30 grudnia 2013

Tanecznie.

Dziś w kąciku muzycznym kilka tanecznych perełek - doskonałe na witanie nowego roku oraz karnawałowe szaleństwo. Ci, co lubią i potrafią tańczyć na pewno docenią ich walory.
Ja mogę co najwyżej powiedzieć: "Podobają mi się". Nic więcej.
Bo z tańcem u mnie jak i ze śpiewem,  plastyką i gastronomią - katastrofa:-D

Na początek:


Później na przykład:



W ramach odpoczynku:


A na zakończenie tanecznej uczty na przykład to:


Życzę udanej tanecznie i rozrywkowo nocy:) Panią połamania obcasów w Panom pogubienia krawatów:)
Sama obiecuję, że choć pierwsze wpisy w nadchodzącym roku będą dłuższe od tych ostatnich.
Bo i pisać jest o czym - o spotkaniu Bilba z Naszą choinką, o przesyłce od Izy - i poszukiwaniu zimy też:)
Dziś tylko tyle - skronie bardzo...
Do-przeczytania:)

29 grudnia 2013

...

Dziś musi być tak:








Słowa już niepotrzebne - niech Milczenie wyrazi to, czego one nie potrafią.
Dziś nawet tytuł mógłby być trywialny.

Wojciech Kilar: 17.07.1932 - 29.12.2013.

28 grudnia 2013

Uczta Muzyczna

Mam świadomość, że w tym świątecznym rozedrganiu zgubiłam jedną "Piosenkę Na Dziś":(
Nic mnie nie tłumaczy i nie mam zamiaru się usprawiedliwiać, bo to po prostu wstyd... Jakoś tak szybko mi dni biegną...
Ale dziś będzie prawdziwa uczta muzyczna:)
Dokonałam małego przeglądu i zauważyłam, że na każdej z pierwszych czterech Trzeszczących... pojawia się postać Adama Astona.


W ułożonych przez siebie zbiorach Kaczkowski umieścił piosenki: wspomnianą przeze mnie w wigilię Jadzię z 1936 roku (utwór dedykowany aktorce Jadwidze Smosarskiej, "(...) nagrany z Orkiestrą Taneczną Odeon (...) stał się ozdobą ścieżki dźwiękowej filmu Mieczysława Krawicza.");


na kolejnej - W siódmym niebie, pochodząca z filmu Panowie w cylindrach (1936 r.);


na następnej - Zakochany złodziej, "(...) z filmu Robert i Bertrand (...), który miał swoją premierę 1 grudnia 1938. Niestety w archiwach istnieje tylko półgodzinny fragment tego filmu. W zbiorach inżyniera Jana Zagozdy zachowały się za to aż dwa egzemplarze płyty";



 a na czwartej - To nie była miłość, która "(...) pochodzi z "Wielkiej Rewii" z 1935."


Czas chyba powiedzieć kim był Aston: na pewno postać nietuzinkowa i niebanalna - skoro prawie wiek później pewien dziennikarz poświęcił mu aż 3 lata pracy "zbieracza".
Aston (1902 - 1993, Londyn) był aktorem i piosenkarzem (wg mnie obok Bodo najważniejszym w swoim pokoleniu), znanym z takich obrazów jak Manewry miłosne i Dwie Joasie. W czasie II wojny światowej związany był z zespołem Teatru Wojskowego II Korpusu Andersa. Jego dyskografia to prawie 1000 utworów. Wszystkich, których porwał głos tego artysty odsyłam do Leksykonu Polskiej Muzyki Rozrywkowej - tam na pewno niejedną ciekawostkę można odkopać.

Na dziś tyle. Następna piosenka będzie bardzie żywa i energetyczna - w końcu zbliża się karnawał:)

27 grudnia 2013

Olga Tokarczuk

W świątecznym wydaniu Z najwyższej… radiowa Trójka gościła w naszych domach wraz z Olga Tokarczuk.
Pretekstem do spotkania – poza bożonarodzeniowymi skojarzeniami – była 20 rocznica debiutu powieściowego autorki. Bo watro przypomnieć, że Jej, nagrodzona później Nagrodą Kościelskich, Podróż… ukazała się 1993 roku.
Świąteczne spotkanie obfitowało we wspomnienia tych mijających dwudziestu lat, w opowieści o natchnieniach twórczych, jak i warsztacie – trudzie, o którego istnieniu niektórzy pewnie nie mają pojęcia – pracy. Był też czas na charakteryzowanie swojego pisana, teoretycznego go skatalogowania; był i czas dla refleksji na temat spraw kulturowych i obyczajowych Polski dziś i Polski kiedyś.
W pewnym momencie powiedziała:
„W moim pokoleniu chyba jest dosyć powszechna tęsknota za taką Polską wielokulturową, barwną, wielojęzykową, myśmy się wychowali w PRLu, który był jakimś obciosanym kawałkiem tego czegoś, co było Polską i w co kazano nam tak jakby ufać, że to tak było. Zresztą ja pochodzę z takiej rodziny (…) I odtworzenie tamtej kulturowości i też skomplikowania tej wielokulturowości, bo to nie było łatwe, jest dla mnie czymś niezwykle fascynującym ale jest leczącym duszę. (…) Europa Środkowa zawsze była wielokulturowa. Nałożenie na nią takich foremek w postaci państw narodowych było procesem sztucznym (…).”
Jak przystało na osobę, która myśli obrazami – nie zdaniami (takimi spostrzeżeniami autorka też się podzieliła) niezmiernie barwnym i ciekawym językiem prezentuje w tym wywiadzie swoje spostrzeżenia, opowiada o sobie noszącej siebie, o sobie w środku.
Można też dowiedzieć się jak autorka rozumie relacje człowiek-zwierzę, ludzie-świat natury w ogóle, a tym samym lepiej zagłębić się w jej ostatnia książkę – Moment niedźwiedzia.

Wszystkim tym, którzy nie słuchali świątecznego wydania Z najwyższej… serdecznie wywiad polecam:
A ci, którzy w ogóle nie znają Olgi Tokarczuk jako pisarki, polecam między innymi te dwa filmiki – można z nich wychwycić język pisarki, jej wrażliwość, a nawet pisarskiego ducha, którym wręcz emanuje.




Nie są to te filmy, na których mi zależało. 
Jeden to: Czytanie to awantura - Biblioteka Olgi Tokarczuk"  
a drugi: "Olga Tokarczuk: Nie mam własnej biografii".
Z jakiegoś powodu nie mogłam ich tu przekopiować.

ps - mam świadomość, że prezentowany tu opis jest totalnie subiektywny. 
Cóż, jestem fankom O.T. i basta:-D 

ps2 - dziś przypada 60.rocznica śmierci śmierci Juliana Tuwima!!
Ważna data!!!!!! Ważny dzień!!!!

25 grudnia 2013

Bóg się rodzi, moc truchleje...

Kochani, 

życzę Wam spokojnych, błogosławionych Świąt,
Łask od Bożej Dzieciny
i by dziecięca radość tych dni nigdy Was nie opuszczała:)!

Gosia

źródło zdjęcia: http://www.powiat-piaseczynski.info/informacja-obejrzyj-szopki-bozonarodzeniowe-w-muzeum-piaseczno,2149.html

24 grudnia 2013

Zaklinanie...

By ten czas wydał się jeszcze bardziej wymowny


Wszystkim tym, którzy krzątają się w swoich - lub nie swoich kuchniach, którzy gotuję, mieszają, przyprawiają, studzą i kroją - ślę masę uścisków i uśmiechów:):):):):):):):):):):)

Do zobaczenia już w innym - bożonarodzeniowym - wymiarze:-D

ps - a w radiowej Trójce piszą dziś nową wersję Opowieści Wigilijnej:) Magia:)

ps 2. - donoszę, że teraz właśnie, kilka minut po 14., Piotr Kaczkowski przyrządza w radiowym studiu ulubiony deser Hemingwaya, zapodając przy okazji utwory "starsze niż radio a może starsze niż my sami" - zbiór Trzeszczących... podaje rytm:) O..., teraz Jadzia:-D

23 grudnia 2013

Choinkowo...:)

Dziś fotorelacja z ubierania choinki:) Tym razem jest raczej mała, oczywiście żywa i w doniczce - mam nadzieję, że rzeczywiście ma korzenie i wiosną będę mogła ją wsadzić do ogrodu:)
Niewiele tych zdjęć, ale musicie wierzyć - efekt jak z bajki:)



A widzicie światełka pod sufitem? To dzieło mojego Męża:) Na moją prośbę:):)


To tutaj to już świąteczne drobiazgi obok mojego miejsca pracy:) 
Wszędzie musi być dobry duch:)

(Iza, poznajesz biedronkową ramkę:)? Kiedyś Ci może powiem, jakie zdjęcie tam jest:) - 
póki co możesz zauważyć, że stare, czarno-białe:))

Podobne akcenty umieściłam w całym domu: na prezentowanej w pierwszym wpisie maszynie Babci, na komodzie w sypialni, na oknach w kuchni i parapecie w salonie:) Nawet na biurku Męża:) - wszędzie świątecznie:)
Tylko ukochanego, wytęsknianego i bajecznego śniegu brak:(...
Nie pamiętam, kiedy ostatnio w przeddzień Świąt było prawie +10 st. C...
I by się lepiej go wyglądało już teraz zapodaję piosenkę na jutro:) Tym razem:



Na ułożonej przez Kaczkowskiego płycie jest wersja z 1952 roku.
A my tutaj - nie mając za oknem śniegu - mamy tekst o deszczu...

ps - wiem, że dzisiejsze zdjęcia raczej kiepskie - taki telefon i taki pośpiech:(...
A Tym, co jeszcze zechcą tu kiedyś zaglądnąć pokażę CUDEŃKO(!!!!!!!!!), jakie dziś przyniósł Pan Listonosz:) - muszę przyznać, że w Ostrołęce mieszkają
Kosmiczne Talenty:-D

22 grudnia 2013

Totalnie przedświątecznie:)

Dziś kilka odsłon przedświątecznej krzątaniny:)
Najpierw - fotogaleria z powstawania choinkowych pierników:)



















I w ogóle nie zraziłam się tym, że one ciut za mocno przyrumienione - brzegami/krawędziami:) Ani tym, że ozdoby mało-eleganckie i mało-wyszukane:) To są po prostu moje pierniki, na naszą choinkę i przeze mnie, samodzielne, pierwszy raz w życiu zrobione:):) Wyszły jak wyszły - i dlatego są jedyne w swoim rodzaju:-D
A tutaj zdjęcie wielce zamęczonego Pomocnika - pracował tak zawzięcie, że padł:)


Przedświąteczną atmosferę i ducha Bożego Narodzenia widać nie tylko w naszym domu. Również w moim mieście znalazłam kilka grudniowych akcentów - jeden szczególnie cieszy, bo nie sądziłam, że włodarze zdobędą się na taką fantazję i pozwolą w sam środek miejskiego parku wstawić to:-D

















Ta szopka mnie zachwyciła - naprawdę:) Jest punktem, przy którym zatrzymują się wszyscy: mężczyźni, i kobiety, starzy, i młodzi, zabiegani, i odpoczywający wśród ogołoconych z liści drzew. Jest prosta, a przez to urocza - i może dlatego ma tylu wielbicieli:)
A obok dająca latem masę uciechy fontanna (to ta jasna plama po lewej stronie:) ):


Muszę się przyznać, że jak dla mnie Święta mogłyby już być:) Mamy wszystko: opłatki, wigilijną święcę, choinkę (w tym roku żywa w doniczce) i makowiec też (od mojej Mamy:) ). Ale, że to jeszcze nie dziś ani  nie jutro - drzewko wciąż jeszcze nieubrane w ogrodzie, a opłatki nieodpakowane w celofanie:) 
Czekanie jest najprzyjemniejsze:) Czuję się jak dziecko, które wie, co jest w pudełku a i tak z wrażenia dostaje gorączki:) A w tym wewnętrznym rozedrganiu zapodałam dziś przy śniadaniu: Przybieżeli do Betlejem pasterze, grają skocznie Dzieciąteczku na liże...
Pozostało bez komentarza:) 
Bo to jeszcze o kilkadziesiąt godzin za wcześnie:-D
A jutro będzie odsłona "Choinka":)

Skoro wczoraj była piosenka z piątku - to dziś musi być piosenka wg planu - na dziś. Więc pora na:


Jak można przeczytać w książeczce Kaczkowskiego, Hampton to: "Amerykański muzyk jazzowy (wibrafon, perkusja, fortepian), wokalista, kierownik orkiestry, także aktor." Jago życie było tak różnorodne, jak ilość instrumentów, którymi się posługiwał. Mieszkał w Chicago, Kalifornii, Nowym Jorku; współpracował z Luisem Amstrongiem i Bennym Goodmanem, by ostatecznie założyć swój własny zespół. "Najważniejszych nagrań orkiestra Hamptona dokonała do połowy lat 50." A jako ciekawostkę warto dodać, że "Hampton wystąpił w 10 filmach, przeważnie grając siebie, najważniejszy: A Song is Born (1948)."
Prezentowana tu piosenka została nagrana "(...) w Los Angeles 1 września 1945."

21 grudnia 2013

Piosenka na wczoraj...

W tym przedświątecznym zabieganiu - wałkowaniu, krojeniu, klejeniu, pieczeniu, gotowaniu i niekończącemu się ścieraniu szafek/blatów - brakło wczoraj już totalnie czasu na umieszczenie Piosenki Dnia:(
Dziś, skoro jeszcze nie stoję przy stolnicy pełnej ciasteczek i nie umieszczam ich kolejno w piekarniku, chcę umieścić brakujący utwór:) Tym razem jest to piosenka z 1950 roku.


 
 

18 grudnia 2013

Wypiekowo...:)

Z radością donoszę, że domowe przedświąteczne porządki zakończone:) Dom lśni:) Niby jeszcze garaż został, ale to już pójdzie rach-ciach:)
I tak sobie myślę, że skoro nie mamy jeszcze choinki (w tym roku jak zwykle żywa, ale ukorzeniona w donicy - by później znalazła miejsce w ogrodzie a nie w kominie:)) i nie mogę zająć się obmyślaniem strategi na udekorowanie, to zajmę się planowaniem wypieków świątecznych:)
Już wiem, że na pewno będzie sernik podpatrzony u nissiax: http://nissiax83.blogspot.com/2012/09/sernik-w-15-minut.html - kiedyś testowałam i jest obłędnie smaczny oraz ekspresowy w wykonaniu:) Nawet taki kulinarny ignorant jak ja jest w stanie go zrobić:) I w porywie fantazji wymyśliłam, że może jeszcze zrobię pierniki na choinkę:) Ciekawym (i prostym) przepisem wydaje mi się ten: http://smakuje.blox.pl/2013/12/Pierniczki-na-choinke.html. Jeśli tych słodkości wyjdzie dużo - podzielę się z innymi:) Mam przecież kogo obdarować:) A i pewnie Mąż-Łasuch zapewne nie koło jednego się zakręci:)
A by nam wszystkim dobrze się planowało prace na najbliższe godziny i dni - piosenka. Dziś taka właściwie już z dzwoneczkami:)


A jeśli i Wy macie proste, ciekawe przepisy na słodkości - chętnie poczytam:)

16 grudnia 2013

Zmęczenie...

Zbliżające się Święta mają to do siebie, że najlepiej smakują, gdy człowiek się koło nich ciut nachodzi, napracuje - nawet fizycznym zabieganiem je zaprosi:)
Więc dziś był dzień pracy - mycia, czyszczenia, odkurzania, podlewania, prania a nawet przesuwania mebli... Niby jeszcze ostatecznie nie skończone, ale meta już bliżej niż dalej...
Może i za wcześnie to wszystko, ale czeka mnie jeszcze pomoc u Mamy - i u drugiej też;-) Jakoś uda mi się na pewno zorganizować świąteczną krzątaninę na trzy domy:) - w każdym choć ciut odpowiednio namieszam:-D
A by dzisiejszy wieczór przebiegł już tylko i wyłącznie na odpoczynku - piosenka:)


Tym, którzy nie wiedzą powiem, że grupę Mills Brothers (jak nazwa wskazuje) tworzyło czterech braci, którzy zanim stali się sławni, zanim nagrali "(...) około 2000 utworów, które rozeszły się na 50 milionach płyt (...)" dla umilenia czasu klientom śpiewali w zakładzie fryzjerskim swojego ojca.
Ot, fantazja i pomysłowość wyniosły ich na szczyt szczytów:):)

14 grudnia 2013

... do pracy by się szło...

Oto moje dzisiejsze miejsce "pracy"...





Odnoszę wrażenie, że w tym wszystkim mam coraz mniej miejsca przy tym biurku, papierów i myśli nieogarniętych mi przybywa - a istoty w nich zero...
Kiedy przyjdzie pora wytchnienia, sięgnę po pyszne jabłuszko i herbatę z cytrynką, którą wypiję z kubka ozdobionego reprodukcją obrazu C. Moneta  " Japoński mostek w Giverny" (oryginał w Instytucie Sztuki w Chicago).
Bardzo lubię ten kubek, więc i herbatka na pewno będzie pyszna:)
A gdyby ktoś pytał, to dziś mam dzień na tego typu melodie:


13 grudnia 2013

Codzienność...:)

Za oknem mrozik, otulone białą kołderką roślinki, jasne słoneczko, opalający się w jego promieniach Bilbo, szalejące w ogrodzie krety, a ja od trzech dni okupuję jeden z kątów domu i próbuję znaleźć stabilny fundament, mocny klucz do tego, co intelektualnie (?) chcę jeszcze zdziałać...
Tak to wygląda:

 Przygotowanie się do pracy (filiżanka kawy na posterunku już jest:))
 

                   Praca w toku (oczywiście przy dźwiękach Trójki:))

A oto chwila przerwy obiadowej:

I by dziś było jeszcze przyjemniej zapodałam sobie na początek taką oto muzyczkę:


Obecną na Trzeszczącej... nr 2 piosenkę śpiewa Dick Todd, którego rodzinnym krajem była Argentyna nie USA. Nie przeszkodziło mu to jednak w zostaniu nauczycielem śpiewu filmowych gwiazd Hollywood.    

ps - Iza, zwróć uwagę na grudniowe zdjęcie w moim ściennym kalendarzu ;-)

11 grudnia 2013

Uwaga! Konkurs:)!

Byłam wczoraj w Krakowie, który nieproszony już stał się moim drugim miastem rodzinnym - czasem wydaje mi się, że stoję "w rozkroku": jedną nogą tu a drugą tam...
Ale wczoraj to był udany wypad. Z Biblioteki Instytutu Filozofii jednej z krakowskich uczelni przywiozłam takie oto perełki:

I mam ponad 70 stron tych cudowności z 1911 roku. Tylko jak ja się przebiję przez ten niemiecki to nie wiem... Jakiś koszmar mnie czeka:(
A obok tego Państwo Platona po angielsku (całkiem przyjemna sprawa:)) specjalnie dla mnie skserowane, przygotowane, pospinane i odłożone na półkę przez prze-sympatyczne i uczynne Panie bibliotekarki:)!! - Z tego miejsca baaardzo Panią raz jeszcze DZIĘKUJĘ:)
I jeszcze oczywiście wyniosłam z BJ torbę komentarzy do tegoż Platona... Tylko kiedy ja to wszystko sprawnie ogarnę??
A kiedy dopełniłam wszelkich obowiązków, udałam się na oglądanie miasta. 
Szykuje się ono bardzo ładnie na klimatyczne, magiczne i kolorowe Święta Bożego Narodzenia. W tym ogromie światełek, ozdób, kolorów i blasków wyłapałam dwie migawki:





Dlatego postanowiłam ogłosić konkurs:) 
Proszę o przysyłanie do 19.12, do godziny 20.00 czasu polskiego na mój "blogowy" adres meilowy zdjęć z Waszych miast (parki, skwery, place, rynki), które w Waszej opinii są magicznie, wyjątkowo i z klasą przygotowane na te najważniejsze święta w Polsce. Obok tych zdjęć proszę o dołączenie krótkich wyjaśnień, uzasadnień dlaczego wybraliście ten a nie inny kadr. 
Do trójki zwycięzców zostaną wysłane małe paczuszki-niespodzianki:)       
I aby w te mroźne dni łatwiej się wędrowało w poszukiwaniu urokliwych zakątków zapodaję piosenkę na najbliższe dwa dni. Dziś to: 


Już zaczynam czekać na Wasze fotografie. Skoro wiem skąd pochodzicie, bardzo chcę zobaczyć Wasze lokalne perełki:) 

ps - Iza, a to coś dla Ciebie:) 
I Ostrołękę zimą też chcę ujrzeć:):) 

9 grudnia 2013

Księżyc, księżyc, księżyc.... A ikona stylu jest zawsze jedna...

Wczoraj Mikołajowe Skrzaty podrzucili zagubione w akcji przesyłki:) W jednej było takie oto cudeńko:


Magia:) Po prostu magia:) - zdjęcie, ich wykadrowanie, kolorystyka, układ albumu no i oczywiście bohaterka: zawsze piękna, zawsze z klasą, zawsze uśmiechnięta i tak po ludzku szczera, dobra  - dziś po prostu ikona choć nigdy o to nie zabiegała i nigdy o posłuch się nie prosiła. Ale kiedy już przyszedł,  umiała go wykorzystać, obrócić na korzyść innym - niekoniecznie sobie. A to zbierając pieniądze dla holenderskiego ruchu opory (w czasie II wojny światowej) a to pracując dla UNICEFu, za co otrzymała w 1987 roku tytuł Ambasadora Dobrej Woli.
Album zawiera 208 stron zdjęć Audrey - od dzieciństwa, przez okres największej popularności i największe role (nie pomijając tych drobnych, jak choćby tę w Śmiechu u raju), aż po pracę charytatywną. Możemy się z niego dowiedzieć jak jej dzieciństwo wspominała matka, kim byli dziadkowie, co o niej mówiła do królowej Elżbiety Królowa Matka, jak była odbierana przez współpracowników, a nawet to, jakie wymiary według magazynu Celebrity... miała aktorka w 1953 roku.
Są tam takie fotograficzne perełki jak te:



                                       
Oraz takie klasyki, powszechnie każdemu znane (nawet, jeśli się nie wie kto to, ani jaka jest okoliczność powstania obrazu):

                                              

Warto tym samym pozostać w temacie i piosenkę na dziś wybrać inną niż z tych proponowanych przez Kaczkowskiego w jednej z Trzeszczących... Dzisiejszą piosenką dnia niech będzie Moon River. I wszyscy już wszytko wiedzą - i kto śpiewa i w jakim obrazie:)


6 grudnia 2013

Wieczorową porą:)

Tak nietypowo - po raz drugi jednego dnia, ale nie mogłam nie skomentować: chciałabym serdecznie przywitać mojego czytelnika/czytelniczkę z Serbii:):)
Będąc tam dwukrotnie tego roku pokochałam Serbię całym moim sercem: pokochałam jej muzykę, osobistą kulturę mieszkańców, nienachalną otwartość  na drugiego - w tym turystę; pokochałam kuchnię Serbii (a ci co mnie znają wiedzą, że nie przywiązuję wagi do jedzenia - jem by nie paść, ale z kuchnia serbską okazało się inaczej - jest boska:)) i zachwycił mnie rytm dnia, codzienności, jakie tubylcy narzucają innym. No i pokochałam Belgrad:):) To miasto z częściowo zbombardowanymi budynkami mnie wessało, porwało, zachwyciło, otoczyło i do dziś trzyma - nie umiem inaczej o nim mówić, myśleć, jak o kolejnym MOIM miejscu na ziemi:)
Więc witam czytelnika z Serbii:):):)
Jestem zaszczycona:):):)
A oto Belgrad widziany okiem mojego telefony (niestety tylko telefonu, bo aparat umarł:( a jedno to nawet z auta, już z trasy)






A skoro już mamy taki piękny, świąteczny wieczór, to pora zapodać jakąś piosenkę-perełkę:) Dziś coś takiego: 




Mam nadziej, że pozytywnie zapuka do serca każdego z Was:)

Już 6.12:)

Tak, dzień Św. Mikołaja to jedno z najpiękniejszych świąt w naszej religii i kulturze. Jak mało które, tak mocno uczy wrażliwości, dobra, patrzenia w stronę drugiego człowieka; jak mało które wręcz wymusza dzielenie się z drugim najdrobniejszym okruchem własnego bogactwa – głównie tego niematerialnego.
Przez kilka ostatnich dni mój mąż mruczał, że tyle jest zachodu, myślenia, kombinowania wokół tego dnia, a wczoraj przeszedł sam siebie:)
Otóż on to dopiero był prawdziwym pomocnikiem Świętego.
Stwierdził, że skoro już jesteśmy w ruchu i jedziemy do chrześniaka to możemy podjechać do mojego domu rodzinnego i po ciuchu prezenty na schody podrzucić:).  Noc ciemna, tylko w jednym oknie światło migało, więc jechaliśmy po cichu, z wyłączonymi reflektorami. Samochód pod lasem został, my szybko myk-myk pod drzwi a później dyla do auta i przed siebie – niby, że nas tam nie było:) W tym wszystkim i pies pomógł, bo nawet nosa z budy nie wystawił, nie mówiąc o jakimś szczekaniu:)
A skoro już byliśmy u mamy to i do kuzynki podjechałam – tam Mikołaje miały zadanie ułatwione, bo w domu nikogo nie było i na czujkę nikt nie zareagował:) 
            A jak żeśmy się tak rozkręcili, to jeszcze do całodobowego sklepu po drobiazgi dla sąsiadów pojechaliśmy. W domu na gwałtu-rety torebkę robiłam (zdjęcie poniżej). 



żeby to jakoś tematycznie wyglądało i pod drzwi (dobrze, że jeszcze ogrodzenia nie mają). I do Rodziców P. też był włam – taki prawie prawdziwy:) Mając klucze, P. ładnie wszedł, w holu zostawił co trzeba było i po ciuchy się wymknął. Na te nasze nocne harce nikt tam nie zareagował – nawet nie mruknął przez sen:)
Że byliśmy z Bilbem – na tę okoliczność okrzyknęłam go reniferem-Rudolfem:) Nie protestował:) 
Co mąż podsumował: Ale z nas prawdziwe świry. No, świry.
To naprawdę była piękna noc:). Chyba najbardziej szalona w moim dotychczasowym życiu:). Za rok chciałabym powtórzyć:) To jest tak fajnie móc coś spontanicznego, dobrego, fajnego, niespodziewanego zrobić – bo przecież nikt się nie spodziewał, że Mikołaj NAPRAWDĘ przyjdzie:)

I do mnie też przyszedł:)


Jak widać podarował moc perełek: kubek z serią obrazów Sarapaty, pudełko z tegoż zestawu, czekoladki – symboliczne dla mnie i P., płytę ozdobioną niesamowicie sugestywną i symboliczna grafiką (zdjęcie poniżej) i oczywiście ozdobioną mapami książkę z cudownymi obrazami Teda Nasmith’a.





A dziś ciąg dalszy mikołajowania:) Pora na bratanka P. z Rodzicami. 

4 grudnia 2013

Rożnie bywa...

Są takie dni, kiedy świat się kręci inaczej niż byśmy chcieli, niż planujemy, zakładamy, oczekujemy – a nawet marzymy.
Przychodzi taki czas, kiedy nie układa się tak fajnie, radośnie i spokojnie, jak to wymyśliła nasza głowa.
No i mamy dzień smutasa… Dziś mi po prostu smutno…
I teraz muszę znaleźć sposób, by niepowodzenie przekuć w sukces i siłę; przekształcić na moją korzyść, by stało się motorem napędowym innych, pozytywnych aspektów.
Właśnie – jak w przegranej znaleźć klucz do jakiegoś kolejnego sukcesu i powodzenia? Jak sprawić, by nie zaczęła mnie zżerać od środka urażona duma i odczuwany zawód? By z jasnym spojrzeniem patrzeć na każdą nadchodzącą chwilę?
To pytania na dziś.

A skoro dzień byle-jaki to i dzisiejsza piosenka raczej rzewna, delikatna.  


Ten mężczyzna o płaczliwym, operowym wręcz głosie był aktorem (w tym musicalowym) i piosenkarzem, który aż do śmierci nie umiał rozstać się ze sceną. Chcący poznać jego talenty artystyczne, mogą sięgnąć po tytuły takich filmów jak: Wieczór w operze, Dzień na wyścigach, Statek Komediantów, Rose Marie

A tutaj fragment filmu Wieczór w operze z wykorzystaniem tej piosenki. 


Melomanom życzę niezapomnianych chwil:)

3 grudnia 2013

Już "mikołajkowo"...

Zgodnie z tym, co wcześniej obiecałam pokazujędziś moje prezentowe poczytania:)
Uzbierało się tego sporo - rodzina nie mała, więc myślę, że za rok zaproponuję powszechnie utarte losowanie. W finale każdy dostanie coś miłego a kupujący nie pójdzie "z torbami".
Dziś jednak - dwa zdjęcia. Bo paczuszek tyle, że nie zmieściły się w jakimś ciekawym układzie na jednym zdjęciu.




Ten pierwszy zestaw zdecydowanie bardziej mi się podoba. Miałam ciekawsze, fajniejsze materiały do wykorzystania a dokładnie widoczny na 2. zdjęciu niebieski papier okazał się nietrwały i podatny na zgięcia - więc te moje torebki wyglądają mało interesująco:( Ale fakt pozostaje faktem: wszystkie te paczuszki/torebki/zawijańce wymyśliłam i ozdobiłam sama:) I to najbardziej cieszy:)
A tu pokazuję proces powstania tych plastycznych cudactw. Niby jedno zdjęcie ale ono w 100% może być oglądem całej sytuacji:) Jak widać nie byłam w tym sama:):)


A teraz osobiście ciekawią mnie Wasze około-Mikołajowe sztuczki:):) 

2 grudnia 2013

Około-literacka wycieczka

W październiku tego roku ukazał się w Polsce 2. tom dzienników amerykańskiej pisarki Susan Sontag.
Ale nie chcę w tym miejscu przypominać o jej dorobku pisarskim, światopoglądzie, biografii a już tym bardziej życiu seksualnym.

Interesuje mnie tu przede wszystkim Sontag widziana oczami syna – David’a Rieff’a. Właśnie taką, jaką oglądamy na kartach W morzu śmierci… Pozycja ta ukazała się w Polsce w 2009 roku nakładem Wydawnictwa Czarnego. 
 I jaką postacią jest ta pisarka?
Na pewno to osoba chora, cierpiąca, z podpisanym już wyrokiem śmierci, walcząca o każdy kolejny dzień; jest to Sontag, dla której: Przeszłość była dla niej wszystkim. Życie było wszystkim. Powrót do pracy był wszystkim. (s. 84)  To też osoba, która czekała (…) na to, na co mają nadzieję skazańcy – na złagodzenie wyroku albo wręcz ułaskawienie. (s. 51) oraz osoba która (…) umarła tak samo, jak żyła: (…)  niepogodzona ze śmiertelnością. (s.18).
Bo w jej świadomości zawsze widniało jutro, dzień następny, kolejna chwila, nowy początek, konieczność zmiany: sposobu pisania, ludzi wokół siebie, upodobań i codzienności.
To tez pisarka, która nie ignorowała innych pisarzy, rozczytywała się w Elisie Canettim, Philipie Larkinie, Johnie Gay’em a intelektualnym wzorcem była Skłodowska. W tych wspomnieniach widzimy też tytana pracy: autorkę W Ameryce, Miłośnika…, eseistkę, reżysera snującego kolejne plany (np. o wystawieniu Opery żebraczej), osobę studiującą jeden z podręczników medycyny.
Ale Sontag to też osoba o otwartym umyśle, zrywającą ze stereotypami, dobierająca sobie przyjaciół nie ze względu na poglądy lecz ze względu na walory intelektualne – potrzebowała partnerów do dyskusji, wymiany zdań, poszerzania horyzontów myślowych. Dlatego wśród jej znajomych byli wyznawcy New Age, buddyści, katolicy i ateiści – cały wachlarz osobowości.
Pod warstwą medycznych pojęć, nazwisk amerykańskich lekarzy, nazw tamtejszych szpitali i klinik ze wspomnień Reiffa wyłania się barwna postać nowojorskiego świata literackiego i kulturowego w ogóle. Książka ta może i jest z deka monotonna, chwilami ckliwa, monotematyczna i czytelnik może odnieść wrażenie, że przez prawie 150 stron czyta jedno i to samo zdanie w wielu konfiguracjach. Jednak z tego literackiego monochromatyzmu wylania się osoba silna, konsekwentna i wciąż wadząca się z życiem, jakby za wszelka cenę chciała pokazać, że ostatnie słowo na pewno należeć będzie właśnie do niej.


A po tych około-literackich rozważaniach czas na dobrą piosenkę:) Dziś W siódmym niebie Astona. 


Bo nie ma to, jak rozmarzyć się wśród słodkich dźwięków. 

1 grudnia 2013

Szczególny "apel".

Kilka dni temu niezmiernie rzeczowa i otarta na nowe „wirtualne” znajomości autorka bloga „Zwiedzam wszechświat” (w tym miejscu serdecznie pozdrawiam Panią Karolinę – meile z Nią zawsze są satysfakcjonujące i każdy przynosi masę radości) zasugerowała, że aby osiągnąć „sukces” / pomyślność w tej czy tamtej „blogowej” materii i nawiązać wielce obiecującą współpracę z kilkoma instytucjami konieczna jest odpowiednia liczba odwiedzeń.

Z tego też powodu niezmiernie proszę o systematyczne zwiedzanie udostępnianych przeze mnie przestrzeni, informowanie o nich osób ewentualnie zainteresowanych tym, o czym w danej chwili piszę a nawet o wpisywanie komentarzyodpowiednich do tematu i na odpowiednim poziomie kulturalnym/obyczajowym/językowym z uwzględnieniem uczuć każdego odbiorcy

30 listopada 2013

"Cukierek"... - to jest to:)

Piosenką na dziś jest Candy autorstwa Johneey’ego Mercer’a.
Był on amerykańskim kompozytorem, autorem tekstów i wokalistą, który za dwa swoje utwory otrzymał statuetki Oscara (odpowiednio w 1961 r. i w 1962 r.).
Interesująca nas tu piosenka została zarejestrowana w Hollywood 6.12.1944 r. a w lutym 1945 „dotarła do 1 miejsca amerykańskiej listy bestsellerów.” Obok Mercer’a w nagraniu uczestniczyli: Jo Stafford (która do 2008 roku mieszkała w Los Angeles) , Paul Weston i cała jego grupa wokalna The Pied Pippers.




Nie wiem czemu, ale według mnie ten utwór jak mało który nadaje się na czas wypieków, robienia dekoracji i chwile wypełnione rozpylaniem różnych zapachów – nie ważne czy andrzejkowych czy już tych bożonarodzeniowych:) 

28 listopada 2013

Piosenka na dziś...:)

Wczorajsza wzmianka o Trzeszczącej... nastroiła mnie refleksyjnie i pomyślałam sobie, ze do Nowego Roku mogłabym - tak co drugi dzień - publikować Wam (wraz z krótką historią, opisem) jakąś jedną piosenkę z mojego zbioru Trzeszczących... Będzie to o tyle możliwe pod warunkiem, że interesująca mnie piosenka znajduje się w sieci:) Gdyby jej jednak nie było - odpowiednia opowieść i bez tego się pojawi:) Wszystkie informacje teoretyczne zaczerpnięte będą oczywiście z książeczki dołączonej przez redaktora Kaczkowskiego do każdego wydania Trzeszczącej...  

Piosenką na dziś jest There! I've Said It Again wykonywaną przez Vaughn'a Monroe.

źródło zdjęcia: http://www.sitcomsonline.com/photopost/showphoto.php/photo/155111/si/Vaughn

Muzyk był trębaczem i wokalistą śpiewającym barytonem. Ze sceną związany był do końca lat 50. W pracy nad prezentowaną tu piosenką, obok jego stałej orkiestry, pomogła autorowi również pięcioosobowa wokalna grupa dziewczęca. Utwór ten w styczniu 1945 roku "dotarł do 1 miejsca amerykańskiej listy bestsellerów."
A dziś wciąż można go jeszcze słuchać i cieszyć się nim.


27 listopada 2013

Kontemplacja...

U mnie wciąż odbywa się kontemplacja białej aury:)
Nic w tym nie pomaga bardziej jak słodkie dźwięki słodkiej muzyki:)
W okolicach grudnia odkurzam Trzeszczącą Płytę 1 - ułożoną, opracowaną i z odpowiednim entuzjazmem rozreklamowaną wśród swoich słuchaczy przez Piotra Kaczkowskiego z radiowej Trójki.
Że Kaczkowski jest moim guru dziennikarstwa i swego czasu nie przegapiłam ŻADNEGO wydania niedzielnej audycji Mini-Maks a teraz staram się słuchać W Tonacji Trójki wiedzą pewnie wszyscy.
Tym samym nie mogłam nie mieć wypieszczonej i z takim mozołem dopracowanej pierwszej Trzeszczącej... 
źródło zdjęcia: http://sklep.polskieradio.pl/Products/3118-trzeszczaca-plyta-1-1cd.aspx

A tam takie perełki jak na przykład te:

(na płycie wersję tej piosenki wykonuje Mantovani ze swoją orkiestrą - znając perfekcjonizm Kaczkowskiego dotarł pewnie do oryginału :))



Prawda, ze cudne dźwięki:)? I wiele takich z czasów szalonych lat 20. i 30. kiedy widmo wojny było mgliste a dla niektórych wręcz nierealne oraz absurdalne. Ale są i takie, które wojnę mają w tle i nie zdołały przed nią się obronić.
Trzeszczących... ukazało się 10 (wg mojej wiedzy). Z wiadomych przyczyn udało mi się zakupić/zdobyć jedynie 7...
Ale cieszą jak mało który zestaw płyt:)

26 listopada 2013

Chu, chu cha nasza zima zła…

No i stało się:)
 Po dniach słoty, wiatru, mgieł a ostatnio nawet totalnego deszczu przyszła Koleżanka Zima:)
Jest piękna:)
Taka biel nastraja mnie chwilową melancholią, zadumą, po której przychodzi fala radości i energii; mój umysł zaczyna szybciej pracować, wznosić się na jakieś wyższe pokłady intensywności, ciało aż rwie się do działania – jakiegokolwiek – byleby pracować:)
Więc gromadzę wokół siebie masę książek, odkurzam znienawidzony niemiecki, wyciągam kolorowe karteczki, otwieram notatnik i… 
Idę z Bilbem na spacer:):):)

A tam znajdujemy takie cudeńka:)



















Jednak przyroda się broni i niechętnie idzie na zasłużony odpoczynek.


A skoro jest koniec listopada to i Pewnemu Świętemu czas pomóc. Tym samy jedna półka wygląda dziś tak:



Tylko co ja będę robić do Świąt, skoro już teraz wszystkich obdaruję i wszystko rozdam? Tak się z tym spieszę, bo i rodzina przecież mi się powiększyła i zdecydować się nie mogę i nie chcę nic banalnego ani drogiego – za to symbolicznego i indywidualnego: czyli dla każdego coś miłego. Wiadomo – najmniejszy kłopot z Bratem: ten to zawsze i wszędzie preferuje białą czekoladę:) W tym całym moim zestawie wymogów wymyśliłam sobie, że - w miarę możliwości - sama wszystko zapakuję, owinę i nic nie będzie w oklepanej "sklepowej" torebce:) No i się wyżywam... - niekoniecznie artystycznie...
Jaki tego finał i ile tych paczuszek będzie - pokażę w grudniu:) 

A kiedy już przestanę być pomocnikiem Mikołaja będzie czas lepienia uszek:) Tak – uszka z barszczem to jest to:) Już nie mogę się doczekać:):)

Póki co wciąż cieszę się pierwszą w tym roku zimą i liczę, że prędko nie odpuści:)
Oto jak rozgościła się na naszym tarasie:):)





22 listopada 2013

Podglądnięte...

W regularnie podglądanym przeze mnie blogu, w jednym ze starszych wpisów, znalazłam takie cudeńko - i nie mogłam się oprzeć: pokazuję też tutaj:)

źródło: nissiax83.blogspot.com

Prawda, że fajne? - i życiowe:)



* * *

W pracy Świat jako… Schopenhauera wyczytałam dziś:

Dwiema ukrytymi alegoriami są natomiast Don Kichot i Guliwer w krainie Liliputów. Pierwsze dzieło jest alegorią życia każdego człowieka, który nie dba tylko, jak inni, o własne dobro, lecz zamierza do jakiegoś, obiektywnego, idealnego celu, panującego nad jego myślami i wolą; co prawda z tego powodu zachowuje się potem w świecie dziwacznie.

Niesamowita konkluzja: dobro podniesione do absurdu.
Zawsze tak jest? Ilekroć jesteśmy dobrzy jesteśmy też dziwaczni? Dobroć i wrażliwość każą nam się oglądać w krzywym zwierciadle?
Czy może tylko umysł filozofa mógł wymyślić coś takiego i na równi postawić dobroć oraz dziwactwo, szaleństwo i niedorzeczność? Nie chcę, by w prawdziwym świecie wyglądało to tak, jak kreśli Schopenhauer.  

18 listopada 2013

:(:(

Czy ktoś zna skuteczny sposób na uciekającego psa??????????

Bilbo przeszedł dziś sam siebie - wpuszczony do ogrodu, którego siatka została otoczona pastuchem, przebiegł tenże ogród dwa razy po czym rzucił się na siatkę, niczym małpka uczepił się ogrodzenia, pociągnął tułów, tylnymi łapami odbił się od siatki i... hulaj dusza... Tyleśmy go widzieli....
Nastąpiła akcja poszukiwawcza. Niczym szpiedzy jeździliśmy za nim po tym - i następnym - osiedlu, a ilekroć znaleźliśmy się w zasięgu jego wzroku pies pokazywał nam, że ma swój świat i nic nie robi sobie z tego, że uprawia totalną samowolkę... Cudem (dosłownie!!!!) udało mi się go złapać i siłą do domu sprowadzić...
Myślę, że kiedyś tak ucieknie, dostanie takiego przyspieszenia, że ani P. - a ja to już na pewno - nie damy rady go odnaleźć...
Dobrze, jak chce nas opuścić, jak chce wrócić do swojego starego Pana (co wątpliwe, bo mało prawdopodobne, by po wypadku pamiętał, gdzie jego dom) - dobrze, zgodzę się z tym... Ale niech odchodzi w ciszy, w spokoju, swoją drogą a nie zaglądając każdemu do ogródka, zaczepiając każdego psiaka i swą posturą strasząc przechodniów...
Nie mam sił... Dziś się załamałam i wróciłam do domu ze łzami w oczach... Nie działają na niego żadne środki wychowawcze... Zachowuje się, jakby nasza opieka go nie interesowała... Nawet na imię nie reaguje...

Jest mi smutno... I myślę, że już niedługo pójdzie w swoją psią stronę...


Dlaczego on nie może być jak te pieski????
źródło zdjęcia: http://funnyanimals.blog.interia.pl/

źródło zdjęcia: http://pets.onas.ru/malamut_in_the_car.jpg.html

Dziś mnie zawiódł - autentycznie zabolało mnie serce... Za dom, opiekę, własny kąt, miłość, uratowanie od zguby i ofiarowanie terytorium odpłaca zachowaniem typu "mam was gdzieś:, "teraz już sobie idę w swoją stronę", "w sumie to nie chcę być z wami"...
Rozczarował mnie... Kiedyś możemy go już nie sprowadzić z powrotem do domu...