7 maja 2017

Inteligencja roślin

Można być ekspertem od motocykli i roślin?
Można.
O tym, jak to się robi, 
opowiada paryżanka Anne-France Dautheville - autorka "Sekretu roślin".
Wywiad dla WL przełożył Andrzej Stańczyk. 


Okładka

Bardziej niż modą Dautheville interesuje się jednak światem roślin. Jest autorką wielu artykułów i książek na ten temat. W Sekretach roślin zebrała ponad 200 ciekawostek i anegdot z życia flory, o czym przypominamy bo pora kopania w ogródkach właśnie nadeszła!

Jako pierwsza kobieta objechała pani świat na motorze. Czy zwracała pani uwagę na roślinność poszczególnych krajów i kontynentów?

Wcale! To mnie wtedy w ogóle nie interesowało!

W takim razie jak to się stało, że skórzaną kurtkę i kask motocyklistki zamieniła pani na ogrodniczki i czapkę z daszkiem?

(śmiech) Ależ ja nigdy nie nosiłam ogrodniczek ani czapki z daszkiem!

To znaczy, że Francuzki ubierają się elegancko nawet do pracy w ogrodzie?

Hmmm… Sama nie wiem. Jeśli chodzi o strój ogrodniczy, to jeden element dla mnie jest nieodzowny. Kalosze. Inaczej naniosłabym mnóstwo ziemi i brudu do domu i musiałabym to wszystko posprzątać…

Anne-France Dautheville w Japonii (fot. archiwum autorki)


Ale od kaloszy i własnego ogródka do książek ogrodniczych chyba daleka droga?

Wszystko zaczęło się od tego, że mieszkałam w małej miejscowości na wschód od Paryża i miałam własny ogródek. Lubiłam sadzić i pielęgnować rośliny, a że moi przyjaciele wydawali niewielką gazetę, zaproponowali mi rubrykę ogrodniczą. Z dnia na dzień zaczęłam więc zgłębiać temat. Uprawiałam dalej ogródek, zastanawiałam się, dlaczego należy podlewać rośliny, albo dlaczego nie należy ich podlewać, gdy świecie słońce, dlaczego to, a dlaczego tamto i uczyłam się. Jakiś czas później zaprosił mnie do współpracy duży magazyn ogrodniczy i od tej pory zamiast 30 000 miałam  8 000 000 czytelników.

A potem wydała pani pierwszą książkę o roślinach.

Cały czas się uczyłam, coraz więcej czytałam na ten temat, trwało to jakieś 4 albo 5 lat. Dotarło do mnie, że świat się składa ze specjalistów. Potrzebujesz konkretnej porady ogrodniczej? Jest od tego specjalista. Szukasz legendy związanej z rośliną? – jest ktoś kto się w tym specjalizuje. Wszędzie specjaliści, od wszystkiego… Wiedzieli wszystko, ale tylko na jeden temat. Pracując nad pierwszą książką, połączyłam ich wiedzę, wzięłam trochę od tego, trochę od tego, trochę ze świata nauki, trochę z botaniki, trochę z literatury. Sięgałam po to to, co mnie szczególnie intrygowało, ciekawiło i bawiło.

Domyślam się, że pani ogród też w przez te lata się zmieniał.

Na początku był to po prostu kawałek ziemi, na którym rosło dwanaście jabłoni, całkowicie zarośniętych jeżynami. Reszta to była łąka i nic więcej. Najpierw ustawiłam ogrodzenie, żeby barany sąsiada nie wchodziły w szkodę, a zaraz potem przystąpiłam do walki z drapiącymi krzakami. Właśnie wtedy założyłam kalosze, bo jeżyny potrafią nieźle poharatać łydki. Zasadziłam też taki naturalny płot o wymiarach 80 na 30 metrów złożony z drzewek z pobliskiego lasu. Miałam taką metodę sadzenia, że brałam kawałek gałązki z drzewa, plułam w dłoń, po czym moczyłam w ślinie końcówkę naszczepki i wsadzałam do ziemi, gdy księżyca ubywało. Dziś mój ogród to prawdziwy las…


Z ogrodu Anne-France Dautheville (fot. archiwum autorki)


Dostaje pani w prezencie sadzonki?

Często od przyjaciół. Obdarowują mnie roślinami w doniczce, przesadzam je do ziemi. W moim ogrodzie, na przykład, rośnie teraz kilka sumaków. Wyrosły z jednego małego sumaka, który dostałam od przyjaciółki 15 lat temu. Nie są to wysokie drzewa, ale ich korony tworzą wspaniale zielone sklepienie, rodzaj roślinnego igloo, które daje cudowną ochłodę podczas upałów latem. Ten sumak był świetnym prezentem. Kiedy ofiarujemy komuś roślinę, ofiarujemy życie.

A doświadczenia botaniczne? Nie korciło panią, żeby poeksperymentować z roślinami?

Kiedyś zastanawiałam się nad tym, ile jest prawdy w opowieściach o wpływie księżyca. Postanowiłam przetestować to na sałacie masłowej. Pierwszą partię zasiałam, gdy ubywało księżyca. 15 dni później, przy przybierającym księżycu, zasiałam drugą. Okazało się, że ta druga sałata wystrzeliła bardzo szybko, ale składała się głównie z łodyg i miała mało liści. Różnice były widoczne gołym okiem. To było 15 czy 20 lat temu. Później przeprowadzono badania naukowe nad relacją między roślinami a księżycem i pokazały one, że w trakcie pełni słoje drzew rozszerzają się. Obwód drzew rośnie, wszystko to z powodu przypływu płynów ustrojowych wywołanych wpływem Księżyca. Nie mając naukowej wiedzy, przez tysiące lat niepiśmienni rolnicy rozpoznawali i wykorzystywali te zjawiska.

Sekretach roślin takich zaskakujących faktów i ciekawostek jest mnóstwo.

Mnie szczególnie zafrapowała relacja między dźwiękami a roślinami i badania na temat podziemnego porozumiewania się roślin poprzez korzenie. Jest to język dźwięków przypominający sposób porozumiewania się delfinów. Rośliny, które nie mają uszu, „rozmawiają”, wydając odgłosy. Filozoficzny zawrót głowy! Zdumiewające!

Mówi się o  swoistej „inteligencji” roślin. Na czym ona polega?

Inteligencja roślin jest historią selekcji naturalnej. Weźmy przykład irysa i bizona. Jak to możliwe, że mały irys jest w stanie wystraszyć bizona, który waży 700 kg? Wydaje się to niewiarygodne. Przez miliony lat irys poszukiwał w swym genomie odpowiedzi, jak nie dać się zjeść temu zwierzęciu. Prawdopodobnie najpierw starał się je odstraszyć zapachem. To jednak nie pomogło i pewna odmiana irysa wyginęła. Być może kolejną odpowiedzią był kolor ale to też nie zdało się na wiele. Ostatecznie przetrwała ta odmiana irysa, która znalazła w swoim genomie możliwość zamknięcia ziarenek w okrywie. Wprawiane w ruch przez wiatr, obijają się o jej ścianki i wydają odgłos podobny odgłosowi grzechotnika. Przestraszony bizon woli zejść z drogi.

Anne-France Dautheville w Turcji (fot. archiwum autorki)

Czy to znaczy, że możemy tu mówić o pewnego rodzaju „psychologii”? W świecie roślin obserwujemy różne rodzaje samoobrony, rozmaite antypatie, jak te między koprem i papryką. Rośliny mają uczucia?

Nie, nie sądzę. A może mają, tylko ja tego nie wiem (śmiech)? Nigdy nie rozmawiałam z rzodkiewką i nie wiem, co myśli ogórek. Eksperymenty pokazały, że pewne rośliny są bardzo zaborcze terytorialnie, anektują teren i dostępne na nim substancje odżywcze, dlatego też sąsiadów, wstrzykując do ziemi korzeniami truciznę i hamując ich rozwój. Na przykład, ligustr pospolity nie powinien być sadzony w pobliżu ogródka warzywnego, bo nic w nim nie wyrośnie. Należy tu jednak mówić o mechanice, nie o psychologii. Mamy wystarczająco dużo problemów ze współżyciem między ludźmi więc jeśli mielibyśmy się jeszcze mierzyć z kompleksem Edypa i odchyleniami paranoicznymi wśród roślin, byłoby to trudne do zniesienia… Może jednak kiedyś nasz umysł dokona skoku poznawczego w tej kwestii. Wszyscy hipisi będą szczęśliwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz