28 lipca 2016

Tu wydarzą się jakieś nieprzyjemności – s. 39.


                   Kryminalna zagadka (najczęściej morderstwo), powierzchniowo niewielkie miejsce akcji, zawężona, nieliczna (znana prawie od pierwszych stron - z tymi pierwszoplanowymi na czele) liczba bohaterów, śledczy-amator (często), dobrze rozwinięte instynkt, dedukcja i logika myślenia czy postępowania to podstawowe cechy typowej powieści detektywistycznej „w starym” stylu. Przyzwyczaiła nas do tego Ahatha Christie, seriale w stylu „Ripper Street”, „Detektyw Murdoch”, „Podejrzenia pana Whichera”, a ostatnio odświeżono w „Tajemnicy domu Helclów”.  
                Cechy te znajdziemy również w „Sile wyższej”. Ta doskonale rozpisana, dozująca napięcie, błyskotliwa, ze sporą dawką ironicznego humoru powieść retro o dwóch zakonnikach wyruszających na poszukiwanie zaginionego proboszcza jednej z poznańskich parafii dostarczy rozrywki tym, którzy cenią sobie opowieści z dreszczykiem tajemnicy, tym, którzy lubują się w powieściach obyczajowych, tym, którzy lubią artystyczne (malarskie lub muzyczne) tło, którzy cenią sobie dobrze rozpisany, szczegółowo opowiedziany nie tylko wątek główny, ale również poboczne, a już na pewno tym, do wyobraźni których przemawia koloryt międzywojnia i prowincji II RP. 
               Bo choć akcja powieści rozpoczyna się w Poznaniu i narrator prowadzi czytelnika przez dworzec PKP do kościoła parafialnego a później nawet na Rynek Jeżycki, głównym miejscem akcji jest Krynica (Zdrój) – i to Krynica w przeddzień II wojny światowej (akcja powieści toczy się podczas kilku marcowych dni 1939 roku). Czytelnik tam właśnie - razem z ojcami Aleksandrem i Florianem – będzie wyjaśniać, co stało się z księdzem Wojciechem, dlaczego tak nagle - narażając się przełożonym - opuścił parafię, co z tym wspólnego mają zaciągnięte przez niego długi, znaleziony w podziemiach poznańskiego kościoła barokowy obraz Madonny, śmierć wikariusza i co łączy Poznań z jakże odległą Krynicą. 
           Jak na realia międzywojnia przystało, bohaterowie ci zatrzymają się w jednym z licznych krynickich pensjonatów, którego właścicielki (siostry-stare panny)  – mimo zakończonego sezonu turystycznego i wątpliwej atrakcyjności czy wygód swojego lokum – wciąż nie narzekają na brak lokatorów. Są nimi: przygotowujące się do rozwodu skłócone małżeństwo– żona-intelektualista a mąż-choleryk (oraz ich niesforne bliźniaki), młoda milcząca wdowa z małym synkiem, stary weteran, który myślami i emocjami wciąż jest na wojnie z Japończykami, urodziwa, aspirująca do zawodu śpiewaczki, panna z dobrego domu, która ewidentnie z tego domu uciekła, intelektualistka pisząca rozprawę o Łemkach, społecznik-fascynat spółdzielczości (ale jeszcze nie komunista). Mieszkają tam również właścicielki pensjonatu (jedna religijnością zahacza o dewotyzm, a druga jest nazbyt wesołkowata) oraz ich pomocnica i powiernica - Aniela. To oni – wraz z zakonnikami – stanowić będą jedyną (nie wliczam okazyjnie wspominanych kelnerów czy turystów) plejadę książkowych postaci. To w ich towarzystwie spędzimy prawie 300 stron powieści i wśród nich szukać będziemy powiązań między miastami, bohaterami, wydarzeniami z Poznania i Krynicy, śmiercią wikariusza, wypadkiem proboszcza i epizodem ze starą szafą. 
                I jak motyw śledztwa jest tym głównym, a bohaterowie - ze swymi poplątanymi i niejednokrotnie smutnymi losami - najważniejszymi elementami świata przedstawionego, nie byłoby tego magicznego a chwilami wręcz nostalgicznego kolorytu tekstu, gdyby nie plan drugi: realia międzywojnia. Polityczne i społeczne aluzje, wzmianki o lokalnych fermentach, zapowiedzi nadchodzącej wojny, niechęć do różnych grup etnicznych, potajemna popularyzacja komunizmu, ciche (ale jednak) propagowanie feminizmu, czcze uwielbienie dla Kiepury, uczynienie z pijalni wód miejsca spotkań towarzyskich a z przedobiedniej kawy chwili na niezobowiązujący flirt – oto kilka detali dwudziestolecia wojennego, które sprawnie udało się Joannie Szwechłowicz do swej powieści wprowadzić. 
         I jeszcze język – lekki, ironiczny, humorystyczny, pełen kpiny i licznych aluzji – toż to majstersztyk! 
          Czy można chcieć więcej na porę wakacyjnego rozluźnienia?  W jednym tekście mamy ciekawą opowieść, intrygujących bohaterów, wiarygodny plan drugi a to wszystko pięknie opowiedziane. Polecam!


 
ZA EGZEMPLARZ PRASOWY POWIEŚCI DZIĘKUJĘ
 Pruszyński i S-ka

26 lipca 2016

(…) wszelka miłość jest formą samobójstwa - s. 162

                 Rasowy dreszczowiec (czy to książka czy film) tak powinien prowadzić opowieść, by odbiorca wciąż odczuwał napięcie i niepewność , a budujące fabułę tajemnice i pomnażające się zagadki wzmagały ciekawość i sprawiały, że będzie się chciało jeszcze, że nie będzie można przestać aż się skończy (bo przecież wątek kulminacyjny i rozwiązanie następuje na końcu) – tym bardziej jeśli jest to powoli odsłaniający emocje i  psychologiczne aspekty postępowania bohaterów dreszczowiec psychologiczny…
Bliźnięta z lodu          Wszystkie te cechy zawierają „Bliźnięta z lodu”. Opowieść – gdyby wydarzyła się w życiu realnym (a nie fikcyjnym, powieściowym) naprawdę smutna i tragiczna, o wydarzeniach mogących zniszczyć życie każdego – przedstawiająca uwikłanie w przemilczenia, niedopowiedzenia, a czasem wręcz w fałsz i nieuczciwość rodziny, która musi uporać się z tragiczną śmiercią dziecka.               Mamy tu historię dobrze sytuowanego małżeństwa, które wraz ze stratą córki musi dokonać redefinicji podstawowych pojęć i powrócić do tych pytań, których odpowiedzi uczyniły z nich rodzinę i sprawdzić, na ile mocne są fundamenty tej rodziny…. Pomóc ma w tym przeprowadzka na jedną z wyludnionych wysp Szkocji (trochę pod wpływem topniejących oszczędności, bardziej pod wpływem bezrobocie jedynego żywiciela rodziny, a na już na pewno na skutek odziedziczonego spodku) i budowanie na nowo wspólnej historii – jakby bohaterowie liczyli, że wraz z podnoszeniem z ruin starego domu babci, z ruin podniosą siebie i wraz z pozostałą przy życiu córką będą w stanie wspólnie zapisać rozdział przyszłości. Ale by to się stało możliwe, należy zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się tamtego pechowego popołudnia, kiedy zginęła Lydia, komu grozi pomieszanie zmysłów, kto ma urojenia (jeśli w ogóle ktokolwiek) i kto ponosi winę za tamten wypadek (jeśli ktokolwiek). A pozornie dobrze skrywane rodzinne zaszłości, urazy, zagęszczająca się od ość jednoznacznych aluzji atmosfera i żale niczego nie ułatwiają. ”Bo ich życie stało się melodramatem. Albo czymś w rodzaju teatru masek. Wszyscy troje udawali kogoś innego”. (s. 252)
             Choć jest w tej opowieści kilka niedociągnięć (luki w narracji, słabo rozwinięty – jedynie aluzyjnie potraktowany – wątek wierzeń i przesądów staroszkockich), spokojnie może być rozrywką na duszne wakacyjne popołudnia: trzyma w napięciu, koleje wątki sugerują pogłębiające się szaleństwo (kogo?), każda strona rodzi kolejne pytania, każdy kolejny rozdział mnoży podejrzenia, aż w pewnym momencie czytelnik dochodzi do wniosku, że wszyscy mają sporo na sumieniu. I jedynie dzieci są niewinne - i dlatego najbardziej poszkodowane.      

19 lipca 2016

Wszystkie gorycze, wszystkie jej nieszczęścia skoncentrowały się (…) - s. 154.


        Podróże mają to do siebie, że kształcą, poszerzają horyzonty, otwierają na nowe kultury, nowych ludzi, ich wady i zalety, pozwalają konfrontować swoje wyobrażenie o świecie i ludziach, a także weryfikować własne potrzeby czy priorytety.

       W takim duchu utrzymana jest całkiem niedawno ponownie opublikowana (tym razem przez wydawnictwo Prószyński i S-ka) powieść John’a Steinbeck’a „Zagubiony Autobus” (tłumaczenie Andrzeja Nowickiego, w tłumaczeniu  Aleksandra Lenobela to „Autobus do San Juan”). 
         Główny trzon powieści oparty jest na podróży tytułowym, starym autobusem, po rozmokłych od ulewnego deszczu drogach południowej części USA w stronę Meksyku (zahaczając po drodze o Hollywood). W autobusie tym jadą obok siebie: kierowca Juan o etnicznych korzeniach, jego mało urodziwy, ale sprytny pomocnik, piękna, cicha i budząca powszechnie zainteresowanie mężczyzna i zazdrość kobiet młoda dziewczyna posługująca się fałszywym nazwiskiem, obwoźny handlarz gadżetami, kelnerka, która dopiero co rzuciła pracę w przydrożnym zajeździe prowadzonym przez Juana i jego kobietę Alice oraz małżeństwo w średnim wieku ze swą nastoletnią córką, którzy odbywają do Meksyku swą podróż życia. 
        Już od początku wyprawa ta przebiega z perypetiami: autobus się psuje, konieczny jest nieplanowany postój i zajęcie części mieszkalnej zajadu, co wprowadza napięcie między jego mieszkańcami, ulewne deszcze niszczą drogi i utrudniają prowadzenie pojazdu, podnoszący się poziom wód budzi niepokój a sam deszcz spowalnia wyprawę. Jednak nie to wydaje się najważniejsze. 
        W tej typowej powieści drogi tak naprawdę nie chodzi o kilometry za podróżującymi i te przed nimi, lecz o te przestrzenie, które pokonują oni w sobie i co – mino wszystko – niemo mówią oni o sobie: o swoich marzeniach, o zawodach i rozczarowaniach, przeżyciach wojennych, o rolach granych przed rodziną i znajomymi, o kłamstwach wmawianych sobie i innych, o pozerstwie, o autentyczności a przede wszystkim o tym, kim oni tak naprawdę, w głębi siebie są i czego pragną. Odbywana podróż i pokonywane kilometry odkrywają – im i czytelnikom – najprawdziwszą prawdę o użytkownikach autobusu Juana.
        Tak skonstruowana powieść Steinbecka z 1947 roku realizuje główne założenie gatunkowe: przy pomocy motywu podróży, odysei, wędrówki próbuje dokonać analizy emocjonalnej i psychologicznej bohaterów a także znaleźć klucz do motywów ich postępowania – bo zbadanie osobowości postaci jest nie mniej ważny od ich wyprawy. Ten typ powieści nie jest moim ulubionym, ale wydaje mi się, że jest takim, który naprawdę wiele może powiedzieć o człowieku jako o elemencie przyrody. I może się okazać, że prawda nie zawsze jest miła i gładka.             



ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WYDAWNICTWU PRÓSZYŃSKI i S-KA

6 lipca 2016

(...) kiedy kieruje się wzrok ludzi ku przyszłości, istnieje szansa na to, że nie dostrzegą oni krzywd, jakie wyrządza się im tu i teraz". (s. 326)




Jest taki rodzaj opowieści, że – choć fikcyjne – są bardzo realistyczne i wiarygodne, jakby zostały wyrwane prawdziwemu życiu. Jest też taki rodzaj historii, które – choć mają dobrze zarysowaną, wyrazistą i konsekwentnie rozwijaną fabułę – bardziej odwołują się do uczuć i emocji a nie do wyobraźni. A przede wszystkim jest taki rodzaj tekstów, co nie są sporą dawką rozrywki i receptą na dobrze spędzone wolne popołudnie, lecz tworzą potężną dawkę dobrej, ważnej literatury, co wrzyna się w myśl. I do takich tekstów zaliczam debiutancką powieść Yaa Gyasi „Droga do domu”. Jej akcja toczy się od XVIII do XXI wieku, rozgrywa się na dwóch kontynentach: w nękanej przez przemytników ludzi Afryce oraz w Ameryce Północnej, której stała się dla wielu czarnych niewolników finałem długiej oraz nieludzkiej podróży i opowiada o dwóch nieznanych sobie gałęziach jednego rodu, które zapoczątkowały nieznające się nawzajem siostry – Effia i Esi. Ta pierwsza była córką pana, w domu którego jej matka była służącą, a druga - córką plemiennego mentora i autorytetu, zwanego „Wielkim Mężczyzną”. Pierwsza, za sprawą intryg macochy, została żoną dowodzącego przemytnikami kapitana, a ta druga – z grupą innych kobiet – została wysłana statkiem do Ameryki, gdzie pracowała na plantacji bawełny. Rodzinna gałąź tej pierwszej związana była przez wiele pokoleń z losem i historią Afryki, a gałąź tej drugiej splotła się z realiami USA. 
Niewolnicy na plantacji bawełny (Georgia, USA)I w tej powieści nie chodzi o to, kogo te siostry kochały, jak wychowywały dzieci, co się z tymi dziećmi – i ich dziećmi oraz ich rodzinami – działo, co lubiły, jakie miały poglądy polityczne, stosunek do wykształcenia, jak długie życie wiodły itd. Bo w powieści tej, na przykładzie Effi, Esi oraz ich potomków, widzimy jak wielki świat, wielka polityka i losy ludzkości wpływały na poszczególne jednostki. Za bohaterami wchodzimy w dżunglę afrykańską, bierzemy udział w walkach plemiennych, śledzimy proceder pozyskiwania niewolników, handel nimi, więzienie ich, transport do Ameryki w nieludzkich, ich ponad siły pracę na plantacjach bawełny lub trzciny cukrowej, chłosty, zgony z wycieńczenia, przymusową, pozornie pokojową chrystianizację, poddawanie się misjonarzom w opiekę, rozbieżności polityczne, które doprowadziły do wojny secesyjnej, nadludzką pracę w kopalniach węgla, życie w getcie, jakim był nowojorski Harlem, szerzącą się w kręgach czarnoskórych jazzmenów narkomanię, wrastającą świadomość polityczną Afrykańczyków, pierwsze rozruchy na tle rasowym w Nowym Yorku.I są to takie opowieści, które swoją narracją, rytmiką, fragmentarycznością i retrospekcjami nie oszczędzają czytelnika, nie pozostawiają mu złudzeń, nie ugładzają, nie tuszują. Okrucieństwo nazywają okrucieństwem, ból – bólem, tęsknotę – tęsknotą, rozpacz – rozpaczą, przemoc – przemocą, złość – złością, namiętność – namiętnością, a bezradność – bezradnością. I z każdej strony tej ponad 400ta stronicowej powieści widać, jak bardzo Afrykańczycy byli ciemiężeni i jak bardzo „białym” wydawało się, że mają prawo ciemiężyć, wykorzystywać, poniżać i zagarniać  – bez względu na to, czy byli przemytnikami, misjonarzami czy właścicielami klubów muzycznych.
Dawno temu czytałam „Amistad”, jeszcze wcześniej widziałam film Stevena Spielberga, ale one nie zszokowały jak „Droga do domu”. To w całej swej rozciągłości historia, która obdziera z naiwności i każde sobie na nowo uświadomić, że korelacja biali-czarni przez lata nie wyglądała w USA jak dziś tego chcą media.
 Skoro już wiecie, co ja sądzę o debiucie Gyasi, posłuchajcie, co sama autorka mówi o tej powieści:

Zdjęcia archiwalne pochodzą ze stron:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Niewolnictwo
http://www.techpedia.pl/wiedza/10535,lata-1850-60-niewolnicy-na-plantacji-bawelny-georgia-usa.
A nagranie: https://www.youtube.com/watch?v=wheQsYCDezE

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ:
WSPÓŁPRACA


5 lipca 2016

Pisarki - pisarzy, czyli co czytają Kobiety Pióra


Już jakiś czas temu zrodził się w mojej głowie pomysł, by choć raz oddać pokłady mojego bloga pisarzom. Skoro piszę o ich pracy, piszę o ich efektach godzin spędzonych przy komputerze z uparcie migającym kursorem, może choć raz to oni zechcieliby opowiedzieć o swoich rekomendacjach literackich, o swoich upodobaniach i może oni wypowiedzieliby się na temat innych ludzi pióra. I oto jest! Wpis złożony z wypowiedzi kilku Pisarek, które odpowiedziały pozytywnie na moje zapytanie i podzieliły się ze mną – oraz czytelnikami Zielono Mi – swoimi propozycjami lekturowymi na lato. Niektóre z tych książek to opowieści lekkie, proste i nie wymagające większego skupienia; inne są trudne, ciężkiego kalibru, które na długo mogą się wryć w umysł i emocje czytelnika; jest pozycja naukowa, poezja, ale dominuje proza. W przysłane mi teksty starałam się zbytnio nie ingerować, noty krótkie krótkimi pozostały, dłuższe długimi, a te o kilku tytułach wciąż są o kilku propozycjach. Ujednoliciłam szatę graficzną, ale starałam się pozostawić indywidualny styl każdej z Pisarek. Mam nadzieję, że każdy z Was znajdzie coś dla siebie:-) Miłej lektury :-) 

Renata Batko - mgr inż. geolog, poetka, prozaik, jej debiut literacki był w 2009 r. Autorka tomów poetyckich: Gdzie płoszy się sen (2011), Spotkania (2013), Galaktyczne koronki (2015); jej poezja drukowana była w licznych wydawnictwach zbiorowych (kwartalnikach, almanachach, antologiach, wydaniach pokonkursowych), w Love is like air międzynarodowej  antologii poezji w języku angielskim oraz w Din lirica poloneză contemporană w wydaniu i tłumaczeniu na język rumuński przez Valeriu Butulescu.
U
twory prozatorskie to felietony, szkice, recenzje, opowiadania. Jest laureatką konkursów poetyckich, uczestniczką licznych spotkań literackich i projektów. Zasila krakowską Grupę Poetycką Każdy. Interesuje się filozofią, psychologią i kosmologią. Autorka proponuje:
Andrzej Pilipiuk, Carska manierka
Kolejna książka tego płodnego autora z nurtu fantastyki jest zbiorem opowieści, barwnych historii z pogranicza przenikających się światów. Opowiadania z „Carskiej manierki” zachwycają koncepcją, niezwykle pomysłowym budowaniem akcji, barwnymi przygodami, w których przeszłość miesza się z teraźniejszością, a to co namacalne (autor jest z zawodu archeologiem) czyli odkryte numizmaty i artefakty z tym, co przekracza granicę realności i wprowadza nas w miejsca oraz czasy alternatywne. Niezwykła koncepcja oraz barwność opowiadań, to nie wszystko. Pilipiuk, splatając ze sobą realia z tajemnicą, wykorzystuje zdarzenia historyczne jako tło do fascynujących zagadek i ich rozwiązywania. Prawdziwe perełki.

Eric-Emmanuel Schmitt, Małe zbrodnie małżeńskie 
Dramat napisany tak zgrabnie, że czyta się go niczym powieść o wartkiej fabule. Niewielka książka, w której autor, poprzez niespodziewane zwroty akcji i kunsztownie uknutą intrygę, podaje nam esencję niezbędną do powstania kryzysu w związku. Wypadek, amnezja, chęć dokonania zbrodni, kłamstwa…  - przypadek czy żmudnie przygotowana rozgrywka? Kto kogo oszukuje i dlaczego? Czemu służą te wszystkie małe zbrodnie dokonywane na sobie i na współmałżonku? Zapraszam do wspólnego poszukiwania klucza. Intryga już się rozgrywa.

Kalina Błażejowska, Uparte serce (biografia Poświatowskiej)
Halina Poświatowska na okładkach wydanych tomów jej wierszy to obraz kobiety poważnej, przygnębionej, z dodającym jej lat wysoko upiętym kokiem. Tymczasem jakże inne odnosimy wrażenie czytając „Uparte serce”. Haśka schodzi z postumentu i staje się dziewczyną z chorym - ale jakże zachłannym na życie i wszystkie jego przejawy - sercem. Halina z trudem wspina się po schodach ale z lekkością zdobywa ludzkie serca. Ze swadą pokonuje schematy wspinając się tym samym na wyżyny poezji. Dumna i uwodzicielska, żyjąca do utraty tchu i pod kroplówką, niepokorna i łagodna, uparta i złakniona miłości. Poprzez lekturę „Upartego serca” Haśka staje się nam bliska jak nigdy dotąd.

Orhan Pamuk, Inne kolory
 „Nazywam się Czerwień” oraz „Czarna księga” powstały wcześniej. Może dlatego  „Inne kolory”, to nie jest powieść. Dzięki tej książce poznajemy powieściopisarza-noblistę z innej niż dotychczas strony. Powiedziałabym nawet, że ze strony bardzo osobistej.
Pamuk tym razem wprowadza nas w świat swoich przemyśleń, przeżyć, życiowych wyborów oraz konsekwencji tych wyborów, upodobań ale także życia rodzinnego, a niekiedy spraw społecznych. Poznajemy sekrety pisarza z zacisza jego gabinetu oraz historie, które miały znaczący wpływ na powstanie niektórych powieści. Osobiste upodobania literackie, które ukształtowały jego sposób pisania ale również to, co składa się na myślenie jego rodaków (tu zaskakujące odniesienia do Europy i jej bardzo ważnego miejsca w kształtowaniu się świadomości tureckiej społeczności). Większość felietonów, opowiadań rozgrywa się na tle Stambułu ostatnich dziesięcioleci.
Czytając „Inne kolory” patrzymy obrazami myślowymi autora, poznajemy jego najcenniejsze pamiątki i tajemnice.
Książka skomponowana jest z detalami jak miniatury mistrzów z XV wieku oraz utkana niezwykłą erudycją i wyobraźnią. Odświeża pamięć i przenosi nas w świat innej kultury, dla której Europa jest niedoścignionym Zachodem.

Anthony de Mello, Modlitwa żaby
Chcesz wyzbyć się ograniczeń w myśleniu i wyzwolić od osaczającego i wszędobylskiego  poczucia osamotnienia lub gniewu? Uwolnij swojego ducha i poznaj sam siebie na nowo. Odrzuć to, co cię ogranicza i sięgnij głębiej. Zacznij słuchać, bo ten, kto ciągle mówi - nie dostanie odpowiedzi. Przestań zagłuszać to, co nosisz w sobie i zobacz piękno oraz prawdę w ludziach i otaczającej cię przyrodzie.
„Modlitwa żaby” to zbiór pełnych mądrości miniatur i opowiadań medytacyjnych z różnych kultur, którymi autor dzieli się z nami jak chlebem. Nosimy w sobie duchowe dziedzictwo, a to skłania do poszukiwań. Rozpocznij tę podróż.

Ignacy Karpowicz, Sońka
„Literacka superliga” – tak piszą o Karpowiczu recenzenci. Ja piszę: prawdziwie najwyższy literacki poziom.
„Sońka” ukazuje historię z przeszłości (okresu wojny) w sposób zwykły i niezwykły, oszczędny, a jednocześnie budujący wewnętrzne światy w człowieku w taki sposób, że zawartość książki rozrasta się do rozmiarów naszego czucia i rozumienia. Proza cicha i skromna, a mimo to rozsadzająca podskórnymi emocjami. Wzruszająca i ciepła, co jednak nie przeszkadza w ukazywaniu brutalności i tego, co człowiek człowiekowi na ziemi uczynić może. Skrojona niezwykle jak idealnie dopasowana do postaci sukienka. Choć bez falbanek i koronek przylega do ciała jak druga skóra. Ta skóra, pod którą bije przepełnione miłością serce Sońki pali do zaczytania.

Christopher Potter, Tu jesteś (Najkrótszy przewodnik po Wszechświecie)
Kosmologia jako nauka o Wszechświecie jawi się nam w sposób oczywisty nauką ścisłą. Czy jednak jest to prawda? Nowoczesna kosmologia narodziła się w XX wieku. Szczególnie odkrycia z lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia sprawiły, że wyprzedziła ona rozważania filozoficzne i teologiczne, co jednak nie oznacza, że filozofia i teologia nie podążają tą drogą.
W książce Pottera, Wszechświat zawarty w pigułce autor ukazuje nam w sposób cudownie jasny i czytelny dla każdego, co nie znaczy, że z tego powodu jest on spłaszczony lub uproszczony. Jest to lektura niezwykła, napisana z wielką znajomością tematu, w sposób precyzyjny i przemyślany w każdym słowie. Poruszamy się po drogach miliardów lat oraz lat świetlnych i uświadamiamy sobie, że to, iż jesteśmy tu i teraz, to prawda będąca w rzeczywistości efektem tylu splotów i połączeń, że staje się cudem.

Wojciech Kuczok, Spiski (Przygody tatrzańskie)
„Spiski” Kuczoka to proza całkowicie odmienna od znanych „Pręg”, choć pewne nawiązania do dzieciństwa i trudnych relacji z ojcem też mają tu miejsce.
Zdumiewająco lekkie, przepełnione humorem i groteską opowieści ukazują świat chłopca, potem młodzieńca w wersji śląskiej i góralskiej (w gwarze śląskiej i góralskiej również).
Prawdziwa satyra na polskie przypadłości, spójna w formie, a nawet wyrafinowana, napisana z niebywałą fantazją, co dodaje jej smaku i pikanterii. Opowieści nie snują się powoli lecz dziarsko wkraczają w naszą wyobraźnię niczym znane góralskie hołubce. Bo tak jak autor pisze: „W Tatrach zawsze żyję żwawiej”, tak i my dostajemy potężną dawkę energetyzującego humoru i kunsztu literackiego.

Izabella Frączyk – autorka sześciu książek o kobietach dla kobiet - oraz siódmej, której premiera będzie już za chwilę; Autorka od lat związana z wydawnictwem Prószyński i S-ka opowiada kobitom historie, jakie lubią najbardziej – o losach i perypetiach innych niż te oswojone i nazywane codziennymi.     
"Hmm,  co ja  polecam na wakacje? Cóż, żaden ze mnie autorytet, ale ciekawa jestem, co powiecie na Lucynę Olejniczak i jej sagę o kobietach z ulicy Grodzkiej? „Hanka”, „Wiktoria”, „Matylda”…
 Jeśli tak, to proszę bardzo J Jak dotąd, Lucyna popełniła już cykl trzech, zgrabnie napisanych, porywających  powieści o kobietach z przeklętej rodziny, a z tego, co mi wiadomo to jeszcze nie koniec…  Klątwa, która padła niegdyś z ust skrzywdzonej dziewczyny dotyka wszystkich kobiet z rodziny wpływowego  krakowskiego aptekarza- hipokryty. I przekleństwo to obejmuje całe pokolenia. Jaki będzie koniec? Co trzeba zrobić, by zdjąć przekleństwo? Która kobieta tego dokona?
Ja wiem, ale nie powiem :-)
Lucynę Olejniczak znam osobiście i jej książki potwierdziły jedynie to, co wiedziałam już wcześniej: otóż, ktoś tak sympatyczny jak Lucyna,  nie może napisać niefajnych książek".


 Anna Grzyb – przede wszystkim blogerka książkowa, która – jakby przy okazji działalności recenzenckiej – popełniła ciepło przyjętą przez czytelniczki powieść „Życie z drugiej ręki”.  
"W czasie urlopu najchętniej sięgamy po lekturę łatwą, lekką i przyjemną. Chcemy zapomnieć o własnych problemach, przeżyć ciekawą przygodę, nie ruszając się ani na krok z leżaka ustawionego na plaży w słońcu lub w cieniu - jak kto woli... Poznając losy arcyciekawego bohatera literackiego, chcielibyśmy popijać kolorowego drinka z palemką ze sporą ilością lodu i bez nerwów, spokojnie wypoczywać.
Co polecam na ten wakacyjny, beztroski czas? Mogłabym wymieniać i wymieniać, bo o książkach potrafię mówić godzinami, jednak podam tylko jeden tytuł i jedno nazwisko: „Pani mnie z kimś pomyliła” Ilony Łepkowskiej. Naprawdę serdecznie polecam!"


Małgorzata Hrycaj – mieszkanka Szczecina, redaktorka magazynu „Horyzont”, poetka, autorka debiutanckiego tomiku „Pod baldachimem krwawnika”; przynależy do grupy poetyckich artystów skupionych pod nieformalnym patronatem zmarłego zakopiańskiego poety Jerzego Tawłowicza.
Serdecznie polecam zbiór wierszy Małgorzaty Kulisiewicz "Inni bogowie". Nie epatują sentymentalizmem, a jednak chwytają za serce. Mądre, interesujące, jak ich Autorka. Poruszają czytelnika, zadają pytania, skłaniają do refleksji. Ich tematyka jest uniwersalna - życie z bogactwem jego barw, miłość, śmierć, pragnienie i poszukiwanie boga...ujęte przez pryzmat doświadczeń, mądrości i wrażliwości Poetki. Lato w pełni...czas bujności i rozkwitu, wydawania owoców...Wiersze Małgorzaty Kulisiewicz mogą dać chwilę zadumy; przypomnieć, że po lecie nastąpi jesień. Choć mają w sobie melancholię, z obawy, że "wkrótce nadchodzi epoka lodowcowa", jednak zawierają też optymizm, że dla człowieka /a może dla całego świata/ istnieje nadzieja na nieśmiertelność, doskonałość, boskość, których przeczucie możemy odnaleźć w Poezji.

Renata Klamerus – autorka baśni dla dzieci, w których główni bohaterowie - Tami (Tamara), Rume i Kelie – przy pomocy dziury w ścianie przenoszą się do magicznej krainy; to historie, które porwały tak młodych czytelników jak i ich rodziców:-) Według Autorki: 
Książki Stanisława Srokowskiego, to lektura, która nas nie rozbawi. Sięgając po jego książki musimy być przygotowani, na to że to, o czym opowiadali nam rodzice (a czego nie można było przeczytać w podręcznikach szkolnych), kiedy nie wolno było o tym mówić, to wszystko nie to! Kiedy czytamy np." Ukraińskiego kochanka" wchodzimy w kadr tego filmu, który wyświetla się nam w głowie i przeżywamy, stojąc niewidzialni, całe to okrucieństwo. I zadajemy sobie pytanie, skąd w ludziach biorą się takie dzikie instynkty.
Zbliża się 73. rocznica tej okrutnej rzezi. Współczesny człowiek musi zmierzyć się z tym tematem. Może kiedy zaprzyjaźnimy się z bohaterami, czytając książki Stanisława Srokowskiego, lepiej zrozumiemy to, co się wówczas wydarzyło. Może kiedy postawimy się na ich miejscu, dotrze do nas, że to się nigdzie na świecie nie powinno powtórzyć. W każdym człowieku można zaszczepić zło, ale też w każdym człowieku można obudzić dobro. Postarajmy się być budzikami dobrych instynktów. Czasami wystarczy uśmiech i jedno dobre słowo.
Książki Stanisława Srokowskiego między innymi:
„Ukraiński kochanek”
„Zdrada”
„Nienawiść”.

Agnieszka Lis – autorka bajek dla dzieci, powieści obyczajowych i opowiadań erotycznych, zwyciężczyni konkursów literackich, zawodowo związana również z branżą muzyczną.
"Lato to czas, w którym wreszcie mogę poczytać tyle, ile bym chciała. Przynajmniej taką mam nadzieję… - bo chyba moja rodzina ma inny pogląd. W tajemnicy spakowałam do swojej torby książki – zamiast ciuchów! To chyba coś znaczy, prawda? I tak mąż się zorientuje - w końcu to on będzie te torby nosił…
Książek jest kilka. Trochę klasyki (do której uwielbiam wracać), ale jestem też patriotką… lokalną :-) I wiernie kibicuję mojemu wydawnictwu Czwarta Strona, a to oznacza, że są w moim bagażu pozycje z ich listy wydawniczej. Między innymi zamierzam rozkoszować się „Zagięciem” Remigiusza Mroza.
Miały być cztery zdania uzasadnienia:
1. Bo Czwarta Strona
2. Bo Remigiusz Mróz (a znam już Kasację i Rewizję)
3. Bo Remigiusza Mroza przedstawiać i polecać nie trzeba
4. Bo lubię kryminały.
I już poza listą – BO PO PROSTU UWIELBIAM CZYTAĆ!"

Izabela Milik – niedawno popełniła często komentowany w Internecie debiut literacki o tytule „Z teściową za pan wróg”; chwalona jest za żywy język, cięte riposty oraz nutkę humoru.   
"Na wakacje najchętniej zabrałabym ze sobą Remigiusza Mroza. Dlaczego? Oczywiście, poza tym, że jest przystojny znajdziemy cały szereg niekwestionowanych zalet. Ta najważniejsza dla czytelnika? Od Jego powieści nie można się oderwać! Są porywające! Jestem „po” „Rewizji” i chłonę już „Kasację”. Nic nie szkodzi, że na odwrót. Myślę już o kolejnych książkach tego autora, gdyż teraz nie potrafię przejść obok nich obojętnie. Remigiusz Mróz wiedzie nas swoją trasą szybko, dostarcza niespodzianek. To doskonały przewodnik, który nie zdradza przedwcześnie celu podróży, lecz trzyma nas do końca w ekscytującym napięciu. Gorąco polecam pisarza każdemu, kto ma ochotę doładować się adrenaliną!"


Anna Sakowicz – autorka prozy z pogranicza powieści obyczajowej i psychologicznej, często posługuje się lekkim, humorystycznym stylem, nie unika też groteski i absurdu, jednak jej powieści skłaniają do poważnych refleksji. „Szepty dzieciństwa” i „To się da!” zostały z entuzjazmem przyjęte przez czytelników i „blogosferę”. Autorka uważa: 
Nie jest łatwo zarekomendować książkę na wakacje. Każdy z nas ma inny gust i inne potrzeby, a księgarnie pękają w szwach od nowości. Z trudem wybrałam tylko dwie książki.
Moim ulubionym polskim pisarzem od wielu lat jest Janusz Rudnicki. Na przykład jego zbiór opowiadań pt.: „Męka kartoflana” to, według mnie, lektura idealna na letnie miesiące (i nie tylko). Autor ma specyficzne poczucie humoru, a ponadto jest genialnym obserwatorem świata. Podobno Rudnickiego można tylko kochać albo nienawidzić. Ja oczywiście należę do jego niepoprawnych miłośniczek.
Kiedyś w „Gazecie Wyborczej” napisano, że Rudnicki pisze w stylu „groteskowego patosu, lirycznej wulgarności i niesentymentalnej nostalgii”. I chyba trafniej nie można tego określić. Kpi z rzeczywistości, śmieje się z siebie, ironizuje, ukazuje absurdy. Ma dystans do siebie. A to lubię, więc polecam, choć zdaję sobie sprawę, że to proza nie dla każdego.
Na wakacje polecam też książkę, która idealnie pasuje tytułem: „Wakacje” Stanleya Middletona. To powieść szczególnie dla tych, którzy lubią delektować się stylem autora. Powieść opowiada o wakacjach samotnika po przejściach. Wraca on myślami do dzieciństwa, do małżeństwa, do śmierci dziecka, ale i obserwuje spotykanych nad morzem turystów. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje, ale tylko pozornie, bo to, co istotne, rozgrywa się w psychice bohatera. Jego myśli, spostrzeżenia, wspomnienia, lęki, marzenia stają się tutaj najważniejsze. Polecam! 

Eliza Segiet – związana ze środowiskiem krakowskim poetka i filozof, autorka szeroko komentowanego monodramu „Prześwity” oraz tomików „Myślne miraże”, „Romans z sobą”, "Chmurność"; jej tytuły znane są również z magicznych fotografii będących swoistym komentarzem do treści utworów.   
Polecić książkę na wakacje? To nie jest łatwe. Przecież wszyscy mamy inne upodobania, inne potrzeby. Mogę tylko zasugerować pozycje, które przypadły mi do gustu.
Wiele kobiet z pewnością w tym czasie sięga po romanse – lekką prozę, która jednak nie zostawia w nas niczego poza westchnieniem: „Oj, jakie ona miała życie!”. Ale kiedy spojrzeć z drugiej strony – na dobór lektury właśnie po to, by się zrelaksować, „literacko poplotkować” z bohaterami – może właśnie to jest potrzebne?
Obserwuję jak bardzo wokół nas zmienia się przestrzeń i skłania mnie to do rekomendacji „Lalki” Bolesława Prusa, w której stara – z jej niepowtarzalnym klimatem – Warszawa jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy zatopić się w słowach, by poczuć atmosferę dawnej stolicy.
Nie byłabym sobą gdybym nie powiedziała, że poezja jest zawsze dobra. Każda strona tomu poetyckiego pokazuje małe „opowiadanie”, jakiś wykreowany świat, w którym możemy odnaleźć siebie, swoje przeżycia, poczuć emocje. Poeci prowadzą nas ścieżką słów, które czasami drążą nasze myśli, ale sami nie potrafimy nadać im takiej formy. Poezja materializuje te myśli. Może właśnie stąd bierze się – jakże częste – cytowanie poezji. Gdybym miała zabrać do bagażu tę jedną, jedyną książkę, pewnie byłby to właśnie tomik liryków.
Dobrą wakacyjną lekturą mogą być „Myśli” Seneki, które – podobnie jak poezję – można zacząć czytać wszędzie, od każdej strony, a później wracać do fragmentów, które nas skłonią do refleksji. W większości tych – spisanych przed prawie dwoma tysiącami lat – myśli widać kunszt ich wyrażania oraz mądrość autora.
Eric Emmanuel Schmitt i jego „Talent do życia. Najpiękniejsze aforyzmy” też mogą być bardzo inspirującą lekturą. Otworzyłam „Talent…” na przypadkowej stronie i przeczytałam: „Zamknięta książka jest niema; przemówi tylko wtedy, gdy zostanie otwarta.” Kierując się tą myślą, sugeruję: warto otwierać, by usłyszeć.

Agnieszka Wojdowicz – autorka powieści dla młodzieży i dorosłych, pisze teksty fantasy, ale i historie retro osadzone w realiach młodopolskiego Krakowa, gdzie czuć ducha Wyspiańskiego.
"Polecam „Złotą damę” Anne-Marie O’Connor. W książce tej z historią powstania genialnego dzieła sztuki splatają się opowieści o wyjątkowych ludziach. Autorka sportretowała nieprzeciętne kobiety, odważne, zdeterminowane, kochające, na plan pierwszy wysuwając ich wojenne losy. Przedstawiła świat, którego już nie ma: cesarsko-królewski Wiedeń, ówczesną bohemę artystyczną, kawiarnie i salony literackie, przede wszystkim jednak Gustawa Klimta i jego legendę. Obok tej książki nie można przejść obojętnie!"




W miejscu tym chciałabym wszystkim Paniom serdecznie PODZIĘKOWAĆ! 
Że zechciałyście ze mną współpracować, że zaufałyście blogerce raczej mało popularnej i stojącej na uboczu, która przede wszystkim czyta i pisze o tym, co czyta, bez poszukiwań rozpoznawalności i popularności. 
Nie bałyście się Panie przeinaczeń i uproszczeń (których oczywiście nie było). 
W moim pomyśle dostrzegłyście nutę zabawy i z chęcią na nią odpowiedziałyście. 
Raz jeszcze dziękuję i naprawdę czuję się zaszczycona!