20 grudnia 2017

Życie zawsze było dla mnie jednym ciągłym zadziwieniem (…) – R. Flanagan, Śmierć przewodnika rzecznego

Okładka książki Śmierć przewodnika rzecznego     „Richard Flanagan to australijski powieściopisarz pochodzący z Tasmanii, uważany za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli swojej generacji. Zajmuje się także reżyserowaniem filmów i pisaniem scenariuszy. Laureat prestiżowych nagród: Commonwealth Writers' Prize, Queensland Premier's Prize, Western Australian Premier's Prize i Tasmania Book Prize oraz Nagrody Bookera, którą otrzymał w 2014 r. za powieść Ścieżki Północy, nad którą pracował 12 lat”. 
    Tyle w temacie oficjalnego biogramu. Sama opisywałam tutaj wszystkie dotychczas wydane w Polsce książki tego autora. Dziś pora na „Śmierć przewodnika rzecznego”. Głównym bohaterem jest organizator niebezpiecznych spływów rzeką Franklin. „Uwięziony przez prąd tasmańskiej rzeki, wciągnięty pod sam wodospad, Aljaz Cosini (…) tonie. Ostatnie chwile życia stają się dla niego rodzajem mistycznej podróży w głąb własnego życia oraz życia przodków. Przed oczami Aljaza przetaczają się obrazy z przeszłości. Widzi, jak jego ojciec Harry jako mały chłopiec grzebie swojego ojca pod drzewem gumowym, które wnet rozkwitnie tysiącem żółtych kwiatów. Jak wuj Reg sprzedaje zęby, by spłacić dom. Jak prababka ucieka przed złym duchem, a pijany łowca fok gwałci na plaży Aborygenkę zwaną Czarną Perłą. Widzi piękną twarz kobiety, którą kochał… W podwodnym świecie, który odbiera Aljazowi ostatni oddech, rodzinna wizja złożona z okruchów aborygeńskich, celtyckich, włoskich, angielskich, chińskich i wschodnioeuropejskich opowieści przeistacza się w bezdenną historię Tasmanii”. 
     Po raz kolejny autor oddał do rąk czytelnika książkę, w której fabuła jest jedynie pretekstem do rozważań o naturze człowieka i kondycji świata, w której pyta o to, co ma sens, co stanowi wykładnię człowieczeństwa, co w sytuacji tej najbardziej granicznej – w momencie śmierci – okazuje się istotne, co nas wcześniej kształtuje, co rzeczywiście zapamiętujemy i na co sami mieliśmy wpływ. Jak zawsze u Flanagana odbywa się swoista mityzacja rzeczywistości, próba zrozumienia świata z sygnałów przez niego wysłanych, chęć pokazania działającej w świecie siły sprawczej, magii rutyny, powtarzalności czy stabilizacji, konieczność definiowania, odkrywania i nazywania zjawisk trudnouchwytnych – z samym sobą na czele. Nie brak też opowieści o ludziach okaleczonych przez historię, odwołań do epok minionych, które są tłem do pokazania losów bohaterów na pozór prostych i zwyczajnych. 
      Nie ma co ukrywać – „Śmierć przewodnika rzecznego” nie jest lekturą łatwą ani przyjemną, nie jest powieścią do pociągu, poduszki czy chwilę wytchnienia – co wytchnienia nie da. Każe się zastanawiać i ciężką, powolną, snutą niczym gawędziarska opowieść narracją karze tych, którym do refleksji daleko. To zdecydowania powieść dla wymagających i cierpliwych czytelników.                  

15 grudnia 2017

(…) o morderstwie w hotelu, w którym jest (…) surrealistyczna atmosfera (s. 594) – S. Zientek, Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty

Okładka książki Hotel Varsovie. Klątwa lutnistyPowieść – fabularna petarda.
Powieść – palce lizać.
Powieść – cud-miód.
Powieść – czysta rozrywka w najlepszym z możliwych wydań.
Powieść – prosta, ale nie banalna, a już na pewno nie tandetna.
  Powieść rozbudowana, wielowątkowa, prowadzona w różnych perspektywach czasowych (wiek XVII, wiek XIX i XXI), z całą gamą przeróżnych postaci, którzy może i nie są zbyt rozbudowani psychologicznie, ale na pewno są przedstawicielami swoich klas, grup, profesji oraz epok, w których przyszło im żyć. 
      Mamy tu do czynienia z muzykiem orkiestry królewskiej, który z trudem – ale jednak – realizuje marzenie o dobrze prosperującym własnym zajeździe - i mógłby w sumie uznać się za człowieka spełnionego, gdyby nie zbyt postępowe córki, nieudany syn, wredny pasierb – jeden, a drugi – kaleka i wstyd rodziny oraz nieodwzajemniona miłość drugiej żony…. Jest i szacowna, bystra, inteligentna i obdarzona dobrym sercem panna na wydaniu, która bardziej niż skandalami z udziałem ojca czy starszego brata przejmuje się podupadającym hotelem… Jest i ekscentryczna Polka, która po latach na obczyźnie przypomniała sobie o pozostawionym w kraju majątku. Ich wszystkich łączy nie tylko pewna działka przy Długiej w Warszawie, ale licznie przelana przez przodków krew innych – i nie ważne, czy była to krew złoczyńców, gwałcicieli, złodziei, krzywoprzysięzców, bezdomnych, i nie istotne, czy zbrodni dokonano w ciemnym zaułku, na wiślanych nieużytkach, czy w trakcie honorowego pojedynku – grunt, że trup siał się gęsto, a i teraz zdaje się śmierć nie odpuściła. 
      Powieść ta nie zaskoczy techniką narracyjną, nie porusza uniwersalnych problemów, nie rozdrapuje przyschniętych ran, nie jest głosem w  sprawie…, nie stawia diagnoz, nie daje recept, niczego nowatorskiego o świecie czy człowieku się z niej nie dowiemy – to nie powieść rozrachunkowa, a doskonała powieść rozrywkowa, przy pisaniu której autorka zadała sobie sporo trudu, by zachować wiarygodność historyczną i obyczajową, nie oszukiwać czytelnika, a z siebie nie uczynić łgarzem.  
    Zientek oddała do rąk czytelnika nie tyle powieść o wielopokoleniowej familii hotelarzy, którzy bez względu na różne okoliczności próbują za wszelką cenę zatrzymać biznes w rękach rodziny, ale to powieść o ukochanym mieście – Warszawie. „Klątwa…” to historia nie tylko ludzi oddanych swoim marzeniom, pasji, zagmatwanych w przeróżne namiętności i zbrodnie, ale przede wszystkim to opowieść o tętniącej życiem, tłocznej, często brudnej, nękanej przeróżnymi klęskami (pożary, epidemie, najazdy), zmieniającej się i zaplątanej w polityczne zawirowania Warszawie. W opowieść o swoich bohaterach wplotła Zientek opowieść o topografii miasta, postępującej urbanizacji, plotkach, którym żyli jego mieszkańcy, modach, którym ulegali czy stereotypach, przed którymi nie umieli (nie chcieli?) się uchronić.
   Rzetelność pracy Sylwii Zientek, wiarygodność historyczna, umiejętne, pozbawione karkołomności, lawirowanie pomiędzy fikcją literacką a prawdą dziejową, liczne, wprowadzające niejednokrotnie spore zamieszanie, postacie drugoplanowe czy epizodyczne czynią z „Klątwy…” powieść doskonałą na długie, zimowe wieczory czy popołudnia niemocy. To doskonała zabawa na wysokim poziomie!       


ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
GWFoksal.pl - tanie książki, muzyka, filmy

14 grudnia 2017

(…) przezwyciężyłam to (s. 152). – J. Bennett, Mój Alex

Mój Alex    Nie ulega wątpliwości, że liczne instytucje okołoksiążkowe biją na alarm co do słabego czytelnictwa w Polsce. A jeśli chodzi o popularność książek wśród dzieci i młodzieży - podobno nie istnieje takie zjawisko. Z tego powodu wydawnictwa prześcigają się w prezentowaniu książek dla młodych czytelników – chcąc między innymi zachęcić ich do sięgnięcia po słowo pisane. 
     Jaka w takim razie powinna być „dobra”, kusząca i zadowalająca książka dla młodego człowieka? Wydaje mi się, że nie może być nudna czy monotonna, ani z bohaterami zbytnio rozbudowanymi psychologicznie, powinna opisywać ciekawą intrygę, w którą bohaterowie zaplątują się coraz bardziej, nie zaszkodzi spora dawka humoru (nawet czarnego). Zakończenie powinno być jednoznacznie (no chyba, że ma się do czynienia z serią) i może nawet szczęśliwe (lub pozytywne). Ciekawym pomysłem jest również nutka budującej napięcie tajemniczości czy seria pomyłek, niedomówień, które tworzą swoistą sieć wokół głównego tematu.
      Niektóre z tych cech zawiera opublikowana całkiem niedawno powieść „Mój Alex”. I by rozwiać wątpliwości, należy od razu zaznaczyć, ze to powieść bardziej dla dziewczyn niż chłopców. W tym prowadzonym w pierwszej osobie tekście jest sporo z tego, co dzisiejsza młodzież lubi i ceni – porozumiewanie się za pomocą komunikatora internetowego, próba usamodzielnienia się, walka o niezależność, ochrona własnej przestrzeni, ostrożność w nawiązywaniu nowych znajomości, zatracanie się w hobby i potrzeba szczerej bliskości. 
     Bohaterką książki jest Bailey – córka rozwiedzionych rodziców, która w obliczu kolejnego rozstania matki przenosi się do ojca. Chce również być bliżej swego wirtualnego przyjaciela, z którym już od dłuższego czasu omawia w sieci swoją pasję do starych filmów a teraz przyszła pora, by spotkać się w realu i wspólnie obejrzeć jeden z kultowych filmów Hitchcocka. Tylko, że nastolatka ta ma jeden problem – chroniczną niechęć (lub nieumiejętność) do budowania głębszych relacji, jakichkolwiek więzi, nie mówiąc już o otwieraniu się przed drugim człowiekiem. A najlepiej odczuwa to Porter – chłopak sezonowo pracujący z nią w muzeum, który (przez swoje bezpośrednie i dość złośliwe komentarze) już od pierwszego dnia staje się jej wrogiem numerem jeden. Takim sposobem przeprowadzka, nowe miejsce, nowi ludzie, nowe sytuacje i wyzwania wymuszą na Bailey zajęcie konkretnego stanowiska wobec nowej rzeczywistości, która ma szansę stać się niekoniecznie szarą rzeczywistością. 
      Czytający znajdzie w tej książce pierwsze zauroczenie, pierwsze wybory, dylematy, mniej i bardziej poważne konflikty. Wraz z bohaterką spróbuje rozszyfrować, co jest prawdą a co udawaniem – a wśród niedomówień i lakoniczności informacji otrzymywanych przy pomocy sieci może się to okazać dość trudne.
      Może i jest to naiwna powieść, zbyt prosta, prowadzona językiem na wskroś młodzieżowym, ale to książka zdecydowanie dla młodych (również duchem) i słusznie, że w takim duchu została oddana do rąk potencjalnych czytelników.       

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
  Wydawnictwo AMBER

12 grudnia 2017

Nagle wystawiam myśl na pokaz (s. 546) - Jacek Kaczmarski, Między nami. Wiersze zebrane



Któż nie zna słów:
Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany, połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

nie wie, kto jest ich autorem, w jakich okolicznościach tekst powstał i czym stał się dla mas słuchających? Wśród dojrzałych odbiorców popkultury chyba nie ma nikogo takiego. 
     Bo wykonawca i autor – Jacek Kaczmarski – dał się poznać szerszej publiczności na różnego rodzaju festiwalach, recitalach, przeglądach piosenki, a jego utwory – często bez intencji twórcy- okazywały się być hymnami, wezwaniem i manifestem pokoleń. Dlaczego tak się stało? Bo te utwory – zmetaforyzowane, pełne odwołań do tekstów literackich, malarskich, do wydarzeń historycznych – aż na wskroś zdawały się mówić o sprawach istotnych tu-i-teraz. 
    Takim sposobem Kaczmarski stał się literacko-artystycznym głosem sprzeciwu, bardem opozycji antykomunistycznej, mimowolnym wyrazicielem poparcia i solidarności z Solidarnością. Ale jego teksty to nie tylko te szybko żyjące od premiery lub pierwszego wydania własnym życiem „Mury”, „Obława” czy „Rejtan…”. To cała masa mniej znanych, ale równie ważnych utworów. Okazuje się, że ich słowa, niektóre frazy zostały na przestrzeni lat zmienione – bo zmiany bardziej pasowały do ogólnej wymowy tekstu, albo stawały się bardziej spójne z aktualnymi wydarzeniami lub po prostu opinia publiczna oswoiła się z raz zasłyszaną wersją. 
   I właśnie te utwory – znane, docenione, spopularyzowane i pozostające w pamięci świadomych odbiorców oraz mniej rozpowszechnione i słabiej rozpoznawalne – znalazły się w wydanym niedawno przez Prószyński i S-ka obszernym zbiorze utworów Jacka Kaczmarskiego. Tego czwartego już zestawienia dokonał Krzysztof Nowak – wieloletni znajomy i współpracownik poety. Poprzednie antologie ukazały się w 1994, 2002 i 20012 roku, ale to – jak zapewnia redaktor wydania – jest najbardziej rzetelne: powstało przy ścisłej współpracy z Kaczmarskim, uwzględniono ostateczne, zaakceptowane przez muzyka, wersje, wzięto pod uwagę wyjściowy zapis tekstowy utworów, całościową wymowę utworu, cykliczność czy programowość dzieł, a temu wszystkiemu przyświecał „szacunek dla intencji autora” (s. 9). Znalazły się tu wiersze młodzieńcze, piosenki przełomu, poetyckie komentarze, głosy w sprawie historii, ale odrzucono kilkadziesiąt tekstów, których nie dopuścił do druku sam muzyk. 
     Co powstało z tego zbioru, jaka myśl główna przyświeca całej poezji Kaczmarskiego – tej śpiewanej, melorecytowanej i deklamowanej – dowiedzą się ci, którzy tę liczącą ponad 1100 stron pracę wezmą do ręki. A jest co czytać i nad czym się zastanawiać. Zachęcam do refleksji – nad przewrotnością świata i natury ludzkiej.        


ZA WERSJĘ PRASOWĄ KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WYDAWNICTWU PRÓSZYŃSKI I S-KA