20 stycznia 2016

(…) Garbo zaczyna się tam, gdzie się kończą wszyscy pozostali. (s. 123)

Mary Pickford, Florence Lawrence, Lillian Gish, Mary Anderson, Carla Laemmle, Pola Negri, Marlene Dietrich , Gloria Swanson… Oto kobiety uznane za jedne z największych aktorek amerykańskiego kina niemego.
Wszystkie piękne ciałem, mocne duchem; do dziś podziwiane za profesjonalizm, dyscyplinę, zawodowy perfekcjonizm, charyzmę i intuicję pozwalające w pełni oddać się odgrywanej przez siebie roli. Czy w roli famme fatale, czy namiętnej kochanki, czy artystki kabaretowej, czy morderczyni, czy rozchwianej emocjonalnie nieszczęśliwie zakochanej zawsze stawały na wysokości swoich zadań. Filmoznawcy (a także zasłuchani w opinie innych laicy) do tego kręgu zaliczają również Gretę Garbo.
Aktorka, urodzona w 1905 w Sztokholmie w ubogiej rodzinie jako Greta Lovisa Gustafsson, zagrała w kilkudziesięciu filmach niemych i dźwiękowych, w Europie oraz w USA (dla wytwórni MGM), i wydaje się, że najsłynniejszymi jej rolami były tytułowe Anna Karenina, Mata Hari, a następnie Felicitas z „Symfonii zmysłów”, Lillie z „Dzikich orchidei”, Marguerita z „Damy kameliowej”. Choć wielokrotnie nominowana, nigdy nie otrzymało Oscara za konkretną rolę w konkretnym filmie. Dopiero w latach 50. przyznano jej Oscara Honorowego. A jej nagła rezygnacja z pracy aktorskiej (po „Dwulicowej kobiecie” z 1941 roku) niemało przyczyniła się do wzrostu jej popularności i tworzenia legendy.
Całkiem niedawno nakładem wydawnictw Pruszyński i S-ka ukazała się książka Davida Breta „Greta Garbo”. Ta dość pokaźnych rozmiarów książka (536 stron) rozpoczyna się narodzinami późniejszej gwiazdy (19.30, 18.09.1905 „(…) w szpitalu położniczym (…) w południowej dzielnicy Sztokholmu, w owych czasach niewiele różniącej się od slumsów (…) (s.10)) i prowadzi czytelnika od trudnego dzieciństwa aktorki, podejmowanych różnorakich prac zarobkowych, pierwszych ambicji zawodowych, drobnych sukcesów poprzedzonych niemałym uporem oraz zawziętością, po oszołamiającą karierę w Hollywood i wiążące się z nią uwielbienie publiczności czy większości krytyków.
Jednak w książce Breta nie umiem znaleźć Garbo, jaką chciałabym zobaczyć i poznać. Nie umiem wyczytać tego czegoś, co sprawiło, że było w niej tyle zawziętości, uporu, profesjonalizmu, perfekcjonizmu i oddania pracy; nie widzę tam tych cech, które sprawiły, że jej role były uwielbiane a widzowie tłumnie zmierzali na kolejne seanse. Wciąż nie wiem, gdzie tkwiło źródło jej siły i intuicji zawodowej; ani jaki miała rytm pracy, dyscypliny, oddania, przekonania o dobrze budowanej i pokazywanej roli… Wiem za to, że była apodyktyczna, kapryśna, a nawet złośliwa; lubiła szokować i zdobywać kolejnych wrogów, pozwalała na spekulacje odnośnie własnej orientacji i upodobań seksualnych, inne osoby często traktowała z góry, była ciężka we współpracy, a czasem nawet zarozumiała, często dyktowała warunki; proporcjonalnie do wzrastającej popularności, coraz bardziej ceniła swoją prywatność, stroniła od wścibskich fanów i dziennikarzy, nie uczęszczała nawet na obowiązkowe pokazy premierowe (i popremierowe uroczystości), z biegiem czasu zamieniła się w pustelnicę i samotnicę, nawet swoich znajomych – z obawy o zdradę czy obmowę - izolowała wzajemnie od siebie. W książce Breta jest Garbo-dziwaczka a nie Garbo-wielka artystka. Nie chciałam książki rodem z rubryki towarzyskiej, w której pełno opowieści o kolejnych podbojach miłosnych, eksperymentach i „szokach” towarzyskich, przeplatanych plotkami, insynuacjami, niedomówieniami i streszczeniami kolejnych filmów oraz opowieściami o spięciach z planów filmowych, lecz chciałam książki o diwie sukcesu, która swoją niezłomnością na ekrany największych kin świata dotarła z nizin społecznych, z roli ekspedientki i modelki żurnalowej.
Nie mogę zaprzeczyć: są w tej książce elementy, które – jak dla mnie – stanowią jej wielki atut. Mam tu na myśli całe tło kulturowe, społeczne i obyczajowe - tak Szwecji, jak i Hollywood. Na stronach tej książki spotkamy całą plejadę wielkich nazwisk starego kina jak: Marlene Dietrich, William Daniels, John Gilbert, Barbara Kent, Mary Anderson, King Vidor, Eleanor Boadman, Edmund Lowe, Lilyan Tashman, Rudolf Valentino, Mimi Pollak, Lars Hanson, Pola Negri, Swen-Hugo Borg. To w niej wychwycimy, co znaczyła opinia opublikowana przez „Vanity Fair”, „New York Herald Tribune”, „Life” czy „New York Mirror”, jakim miejscem był klub Cocoanut Grove, jak w praktyce interpretowano  dyktowane przez Kodeks Haysa reguły kręcenia niektórych scen czy prezentowania niektórych problemów, jak zmieniał się przemysł filmowy, jaki był proces wypierania filmu niemego przez film dźwiękowy i jakim tak naprawdę, od środka, było ówczesne środowisko aktorskie.
Być może moje oczekiwania wobec tej książki były niewłaściwe, może szukałam odpowiedzi, które powinny zostać tajemnicą. I choć nie spotkałam Garbo, której szukałam, od środka poznała machinę fabryki snów, realia tworzenia american dream i wiru, w który wpadali wszyscy związani z branżą Hollywood.     
    


ZA PRZECZYTANIE KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
Pruszyński i S-ka