4 listopada 2017

Wszyscy jesteśmy ofiarami wojny, w której nie braliśmy udziału – M. Bunda, Nieczułość

Okładka

      Oto saga o wielkiej historii i kobietach, które jako jedyne potrafią stawić jej opór. Powieść o mocy kobiet i ich solidarności.
     O czym? O kobietach. Rozela samotnie wychowuje trzy córki: Gertę, Trudę i Ildę. Mieszkają w domu położonym na samym szczycie Dziewczej Góry, małej wsi na Kaszubach, krainie, o którą co chwila upomina się historia. Kobiety dzielnie stawiają czoło kolejnym kataklizmom: najpierw wojnie, która każe płacić wysoką cenę za przetrwanie, a potem nowej, komunistycznej władzy. By przeżyć, nie okazują uczuć. Nieczułość ma być ich tarczą przed złem i przeciwnościami losu. Mimo to kochają, rodzą i wychowują dzieci. Wszystkie są ze sobą bardzo mocno związane i nieważne, jak daleko zapuszczają się w świat, zawsze wracają do Dziewczej Góry. Po wsparcie i bliskość. 
      Jaki problem? Martyna Bunda stworzyła wielowymiarową sagę, dziejącą się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, która zadziwia nastrojem, kompozycją i wyrazistością bohaterów. Dotyka niezabliźnionych ran, ale nie robi tego dla efektu. Nieczułość to wspaniały hołd złożony matkom, babkom, ciotkom i przyjaciółkom, jednym słowem: kobiecej solidarności, która jako jedyna siła jest w stanie pokonać tryby historii. 
        Według Autorki: „Wszyscy jesteśmy ofiarami wojny, w której nie braliśmy udziału. Dźwigamy bagaż poprzednich pokoleń. Traumatyczne doświadczenia są jak lód: trzeba w jakimś sensie zamarznąć, żeby przeżyć. A jednak wygojenie takich ran jest niemożliwe bez czucia. Napisałam książkę o kobiecej empatii, która leczy, z nadzieją, że opowiadanie polskich historii w ten sposób trochę pomoże nam wszystkim”.
     Martyna Bunda – od 18 roku życia reporterka prasowa, co z perspektywy czasu okazało się dla niej najważniejszą szkołą. Oznaczało setki odwiedzonych domów (Polacy lubią, gdy zdejmuje się buty), godziny rozmów prowadzonych z ludźmi – nierzadko w krańcowych, szczególnych sytuacjach.
Od 2012r. kierowniczka działu krajowego w tygodniku „Polityka”. Praca redaktorska przyniosła kres autorskiemu pisaniu i otworzyła przestrzeń do zajęcia się książką. Niezrealizowana gitarzystka po szkole muzycznej. Matka dwóch córek. Urodzona w dzień kobiet, w światowym roku kobiet (według ONZ), za osiem ósma – co stanowczo musi coś oznaczać. Wychowana na Kaszubach. Powieść Nieczułość to jej debiut literacki. 
          O książce tej dobrze mówi nie tylko Wydawca, ale również giganci pióra – jak choćby Krzysztof Varga. 
      Swój tekst zaczyna on od dość podstawowego pytania:  Gdzie autorka była wcześniej, czemu dopiero teraz daje nam tę opowieść, z jakiej przyczyny tak długo się przed nami skrywała?” A dalej jest już obszerniej: „(...) nie mam wątpliwości, że właśnie warsztat reporterski dał jej umiejętność okiełznania języka i pisania w sposób barwny, sugestywny, lecz wyzbyty zupełnie efekciarstwa, raczej opisowy niźli metaforyczny. Zaś doświadczenie redaktorskie dało jej dystans do własnego tekstu i świadomość, że język literacki czasami trzeba trzymać na smyczy, zaś świetna opowieść nie potrzebuje wcale kwiecistości, by być wiarygodną i przejmującą. „Nieczułość” – swoją drogą kapitalny tytuł – jest powieścią skonstruowaną, owszem, ze znanych elementów, przywodzącą na myśl święcącą triumfy w latach dziewięćdziesiątych zeszłego wieku prozę mitograficzną, ale jednocześnie daje nam, osobliwie na tle współczesnej literatury, kojący powiew. Otóż najważniejszą dla mnie zaletą tej książki – jakkolwiek to brzmi – jest absolutny brak w niej najmniejszego szantażu emocjonalnego. Literatura zahaczająca bowiem o wojenną traumę, powojenną biedę, komunistyczną opresję, literatura zajmująca się niedolą samotnych kobiet, bądź kobiet doświadczonych traumatycznymi przeżyciami osobistymi może nieświadomie nawet, a często niestety z premedytacją, popaść w rodzaj epatowania cierpieniem. Nie ukrywajmy – żyjemy w czasach, kiedy nieszczęście ludzkie bywa atrakcyjną przynętą na czytelnika – tutaj nie ma ani grama takiego myślenia i ani jedno zdanie nie powstało po to, aby nami cynicznie wstrząsnąć, z zamysłem nas przejąć, sprytnie wycisnąć łzę wzruszenia. Ta historia kaszubskich kobiet z powieściowej Dziewczej Góry, gdzieś koło Kartuz, skąd przecież pochodzi autorka, jest szczera i paradoksalnie radosna. Kartuzi to zakon o niebywale surowej regule, zdaje mi się, że Martyna Bunda z iście kartuską dyscypliną podeszła do pisania tej książki, nie pozwalając sobie na poddanie się pokusie łatwości, uwodzenia czytelnika (choć przecież mamy do czynienia z prozą wielkiej urody), prowadzenia gry znaczonymi kartami, w tej historii kaszubskich kobiet nie ma też żadnego błysku melodramatyzmu, żadnego kiczu, który zdarza się w takich mitograficznych opowieściach aż nazbyt często. Jest Bunda już pisarką w pełni świadomą swych możliwości, panującą nad materią słowa z mistrzowską precyzją i z pełną świadomością wszelkich pułapek czyhających na każdego, kto porywa się na pisanie rodzinnej sagi. A dzięki sprawności pisarki, jej usunięcia się na bok, tak by autor nie był widoczny, nie przypominał nam nieustannie o swoim istnieniu, „Nieczułość” się nawet nie tyle dobrze czyta, ile płynie się przez nią, jak przez spokojne morze – bezkresne, ale nie sztormowe. Jedna rzecz mnie w „Nieczułości” ujęła i wzruszyła tak, jak żadna książka ostatnio. Ma Bunda niebywały dar pisania o zwierzętach: sceny ze zwierzętami, często przecież brutalne, jak świniobicie, ukazane są tu z jednej strony z niesamowitym humorem, delikatnością, ale z drugiej strony też bez sentymentów: śmierć świni jest przejmująca, opis trzymania umierającego zwierzęcia za ryjek rozdziera serce, ale też w dziwny sposób uspokaja i umiemy nawet uwierzyć w to, że biednemu stworzeniu lżej się umierało. Historia bujającej się w koszu kury – iście bajkowa. Dzieje stadka pawi – zabawne i szalone, rozpacz samicy z powodu śmierci jej partnera: tak ludzka jak nawet nieczęsto zdarza się samym ludziom. Każde zwierzę byłoby szczęśliwe, gdyby Bunda o nim napisała. W każdym razie gdybym ja był zwierzęciem, czy to domowym, czy hodowlanym, marzyłbym o tym, aby Martyna Bunda opisała mój los, nawet jeśli miałby on być tragiczny". 

       Nie wiem jak Wy, ale ja czuję się bardzo zachęcona!

ZA MATERIAŁY PRASOWE DZIĘKUJĘ
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo literackie

3 komentarze:

  1. Również czuję się zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Intrygujący tytuł...zachęciłaś mnie do poszukania jej w bibliotece. Lubie czytać o kobietach.

    OdpowiedzUsuń