1 września 2016

(…) nie znam żadnego miejsca, gdzie mógłbym się czuć u siebie – s. 159.

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA - DATA PREMIERY: 29.09.16

Pod koniec ubiegłego tygodnia otrzymałam od Wydawnictwa Literackiego książkę, o którą nie prosiłam  (pewnie jakieś niedomówienie się wdarło lub czyjeś dobre serce:-)). Jej opis i notka prasowa jakoś nie przemawiały do mojego gustu i od początku wydały się obce moim literackim upodobaniom. Ale wystarczyło jedno, przeczytane na przypadkowo otwartej stronie, zdanie, bym stwierdziła, że w sumie nic nie wiem o autorze, na pewno nie spotkałam się z jego tekstami, ale chcę jednak te „Interwencje 2” przeczytać. I przeczytałam. Prawie jednym tchem….
Bo może nie zrozumiałam wszystkiego – na pewno wszystkiego nie zrozumiałam; mój brak podstawowej wiedzy na temat problemów nurtujących francuskiego społeczeństwo lat 90. i ogólna niechęć do tego, co francuskie na pewno nie ułatwiły lektury i nie uczyniły jej bardziej zrozumiałą – jednak znalazłam tam niemało dla siebie i nad niejednym zdaniem musiałam się zastanowić. Ale po kolei…
„Interwencje 2” to dość obszerny zbiór esejów, listów, wywiadów, recenzji, felietonów jednego z bardziej kontrowersyjnych, bezkompromisowych, dosadnych i bezpośrednich w swoich opiniach pisarzy francuskich. I nie musiałam czytać „Platformy”,  „Cząstek elementarnych”, „Uległości”, by mieć dowód, jak bardzo trafny, celny i soczysty bywa jego język i czym mógł się narazić tym-czy-tamtym…
W swoich tekstach Houellebecq wypowiada się na przeróżne tematy: polityczne, społeczne, kulturowe; na temat obejrzanych filmów, promocji, odbytych czy planowanych podróży, reakcji rynku i czytelników na jego kolejne książki, a nawet na temat kondycji oraz roli współczesnej krytyki literackiej; nie kryje się ze swoją fascynacją kinem niemym; analizuje przemiany kulturowe (dowodząc, że niejednokrotnie zataczają koło i powracamy „do źródeł” – np. „do jaskini”); niejednokrotnie polemizuje też z innymi pisarzami, wypowiada się na temat innych ludzi pióra i popularnych gatunków literackich. Te z najbardziej osadzonych w rzeczywistości francuskiej tekstów najmniej do mnie przemówiły i najmniej z nich zrozumiałam. Polityka jest dla mnie ciemną masą, w którą nie mam ochoty się zagłębiać. Jednak na wypowiedzi na temat problemów współczesnego człowieka, bolączek społeczeństwa przełomu lat 90. i dwutysięcznych nie mogłam nie zareagować. Nawet jeśli na jakąś kwestię nie miałam zdania, nie umiałam się określić, pora było zająć stanowisko i zdanie sobie wyrobić – zmusił mnie właśnie Houellebecq; jego poglądy niejednokrotnie są tak konkretne – radykalne wręcz – że nie można na nie być głuchym. Bo jak nie dokonać refleksji nad zdaniem typu: „(…) poszanowanie dla tożsamości stało się tak silne. Poszanowanie stało się obowiązkowe, nawet wobec kultur najbardziej niemoralnych i głupich” (s. 169) i jak nie zareagować na słowa takie jak: „Nietzsche, Schopenhauer i Spinoza dzisiaj już by nie przeszli. Polityczna poprawność, a raczej to, czym się stała, sprawia, że niemal cała filozofia zachodnia jest dzisiaj nie do przyjęcia” (s. 179)? Z drugiej strony niemałą przyjemność odczuwałam, czytając na przykład: „Podobnie jak Dostojewski uważam, że od każdego głosiciela generalnych, wspaniałomyślnych idei należy wymagać, aby zbudować szczęście jednej konkretnej osoby” (s. 174).   
Formułując swoje tezy i argumenty Houellebecq posługuje się ciętym językiem, częstymi ripostami, cechuje się błyskotliwością; udowadnia, że posiada umysł analityczny i wypracował sobie poglądy na wiele kwestii, ale tym co może irytować jest przeświadczenie o własnej nieomylności (może to cicha cecha eseju?), przyjmowanie postawy głosiciela „prawdy absolutnej”.
Mam świadomość, że „Interwencje 2” nie są książką dla każdego, nie jest to zbiór, który znajdzie wielu amatorów, ale wydaj mi się, że z czytających mało który będzie w stanie całościowo zignorować zawarte w nim teksty. I tym się książka może obronić.          

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ:
WSPÓŁPRACA

25 sierpnia 2016

Konkurs - lato zamknięte między stronami :-)

Z wielkim żalem pora przyznać, że kolejne wakacje powoli-powolutku odchodzą w przeszłość. Znów zaczynamy myśleć o pracy, zbliżającej się partii nowych obowiązków i rutynie, zastanawiając się, na jak długo wystarczy nam energii… By choć na chwilę zatrzymać  te jeszcze ciepłe promienie lata lub dostarczyć sobie na jesienną pluchę wakacyjnego materiału, mam do oddania pakiecik dwóch wakacyjnych książek:   
"Magiczny ogród"
"W pełni lata". 


By powalczyć o książki, należy wypełnić kilka warunków. Oto szczegóły:

1. Organizatorem konkursu i fundatorem nagrody jest autorka bloga Zielono Mi…

2. Konkurs trwa od 25.08.2016 do 31.08.2016, do 24. 00. Wynik zostanie ogłoszony 2.09.16, najpóźniej około 21.00. Do 4.09.16, do 18.00 będę czekać na adres korespondencyjny od zwycięzcy. Paczuszkę wyślę zaraz po weekendzie :-)  

3. By powalczyć o książkę, należy: zostawić w komentarzu pod tym wpisem odpowiedź na zadanie konkursowe oraz podać swój adres meilowy. Będzie mi miło, jeśli zostaniecie obserwatorami bloga/profilu fb/g+ i/lub udostępnicie informacje o zabawie. Tutaj umieszczam "wizualizację":



4. W zabawie mogą wziąć udział osoby, które podadzą jedynie polski adres korespondencyjny (w celu wysłania nagrody).

5. Pytanie konkursowe:

Którą z omówionych przeze mnie w tym roku książek chciałbyś/-łabyś przeczytać i dlaczego  
(co takiego intrygującego/zachęcającego jest w jej opinii)? 
Zwycięży autor najlepszego według mnie uzasadnienia.  

6.   Konkurs nie podlega Ustawie z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

ŻYCZĘ MIŁEJ ZABAWY :-)


23 sierpnia 2016

Zawsze gdy przypominam sobie tamto wydarzenie, błagam moją pamięć o litość (…) – s. 153.

            Kilka tygodni temu Olga z Wielkiego Buka zwróciła uwagę na najpopularniejsze tematy literackie ostatnich miesięcy (tu). Zauważyła, że są wśród nich takie, które po raz pierwszy spotyka fala popularności (dla mnie to temat Imperium Osmańskiego, ale nie w ujęciu Pamuka, który konfrontuje dzisiejszą Turcję z Turcją doby paszów, lecz Imperium pokazywane barwnie, kolorowo i bajkowo jak z opowieści Szeherezady), jak i takie, które powracają, których głos i wymowa na nowo stają się istotne (dla mnie: temat dojrzałości, pozbawiania się dziecięcych złudzeń i autentycznego odkrywania siebie, nawet jeśli to odkrywanie wiedzie krętą i trudną drogą). Innym z wymienionych przez Olgę tematów jest „Kierunek: Afryka”. I nie mówiła ona o historiach typu „Biała Masajka” czy „Kwiat pustyni”, które przeżywały (-ją) swoje drugie życie dzięki stosunkowo niedawnym ekranizacjom, lecz o książkach, które pokazują Afrykę, jej problemy, czynniki kulturotwórcze, uwarunkowania społeczne w sposób „szeroki”, panoramiczny, nie jako tło bohatera (bohaterów), lecz jako miejsce, które samo z siebie może stać się bohaterem. Olga wspomniała o trzech znanych mi książkach: reportażu Rosiaka (mam i znam z innego niż pokazywanego na Buku wydania), „Drogi do domu” (pisałam o tej książce tu) oraz o „Rybakach” (Olga pokazuje anglojęzyczne wydanie).  I ja dziś właśnie o tej ostatniej książce.
Nie ma w niej nic z tego, co tak ostatnio częste w literaturze. Nie ma lekkiej opowiastki okraszonej egzotycznymi sceneriami, nie ma banalnych dialogów, prostolinijnych postaci, serialowo rozpisanych perypetii, z góry wiadomego heppy-endu. „Rybacy” to tylko pozornie powieść o czwórce rodzeństwa z klasy średniej, którego ojciec pracuje w banku, matka ma mały straganik na miejskim targu i utrzymanie rodziny godzi z wychowaniem dwójki kolejnych maluchów. To nie jest opowieść o tym, jak po wyjeździe ojca w delegację chłopcy zaczynają wagarować, jak każdy z nich odkrywa swoje zainteresowania i jak – choćby ze względu na różnicę wieku – powoli rozchodzą się ich drogi. To opowieść o tym, jak naprawdę wygląda Afryka; jak cywilizacja i postęp ścierają się ze „starą” kulturą; jak chrześcijaństwo do dziś zmaga się ze starymi religiami i plemiennymi zabobonami; jak mocna jest wiedza pierwotna i jak bardzo wciąż jest aktualna i okraszona wiedzą życiową, ni książkową; jak zdrowy rozsądek przegrywa w konfrontacji z czymś, co z prawdopodobieństwem nie ma zbyt wiele wspólnego. Bo w chwili, kiedy chłopcy zetknęli się z szalonym prorokiem-wizjonerem i wysłuchali jego bezdusznej przepowiedni cały ich dotychczasowy świat legł w gruzach, a dorobek cywilizacyjno-kulturowo-religijny okazał się niewystarczający; lęk przed realizacją proroctwa oszołomił i zamroczył nie tylko jego bezpośredniego odbiorcę. Więc w drugim planie „Rybacy” stają się powieścią o rozpadzie rodziny, o tym, jak jedno słowo i wyrysowana tym słowem wizja wprowadza niepokój, jak sieje spustoszenie, zbierając automatycznie jego żniwo; to też powieść o tym, jak człowiek wciąż zaplątamy jest w spiralę wierzeń i mitów, jak w momencie próby myślenie racjonalne ustępuje pola myśleniu mitycznemu i magicznemu.
I jak przystało na powieść ze starymi religiami w tle, na opowieść o bohaterach odwołujących się w życiu codziennym do pierwotności i prymitywizmu swoich przodków, należało wprowadzić specyficzny język narracji. Prowadzi ją jeden z braci – kilkuletni Ben, który w swej dziecięcej naiwności i nierozumieniu niektórych wydarzeń, próbuje tę historię logicznie ułożyć, wyjaśnić, przedstawić tak, jakby chciał, by wszyscy – z nim na czele – wreszcie zrozumieli, co stało się z Ikennem i jego braćmi. Chwilami swą opowieść prowadzi chaotycznie, spiralnie, odchodzi od niektórych wątków, by po chwili – w celu uzupełnienia – do nich powrócić. Jak na dziecko Afryki przystało, posługuje się językiem metaforycznym, barwnym, pełnym przenośni, epitetów i obrazów rodem z ludowych baśni (np. członków rodziny porównuje do zwierząt najlepiej oddających ludzkie cechy osobowości). Stosuje zwroty do adresata (słuchającego? bo od samego początku mówi, jakby zdawał relację/składał zeznania), spowalnia/przyspiesza akcję, liczne retrospekcje – cokolwiek, byleby tylko spróbować wytłumaczyć, jak to możliwe, że słowo szaleńca i myślenie mityczne zrujnowało rodzinę szanowanego urzędnika bankowego.
Ci, którzy „podglądają” mnie na fb wiedzą, że czytałam tę powieść na czarnogórskiej plaży. I nadzwyczajność tej powieści, urok jej opowiadania oraz indywidualność postaci doskonale wtopiły się w niezwykłość miejsca, w którym przebywałam. Jak „Droga…” opowiada o wciąż bolących Afrykę ranach, jakimi były niewolnictwo, walki plemienne i handel siłą roboczą, tak „Rybacy” pokazują, że Czarny Kontynent podskórnie wciąż uwikłany jest w liczne sidła wierzeń, zabobonów, przepowiedni i mitów, których wieki chrześcijaństwa nie wypleniły.
Gdyby mnie ktoś pytał o zdanie, życzę sobie więcej takich historii!   
      
ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WSPÓŁPRACA