5 lutego 2020

Królestwo nie może się opierać na kłamstwach (…), s. 292 – J. F. Ferrandiz, Ziemia przeklęta


W IX wieku Barcelona liczy zaledwie 1500 dusz. Spustoszona przez Saracenów, dogorywa w najdalszym zakątku imperium Karolingów. Sytuację ma zmienić przybycie nowego biskupa i grupki osadników. Młody i ambitny Frodoi nie będzie szczędził sił, by ziemi uważanej dotąd za przeklętą zapewnić dobrobyt i wolność. Spod pióra Ferrándiza wyszła doskonała epopeja średniowieczna w stylu Eco i Falconesa. Miłość, ambicje, tajemnice, zemsta i zdrada mieszają się ze sobą na tle ponurej i fascynującej epoki.


861 rok. Z woli króla Franków Karola Łysego do Barcelony przybywa nowy biskup, Frodoí. Młody i ambitny kapłan ma zakończyć budowę katedry i podźwignąć miasto z upadku. Barcelona liczy zaledwie tysiąc pięćset dusz. Najazdy Saracenów i zbójeckich hord doszczętnie ją zrujnowały, okoliczne pola leżą odłogiem, pozbawione opieki Kościoła pospólstwo wróciło do pradawnych obrzędów.
Przybywający z garstką osadników biskup rozbudza nadzieje. Sprzyja mu sama Goda, darzona powszechnym szacunkiem, szlachetnie urodzona dama wywodząca się z antycznego rodu i nazywana „duszą Barcelony”. Tak piękna, że można przy niej zapomnieć o każdym złożonym ślubie.
Czy wplątany nieopatrznie w bezwzględną grę o władzę Frodoí wypełni swoją misję? Przemieni na powrót tę ziemię przeklętą w krainę mlekiem i miodem płynącą? Wyrwie mieszkańców ze szponów rozpaczy? Kto zasiądzie na pustym barcelońskim tronie? Jednym z kandydatów jest groźny i bezwzględny uzurpator, Drogo de Borr. Wspomagany siłą zbrojnych i afrykańską magią bękart już raz sięgnął po to, co do niego nie należało.
W tej walce pełnej intryg, spisków, podstępów i zdrad liczyć się będzie nie tylko potęga miecza, ale też męstwo, zwykły spryt i nadnaturalne moce. Rycerz bez ziemi, zaradna karczmarka i ostatnia uczennica bestiariusza zakręcą kołem historii… Ziemia przeklęta to ponad 750 stron trzymających w napięciu przygód napędzanych przed odwieczne ludzkie namiętności – żądzę posiadania, pragnienie zemsty, ambicję i miłość

„Nie da się wygrać z katalońską dumą i poczuciem niezależności. W hiszpańskim bestsellerze „Ziemia przeklęta” Juana Francisca Ferrándiza znajdziemy klucz do zrozumienia współczesnych aspiracji politycznych mieszkańców Barcelony i sugestywny obraz średniowiecznego miasta. Na miłośników „Katedry w Barcelonie” czy Cienia wiatru”  czeka 750 stron epickiej przygody, efektowny fresk historyczny, szczypta legendy i magii. (….) To powieść historyczna nakreślona efektownie i z olbrzymim rozmachem. Spodoba się z pewnością zarówno wielbicielom Aleksandra Dumasa, jak i Artura Pereza-Reverte, Umberta Eco czy Ildefonsa Falconesa” – pisze Ryszard Kozik.

„Wszystko jedno, czy znajdziemy się na dworskich pokojach, będziemy świadkami narad w najwyższych kręgach władzy świeckiej i duchownej, czy też krążyć będziemy po zaułkach Barcelony albo po wyboistych drogach tego prawdziwego katolickiego finis terrae, jakim była Marchia Hiszpańska imperium Karolingów, na pewno nie będziemy się mogli oderwać od lektury. Z godną zazdrości, czarodziejską wręcz łatwością Ferrándiz miesza umiejętnie składniki ludzkiej komedii i tragedii: zachłanność, oszustwo, wierność i zdradę, władzę i pieniądz, religię i zabobon. Nie tracąc nigdy z oczu tempa akcji i nie popadając w ociężałość historycznej dygresji, mimo iż za jego pisarstwem stoi solidna wiedza, Ferrándiz czaruje czytelnika bogatą i barwną prozą, która bawi i wciąga. Co umacnia mnie coraz bardziej w przekonaniu, że powieść historyczna i przygodowa to tylko wygodne etykietki, które nie powinny nigdy spychać na drugi plan prostego i tajemniczego zarazem daru opowiadania o wzlotach i upadkach ludzkiego życia” – stwierdza Ildefonso Falcones na łamach „La Lettura. Corriere della Sera”⁠

„[Powieść historyczna] Ma dostarczać rozrywki. Nic więcej. Ale dodatkową korzyścią, jaką otrzymujemy jako jej czytelnicy, jest możliwość odbycia podróży w przeszłość. Czytając, czujemy zapach zbroi, ulicznego kurzu, poznajemy przesądy, oglądamy frustrację sługi pod jarzmem kapryśnego szlachcica. Powieść historyczna niesie ze sobą dodatkowy wysiłek dla czytelnika, który musi uruchomić wyobraźnię i przywołać archetypowe obrazy danej epoki. Jeśli pisarz dysponuje odpowiednią siłą ewokacji, dostarczy czytelnikowi niespotykanych wrażeń i sprawi, że ten gatunek stanie się jego ulubionym. Jeśli autorowi nie uda się stworzyć takiego klimatu, powstanie książka nudna i ciężka w odbiorze. Czytając powieść historyczną, uczymy się historii, to oczywiste. Jednak jeśli chcemy, żeby książka nas wciągnęła, najważniejszym czynnikiem okazuje się sama akcja i dar opowiadania. Dla mnie to właśnie jest najważniejsze” – mówi Juan Francisco Ferrándiz w wywiadzie.

Juan Francisco Ferrándiz (ur. 19721) – hiszpański pisarz, adwokat, dyrektor programu radiowego poświęconego historii. Wraz z Ildefonso Falconesem i Chufo Llorénsem okrzyknięty został czołowym pisarzem powieści historycznych w Hiszpanii. Jego książki zyskują przychylność czytelników dzięki szerokiemu kontekstowi, intrygującym fabułom i bohaterom z krwi i kości.

ZA TEKST POWIEŚCI I MATERIAŁY PRASOWE DZIĘKUJĘ

3 lutego 2020

Nastała pustka, moja jedyna i najserdeczniejsza przyjaciółka (...), s. 304 - K. A. Figaro, Próba życia



       Tutaj nie ma co silić się na wstępy czy wprowadzenia. Trzeba konkretnie: nie mam pojęcia, o czym jest 3. tom powieści K.A. Figaro. 
     „Próba życia” ma ponad 320 stron, ale fabuły w tym niewiele - nie mówiąc o intrydze. Po ostatnich przeżyciach, huśtawkach emocji i awanturach, które zafundował Dymitr, główna bohaterka uciekła od starego świata - zaszyła się w ciepłej Hiszpanii, rozpamiętuje dawne czasy i powoli zaczyna się cieszyć dojrzewaniem do wczesnego macierzyństwa. Z kolei on – nieobliczalny i dziki Dymitr – szaleje po swojemu: dziki seks z przypadkowymi kobietami, alkohol i hazard. O tym właśnie jest „Próba życia” – o jej rozmyślaniu i jego ryzykanctwie. Kiedy coś zaczyna się działać, kiedy Łucja zaczyna wychodzić ze świata, w którym się zabarykadowała, a Dymitr dostaje sromotną nauczkę za bycie na krawędzi, tekst się urywa, dając do zrozumienia, że będzie cz. 4. Tylko, że ja naprawdę nie wiem, po co ten 3. został wydany. Tu wieje nudą, przewidywalnością, pseudo-psychologizacją postaci i naciąganymi dialogami. Na obronę tej części serii K.A. Figaro nie znajduję nic. 
    Pierwsza - „Prosty układ” – był schematyczny, ale przemyślany i dopracowany, językiem może i nie zachwycał (tzn. mnie szokował), ale była w nim nić, która chciała tkać opowieść. Druga – „Zranione uczucia” – to powieść ze zwrotami akcji, z intrygą i dynamicznymi bohaterami (nawet jeśli się ich nie lubi). Natomiast „Próba życia” jest miałka, płytka, byle jaka i niepotrzebnie rozwleczona. 
     Ani opowieść, ani narracja, ani warstwa językowa – nic mnie nie porwało. A szkoda – bo aż się prosiło, by po tak mocnym zakończeniu cz.2. z przytupem i dynamicznie zacząć cz.3. Szkoda -  ja jestem rozczarowana.        

ZA WERSJĘ PRASOWĄ KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
GWFoksal.pl - oficjalny sklep wydawcy

3 stycznia 2020

W Klinice nic nie odbywało się pod przymusem (s. 284) – A. Mateja, Poznawanie Kępińskiego. Biografia psychiatry



     Antoni Kępiński był lekarzem, psychiatrą i naukowcem związanym między innymi z krakowskim szpitalem na Kopernika. Pierwsze kontakty zawodowe zdobywał jeszcze przed II wojną światową. Może to właśnie tamten styl nauczania, ówczesna uważność, rzetelność i pielęgnowane kompetencje pozwoliły stać mu się najlepszym specjalistą w swojej dziedzinie – cenionym przez innych lekarzy, poważanym przez personel szpitalny i kochanym przez pacjentów. 
       Z dopiero co opublikowanej przez WL książki „Poznawanie Kępińskiego…” wyłania się niezwykle zorganizowany i usystematyzowany lekarz. Już od pierwszych lat w szkole – najpierw w Nowym Sączu, później w Krakowie – jego mocną stroną była pracowitość, poukładanie, gorliwość, sumienność i dojrzałość dokonywania wyborów. W późniejszym okresie te cechy tylko się ugruntowały do tego stopnia, że wręcz weszły mu w krew. To one pozwalały mu pracować w kilku ośrodkach medycznych, pochylać się nad każdym pacjentem, prowadzić prywatną praktykę, odpoczywać na łonie przyrody, dbać o rodzinę i wciąż publikować prace naukowe. 
       Autorka tej biografii – Anna Mateja – prowadzi czytelnika od opowieści o dziadkach lekarza, kolejach życia jego rodziców, aż po losy lego i jego siostry. Nie są to tylko takie momenty, które pokazują, jak jedno stało się świetnym lekarzem, a drugie utalentowanym plastykiem. Są tu również historie o tych wielu wydarzeniach, które kształtowały ich charaktery: zarobkowa tułaczka rodziców, ferment przedwojennych rozruchów antyżydowskich, wojenna poniewierka Kępińskiego (Węgry, Francja, Hiszpania, Anglia) czy jego późniejsze perypetie z akademikami, praca z byłymi więźniami Oświęcimia, nakaz przyjęcia sowieckiej wykładni w rozumieniu psychiatrii, eksperymenty z LSD – to zapewne te najważniejsze punkty w życiorysie, które pozwoliły temu lekarzowi stać się osobą uważną, skupioną i rozważną w kontaktach z drugim człowiekiem. Nie ulega wątpliwości, że z tej książki wyłania się Kępiński jako fenomenalny lekarz i autorytet, tytan pracy, który sercem nigdy z niej nie wychodził. Jego nowatorskość – skracanie dystansu z pacjentem i personelem, brak pośpiechu, indywidualne (a nie podręcznikowe) podejście, konsylium w obecności chorych, walka o etaty, pracowników, praktykantów, leki - na pewno dokonała wyrwy w polskim myśleniu o psychiatrii. 
       Ale nie zmienia to faktu, że książka Matei to typowa biografia. Aż za typowa. Jest chronologiczna. Jak każda tego typu zawiera wspomnienia osób znających Kępińskiego, przytacza inne publikacje na jego temat, archiwalne zdjęcia i wypowiedzi, ale nie ma w niej ducha. Jest bardzo sucha, zimna, rzeczowa, brak w niej zachwytu autorki nad swoim bohaterem. Pokazuje warsztat genialnego humanisty, ale nie daje do zrozumienia, co nią w nim zachwyciło, co sprawiło, że się nad nim pochyliła i przywołała z przeszłości (bo choć jestem laik, śmiem zakładać, że od lat 70. XX wieku polska psychiatria znów poczyniła w rozwoju milowe kroki), dlaczego jest jej bliski – bo chcę, by naprawdę był. 
      Przykre to, ale czytając „Poznawanie Kępińskiego…”, ma się wrażenie, że autorka nie wykorzystała potencjału materiału, z którym się zetknęła. W przeciwieństwie do Kępińskiego pozostała na akademickim warsztacie, bez pochylania się nad nim jako człowieku.

ZA KSIĄŻKĘ DZIĘKUJĘ
Znalezione obrazy dla zapytania WL LOGO

16 listopada 2019

(...) nie karm złej części świata. (s. 337) - M. Bunda, Kot niebieski


     Olga Tokarczuk powiedziała niedawno: Duchowość ma większy sens dzisiaj niż kiedyś.” I wygląda na to, że Marta Bunda dokładnie z takiego założenia wyszła, pisząc „Kota niebieskiego”.         Z jednej strony jest to opowieść o historii – a przede wszystkim ludziach – klasztoru w Kartuzach na Kaszubach. Założony pod koniec XIV wieku gromadzący w swych murach zakonników żyjących surową regułą (milczenie, post, praca, samotność) klasztor, przetrwał do dnia dzisiejszego. Wokół niego gromadziło się życie, powstawały, najpierw skromne, później coraz okazalsze, domy i dały one początek wsi, w której punktem centralnym – obok klasztoru – był zajazd przemianowany z wcześniejszej karczmy. Choć wielka polityka i historia nie oszczędzały ani mieszkańców wsi ani zakonników, klasztor stoi nadal. A w międzywojniu pojawił się w jego murach niejaki Aleksander Majkowski – pasjonat i kolekcjoner sztuki kaszubskiej – który gromadził w swej willi Erem wszelkie pamiątki związane z Kaszubami (dziś są częścią majątku Muzeum). 
        Ta część jest ważnym wątkiem w opowieści Bundy. Dzięki niej można dokładnie poznać wszystkie niuanse i przyczynki, które sprawiły, że ludzie związani z zakonem i wsią okazywali się być tacy a nie inni, a sama wieś wywierała na nich silne wrażenie. I tu pojawia się zasadnicza część tej historii – opowieść o ludziach, barwnych postaciach fundamentalnych dla tamtego regionu i tamtych czasów. To wieśniacy – wykorzystywani i niejednokrotnie gnębieni przez swego pana, to obłąkani z żalu za niespełnionymi marzeniami, to przeklęty przez wszystkich kat, jego dziwna córka-akuszerka, jak i cały korowód żołnierzy/wojsk. 
       Tylko, że w tej części nie o bieg historii chodzi, a o bieg myśli, intelektu, rozumu, który za wszelką cenę pragnie poznać boski plan, boską proporcję i boski zamysł w organizacji świata. Dlatego „Kot…” jest opowieścią o wielkich umysłach, wielkich myślicielach, którzy pytali, porządkowali, katalogowali i wciąż stawiali nowe niewiadome. Ich umysł nigdy nie czuł się zaspokojony, tak jak i boskie stwarzanie porządku nie wydaje się być zakończone. Gwiazdy, liczby, mądrość roślin, cykliczność natury, mądrość snów, granica bólu i rozkoszy – oto podstawa i materia ich badań. To są ludzie, którzy patrzyli nie w książki a w otaczający ich świat, patrzyli szeroko otwartymi oczyma, umysłem bez barier i czystym sercem. Dlatego widzieli lepiej, więcej i jaśniej od innych. Skazali się na margines życia wiejskiego, rodzinnego, zakonnego czy nawet uniwersyteckiego. I wygrali. Życie w spełnieniu.
        A świadkiem wszystkiego zawsze jest jakiś przedstawiciel razy nietypowych niebieskich kotów.       

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
Znalezione obrazy dla zapytania WYDAWNICTWO LITERACKIE LOGO