11 marca 2017

Co teraz będzie z naszą rodziną? (s. 128)

Bez tytułu

              W jednym ze swoich wierszy Eliza Segiet napisała:
(…)
Każdego dnia mamy bliżej,
aby przestać być człowiekiem,
a stać się
tylko ciałem
i wspomnieniem
w umysłach Figlarzy.
          Autorka dotyka tutaj motywu od-człowieczenia, od-humanienia, sprowadzenia człowieka jedynie do formy ciała, materii pozbawionej tej niewidocznej, a istotnej dla natury ludzkiej, głębi, która staje się narzędziem-marionetką dla prześmiewców i kuglarzy. 
         Do problemu tego powróciła Autorka w ostatniej swojej książce – rozpisanym na dwa akty dramacie „Tandem”. Mamy w nim do czynienia z przeciętnymi i niemłodymi już rodzicami, którzy (początkowo głównie Matka) w swoim synu – Hirusiu – chcą widzieć wybitnego poetę i zgadzają się na każde dziwactwo byleby talent syna mógł mieć odpowiedną pożywkę czy źródło rozwoju. A kiedy głuchoniema ciotka Adela wybitnie, z wczuciem, znawstwem i oddaniem podejmuje się interpretacji tejże poezji, wydaje się, że wiersze te faktycznie mają coś z Wielkiej Sztuki. I już nie tylko rodzice są nimi zachwyceni, ale i przyjaciel syna - a narzeczona czuje jakby jeszcze większe oddanie. 
          Tylko, że tu nie o wiersze tak naprawdę chodzi a o zachwyconych nimi ludzi. Poezja okazuje się być jedynie pretekstem, by spróbować odsłonić sieć fałszywych zależności, układów, ról. Szybko okazuje się, że w tej grupie nikt nie jest taki, za jakiego uchodzi i tym, kim widzą go inni; każdy kogoś gra, coś udaje, ochoczo stwarza pozory – Hiruś jest tym, kim chcą go widzieć, ciotka niby biernie zgadza się odgrywać rolę interpretatorki, a Helena - Muzy. I co wydaje się najstraszliwsze – dość, że wszyscy okłamują innych, to i chcą, by ci drudzy ich okłamywali.
       Motyw niby uszlachetniającej poezji pozwolił pokazać, gdzie ta szlachetność się kończy – bo poezja staje się wyrazicielką najintymniejszych uczuć i potrzeb (co nie znaczy, że szlachetnych), pozwala odsłonić brudy i zakłamania. A kiedy prawda wychodzi na jaw, pęka cienka bańka fałszu. I ta cisza po pozostawionym bez odpowiedzi końcowym pytaniu dźwięczy jak wyrzut oraz zapowiedź czegoś, co może być zapowiedzią Totalnego Rozpadu układu. 
    Swoimi lirykami Eliza Segiet stara się dotknąć najczulszych, najdelikatniejszych i najwrażliwszych strun ludzkich; próbuje zwrócić czytelnika w stronę tego, co zmysłowo nieuchwytne a tak fundamentalne dla człowiek, co sprawia, że wciąż może godnie pozostać tak wysoko na tej Tomaszowej drabinie bytów. Jednak swoim dramatem pokazuje, co jest w stanie sprawić, że ten dumny homo sapiens sam - własną głupotą, próżnością, zakłamaniem – strąci się z tej drabiny i skaże na poniżenie, a w najlepszym przypadku na pośmiewisko. I zapowiedź ta wcale wiele optymizmu nie pozostawia.

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
AUTORCE
https://web.facebook.com/profile.php?id=100007962137277&fref=ts

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz