24 sierpnia 2018

Kraina dorosłych pomyłek (s. 273) - Patrz, jak tańczę, Sari Wilson


OkÅ‚adka książki Patrz, jak taÅ„czÄ™      Balet jest bardzo trudną dyscypliną artystyczną. Wymaga wysiłku, siły fizycznej, twardych kości, gibkich (zdolnych do spięcia jak i rozluźnienia) mięśni i stawów, narzuca rygor, dyktuje plan dnia, dla tancerza każdy tydzień i miesiąc są takie same – poddane regularności prób, ćwiczeń, występów. Nie każdy tancerz odnosi sukces. Być jak Barysznikow, Akimow, Fokin, Niżyński, Sergiejew, Liepa, Maślankiewicz udaje się niewielu. 
    I właśnie w takiej scenerii – wyrzeczeń, dyscypliny, elity artystycznej, najlepszych z najlepszych, ukształtowanych przez terror prób i ćwiczeń – umieszczona została akcja powieści „Patrz, jak tańczę”. I wcale nie jest to tekst o szkole baletowej, o ogarniętych szałem ambicji uczniach i rodzicach, o krętej jak i niewdzięcznej drodze do sukcesu, o rywalizacji. To wszystko – historia muzyki poważnej, opery, baletu (głównie rosyjskiego z losami Niżyńskich na czele), realia prestiżowej szkoły tańca, ambicja, współzawodnictwo, reżim i posłuszeństwo sztuce, zatracaniu się dla nich - to tylko tło. 
    Narracja „Patrz, jak tańczę” prowadzona jest dwutorowo. W jednej poznajemy historię cenionej i lubianej (tak przez współpracowników jak i studentów), wykładowczyni akademickiej, która badając karierę Niżyńskiego i jego relacje z siostrą, próbuje uporać się z własnym zagubieniem, samotnością i poplątanymi losami. Dla niej niby zawodowy wyjazd do innego miasta staje się podróżą we własną tożsamość, historię, w samą siebie i w głąb tego, co ją ukształtowało, co ją doprowadziło do miejsca, w którym się akurat znajduje. Druga opowieść jest o młodziutkiej Mirze, która w rygor tańca, w surowe reguły baletu i szkoły artystycznej ucieka przed rozwodem rodziców, chaosem matki-artystki, która nijak nie chce (nie umie? nie widzi potrzeby?) nadać życiu córki stabilnych ram i fundamentów – nie znajdując oparcia w rodzicach, szuka go Mira w morderczych treningach, które ją i jej ciało czynią realne, prawdziwe, autentyczne i skonkretyzowane (bo w życiu rodzinnym pewne już nic nie jest); uciekając w taniec, sztukę, dyscyplinując ciało, ujarzmia ona emocje, szuka kontrolni nad życiem. Te dwie kobiety funkcjonują na granicy życia „zwykłego”, przeciętnego i artystycznego, gdzie sztuka kieruje się zdecydowanie innymi prawami niż szara codzienność. To, co bulwersujące dla jednych, nie jest odstępstwem dla drugich; mentor, nauczyciel i mistrz jednych, w oczach innych uchodzi za dziwaka. 
     Tym samym swą książkę „Patrz, jak tańczę” Sari Wilson uczyniła książką o dojrzewaniu, o świadomości siebie, o poszukiwaniu prawdy o sobie, o szukaniu drogi do siebie, o próbie ocalenia siebie z chaosu własnej przeszłości – historii napisanej cierpieniem, często kłamstwem, samotnością i nieumiejętnością ocenienia, co jest prawdą a co kłamstwem, co realne a co ułudą. To opowieść o dziecku, które za szybko dorosło i stało się kobietą, oraz o kobiecie, która w głębi siebie pozostała zranionym dzieckiem. 
     Nie będę kłamać - w „Patrz, jak tańczę” nie ma wartkiej akcji, nie ma brawury, jest liryzm, nostalgia, jest sporo baletu i niemało opery. Ale jest też dawka goryczy, tęsknoty, złości i zawodu. To wszystko czyni z tej (chyba) powieści obyczajowej opowieść rozrachunkową, opowieść o szukaniu prawdy o sobie - o tym, co człowieka kształtuje, szuka odpowiedzi na kwestię, czy naprawdę jest on w stanie odciąć się od tego, co go ukształtowało, miało wpływ na wybory i postawy, kim oraz jaki był kiedyś, a jaki jest obecnie. Oto powieść gorzka, ale i pozostawiająca cień nadziei, że człowiek może się uratować – nawet przed samym sobą.    


ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
GWFoksal.pl - tanie książki, muzyka, filmy

23 sierpnia 2018

On miał tylko te demony. Jedyną pamiątkę po szalonej rodzinie (s. 216) - Agnieszka Olszanowska, Miłość na dziesiątej wsi


OkÅ‚adka książki MiÅ‚ość na dziesiÄ…tej wsi      Rodzina to popularny temat literackie. Nikt inny jak sam wielki Tołstoj swą monumentalną „Annę Kareninę” zaczął od słów: „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”. A mnie najbardziej interesują te nieszczęśliwe, w momencie rozpadu, lub tuż po nim – ciekawi mnie etap rozgrzebywania, rozwarstwiania, a moment zaczynania wszystkiego od nowa nie zawsze występuje. 
      Dlatego nie do końca rozumiem, dlaczego tak wciągnął mnie cykl powieści Agnieszki Olszanowskiej o metaforycznie nazywanej „dziesiątej wsi” (jako miejscu „zesłania” zatraceńców, życiowych wykolejeńców czy zesłańców). Bo zastosowała ona w nim inny zabieg – pokazała szczęśliwe zakończenie, które poprzedziła fala rozpadów i klęsk; to powieść o wielu nieszczęściach, tragediach, pokoleniowych (i międzypokoleniowych) rozgoryczeniach, które zaowocowały szczęśliwym zakończeniem. I od niego poznajemy całą opowieść – od momentu, kiedy zdradzona, oszukana i sponiewierana przez życie (oraz byłego męża) Beata rozpoczyna nowy etap (o tym mówiła 1. część). 
      Ostatnia część „Miłość na dziesiątej wsi” przedstawia losy Jana, Basi, ocalałej z wojennego chaosu Żydówki Sary i Zefiryna, których niespełnione marzenia, niezrealizowane ambicje, historyczne oraz polityczne przewroty przetrąciły życie i uczyniły z nich ludzi tak nieszczęśliwych jak i samotnych. Ta gorzka opowieść dowodzi, że niejednokrotnie człowiek, choćby nie wiem, jak chciał, nie jest kowalem własnego losu, nie decyduje o swoim życiu, nie zawsze samodzielnie podejmuje decyzje, lecz uwikłany jest w powinności rodzinne, obowiązki, własne (często pielęgnowane lub rozdrapywane) zadry i bóle. A droga do akceptacji, samoakceptacji i pogodzenia okazuje się niemożliwa do przejścia. Dopiero pokolenia późniejsze ( w tym przypadku Kuba, Beata, Paweł) umieją czy są w stanie wyprostować pokiereszowaną rodzinną historię, mogą naprawić błędy przodków i krzywdy przez nich wyrządzone  a nawet dokonać zadośćuczynienia. Tylko czy zechcą? 
      Powieść „Miłość na dziesiątej wsi” pokazuje, że w ludziach jednak przezwycięża dobra wola, że na dłuższą metę nie można serca karmić urazami, ranami czy zawodami – a za czynioną rekompensatą idzie niejednokrotnie uleczenie własnej zranionej duszy. 
    Jak wcześniejsze części, „Miłość na dziesiątej wsi” nie jest powieścią przyjemną, miłą, sielską, nie głaszcze czytelnika przyjemnymi obrazkami z życia wsi czy prowincji, ale pokazuje, że każda rodzina - większa, mniejsza, tubylców, przesiedleńców - jeśli jest już na wskroś poraniona i nieszczęśliwa, nakarmiona ludzkimi żalami, bolączkami, rozgoryczeniami to „jest nieszczęśliwa na swój sposób”. I jak widać, nie zmieniło się to od czasów Tołstoja.     

ZA WERSJĘ PRASOWĄ KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
    Znalezione obrazy dla zapytania prószyÅ„ski i ska logo

13 sierpnia 2018

Zwycięzcą jest...

Książkę w konkursie organizowanym przeze mnie i Wydawnictwo Otwarte zostaje...

Chętnych na książkę Giffin o jednym z ważniejszych problemów społecznych nie było wielu, 
a  niektórzy z komentujących nie podali zwrotnego adresu meilowego, więc wybór był niewielki.

Wygranej naprawdę GRATULUJĘ!     

8 sierpnia 2018

Jest właściwe, aby największy matematyk Europy przebywał blisko największego z jej królów (s. 8) - 300 uczonych prywatnie i na wesoło, t.2.



      Osoby ważne dla ludzkości – lekarze, naukowcy, wizjonerzy, konstruktorzy, myśliciele, eksperymentatorzy, którzy nie boją się wytyczać nowe drogi, przekraczać granice czy zmieniać schematy – przedstawiani są jako jednostki poważne, zamyślone, opanowane, skupione na pracy i otoczeniu. Ale czy zawsze tacy byli? Czy Newton i Einstein naprawdę zawsze myśleli o swej - ukrytej za skomplikowanymi wzorami i teoriami - fizyce? Czy największą chlubą Arystotelesa była jego koncepcja państwa? Czy Arrhenius naprawdę żył jedynie dla matematyki, a jedyna ambicją Archimedesa było zbadanie praw przyrody? Otóż nie. 
     Cały szereg mniej znanych faktów z życia największych w dziejach świata naukowców przytaczają dwa tomy anegdot, humoresek, opowiastek i dygresji opublikowanych przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka, a zebranych w ciągu 26 lat przez redakcję miesięcznika „Wiedza i Życie”. 
      To z „300 uczonych prywatnie i na wesoło” (w dwóch tomach) można się dowiedzieć, że Arystoteles, choć kształcił się u Platona, wcale za swym nauczycielem nie przepadał, że jeden uważał drugiego za rywala, Archimedes okazał się świetnym strategiem wojskowym, za to Dominiqowi Francois Arago - w pewnym momencie swej kariery naukowej – zamiast na pracy w swej stacji badawczej, bardziej zależało na wyplątywaniu się z afery szpiegowskiej, z kolei Lagrange, otrzymując tytuł profesora matematyki, był młodszy od swych uczniów, a Plteau sporo część swych badań i eksperymentów przeprowadził cierpiąc na ślepotę. 
     Z tych wielu, wielu, naprawdę wielu opowieści wyłaniają się naukowcy-fanatycy, bezkompromisowi i pomysłowi szaleńcy, osoby oddane, sprytne, bezpośrednie w obyciu, nietuzinkowe, ślepo wierzące w swoje słuszne – jak się niejednokrotnie okazywało - idee i racje. Z kolei w życiu prywatnym wychodziło na jaw, że są roztargnieni, marzycielscy, bujający w obłokach, niedostosowani do realiów, ignorujący przyziemne sprawy lub w ogóle ich nie dostrzegający. 
       I nie ma wątpliwości, że Wood, Wróblewski, Platon, Tesla, Stern, Leibniz, Franklin, Galileusz i wielu innych pchnęło świat na nowe tory, wytyczyli oni nowe ścieżki dla ludzkich potrzeb i myśli. Ale były to też osoby z krwi i kości, które miały swoje wady i zalety. Może właśnie dzięki nim, a pomimo pomnikowego przedstawiania, takie ludzkie się wydają - i przełomowe odkrycia takie wybitne czy niesamowite: bo wyszły spod rąk ludzi a nie mitycznych herosów.   

ZA WERSJĘ PRASOWĄ KSIĄŻEK DZIĘKUJĘ
Znalezione obrazy dla zapytania prószyński i ska logo

5 sierpnia 2018

Kto książki pragnie?


Wydawnictwo Otwarte oddaje właśnie do rąk książkę 
WSZYSTKO, CZEGO PRAGNĘLIŚMY 
EMILY GIFFIN. 
Jest to powieść o przemocy wobec kobiet, o tym, 
jak śliska jest granica między pozycją 
ofiary a nie-ofiary, 
jak łatwo jest nie widzieć w sobie winowajcy i 
wybielić nawet najbardziej obrzydliwe zachowanie. 
Dlatego wraz z Wydawcą chcemy oddać do rąk czytelników 
jeden z egzemplarzy tej książki. 
Aby móc o nią powalczyć, wystarczy w kilku (2 – 5) zdaniach 
wyjaśnić, z czym Wam się kojarzy i(lub) 
jakie uczucia budzi w Was akcja #metoo.

Oto szczegóły:
1. Organizatorem jest autorka bloga Zielono Mi…, a fundatorem nagrody – Wydawnictwo Otwarte.

2. Zabawa trwa do12.08.18, do 24. 00. Wynik zostanie ogłoszony 13.08.18, najpóźniej około 22.00. Do 15.08, do 18.00 będę czekać na adres korespondencyjny od zwycięzcy. Książkę zobowiązuje się wysłać Fundator.

3. By powalczyć o książkę, należy: zostawić w komentarzu pod tym wpisem odpowiedź na zadanie konkursowe oraz podać swój adres meilowy. Będzie mi miło, jeśli zostaniecie obserwatorami bloga/profilu fb/g+ i/lub udostępnicie informacje o zabawie. Tutaj umieszczam "wizualizację":



(zdjęcie ze strony: http://www.otwarte.eu/book/wszystko-czego-pragnelismy)

1 sierpnia 2018

„Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało/ wielkie sprawy głupią miłością” – K.K. Baczyński

Znalezione obrazy dla zapytania Krzysztof Kamil Baczyński Ten czas. Wiersze zebrane prószyński


       Od lat pierwszy sierpnia kojarzy się z godziną 17.00 symbolicznie nazywaną godziną "W". Wtedy to z inicjatywy Armii Krajowej i Polskiego Państw Podziemnego wybuchło Powstanie Warszawskie, które – wymierzone przeciw okupantowi – trwało do pierwszych dni października. W tych nierównych walkach stanęły naprzeciw siebie zmilitaryzowane, zmechanizowane i doskonale wyposażone wojska III Rzeszy i słabsze, zasilane przez szybko przeszkolonych cywilów, młodzież, harcerzy, sanitariuszy a później ochotników, wojsko AK. W walkach ginęli nie tylko żołnierze, ale i cywile, czego drastycznym przykładem jest rzeź mieszkańców Woli. Jedną z ofiar starć był, nazwany następcą Słowackiego, Krzysztof Kamil Baczyński. 
     Ten młody, chorowity, o delikatnej urodzie i wrażliwym sercu poeta – zanim zginął na placu Blanka z ręki strzelca wyborowego – przeżył swe krótkie życie szybko, intensywnie, z pasją, jakby wyznawał odwieczną maksymę młodych buntowników: Żyj szybko, umrzyj młodo. Wychowywany przez czułą i oddaną matkę, zdał maturę, dostał się na polonistykę, zaangażował się w konspirację, tworzył grafiki, a przede wszystkim pisywał wiersze pełne niepokoju, emocji, pytań bez odpowiedzi, postaci zaplątanych w machinę dziejów, drastycznych obrazów apokaliptycznych dni. To wiersze będące rozrachunkiem z nieludzkimi czasami, w których przyszło mu żyć. 
     Poezja Baczyńskiego – wydawana później w drukarni teściów – cechuje się przenikliwością obserwacji, obrazowością, dosadnością diagnozy, licznymi pytaniami (na które strach udzielać czasem oczywistych odpowiedzi) i namiętnością, jakiej nie jest się w stanie ukryć. Baczyński, jako jeden z nielicznych, był w stanie pisać o swym oddaniu i zatracaniu się w miłości: 
Twoje usta u źródeł
to syte, to znów głodne,
i twój śmiech, i płakanie
nie odpłynie, zostanie.
Uniosę je, przeniosę
jak ramionami — głosem,
w czas daleki, wysoko,
w obcowanie obłokom („Miłość”).
By w następnym tekście pozbawić siebie i ukochaną złudzeń – czas miłości jest też czasem śmierci, mają siebie tyle co tu i teraz:  
Więc nasze ciała długie, splecione jak palce
w nocnym konaniu cierpną i wiatr nam na twarze
niesie płatki tarniny odstrzelone w walce,
i leżą tak jak piętna pośmiertne, na miłość
strącone, aby wspomnieć, że się nic nie śniło,
bo oczy były otwarte i we śnie („Ciemna miłość”).
Bo ich czas, nie jest czasem ludzkim, a czasem nie-ludzkim: W jamach żyjemy strachem zaryci,
w grozie drążymy mroczne miłości,
własne posągi - źli troglodyci („Pokolenie”).
W jego wierszach pasja uczuć, zatracanie się w miłości czy namiętności, groza wojny, konieczność walki, świadomość czasów, lęk i odwrócenie znanego porządku zlały się w jedno – to codzienny chleb jego, Basi oraz ich bliskich. 
      I by o nim nie zapomnieć, by uczcić pamięć poety-żołnierza, jego talent, odwagę, dojrzałość, świadomość czasów i ludzi Wydawnictwo Prószyński i S-ka oddaje właśnie teraz, w przeddzień kolejnej rocznicy wybuchu Powstanie Warszawskiego, kompletny zbiór wierszy Baczyńskiego. To nie tylko pozycja ważna dla pozostałych przy życiu powstańców, polonistów, historyków czy innych poetów, ale dla każdego, kto chce zrozumieć, co to znaczy żyć każdego dnia w pełni, świadomie, z otwartym sercem, umysłem, bez zbędnego pytania: Co będzie później? Bo dla Baczyńskiego „później” nie nastąpiło. Było tylko wojenne tu-i-teraz.  


ZA WERSJĘ PRASOWĄ KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
Znalezione obrazy dla zapytania prószyński i ska logo