12 czerwca 2018

(…) ostatni rzut oka na świat i znikniemy.” (s. 24) – M. Kulisiewicz, „Kot Wittgensteina i inne wiersze”.

Okładka książki - Kot Wittgensteina


      Faktem jest, że w Polsce niewiele się czyta poezji. Na pewno wymaga ona pewnej dyscypliny, cierpliwości czy zadumy, by jej przekaz mógł nabrać siły i mocy sprawczej. I często tak się dzieje, że wielu dziś brakuje wytrwania oraz woli, by wczytać się w jej słowo. Nie znaczy to jednak, że poezji się nie publikuje czy nie promuje. Jest ona wciąż ważną, a dla niektórych wręcz fundamentalną, dyscypliną artystyczną. 
    Udowadnia to wydany niedawno tomik wierszy Małgorzaty Kulisiewicz – „Kot Wittgensteina i inne wiersze”. 
     Warto się już na początku pochylić nad tytułem. Wspomnienie w nim o Wittgensteinie – filozofie, logiku, teoretyku języka i prekursorze pragmatyki – sugerować może pewien kod rozumienia czy interpretacji całego tomiku. Niemniej należy się zastanowić, czy to nie jest ukryta aluzja co do pewnego, możliwego, poziomu trudności w przyswojeniu i odczytaniu zawartych w nim utworów literackich. Bo tomik ten zawiera aż 70 utworów, które rzadko kiedy bezpośrednio odwołują się do aktualnych spraw, komentują bieżące wydarzenia, przeżycia dzisiejszego, często zagmatwanego, człowieka. Trudno również w nim szukać egzystencjalnych rozważań określających kondycję współczesnego człowieka.
     Utwory te są poetyckim komentarzem do odległych wydarzeń społecznych, politycznych, a przede wszystkim kulturowych, do wydarzeń, które cywilizację pchnęły na nowe, często wręcz nowatorskie tory, tak pod względem jakości życia, odkryć naukowych, wartości etycznych, jak i poglądów filozoficznych. Znaleźć w nim można utwory poświęcone randze i fundamentalnej randze poezji („Poezja stwarza się/ciągle na nowo” – s. 34.), francuskiej aktorce teatralnej - Sarze Bernhard, Newtonowi, reżyserowi teatralnemu i operowemu – Swinarskiemu, docenianemu poecie i dramatopisarzowi - Różewiczowi, na kartach spotkać można migawki i scenki rodzajowe z przeszłości Nowej Huty, Łodzi, Krakowa, poetyckie komentarze do mitów starogreckich, legend, „Dziadów”, „Konrada Wallenroda” (tutaj dzięki „Teatralnemu biesowi” nowego znaczenia nabiera utarte hasło: „zrzucam z ramion płaszcz Konrada”), dramatów Szekspira, Wyspiańskiego, liryki Norwida i Wojaczka, obrazów Malczewskiego, opowieści o dekadentach, rajskiej Ewie, naukach Koheleta. Wiersze z tego tomiku zabierają czytelnika na wędrówkę po realiach zaborów, II wojny światowej, przemian przełomu wieków, okresu kosynierów, zesłań na Syberię, stanu wojennego.
     Te wydarzenia historyczne, połączone z kontekstem kulturowym i ukrytymi wnioskami czynią te wiersze tekstami o wymowie uniwersalnej, stanowią poetycką interpretację świata, w którym teraźniejszość spotyka się z minionym, ubierają one uniwersalną prawdę w formę wiersza, stają się głosem w sprawie dorobku kulturowego i swoistym literackim podsumowaniem czasu przeszłego. Jednak, by je zrozumieć i prawidłowo odczytać, należy znać pierwowzór, kod i kontekst kulturowy, co czyni z nich lekturę niełatwą, wymagającą wysiłku intelektualnego, znajomości tradycji i dorobku cywilizacyjnego, w którym to "(…) człowiek,/pionek/na wielkiej szachownicy historii (…)” jest. 
     Tworząc taką poetyką kompozycję, Kulisiewicz jasno określiła grupę czytelników, którzy będą w stanie w tych licznych aluzjach wyczytać uniwersalizm, ponadczasowość i mądrość pokoleń wcześniejszych. A takich jest zapewne nie mało. 

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA DZIĘKUJĘ
AUTORCE

1 komentarz: