28 czerwca 2017

To jest wina wojny, która zniszczyła ludzi, złamała charaktery. – s.28

    W jednej z piosenek śpiewanych przez Geppert są słowa:
„Tych miasteczek nie ma już
Okrył niepamięci kurz
Te uliczki, lisie czapy, kupców rój
Płotek z kozą żywicielką
Krawca Szmula z brodą wielką
Co jak nikt umiał szyć ślubny strój (…)
niepamięci kurz
Warto, żeby jakiś wiatr nareszcie zwiał
Warto pięścią w stół uderzyć
Czarną prawdę tak odmierzyć
Jak ten Szmul, gdy na frak miarę brał”
   Takie miasteczko, jego przeszłość, mieszkańcy, topografia, bolączki są bohaterami dokumentalnej książki „Zmiłuj się nad nami” Andrzeja Nowaka-Arczewskiego. 
      Dzięki autorowi przenosimy się do Klimontowa – miejscowości przed wojną zamieszkałej w znacznej większości przez Żydów, w którym Polacy byli jedyni namiastką. To miejsce, w którym spotkały się wszelkie wiatry historii: okupacja, nazizm, Holocaust, partyzantka, nacjonalizm i w tym chaosie trudno było wyłapać jednostki dobre i złe. Klimontów to miejsce, w którym historia wciąż jest żywa – mało kto chce mówić o szpiclach, donosicielach, sprzedawczykach, masowych mordach, egzekucjach, okrucieństwie nazistów i sąsiadów. To miasteczko, w którym historia krzyczeć chce sama za siebie – bo żywi mówią o niej niechętnie, a zmowa milczenia wydaje się być oczywista. Klimontów to miejsce, którego mieszkańcy doświadczyli okrucieństwa podczas wojny i po niej, zadawali je okupanci, sąsiedzi, samozwańcze jednostki partyzanckie – jakby wybuch wojny i chaos po jej zakończeniu odblokował falę nienawiści, rządzę mordu i potrzebę zemsty. Klimontów wciąż wydaje się być „(…) miejscem mrocznym i pełnym niedomówień. Miejscem, w którym krew wypływa z domów, placów, spływa uliczkami” – s.8. A ostateczne okazuje się, że „Historia Klimontowa to opowieść o tych, którzy od nas odeszli na zawsze” (s. 46), bo po wojnie została jedynie garstka rdzennych mieszkańców. 
    W „Zmiłuj się nad nami” co rusz możemy przeczytać słowa typu: To nie antysemityzm, nie względy polityczne, nacjonalistyczne, a rabunkowo-materiale decydowały o ludzkich zachowaniach. Najgorsze, że zginęli konkretni ludzie, z konkretnego narodu. Doszło do mordu. Przykro, że to się stało w Klimontowie. Ale to jest fakt” (s. 39). A wcześniej: „Ludzie wytropili ją jak psy. Gonili, strzelali. Uciekła w pole. Zaczęło się polowanie na kilkunastoletnią dziewczynkę. Nagonka jak na zwierzynę łowną. Zginęła w pobliżu drogi. To było już po wysiedleniu, wiosną czterdziestego trzeciego roku. A mogła przeżyć” (s.23). 
     Czas narracji książki Nowaka-Arczewskiego jest dwutorowy: z jednej strony mamy teraźniejszość, współczesny Klimontów, jego mieszkańców, rytm życia miasteczka, obecną topografię, poznajemy uwagi autora na temat tego, co teraz można tam zobaczyć, a z drugiej strony jest wyłaniająca się z opowieści najstarszych przeszłość, którą tworzą przedwojenni i wojenni mieszkańcy oraz ich losy. Opowieści te są chaotyczne, rwane, pełne subiektywnych interpretacji, wątków pobocznych, odchodzenia od głównego tematu, by po kilku uwagach do niego powrócić (jak do wydarzeń na Sandomierskiej). 
     „Zmiłuj się nad nami” nie uszlachetnia, ale jest pozycją ważną. Nie ma w niej nic pięknego, wysublimowanego – to brutalny opis praktykowanego antysemityzmu: w wykonaniu Niemców i Polaków. Ale dzięki takim książkom można usłyszeć głos tych, którzy przedwcześnie musieli umilknąć. Po takie książki należy sięgać. 
ZA WERSJĘ PRASOWĄ KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WYDAWNICTWU PRÓSZYŃSKI I S-KA

5 czerwca 2017

"Świat polityki, finansów i niezupełnie legalnie działających organizacji (...)" - s. 111. B. Gałczyńska-Szurek, Wieczność bez ciebie

        Zamość - miasto kamienic ormiańskich, umocnień obronnych, zabytkowego Ratusza, podcieni, Książnicy Zamojskich wpisane w 1992 na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Miasto, w którym spotykały się wielka polityka i wielka kultura, świat wielkich problemów i tych lokalnych, które ostatecznie ogólnokrajowymi okazywały się być.
      W tak urokliwym miejscu Bożena Gałczyńska-Szurek – muzyk, prozatorka i autorka komedii kryminalnej – umieściła swoją powieść „Wieczność bez ciebie”. W tej dość krótkiej opowieści (tekst liczy sobie 252 strony) udało się jej umieścić wszystko, co dobra literatura kobieca lubi: wątek miłosny (już na początku spotykamy dwie całkiem odmienne pary zakochanych), obyczajowy (wprowadzany przez obdarzoną dość ekscentryczną osobowością starszą panią i jej całkiem niemało wścibską gosposię), jest wątek kryminalny (już po kilku kartkach mamy do czynienia z trupem), są rodzinne napięcia, tajemnica z przeszłości, osobiste dylematy, niejasne układy, zatargi, zapomniane samobójstwo, wielkie pieniądze i małe, prymitywne zazdrości. A zarzewiem tego wszystkiego jest ślub hrabiego Adama – potomka cenionego w Zamościu rodu z poznaną w Londynie zdolną panią adwokat. I jak już wspomniano, tłem tych przeróżnych międzyludzkich napięć i animozji jest piękny, stary Zamość, któremu nieobce wciąż żywe legendy oraz pamięć o wielkiej historii (jak choćby okoliczności jednej z największych miłości polskiej historii – Jana III Sobieskiego i jego pięknej Marysieńki). 
        Autorka starała się bohaterów „Wieczności bez ciebie” zaopatrzyć w przeróżne cechy charakterów i typy osobowości. Z jednymi udało się jej całkiem nieźle (osobiście sympatią pałam do przypominającego małego chłopca na wakacjach u cioci Greka, obdarzonej ciętym językiem gosposi, czy pełnej staroszlacheckiej charyzmy Anny), a z innymi mniej. Niemniej nie ma dwóch identycznych osobowości, szablonowych postaci i takich zachowań – w historycznym mieście spotkało się kilka pokoleń i przedstawicieli różnych grup, by raz na zawsze wyjaśnić pewne stare niedopowiedzenia i zagadki. 
         Dla kogo w takim razie jest ta powieść z pogranicza obyczajówki i kryminału? Na pewno dla tych, którzy chcą dać głowie odpocząć, którzy po intelektualnym wysiłku potrzebują relaksu – ale nie tandetnie banalnego, lecz intrygującego i budzącego ciekawość. To powieść w sam raz na letnie plażowanie :-)           


ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU
Wydawnictwo Szara Godzina 2017