, z sobą nawzajem i z otaczającą rzeczywistością. Najtrudniejszym wydaje się ten moment, kiedy jasno sobie uświadamiają, że to-nie-tak-miało-wyglądać, nie-takie-miało-być: kariera, status społeczny, relacje rodzinne i związki z najbliższymi. Najtrudniejszy jest ten kryzys – bo konflikt można przeczekać i rozwiązać, a jak uporać się z uporczywym przekonaniem, ze jest się nie tu, gdzie być się powinno i nie z tym/tą, z którym/-rą się powinno? Jak przejść przez kolejny dzień z przekonaniem, że popełniło się błąd i wciąż się odczuwa gorycz rozczarowania? 
         Jak to bywa w typowych powieściach obyczajowych, ścieżki głównych bohaterów się krzyżują, każde z nich odkrywa nieznane do tej pory oblicze intymnej relacji z drugim człowiekiem, każde z nich uczy się otwartości i szczerości w mówieniu o własnych pragnieniach oraz potrzebach. Może to wszystko jest i naiwne: to oczywiste wchodzenie w nowe relacje, zadomowienie się w nich, rychłe przekonanie, że to-jest-właśnie-to, niezdradzanie się przez innymi z tym nowym stanem emocjonalnym, ale bardzo życiowe i prawdziwe wdaje się stanie na skrzyżowaniu, dokonywanie rewizji, cierpkość zawodu i rozczarowania – bo jakże często oczekiwania leżą pod ciężarem rzeczywistości oraz nie wytrzymują konfrontacji z nią? A każda z tych postaci otrzymała nie to, na co liczyła. Tylko czy to-nowe na pewno jest lepsze od tego-starego? Na pewno ono ma napisać ciąg dalszy scenariusza życia? Z takimi właśnie dylematami zmagają się Łucja, Hanna, Andrzej i Mariusz. 
        I choć ich historia nie należy do literatury ambitnej, nie jest arcydziełem narracji i nie grzeszy ogólnymi mądrościami czy prawdami życiowymi, warto ją przeczytać, bo – odniosłam takie wrażenie – dość blisko jej do zwykłego, nawet szarego, życia zwykłych ludzi.   

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ

20 kwietnia 2016

(…) miejsce tych czarownych, przejmujących dźwięków zajmie przemoc (s. 105).


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

tyl Zbrodnia hrabiego Neville'a

           Żeby było jasne: nie lubię literatury francuskiej, nie podoba mi się brzmienie tego języka i chyba nigdy z premedytacją, z „zaplanowania” nie zdecydowałam się na film w tym języku. Ale właśnie zrobiłam wyjątek. Skuszona rekomendacjami Wydawnictwa Literackiego przeczytałam malutką książeczkę „Zbrodnia hrabiego Neville’a” belgijskiej pisarki Amelie Nothomb. I była to lektura wielce intrygująca. 
             Zacznę może od tego, że tu wszystko odbiega od tego, co lubię. Bo od historii o życiu arystokracji  wolę opowieści o ludziach z tłumu, jednych z wielu; bo już format książki sugeruje, że wielkiej intrygi być tu nie może; bo tytuł już zdradza istotę fabuły; bo sam język – pełen ironii i kpiny – obdziera opowieść z powagi, rangi i wprowadza zgrzyt między tytułem (oczekiwaniami zbudowanymi tytułem) a formą podania opowieści… I jak dla mnie tu właśnie tkwi tajemnica historii – w ironii. 
          Bo tekst o tym, jak tytułowy hrabia po poważnym potraktowaniu przepowiedni pewnej dość ekscentrycznej wróżki planuje dokonać – na wydawanym przez siebie przyjęciu - przewidzianej zbrodni, zmienia się w farsę i groteskę. Hrabia Neville nie broni się przez wróżbą, nie wydaje mu się ona niedorzecznością, lecz wręcz przeciwnie: choć jest dziwna, wierzy w jej sens i planuje, jakby ją tu wypełnić – a nie uciec przed nią. Od momentu spotkania z wróżbitką jego myśli zajmują analizy sposobu dokonania mordu, tworzenie klucza, zgodnie z którym powinien wybrać ofiarę i wypełnić swoją misję, szuka w przeszłości arystokratycznych kręgów, których jest członkiem, podobnej historii. Jednym słowem: wypełnienie tego jakże absurdalnego „zadania” pochłania go w całości. Oto pierwsza ironia – absurdalnie biernie poddanie się szalonej sugestii. 
         Drugą można wyczuć w sposobie narracji. Powaga, chwilami wręcz patos, w snuciu narracji o dylematach i wewnętrznych torturach hrabiego, usilne udowadnianie samemu sobie, że jego przyszły czyn ma sens, szukanie jego potwierdzenia w opowieściach o Hiobie, Agamemnonie, czy „Zbrodni lorda…” Wilde’a,  sprawiają,  że całą tę opowieść czytelnik widzi niczym farsę, scenę ujrzaną w krzywym zwierciadle – im bardziej poważny jest bohater, tym bardziej czytelnik z niego kpi i szydzi, dostrzegając nonsens jego zachowania. Ot, los puszcza oko do hrabiego, a on – ślepo idąc za jego wyrocznią - nie widzi tego. A cała fabuła jest tak poprowadzona, że nawet opis starych konwenansów klasy dawno mającej za sobą swoją świetność, nie pozbawiają opowieści parodii i prześmiewki. 
          Choć ta książka ma 112 stron jest „puszczanym do odbiorcy oczkiem”: licznymi aluzjami do historii literatury i kultury europejskiej, do oklepanych sloganów o naturze ludzkiej, przesadnym patosem w mówieniu o absurdach widocznych gołym okiem. I nie trzeba być wielce literacko obytym czytelnikiem, by przednio bawić się tym prześmiewczym tekstem. Ja zachęcam do tej zabawy (choć to nie jest w pełni tekst w MOIM guście:)). 

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WSPÓŁPRACA

19 kwietnia 2016

Dzień Książki

Już wnet, zaraz, za dni kilka Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. 
A ja "w krzakach"... 
Są (chyba wszystkie) piękne książki od Wydawnictw... 
A wśród nich książki przeczytane - ale nie omówione, książki, które się-czytają i książki, które czekają w kolejce...
Nie wiem jak Wy, ale ja wciąż szybciej czytam niż piszę i kryzys pióra (klawiatury) odczuwam.... 
A chciałabym ten nadchodzący dzień z niejedną literą literatury świętować...
Popatrzcie - oto mój zaniedbany stosik... i plany z przyszłość w jednym...

A Wasze plany równie liczne i różnorodne:)?



3 kwietnia 2016

Czy można wierzyć w sny pisarza? (s.81)

        Już w czasach Platona toczono spór o funkcje i rolę sztuki. Próbowano określić, co do niej zaliczyć  a co nie, gdzie jest jej początek, jak do niej się ma rzemieślnictwo, czym jest mimesis, kim jest artysta – w tym literat, na ile tego ostatniego „wyrzucić z państwa” (za deprawację młodzieży), a kiedy dostrzec w nim boskiego pośrednika obdarzonego ziarnem szaleństwa i bożym natchnieniem. Nie ulega wątpliwości, że artysta stoi gdzieś na marginesie, na pograniczu łączy kilka sfer i grup, parzy w różne strony, z reguły ma otwarty umysł i zazwyczaj jest do kogoś w opozycji. Jako taki sam staje się często bohaterem sztuki. Również w najnowszej książce Irvinga.
       Tym razem autor skupił się na losach Juan Diego, który część swojego życia spędził na meksykańskim wysypisku śmieci. Obdarzony wyjątkowym talentem sam nauczył się czytać, opanował język angielski, pośredniczył między światem a swoją siostrą-telepatką, tłumacząc jej dziwną mowę, przy pomocy której komunikowała się ze światem.  Ten niezwykły chłopak  kolegował się z dostarczającym mu książki jezuitą, opiekował się siostrą, uległ wypadkowi, wyjechał z Meksyku do Stanów, został bardzo popularnym i poczytnym pisarzem, mimo kalectwa spotykał fanów, zatrudniał asystentów, wiódł nie-jałowe życie erotyczne, podróżował. Ale tak naprawdę to nie losy i barwne życie Diega są istotą tej opowieści.
       Bohatera  poznajemy podczas odbywanej z honorowych pobudek podróży do Filipin. Ta wyprawa – i odstawione leki – budzi w nim uśpione wspomnienia z najodleglejszej przeszłości, sprawia, że w rzeczywistości Diego odbywa dwie podróży: do Azji oraz w głąb siebie i swojej przeszłości. Pozwala mu to ocenić sukcesy i porażki, smutki i radości oraz powodzenia i rozczarowania. I wraz z czytelnikiem odkrywa, że klęska nie zawsze jest tam, gdzie się jej spodziewamy, że trudy nie są przekleństwem i można tęsknić nawet za skrajnie ciężką przeszłością, próbując ją nawet ożywiać. W tej pełnych retrospekcji wspomnień, przeskoków myślowych, wyrwanych z kontekstu skojarzeń narracja tak została poprowadzona, że w losach Diega fikcja jego literatury i wyobraźni ściera się ze wspomnieniami i prawdziwym życiem. Tym samym okazuje się, że w drugiej połowie swego życia bohater cały czas nosi w sobie dziecko wysypiska i brata telepatki, a to, co później mu się przytrafiło może być napisaną życiem powieścią, ścieraniem i uzupełnianiem się teraźniejszości, przeszłości i fikcji. 
          „Aleja tajemnic” nie jest powieścią o kryzysie twórczości, o pisarstwie, o warsztacie pracy, ani o skutkach chcianej-nie-chcianej popularności. W rzeczywistości to opowieść o pielęgnacji tego, co nas zbudowało, o zespoleniu z korzeniami, o sile czynników kształtujących tożsamość, istotę tego, co sprawia, że się jest takim a nie innym człowiekiem. I jest to powieść tak zgrabnie skonstruowana, że staje się świetną książką z nutą mądrości życiowej, a nie mądrością przysypaną banalną opowiastką.  


ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WYDAWNICTWU PRÓSZYŃSKI I S-SKA
   


Ps - był konkurs jest i wynik:)
Intuicją najbliższą fabule powieści wykazała się Agnes C. - autorka wpisu już podała adres korespondencyjny, książkę od Wydawnictwa Prószyński i S-ka wyślę w okolicach środy.
Przy okazji informuję, że bliżej wakacji będzie konkurs z nagrodami ode mnie - dwoma nowiutkimi, pachnącymi jeszcze księgarnią książkami lekkimi, odpowiednimi na urlopowe leniuchowanie:)