3 lutego 2018

Ależ historia – historia zła (s. 379). A. J. Finn, Kobieta w oknie

Kobieta w oknie      Zaledwie kilka dni temu premierę miała książka, o której już wielu powiedziało, że to powieść „Zdumiewająca. Porywająca. Niesamowita” (G. Flynn), „Prawdziwie fenomenalny debiut” (N. French), „Nieodkładalna” (S. King). Można coś do tego dodać? Można. 
         Bo należy powiedzieć, że „Kobieta w oknie”  to thriller. I to próbujący korzeniami sięgnąć do mistrzów gatunku – w wersji powieściowej (jak na przykład „Rebeki” Daphne du Maurier) oraz filmowej (do „Rebeki”, „Okna na podwórze”, „Cienia wątpliwości” Alfreda Hitchcocka). Są w tej książce psychoza, klaustrofobiczna atmosfera, swoiste depresyjne napięcie typowe choćby dla powieściowej „Rebeki”. I to właśnie te cechy sprawiają, że opowieść o zamkniętej w czterech ścianach swojego domu i umysłu kobiecie, która bezczelnie podgląda sąsiadów (na wzór bohatera „Okna…”) – tak rekompensując sobie totalny strach przed wychodzeniem na zewnątrz czy izolację, na które sama się skazała – za dużo pije i alkohol miesza ze środkami psychotropowymi nie jest kolejnym kryminałem z trupem chyba (!) w roli głównej – z tym, że nie wiadomo, w której (i czyjej) szafie się on znajduje. 
     Ograniczając świat przedstawiony do jednego mieszkania, jednej głównej bohaterki, kilku drugoplanowych i może dwóch epizodycznych, wprowadzając mowę pozornie zależną, monologi wewnętrzne, które przeplatają się z dialogami wydobywającymi się z namiętnie oglądanych przez bohaterkę starych dreszczowców i filmów noir, uzyskał Finn efekt zamknięcia i odseparowania, które każą się czytelnikowi poważnie zastanowić, czy to sąsiada emocje poniosły, czy może bohaterkę głowa i zmysły zawodzą. Dość szybko zatraca się tutaj granica między rzeczywistością, a okraszonymi środkami psychotropowymi wyobrażeniem czy przypuszczeniem. Bo mając za tło niemrawego psychiatrę, nonszalanckiego lokatora z suteryny, zabieganą rehabilitantkę, mało wyrozumiałych jak i dość szorstkich policjantów ci – gwałtowny sąsiad, sfiksowana była pani lekarz, no i może jeszcze nieśmiały oraz wyglądający na zastraszonego syn tego pierwszego – stanowią przyczynek do osobliwego źródła niepokoju czy pytań.
      Nie będę ukrywać: z „Kobietą w oknie” zimowe wieczory się nie dłużą. Umysł cieszy się próbą rozwiązania zagadki (choćby tej podstawowej: trup jest, czy też go nie ma?), która tylko dostarcza następnych pytań i nieścisłości. Aluzje intertekstualne sprawiają, że powieść wcale nie jest kolejnym kryminałem, w którym są „dobrzy” i „źli”, a czytelnik się cieszy, bo jest mądrzejszy od nich wszystkich, gdyż już po kilku stronach się orientuje „o co chodzi”. Że dawno nie maiłam do czynienia z thrillerem (nie mówiąc o rasowym dreszczowcu), ten sprawił mi naprawdę sporo frajdy czytelniczej. Zachęcam.                 





ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA 
WERSJI PRASOWEJ KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
GWFoksal.pl - tanie książki, muzyka, filmy

4 komentarze:

  1. Bardzo dobra recenzja, chociaż ja thrillerów nie czytam zbyt wielu, to jestem niezwykle ciekawa tej pozycji. Na pewno sobie ją zamówię.

    Pozdrawiam :*
    booksdeer.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm, przyznam że czytałam już parę recenzji tej książki i są skrajnie różne, od podziwu do totalnego linczu ;) chyba sama muszę po nią sięgnąć by wyrobić sobie własną opinię.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale mi narobiłaś ochoty!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czuję się zachęcona :) Ostatnio jeden thriller, Kredziarz, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, chętnie sięgnę po coś w podobnym klimacie :D

    OdpowiedzUsuń