7 września 2018

(…) gra o najwyższą stawkę z samym Panem Bogiem (s. 46) – J. Kosowska, Wróć do Triory




Wróć do Triory     Jest takie miejsce w literaturze, gdzie spotyka się to co prawdopodobne z tym, co fantastyczne, to, co realne z tym, co nierzeczywiste, to, co wiarygodne z tym, co nieprawdopodobne. Takim elementem jest legenda: tekst, w którym wydarzenia autentyczne (czasem wręcz historycznie udokumentowane) mieszają się z fikcją – a  nawet baśniowością. Zjawisko to próbuje przywrócić do łask Jolanta Kosowska swoją najnowszą powieścią „Wróć do Triory”. 
          Jest to kolejna powieść obyczajowa, którą tego późnego lata można znaleźć na księgarnianych półkach. Autorka opowiada w niej historię czwórki niby obcych sobie ludzi, których połączył przypadek. Jeden to były narkoman, drugi – chory na raka muzyk, trzeci – były nauczyciel-społecznik, czwartą osobą jest ukochana muzyka, której nie układa się w relacjach rodzinnych. Każda z tych osób stanęła na rozdrożu życia i choć każda z nich wie, co ma robić i(lub) co robić powinna, nie jest w stanie ruszyć z miejsca, zebrać się w sobie, odpowiednio skupić, by wygrać bój z teraźniejszością. Narkoman rozpamiętuje swoje małe niepowodzenia i na innych zawala za nie odpowiedzialność, muzyk czuje się przegrany (i na takiego wygląda), choć walka z chorobą wciąż jest w toku, nauczyciel – mimo, że dojrzały – wciąż nie umie podjąć decyzji, co uczynić dalej z własnym życiem. Jedynie Weronika wydaje się z nich wszystkich najsilniejsza, najodważniejsza, najbardziej zdeterminowana i przekonana o słuszności swoich decyzji. Jedzie do małej wioski, po ratunek dla ukochanego. Ale to nie jest zwykła miejscowość – w XV wieku wymordowano tam niemal wszystkie oskarżone o czary kobiety. Tylko, że to co nazwano czarami, w rzeczywistości było zielarstwem, a proces i kara wyrazem siły oraz władzy. I z tego Triora do dziś słynie – z kultywowanie przeszłości i ziołolecznictwa. Bo to właśnie medycyna niekonwencjonalna ma pomóc zmęczonemu i sponiewieranemu przez chorobę Kubie. Ta wioska jest miejscem, w którym czas się zatrzymał. Choć wszyscy tam słyszeli o XXI wieku, żyją oni późnym średniowieczem, podsycają spekulacje co do ówczesnych wydarzeń i pielęgnują legendy, by nie uległy zapomnieniu. 
       Jak dla mnie powieść ta ma kilka mankamentów. Na pewno jest w niej za dużo wątków. Jeśli autorka myśli poprzestać na jednej części, wątek ze znudzonym dzieciakiem z bogatego domu wydaje się zbędny, nic nie wniósł do wątku głównego, a jedynie przedłużał całą opowieść, niepotrzebnie ją rozciągnął. Ponadto jest tu sporo naiwności, jak na przykład lekarz, który łamie (nie raz) tajemnicę lekarską, a przy okazji zachęca do medycyny alternatywnej. 
     Nie mogę powiedzieć, by „Wróć do Triory” było kiepską, niedopracowaną czy niespójną powieścią. Autorka o grafomaństwo się nie ociera, co to to nie. Ale jak dla mnie jest to historia zbyt prosta i oczywista, wysiłku intelektualnego nie wymaga, wnętrza nie rozdrażni. Ale na pewno nadaje się na źródło weekednowej rozrywki. I to może być przyczyną potencjalnego sukcesu. 


ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIE DZIĘKUJĘ
AUTORCE        

1 komentarz: