8 października 2017

3 egzemplarze książki...

..."Dobrzy ludzie....", które wraz z Wydawnictwem AMBER rozdawałam, mają nowe domy. 
Wędrują do: Marcina-Wojciecha, Gosi i Małgorzaty Kubach. 
Liczę, że historia tam opisana Was nie zawiedzie.  
Miłej zabawy!

Dobrzy ludzie muszą umrzeć   

1 października 2017

Wszyscy tkwili w pułapce (…) – H. Filelds, Dobrzy ludzie muszą umrzeć, s.22.

Dobrzy ludzie muszą umrzeć     Trzy trupy. Zaginięcie. Porwanie. Wolontariusz w noclegowni dla bezdomnych, pielęgniarka w hospicjum, bibliotekarz-pasjonat o społecznym zacięciu, „lizakowa pani”, prawniczka specjalizująca się w prawach człowieka. Co ich łączy? - praca na rzecz innych. Wszystko wskazuje na to, że sprawców jest dwóch: kobieta i mężczyzna. Porozumiewają się przy pomocy graffiti pozostawianych na miejskich murach. Punkty wspólne mordów: brutalizm oraz bestialstwo dokonane z  niewątpliwą znajomością ludzkiej anatomii i chirurgiczną precyzją. Obok tego hakerski atak na finanse lokalnych prominentów. Edynburg został sparaliżowany. Wszyscy stracili kontrolę nad światem realnym i wirtualnym. A praca śledczych od samego początku przypomina taniec ślepca. 
    Autor już od pierwszego akapitu, tych kilku zdań wstępu wprowadza czytelnika w niesamowitą, trzymającą w napięciu intrygę, która z każdym kolejnym zdaniem przyspiesza, dostarcza nowych informacji, istotnych szczegółów, dość szybko odpowiada na te banalne, podstawowe pytania. Ale ani o krok nie przybliża do znalezienia i ukarania sprawców, którzy mieli czelność w sposób  przemyślany, w każdym szczególe dopracowany i niezmiernie brutalny zabić. 
    W gąszczu pytań i niewiadomych rozpoczyna się wyścig z czasem i mordercami. Kto się wykaże większym sprytem i pomysłowościom? Komu puszczą nerwy? Kto zachowa czujność i otwarty umysł? Sprawcy grają solo, każdy na własny rachunek, czy ktoś im przewodzi, dyryguje mini? I czy uda się udzielić odpowiedzi na pytanie „dlaczego”? Oto zagadki, z którymi zmierzają się śledczy: często sami poranieni, w trudnych sytuacjach rodzinnych, na życiowych zakrętach, balansujących na granicy prawa oraz czytelnik.
       Książki z tej serii niewątpliwie trzymają poziom. Jest zagdaka, są ci źli i ci dobrzy - ale i ich nie zawsze rozrysowuje się na jednostki krystaliczne. Jedne opowieści są bardziej skomplikowane i złożone, inne mniej, ale niewątpliwie chce się czytać do końca. Jedynie co mnie w nich razi to język. Bardzo prosty, czasem na granicy błędu. Często są powtórzenia, dziecinnie proste składnie językowe, nie do końca precyzyjne opisy/wprowadzenia w scenę, których treści czytelnik musi się bardziej domyślić, niż ją wyczyta. Jakby tłumaczowi czy redaktorowi spieszyło się z wydaniem bez troski o staranność i estetykę. A to psuje ostateczny efekt. Szkoda – bo to naprawdę bardzo dobre fabuły są. Żal jedynie, że po przetłumaczeniu gubią czasem ducha literackości.

ZA WERSJĘ PRASOWĄ KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
                  Wydawnictwo AMBER


Wraz z Wydawnictwem AMBER mam do rozdania 3 egzemplarze książki 
„Dobrzy lidzie muszą umrzeć”.
Aby otrzymać jeden z nich, należy w komentarzu poniższej spróbować odpowiedzieć na pytanie: 
Dlaczego to akurat dobrzy ludzie z książki Fields musieli umrzeć
Dodatkowo proszę podać swój adres meilowy (by później ustalić szczegóły ew. wysyłki nagród).
Trzy osoby, które napiszą 
najciekawsze, 
najbardziej pomysłowe lub najbliższe rozwiązania fabularnego 
odpowiedzi, 
otrzymają po jednym egzemplarzu powieści.
Fundatorem nagród jest Wydawnictwo AMBER.
Czas trwania zabawy: do 7.10.17, do 23.59. 8.10.17 podam nazwiska/pseudonimy zwycięzców i drogą elektroniczną skontaktuję się z nimi, by ustalić szczegóły wysyłki. 
9.10.17 podam Wydawcy adresy zwycięzców, do których zobowiązuje się On wysłać nagrody. Książki wysyłane będą jedynie do osób posiadających polski adres korespondencyjny.
Miłej zabawy:-)        

28 września 2017

Tylko całować się trochę trudniej (s. 248) – K. Szołajski, Wisłocka, czyli jak to ze sztuką kochania było

Zdjęcie główne

         Któż nie słyszał o „Sztuce kochania”? Książce, która swego czasu złamała tabu, wyraźnie odpowiedziała na kilka pytań czy wątpliwości, która wniosła ferment, o której było głośno zanim cenzor klepnął zgodę na druk, która dowodziła, że seks to nie tylko zryw powiększający rodzinę? Chyba nie ma takiej osoby. 
     Tym bardziej, że fabularny film o jej autorce – Wisłockiej – był ostatniej wczesnej wiosny dość popularny. Równolegle z nim nastąpił wysyp publikacji mających przybliżyć postać Wisłockiej, okoliczności powstania jej pracy, narodzinach seksuologii, nawet po raz kolejny wznowiono kultową już „Sztuką kochania”. Również Wydawnictwo Świat Książki miało swój udział w przypomnieniu opinii publicznej o Wisłockiej. Wydało książkę Szołajskiego „Wisłocka, czyli jak to ze sztuką kochania było”.
   Pozycja jest fikcyjną opowieścią o tej lekarce, o jej – często intymnych i pełnych empatii - relacjach z pacjentkami, o jej pracy w poradni i pracy nad książką, o lawirowaniu pomiędzy urzędnikami a Kościołem, o zmaganiach z cenzurą PRLu, o osaczeniu przez SB, o walce o każdy szkic, akapit i zdanie – kontrowersyjne dla wielmożnie nam panujących panów z Komitetu. W wątki o zawodowych perypetiach wplótł autor sporo akapitów mówiących o jej życiu osobistym – trudnym i nieudanym małżeństwie, skomplikowanym macierzyństwie, romansach… 
     I mając na uwadze, że jakiś czas temu Szołajski nakręcił film dokumentalny o Wisłockiej, w którym ona sama maiła więcej niż przysłowiowe pięć minut, wydaje się, że temperament, osobowość, charyzma i takt czy wręcz czułość w stosunku do innych zostały w książce rozrysowane dość wiarygodnie. 
      Z pozycji tej wyłania się kobieta:lekarka-prekursor, szaleńczo wierząca w swój projekt i jednocześnie kobieta:kobieta – ucząca innych, jak nie popełnić tych licznych błędów, które stały się kiedyś jej udziałem. 
      Nie powiem, Szołajski pozwolił sobie na sporą dawkę fantazji i fikcji, ale zamysł pokazania okoliczności powstania „Sztuki kochania” i nastrojów temu towarzyszących udał mu się całkiem nieźle. 
       A że książka Wisłockiej, tak zgrabnie tytułem nawiązująca do fundamentów kultury europejskiej (antyku), stała się przełomowa - nie ulega wątpliwości.  

21 września 2017

Późne lato kryminałem stoi

Wydawnictwo AMBER należy do tych, które, z jednej strony, stawia na tzw. literaturę kobiecą (np. chyba jako jedyne w Polsce ma prawo publikować powieści Danielle Steel) a z drugiej nie stroni od mocnej dawki krwistego kryminału – czy to osadzonego we współczesnych realiach (np. "Owieczki...", ""Ulica...", "Zimny..."), czy historycznego ("Diabeł..."). Nie inaczej teraz. Lato – szczególnie to późne - jest u nich porą pełną kryminałów.
Zaczęło się od „Motyla i burzy”.

Motyl i burza
Jak zapewnia Wydawca to holenderska odpowiedź na Millennium Stiega Larssona. Główna bohaterka to nietuzinkowa osoba. Na ciele ma blizny. Potrafi zabić jednym ciosem. Lecz wciąż pamięta smak niewinności. Niewinności, która umarła jak prawie wszystkie jej wspomnienia. Dziennikarka i mistrzyni sztuk walki Farah Hafiz zamknęła się w pancerzu, odgrodziła od przeszłości. Ale wszystko zmienia jedno słowo, które słyszy w amsterdamskim szpitalu. Powtarza je ranny chłopiec. Tylko Farah je rozumie. I domyśla się, że małego Afgańczyka spotkało coś o wiele bardziej przerażającego niż potrącenie przez samochód... Dziewczyna rozpoczyna śledztwo. Pomaga jej Paul Chapelle, korespondent w Johannesburgu. Jako dzieci bawili się w ogrodzie motyli w Kabulu... Teraz dochodzenie wciągnie ich w szaleństwo zbrodni: od Amsterdamu po Afganistan, RPA, Indonezję i Rosję. Wszędzie czyha na nich śmierć i piętno ich własnej przeszłości. I w tym miejscu zawiązuje się prawdziwa intryga.
W uzasadnieniu jury holenderskiej nagrody Schaduwprijs dla najlepszego debiutu w kategorii thriller można przeczytać: „Niesłychanie bogata powieść, w której wątki polityczne i społeczne genialnie łączą się z osobistymi wątkami głównych bohaterów, nigdzie nie popadając w schematyzm”. Z kolei wg „De Limburger" "To nie tylko brawurowy thriller z polityczną międzynarodową intrygą i bohaterką jak Lisbeth Salander: niebezpieczną, wrażliwą i nieodgadnioną, ale i intrygująca opowieść o utraconej miłości i zaprzepaszczonych ideałach." 

Później AMBER dostarczył sporej dawki emocji przy pomocy „Nigdy więcej nie zdradzisz”.
 
Nigdy więcej nie zdradzisz

On obserwuje, czeka i liczy… swoje przerażające trofea. Każdy trzyma zanurzony w formaldehydzie, żeby zapobiec rozkładowi. Każdy oznacza jedną ofiarę. Torturowaną i zabitą, z sercem wydartym z piersi i zastąpionym symbolem jej zdrady. A on co tydzień zasiada i w samotności napawa się widokiem swoich trofeów. Wszyscy byli winni. A teraz kolejni będą musieli zapłacić… Kto lub co łączy ofiary? Charlotte „Charlie” Stafford, młoda, ambitna detektyw londyńskiej policji, prowadzi dochodzenie w sprawie okrutnych morderstw. Nie ma żadnych poszlak. Żadnych związków pomiędzy ofiarami. Jest tylko pewność, że wkrótce zbrodniarz zabije znowu. I że śledztwo Charlie znalazło się w ślepym zaułku, który może stać się śmiertelną pułapką dla niej samej… Według GOODREADS to „Przerażająco realistyczny, mroczny kryminał pełen fałszywych tropów, które nie pozwalają domyślić się rozwiązania zagadki aż do szokującego końca”.
A teraz przyszła pora na „Dobrzy ludzie muszą umrzeć”.
 Dobrzy ludzie muszą umrzeć
Trzy trupy: wolontariusza w noclegowni dla bezdomnych, pielęgniarki w hospicjum, bibliotekarza-pasjonata o społecznym zacięciu. Punkty wspólne: brutalizm oraz bestialstwo dokonane z  niewątpliwą znajomością ludzkiej anatomii i chirurgiczną precyzją. Obok tego hakerski atak na finanse lokalnych prominentów. Od samego początku praca śledczych przypomina taniec ślepca. A autor już od pierwszego akapitu, tych kilku zdań wstępu wprowadza czytelnika w niesamowitą, trzymającą w napięciu intrygę, która z każdym kolejnym zdaniem przyspiesza, dostarcza nowych informacji, istotnych szczegółów, dość szybko odpowiada na te banalne, podstawowe pytania. Ale ani o krok nie przybliża do znalezienia i ukarania sprawcy, który miał czelność w sposób  przemyślany, w każdym szczególe dopracowany i niezmiernie brutalny zabić. W gąszczu pytań i niewiadomych rozpoczyna się wyścig z czasem i mordercą. Kto się wykaże większym sprytem i pomysłowościom? Komu puszczą nerwy? Kto zachowa czujność i otwarty umysł? I czy uda się udzielić odpowiedzi na pytanie „dlaczego”? Oto pytania, z którymi zmierzają się śledczy i czytelnik.                   

HELEN FIELDS przez trzynaście lat była adwokatem od spraw kryminalnych. Jako pisarka zadebiutowała kryminałem Perfekcjonista – bestsellerem Amazonu i magazynu „The Bookseller”. W ciągu zaledwie pół roku sprzedano w Anglii 125 000 egzemplarzy. Prawa do publikacji kupili wydawcy w innych krajach. Książka zdobyła nominację do CWA Dagger 2017 dla najlepszego debiutu roku (odpowiednik filmowego Oscara dla kryminału). Brytyjska telewizja zrealizuje film na jej podstawie. Dobrzy ludzie muszą umrzeć to druga powieść w serii. Na początku 2018 w Anglii ukaże się trzecia.


TEKST POWSTAŁ PRZY WSPÓŁPRACY Z
Wydawnictwo AMBER

31 sierpnia 2017

Siła naszej osobowości (…) płynie (…) z historii i wspomnień (s. 273) – O. Pamuk, Rudowłosa

      Ewangelista napisał: „Na początku było słowo…”. Ze słów rodzą się zdania, a za zdaniami kryją się opowieści. Często mądre, zabawne, inteligentne, przewrotne, intrygujące, niesamowite; o ludziach, zwierzętach, herosach; osadzone w miastach, wsiach, odmętach dzikiej przyrody. I towarzyszą one człowiekowi wcześniej niż alfabet. W dawnych czasach ludzie tworzący wspólnotę, siedzieli przy ognisku i snuli długie opowieści, które miały moc kreowania wyobraźni i wpływania na los człowieka.          W takiej scenerii – wieczorem, przy ognisku, z dala od gwarnej cywilizacji, zasłuchanych w słowa, skupionych na niesamowitych opowieściach – spotykamy wyjściowych bohaterów najnowszej powieści Pamuka: wchodzącego w dorosłość nastolatka Cema i mistrza-studniarza, którzy, odpoczywając po ciężkich dniach kopania studni dla wymagającego pana Hayriego, snują długie historie. Wszystkie te opowieści spaja jedna, nadrzędna - pierwszoosobowa - opowieść samego Cema, który przedstawia swe losy od momentu, kiedy jego ojciec opuścił rodzinę, a on sam, w celach zarobkowych, dołączył do studniarza, wdał się w romans z piękną Rudowłosą i przyczynił się do śmierci pryncypała, co zaważyło na jego dalszym losie, który miał być losem wziętego pisarza. 
          Ale powieść Pamuka kryje w sobie coś więcej niż tylko historię skomplikowanego życia człowieka, mającego wielkie marzenia, któremu przyszło rozliczyć się z własnymi demonami i który musiał przeorganizować własne plany. To książka o sile słowa - mówionego, zapisanego, a nawet tego jeszcze niewybrzmiałego (jak powieści drzemiące w młodzieńczej głowie Cema, które miały mu przynieść sławę) i książka o  sile opowieści - czy to tyczących się snów, czy też pradawnego mitu o Edypie-ojcobójcy, o dawnej świetności ludzi Stambułu, o przebiegłości żył wodnych, o potworach z podziemnego świata, gór i trzęsień ziemi, o zmarłych ukrytych w obrazach i wielu innych. Każda z tych historii coś nowego mówiła, wnosiła, odsłaniała i pozwalała szerzej spojrzeć na rzeczywistość oraz stać się samoświadomym. 
        I prawdą jest, że Cem cierpiał po starcie ojca, nie mógł mu przebaczyć zdrady rodziny, że stracił głowę dla starszej od siebie kobiety, że wdał się w romans, że oszalał na punkcie cudzej żony, że jego przełożonego czekał tragiczny los, że arogancko czuł się lepszy od Alego, że starał się ulżyć matce. Ale dopiero zmierzenie się z własną historią, kiedy to plamy opowieści snutej jego życiem zaczęły się rozjaśniać, mógł stanąć w prawdzie z sobą i swoim własnym ojcostwem. A to już połowa drogi do odkrycia tajemnicy siebie samego. 
          Nie jest to pierwsza czytana przeze mnie książka Pamuka, ale pierwsza, która aż tak oczarowała mnie konstrukcją narracyjną, aluzjami kulturowymi, rytmem fabuły (który przyspieszał, by wnet zwolnić, jak to ma miejsce w snutych przy ognisku opowieściach) i uniwersalizacją tematu. Bo jak dla mnie, chodzi w niej o człowieka w ogóle – nie tyle Turka, mieszkańca Stambułu, człowieka rozdartego między Azją a Europą (co bardzo było wyczuwalne w „Stambule”), co jednostkę próbującą odgadnąć tajemnicę siebie samego. A książki, które coś mówią są najbardziej warte przeczytania.                  

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WSPÓŁPRACA

(…) ślad zagadki naszego pochodzenia (s. 124) – Luc Burgin, „Tajne archiwa archeologii”

Tajne archiwa archeologii       Archeologia jest nauką, która próbuje odtworzyć drogi i ścieżki, jakimi ludzkość podążała, by dziś dzierżyć taki a nie inny dorobek cywilizacyjny. Bada kości ludzkie, zwierzęce, zachowane minerały, pozostałości po domach, infrastrukturze miast i wsi, grobowce, również wytwory ludzkich rąk – typu narzędzia. I nie ulega wątpliwości, że to nauka, która bazuje na przeszłości – teraźniejszość interesuje ją o tyle, o ile ułatwia dotarcie do przeszłości, a przyszłość jedynie w aspekcie szacunku dla czasów minionych. I choć popularnością cieszy się od lat, a prace naukowców niezmiennie trwają na wszystkich kontynentach, przeszłość wciąż pokryta jest wieloma pustymi plamami niewiedzy.
       I ten stan stał się jednym z głównych założeń dla autora „Tajnych archiwów archeologii”. Luc Burgin – pisarz, dziennikarz i badacz przeszłości – stawia w swojej dość kontrowersyjnej książce nie jedną problematyczną tezę. Ogólnie rzecz ujmując, pracę jego można potraktować jako sporych rozmiarów rozliczenie z uniwersyteckimi środowiskami archeologów i z ich niechęcią do hipotez innych odkrywców (niekoniecznie amatorów). Burgin skrupulatnie wylicza cały szereg znalezisk, które mogłyby być kluczowe, rewolucyjne, mogłyby wprowadzić ducha nowości i świeżości, mogłyby zweryfikować dotychczasową wiedzę o przeszłości, uzupełnić kilka luk a nawet na nowo poukładać posiadany obraz prehistorii, ale uznane zostały za falsyfikaty i kuglarstwo. Fragment czaszki z Hiszpanii, szczątki ludzkie znalezione nad rzeką Jangcy i te odkryte w północnej Etiopii, kamienne narzędzia z Australii czy wyspy Flores, drewniane oszczepy z Dolnej Saksonii, fragment czaszki z Jawy, flet sprzed 43 do 82 tysięcy lat czy znaleziony we włoskiej kopalni szkielet oreopithecusa to jedynie kilka unikatów, które pretendują do funkcji burzyciela starego porządku wiedzy i wyobrażeń o świecie sprzed ery homo sapiens. Autor zapewnia, że w uniwersyteckich magazynach i piwnicach muzealnych jest cała masa artefaktów, które pozwoliłyby przetasować wiedzę na temat zasiedlania Europy, dałyby początek antydatowaniu okresu zasiedlania Azji, dostarczyłyby nowej wiedzy na temat migracji, stopnia rozwinięcia kultury społecznej, początków zorganizowanych polowań czy żeglugi. Jednak na przeszkodzie stoi skostniała i zacofana, zdaniem autora, postawa najbardziej wpływowych przedstawicieli świata nauki. Jak przekonuje Burgin: „Zamiast tworzyć nową wiedzę, koncentrują się na tym, aby utrwalić wiedzę już istniejącą” (s. 92) oraz: „Tylko wówczas, kiedy będziemy potrafili odrywać się od istniejących wyobrażeń i otwierać na to, co nowe, oraz zadawać wolne od uprzedzeń pytania, możemy natrafić na ślad zagadki naszego pochodzenia” (s. 124). 
      Takim sposobem „Tajemne archiwa archeologii” stają się, z jednej strony, pozycją rozrachunkową z akademikami. A z drugiej strony są pracą, próbującą zinterpretować i omówić te ukryte artefakty – ale jedynie te, do których autor uzyskał dostęp. Interesuje go między innymi zaszyfrowanie tekstu Biblii, okoliczności powstania otworów w kamieniu piramidy egipskiej, 0,03 milimetrowe spirale, podstawa podobna do nogi lądownika, gigantyczne dzbany, mapa przypominająca zdjęcie satelitarne, tajemne rysunki z puszczy brazylijskiej z przedstawieniami dinozaurów na czele, autorstwo monumentów na dnia Rock Lake - dlaczego powstały, jakie miały zastosowanie i z jakiego powodu świat dzisiejszych naukowców tak się ich obawia. 
     I co byśmy nie sądzili o „Tajnych archiwach archeologii” jest to książka, która - choć często sypie odważnymi interpretacjami - każe się zastanowić nad pytaniem, dlaczego tak bardzo boimy się rewolucji naukowej, jaki tak naprawdę jest nasz obecny stan wiedzy i co by było, gdybyśmy niektóre odkrycia zechcieli uwiarygodnić.

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
Wydawnictwo AMBER

28 sierpnia 2017

Ludzie z innego świata - Czerwone dziewczyny, Kazuki Sakuraba, s. 31.

     Historia rozpisana na trzy części. Pierwsza obejmuje, począwszy od roku 1953, ponad 20 lat i jej główną bohaterką jest - mająca swe korzenie w owianym tajemnicą rodzie z gór - Manyo, druga to koleje dwie dekady począwszy od roku 1979 i tutaj główną postacią jest córka Manyo – Kemari, a część trzecia, poświęcona wnuczce Manyo, rozpoczyna się w roku 2000 i jest bez końca, ma trwać nadal. 
    Trzy kobiety, trzy różne historie opowiedziane trzema różnymi narracjami. Tak w telegraficznym skrócie można omówić „Czerwone dziewczyny”. 
     Manyo to kobieta „stamtąd”, „przybysz”, „podrzutek”. Na realia równin, małego miasteczka żyjącego pomiędzy stocznią a hutą patrzy z boku, na swój sposób rozumie je inaczej, odbiera je jakby innymi zmysłami i opowiada swoistym językiem. To ta inność, wymykanie się oczywistościom - jak choćby nie opanowanie umiejętności czytania - czyni ją niesamowitą, zagadkową i ciągle otoczoną aurą tajemniczości. I choć rozumienia kodu alfabetu Manyo nie opanowała, posiadła dar widzenia przyszłości i interpretowania znaków – widziała nieoczywistość w oczywistości, czym zaskarbiła sobie uwielbienie, szacunek i miłość wymagającej teściowej. 
      Druga z kobiet to kierująca damskim gangiem wulgarna buntowniczka, która nie boi się nikogo i niczego. I jak dla mnie, to najsłabszy wątek tej powieści – z jednej strony czytamy o sprytnej dziewczynie dobrze radzącej sobie w półświatku bliskim yakuzie, a z drugiej to opowieść o typowej zbuntowanej nastolatce, która niejednym wybrykiem przysparza rodzinie zmartwień, a wśród kolegów budzi postrach. I nawet opowieść o jej wychodzeniu z buntu, znalezieniu sobie innego ujścia dla wciąż kipiących emocji i pasji wydaje się naciągana. 
     Z kolei jej córka to postać łącząca te dwie, jakże skrajne, kobiety. Jako osoba wrażliwa na prastarą mądrość babki, widzi jej siłę i rolę, jaką odegrała w bujnej oraz skomplikowanej przeszłości rodziny. Ale jako córka swej zawsze hardej i upartej matki nie wyobraża sobie, by nie rozwiązać zagadki kryjącej się w ostatnich słowach wypowiedzianych przez umierającą babkę. I ta droga dochodzenia do prawdy o jednej z największych tajemnic babci, okaże się jej osobistą drogą ku dobie – ku własnym miejscu w świecie. 
      O „Czerwonych dziewczynach” napisano wiele: że echa realizmu magicznego (fakt – część pierwsza jest mu bardzo bliska, jest ten duch baśni, rytm prastarych opowieści, elementy mitów i próby ich widzenia w detalach codzienności), że to opowieść o sile kobiet, że to współczesna baśń dla dorosłych z dalekiej Japonii, z duchem nieśmiertelnej yakuzy. A ja powiem tak: część pierwsza rewelacyjna, aż chciało się więcej i to w takim samym duchu czy z takimi opowieściami, czytanie części drugiej to rozczarowanie, estetyczny zawód i żal za zmarnowany potencjał, z kolei ostatnia przynajmniej w części rehabilituje wcześniejszą gorycz – bo dość sprawnie wplata elementy historii detektywistycznej. 
     I choć „Czerwone dziewczyny” chciałyby pretendować do roli genialnej powieści mówiącym magicznym językiem o ludziach magicznego kraju, jak Europejczycy traktują Japonię, pozostaje jedynie powieścią więcej niż dobrą (ale nie rewelacyjną) snującą ciekawą historię o prastarym rodzie, którego siłą i wielkością były jego kobiety.        

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WSPÓŁPRACA

20 sierpnia 2017

(…) Maciek zachowywał się tak, jakby był opętany przez Broad Peak – B. Sabała-Zielińska, Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak. Rozmowa z Ewą Berbeką

       Wiosną 2013 roku cały nasz kraj żył wydarzeniami na Broad Peak: spektakularnym pierwszym zimowym wejściem na szczyt dokonanym przez czterech polskich himalaistów - Adama Bieleckiego, Artura Małka, Macieja Berbeki, Tomasza Kowalskiego i późniejszą tragedią, jaka się tam wydarzyła, kiedy to grupa podzieliła się na pół i do bazy zeszli Bielecki i Małek, a Kowalski i Berbeka utknęli pomiędzy szczytem a obozem szturmowym, co przypłacili życiem. Krótkotrwała radość i duma z tak spektakularnego sukcesu szybko przeobraziła się w zdumienie, niedowierzanie, niekończący się ciąg hipotez na temat tego, co wydarzyło się tam w górze, kto i dlaczego podejmował takie a nie inne decyzje, dlaczego jedni zeszli, pozostawiając tych drugich. W kraju rozpoczęło się piekło: jedni oskarżali, inni bronili, jedni bazowali na faktach, omawiali warunki pogodowe, inni odwoływali się do emocji i kodeksu himalaisty – a finałem tych dysput był raport specjalnie powołanej komisji, która miała wyjaśnić, co „tam u góry” się wydarzyło. A w tym chaosie głosów i wypowiedzi tkwiły rodziny – zmarłych i żyjących: żony, matki, dzieci, przyjaciele. 
      I właśnie z jedną z takich osób – z żoną Macieja Berbeki, Ewą – zakopiańska dziennikarka Beata Sabała-Zielińska przeprowadziła wywiad-rzekę, któremu nadała (jak to rasowa dziennikarka) dość rzeczowy i pozbawiony literackości tytuł: „Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak. Rozmowa z Ewą Berbeką”. I choć miała to być rozmowa o wspinaczce, górach, sukcesach, porażkach małych i tej wielkiej tragedii, o oswajaniu bólu i rozpaczy, o drodze do pogodzenia się z losem, stała się ona rozmową o życiu, pasji, codzienności, głębokiej przyjaźni i szacunku, o tym, jak goprowiec-grafik oraz malarka stali się jedną z najbardziej charyzmatycznych par Zakopanego. 
      Ta książka nie ma fabuły, wątków, tematów, które dziennikarka zgrabnie „odhacza” w kolejnych rozdziałach – jest długą, rozpisaną na kilkanaście sekwencji opowieścią o życiu: szalonej młodości, wspólnych przyjaźniach, przestrzeni, zaufaniu, pasjach, wsparciu, dojrzewaniu do rodzicielstwa, małżeńskim koleżeństwie, organizacji codzienności – bo w domu trzech synów, a ojciec w górach ratuje połamańców, lub trenuje przed kolejną wyprawą, z kolei matka robi projekty. Jest też opowieścią o wyborach – czasem trudnych i na pierwszy rzut oka podszytych egoizmem, chęcią realizacji własnych ambicji, jak i opowieścią o solidarności grupowej, etyce i uczciwości sportowej. 
    Tej książki nie da się opowiedzieć jak dobrze rozpisanej obyczajówki czy kryminału i nie da się też czytać bez emocji. Każde jej zdanie aż kipi od uczuć: tęsknoty, zawodu, smutku, żalu, ale i radości z małych-wielkich spraw, jak choćby głębi rodzinnych więzi. Jak to bywa w wywiadach, falami wylewa się tu subiektywizm, na przykład wtedy, gdy przychodzi Berbece wypowiedzieć się na temat Polskiego Związku Alpinistycznego. I nie trzeba się znać na alpinizmie i himalaizmie, ani orientować się w zakopiańskich realiach, by zrozumieć, co jest istotą tej opowieści. 
     To pierwsza od dawna książka, przy której buczałam rzewnymi łzami – bo człowiek wie (cały świat wie), jak skończą się losy głównych postaci i podświadomie się przeciw temu buntuje, nie godzi się na finał odegrany w górskich szczelinach - a przecież to koniec napisany nie ręką pisarza, lecz ręką losu.   


ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA WERSJI PRASOWEJ KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ    
WYDAWNICTWU PRÓSZYŃSKI I S-KA

19 sierpnia 2017

Powietrze napełniło się cieniutkim jękiem niewidzialnych kul – S. Rembek, W polu, s. 311.

Okładka książki W polu    Powstanie listopadowe, powstanie styczniowe, kampania wrześniowa, powstanie warszawskie, powstanie w getcie, nawet Wiosna Ludów czy rabacja galicyjska to starcia zbrojne, które od lat mają trwałe miejsce jako temat tekstów literackich. Inaczej ma się sprawa z wojną polsko-bolszewicką. Nie licząc filmu Hoffmana, nie jest to motyw obecny w tekstach kultury. Może zmieni się to za sprawą wydawnictwa Latarnia, które w 2016 roku wydało powieść „W polu”. 
     Jej autor – Stanisław Rembek – brał udział w kampanii wrześniowej, obronie Warszawy w 1939, podczas okupacji angażował się w tajne nauczanie, a w okresie dwudziestolecia międzywojennego był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej. I „W polu” jest powieścią wyrosłą na tych właśnie doświadczeniach. 
     Jej bohaterem są żołnierze 7 kompanii strzelców – niby to bohater zbiorowy, ale składają się na niego mikroopowieści o niejednym członku tej organizacji bojowej. Na przykładzie tych tragicznych i smutnych pojedynczych losów czytelnik poznaje odhumanizowane i odbrązowione realia wojny: natarcia, odwroty, chaos walk, długie godziny czekania w okopach, wojnę nerwów, brud, głód, choroby – z zakaźnymi na czele, brak snu, próby ocalenia (?), przywrócenia (?), zachowania (?) choć resztek normalności zachowując umiejętność śmiechu czy budowania koleżeńskich relacji. Realia wojny to realia zachwianej dyscypliny, godności ludzkiej, upadek morali, koniec rodzin (co widać na przykładzie Robaków – trzech braci: Michała, Józefa, Antoniego), a z wypowiedzi bohaterów wyczytać można ogólnonarodowe nastroje społeczne czy polityczne – zmęczenie aktualną sytuacją, rozczarowanie, konieczność znalezienia sposobu wyjścia z obecnego impasu. A diagnozy typu: „Bo Polacy, panie poruczniku, uznają jakiś dziwny nakaz niepotrzebnego cierpienia. Nazywa się to poświęceniem czy ofiarnością, ale zdaje się być raczej narzucone przez dość powszechną u nich zawiść” (s. 252) nie podnoszą w grupie ducha. 
     Wszyscy ci bohaterowie podlegają temu samemu czasowi – nie pór dnia czy dób, ale jest to czas odmierzany kolejnymi starciami i zaczepkami. Z kolei trzecioosobowa narracja tej książki raz jest powolna, monotonna i leniwa - jak godzinne oczekiwania w okopach, a innym razem gna zdaniami krótkimi, urywanymi, wręcz żołnierskimi - jak kompania szykująca się do natarcia lub odwrotu.
       I w błędzie jest ten, kto sądzi, że powieść ta dostarczy czytelnikowi niesamowitych opowieści o niesamowitych bohaterach, którzy przyczynili się później do powstania mitu o tzw. cudzie nad Wisłą – brak tu krystalicznych postaw, niepodważalnych i bezdyskusyjnych dowodów odwagi. Są za to ból, cierpienie, często głęboko skrywane bunt, zawód, zmęczenie oraz osaczający strach. A to wszystko razem czyni „W polu” pozycję na wskroś wiarygodną i autentyczną, napisaną doświadczeniami i historią.     

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ
WYDAWNICTWU LATARNIA         

18 sierpnia 2017

...Należy chronić młode niewiasty przed lekturami nadmiernie frywolnymi i jałowymi... A. Brzezińska

   Z tego, co zauważam, jesień usłana będzie wieloma niesamowitymi propozycjami książkowymi. Był wpis o ofercie Grupy FOKSAL, dziś pora na Wydawnictwo Literackie. Z Krakowa mogą już od dziś wędrować do naszych domowych bibliotek naprawdę ciekawe propozycje – o różnej tematyce i różną narracją prowadzone. Sami popatrzcie:

Orhan Pamuk, Rudowłosa, przeł. Piotr Kawulok
Wydawnictwo Literackie, 17 sierpnia

„Za życiem, które wiedziemy, zawsze kryją się teksty. Freud próbował nam powiedzieć, że nieświadomość człowieka składa się właśnie z nich. Nie musimy żyć w bibliotece. Te teksty w nas wnikają. Wsiąkają w nas ze społeczeństwa, z naszego otoczenia, nawet jeśli w ogóle nie czytamy… Bardzo mocno powiązana jest też z tą kwestią religia. Religie monoteistyczne czerpią pełnymi garściami ze starożytnej Grecji i Egiptu. Najciekawsze jest to, jak bardzo różne opowieści są do siebie podobne. W tej powieści konfrontuję ze sobą dwie takie historie i prowokuję czytelnika do myślenia”. Orhan Pamuk
Okolice Stambułu, upalne lato roku 1986. Ojciec nastoletniego Cema z powodów politycznych zostaje zamknięty w więzieniu, chłopak – chcąc opłacić kursy przygotowujące do egzaminów wstępnych na studia – musi znaleźć pracę. Zatrudnia się jako pomocnik mistrza studniarskiego. Co wieczór, by odetchnąć po całym dniu ciężkiej fizycznej pracy w palącym słońcu, studniarz i Cem opowiadają sobie rozmaite historie, m.in. dwa wielkie mity – grecki, o królu Edypie, niczego nieświadomym zabójcy swojego ojca i mężu własnej matki, oraz perski, o wojowniku Rostamie, który w ferworze walki bezwiednie dopuszcza się synobójstwa.
Pewnego wieczoru, gdy mistrz i nastolatek – których relacja coraz bardziej zaczyna przypominać tę łączącą ojca i syna – wyruszają do pobliskiego miasteczka Öngören, Cem poznaje rudowłosą aktorkę teatralną i obsesyjnie się w niej zakochuje. Chłopak nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że całe to lato – ludzie, których w tym czasie poznał, historie, które usłyszał – oraz Rudowłosa na zawsze zmienią jego życie…
„„Rudowłosa” jest powieścią zbudowaną z zazębiających się wątków i następujących jeden po drugim zwrotów akcji, pełną aluzji historycznych i społecznych; powieścią, która stawia przed nami nowe fakty, wymagające od nas refleksji. Jest powieścią uniwersalną, która uwspółcześnia antyczną tragedię”. Hasan Bülent Kahraman, „Sabah”
„Jest to książka wielowarstwowa: powieść o konsekwencjach puczu z 1980 roku, powieść psychologiczna, powieść o ostatnich trzydziestu latach w tureckiej historii, powieść o możliwości czy niemożliwości bycia jednostką w Turcji, powieść o tragedii kobiet w tym kraju, powieść o niepokojącej metaforze studni… Słowem, powieść Orhana Pamuka. Trzeba ją przeczytać”. Murat Bjeduğ, „T24”


Anna Brzezińska, Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach
Premiera, 14 września
Władza, polityka i  gry o tron w  epoce Jagiellonów
Tej samej listopadowej nocy w Krakowie na świat przychodzą dwie dziewczynki: karlica Dosia – nieślubna córka służącej i słodownika, oraz Katarzyna – potomkini królewskiej pary. Jest rok 1526. Kilka lat później Dosia zostaje sprzedana na dwór jako podarek dla królowej Bony. Maskotka jednak okazuje się sprytniejsza niż wszyscy myśleli. Ma dostęp do królewskiego stołu, śpi w komnacie królewien i towarzyszy córkom Zygmunta Starego – Jadwidze, Izabeli, Zofii, Annie i Katarzynie – od pełnego nadziei dzieciństwa aż po nieszczędzącą im upokorzeń dorosłość. Zna ich lęki i marzenia. Ociera łzy królewny Anny, kiedy zalotnicy wybierają jej młodszą siostrę Katarzynę, przynosząc Annie wstyd i upokorzenie. Podąża śladami Bony Sforzy knującej kolejną intrygę przeciwko wybrance serca Zygmunta II Augusta. Czuwa u boku królewny Katarzyny, nieszczęśliwej i uwięzionej przez chorego psychicznie króla Szwecji Eryka XIV w twierdzy Gripsholm pod Sztokholmem, stając się powierniczką swej pani i skrycie usuwając z jej drogi wrogów. Oczami karlicy Dosi poznajemy koleje królewskiego życia, obserwujemy damy dworu, mieszczki, wieśniaczki i ladacznice. Zaglądamy do wawelskich komnat, pracowni alchemików, izb porodowych i do domów rozpusty.  Dosia widzi wszystko. I nie zapomina...
Zaskakująca, nowatorska, fabularyzowana opowieść o wyjątkowym momencie w historii Polski, w którym dynastia Jagiellonów znajduje się u szczytu potęgi i na skraju przepaści zarazem.
Obowiązkowa lektura dla miłośników dobrej literatury i wielkiej historii. Dla wszystkich, którzy czekali na brawurową opowieść o przeszłości, przypominającą książki Pawła Jasienicy. Dzieło totalne.

„Czegoś takiego jeszcze nie było. Opowieść o renesansowej Polsce, Wawelu i jagiellońskich królewnach - z kobiecego punktu widzenia. A kobiety widzą więcej, bo widzą i kuchnię, i sypialnię, i skarbiec, i stajnię. Słyszą szepty w kuluarach, wyczuwają pismo nosem. To wszystko jest w tej książce, przeczytałem z zapartym tchem”. Wojciech Orliński, "Gazeta Wyborcza".

Z książki: „...Należy chronić młode niewiasty przed lekturami nadmiernie frywolnymi i jałowymi... Na największą swobodę przyzwalał chyba fra Sabba Castiglione, który przestrzegał, że kobieta nieumiejąca czytać wielkich włoskich pisarzy i poetów — Dantego, Petrarki i Boccaccia — będzie prostacka. Ale i fra Castiglione przestrzegał przed nadmiarem swawolnych lektur i powodował nim raczej zachwyt nad arcydziełami literatury włoskiej niż przyzwolenie, żeby młoda panna czytała, co jej tylko wpadnie w ręce...”

Anna Brzezińska – ceniona pisarka i historyczka, trzykrotna laureatka Nagrody im. Janusza A. Zajdla, prestiżowego polskiego wyróżnienia w dziedzinie fantastyki, autorka powieści i opowiadań, uznana felietonistka. Gdy nie pisze, pielęgnuje ogród, w którym hoduje historyczne odmiany róż i jabłoni.


Hanna Kowalewska, Góra śpiących węży
Polecamy kontynuację znakomitej powieści Tego lata w Zawrociu
W Górze śpiących węży – kontynuacji Tego lata, w Zawrociu – Matylda musi jeszcze raz zmierzyć się z przeszłością i rozwikłać kolejną rodzinną zagadkę. Kim był jej ojciec, który zginął, gdy miała pięć lat? Dlaczego pamięć o nim została niemal całkowicie wymazana z rodzinnych opowieści, a pamiątki po nim zamknięte na klucz w pawlaczu? Czy znalezione tam stare zdjęcia pomogą wyjaśnić tajemnicę jego śmierci?
Krok po kroku, ze strzępków wspomnień, z urywków rozmów, których nie chce kontynuować jej matka, z historii osobliwej rodziny Malinowskich, z którą pozornie niewiele ją łączy, Matylda układa obraz swojej przeszłości, dzieciństwa i zawikłanych rodzinnych relacji. Nie spodziewa się, jak wiele demonów z przeszłości obudzi. A i teraźniejszość przyniesie niejedną niespodziankę... Im więcej faktów poznaje, tym więcej ma wątpliwości czy zna tak naprawdę swoich najbliższych…
Refleksyjna i znakomicie napisana powieść o szukaniu własnych korzeni, przemilczanych krzywdach, a także o świecie teatru, głośnej i modnej Warszawie, o spokojnej prowincji, która jak każde miejsce na świecie ma też swoje sekrety.
 
Z powieści: „Jesień, babko. Szary i zadeszczony listopad. Kilka tygodni nie zaglądałam do pamiętnika. Nie napisałam w nim ani jednego słowa — do ciebie, do Michała, do siebie. Dobrze mi było z wewnętrzną ciszą, z brakiem pytań i z tą dziwną pewnością, że mimo odejścia Michała i paru innych przykrych niespodzianek wszystko jest tak, jak powinno być. Było, ale już nie jest. Zanim jednak do tego doszło, Zawrocie trwało we mnie jak słoneczna kryjówka, w którą można się wsunąć w każdym miejscu i czasie, niepostrzeżenie dla innych — w pół kroku, w pół słowa. Byłam tu, w mieście, i jednocześnie tam, za wysokim parkanem, wśród drzew, odurzona zapachem sierpniowego zmierzchu, otulona ciepłem płynącym z kominka i muzyką Pawła. Azyl. Ty też w nim byłaś, bezcielesna, ale wszechobecna, jak światło i cień, jak powietrze. Co ty na to, babko? Nie jesteś zdziwiona? Oczywiście, że nie! Stare czarownice nie są skłonne do zdziwień. Zostawiłaś w Zawrociu część duszy — zdajesz się mówić. Dobrze, że w ogóle udało ci się stamtąd wyjechać. Stało się tak, bo sobie tego życzyłam. Gdybym miała inne plany…”


Jürgen Thorwald, Dawna medycyna
przeł. Albin Bandurski i Janina Sczaniecka

Autor „Stulecia chirurgów” i „Ginekologów” ponownie w WLu!
Medycyna w świecie starożytnych cywilizacji                                
Autor „Kruchego domu duszy” i „Pacjentów” na tropie tajemnic starożytnych lekarzy Fascynująca opowieść o wielkich cywilizacjach i ich wkładzie w rozwój medycyny. Na długo przed Hipokratesem, nad Nilem, między Eufratem i Tygrysem, u stóp meksykańskich wulkanów czy peruwiańskich Kordylierów wybitni lekarze stawiali czoło przeróżnym chorobom i schorzeniom. Stosowali pierwotne formy antybiotyków w leczeniu ran, amputacje, zabiegi chirurgiczne i trepanacje czaszki (a to wszystko bez znieczulenia!). Co więcej, nieobce im było cesarskie cięcie, operacja zaćmy czy przeszczepy skóry, a jedna trzecia znanych i używanych obecnie ziół była wykorzystywana przez lekarzy w starożytnym Egipcie. Wydaje się niemożliwe? A jednak!

Jürgen Thorwald z reporterską precyzją ukazuje kunszt antycznych lekarzy, każdy rozdział rozpoczynając rysem historycznym danej kultury. Napisana z pasją, erudycją i wyczuwalnym podziwem dla praojców medycyny oraz bogato ilustrowana książka prowadzi czytelnika w świat wysoko rozwiniętych cywilizacji Egiptu, Mezopotamii, Indii, Peru, Chin i Meksyku. Prezentuje dorobek badań medyczno-historycznych i przegląd świata medycyny pięciu starożytnych kultur.
Wielki talent narracyjny i żywy język – dzięki nim opowieści Thorwalda czyta się jak wciągający kryminał, a zarazem non-fiction w najlepszym wydaniu.

Z książki: „Wzmianki o nakłuciuzaćmy, przekazane w kodeksie króla Babilonii Hammurabiego,pochodziły z pierwszej połowy II w. p.n.e. Operacja zaćmy stanowiła tylko część pionierskich osiągnięć chirurgicznych spisanych w zbiorze Suśruty. W dwóch dalszych przypadkach prawie nie ma wątpliwości co do tego, że metoda w nich zastosowana znalazła swoją drogę ze Wschodu na Zachód jako podarunek dawnych Indii dla medycyny śródziemnomorskiej i zachodniej”.


Madeleine Thien, Nie mówcie nam, że nie mamy niczego
przeł. Łukasz Małecki
Nominowana do Nagrody Bookera powieść kanadyjskiej pisarki, której talent zachwycił samą Alice Munro.
„Ojciec opuścił nas dwukrotnie w ciągu jednego roku. Po raz pierwszy, aby zakończyć swoje małżeństwo, i po raz drugi, gdy odebrał sobie życie”. Przyczyny rodzinnej tragedii, która stała się udziałem Marie Jiang, sięgają głęboko w przeszłość, a o ich odkryciu zadecyduje przypadek. Marie, nauczycielka matematyki w Vancouver, pochodzi z rodziny chińskich emigrantów. Wiele faktów z życia swoich bliskich pozna jednak dopiero dzięki obcej osobie – studentce z Pekinu, która uciekła do Kanady po masakrze na placu Tiananmen. Dowie się między innymi, że ojciec był studentem konserwatorium w Szanghaju. Dlaczego nigdy jej o tym nie opowiedział? Dlaczego w ich domu nie było fortepianu, na którym ponoć grał po mistrzowsku? Rodzinna historia, którą Marie powoli składa z okruchów wspomnień i świadectw różnych osób, okazuje się być kłębkiem skomplikowanych relacji uczuciowych i wielu dramatów, rozgrywających się w cieniu, ale i  w bezpośrednim następstwie, totalitarnej polityki Mao Zedonga. Epicka i liryczna, zbudowana kunsztownie niczym sonaty Bacha, które pobrzmiewają na wielu jej stronach, melancholijna, pełna humoru i ciepła powieść Madeleine Thien jest uważana za jedno z najważniejszych wydarzeń 2016 roku.

„Jestem zaskoczona przejrzystością jej stylu, łatwością, z jaką pisze, swego rodzaju emocjonalną czystością”. Alice Munro

Madeleine Thien (ur. 1974) – kanadyjska pisarka o chińsko-malezyjskich korzeniach, autorka powieści i opowiadań. Laureatka wielu prestiżowych wyróżnień, m.in. Canadian Authors Association Award, Kiriyama Pacific Rim Book Prize. Jest uważana za najlepiej zapowiadającą się autorkę młodego pokolenia w Kanadzie, jej debiut zachwycił Alice Munro, która uznała Thien za „wyjątkową pisarkę”. Studiowała taniec współczesny i literaturę. Mieszka w Montrealu.


Fleur Daugey, Sekrety zwierząt. Złap trop i podążaj za śladami
przeł. Andrzej Stańczyk
Fascynujące tajemnice świata, który szczeka, miauczy, syczy, bzyczy, ryczy, buczy, muczy, kląska i pohukuje…
Zwierzęta - dzikie i te oswojone, nasze domowe pieszczochy – mają wiele sekretów. Pora je poznać. Dzięki Fleur Daguey odkryjesz, że twój ulubiony kot może stać się prawdziwym zabójcą, niektóre ryby są w stanie przeżyć nawet w temperaturze 50°C, a japońskie makaki dzielą się między sobą… kulinarnymi przepisami! Poczujesz dreszcz na plecach, czytając o tygrysach ludojadach i żarłocznych ptasznikach… Nauczysz się też w końcu odróżniać gawrony od kruków, a pingwiny od alek. W tej zielonej książeczce, kontynuacji bestsellerowych Sekretów roślin Anne-France Dautheville, znajdziesz ponad 300 anegdot, historyjek i legend na temat zwierząt. Są poważne i zabawne, czysto naukowe i bardzo praktyczne, użyteczne i całkiem zbędne, i niezmiennie nas fascynują oraz zaskakują.
„To niesamowite i zadziwiające bestiarium, to florilegium autorstwa Fleur, ucieszy z pewnością każdego miłośnika przyrody. Są tu i deszcze żab lecące z nieba, i grzyby atakujące mrówki, i niezwykłe dzieje owczarka Rintintina, i karłowate słonie śródziemnomorskie, a jeszcze do tego opowieści o zdumiewającej pamięci ryb, o boginiach-wężach, o stworzeniach odpornych na zamarzanie, o inteligencji ośmiornicy – pałac odkryć, przez który prowadzi nas Fleur Daugey, wydaje się nie mieć końca. Liczne cytaty, od Marguerite Yourcenar po Pierre’a Perreta, wiersze, a także mityczne przygody Greków czy Indian przypominają nam, że zwierzęta nie przynależą jedynie do dziedzictwa przyrodniczego, ale są także bardzo głęboko wpisane w kulturowe dziedzictwo ludzkości – i wciąż drzemią w zakamarkach naszej nieświadomości. W chwili obecnej, gdy przyroda jest rujnowana przez działalność człowieka, zaczynamy tęsknić za zaginionymi zwierzętami. Wraz z nimi utraciliśmy nasze totemy, legendy, najbardziej magiczne i najsilniejsze źródła naszej wyobraźni. (…) Oby ta książka przyczyniła się do tego, byśmy na nowo rozpalili w sobie zainteresowanie dla dzikiej przyrody i dla żywych, wolnych zwierząt”. Marc Giraud – przyrodnik, pisarz i dziennikarz radiowy

Fleur Daugey – autorka książek o zwierzętach i książek dla dzieci, dziennikarka. Studiowała psychologię i etologię. Laureatka Environment’s Book Prize, Amerigo Vespucci Prize oraz La science se livre Prize.


Laetitia Colombani, Warkocz
przeł. Małgorzata Kozłowska
Siła kobiet. Trzy poruszające współczesne historie, splatające się w walce bohaterek z przeciwnościami losu.
Smita mieszka w Indiach. Należy do Dalitów – kasty ludzi nietykalnych, na najniższym miejscu w hierarchii społecznej. Zajmuje się czyszczeniem latryn. W szkole jej córka jest bita i poniżana. Smita chce odmienić jej los. Ucieka z córką do oddalonej o tysiąc kilometrów miejscowości. W drodze zatrzymuje się w świątyni Tirupati. Prosi Wisznu o łaski i w darze obcina włosy. To największa ofiara, pozbycie się własnego ego, ukorzenie przed bóstwem.
Sara jest prawniczką w znanej kancelarii w Montrealu. Wiecznie zajęta, ciągle w pracy, całkowicie skupiona na karierze. Pewnego dnia słyszy przerażającą diagnozę: nowotwór. W trakcie radioterapii traci włosy. Traci też posadę, gdyż szefowie uznają, że choroba nie da się pogodzić z pracą na pełnych obrotach.
Guilia ma dwadzieścia lat, jej rodzina prowadzi zakład produkujący peruki z naturalnych włosów. Gdy ojciec dziewczyny ulega śmiertelnemu wypadkowi, Sycylijka musi przejąć rodzinny interes. Firma stoi na skraju bankructwa. Matka zmusza Gulię do małżeństwa  z synem lokalnego bogacza, w zamian za wykup hipoteki. Jednak dziewczyna ulokowała swoje uczucia w kimś innym. Ukochany podpowiada rozwiązanie – import włosów z Indii.
Losy tych trzech kobiet, które dzielą kontynenty, kultury i osobiste doświadczenia, splotą się pewnego dnia w przedziwny sposób. Niczym warkocz…

 „Fenomen wydawniczy – ta książka wywołała wielkie poruszenie, jeszcze zanim się ukazała. Była sensacją targów książki w Londynie – 16 krajów zakupiło prawa do tłumaczenia. Znakomity materiał na film i niezaprzeczalnie udany debiut”. RTL

Laetitia Colombani (ur. 1976) – aktorka, scenarzystka, reżyserka. Warkocz to jej literacki debiut, który trafił na szczyt listy bestsellerów francuskiego Amazona. Prawa wydawnicze sprzedano do 16 krajów.


Andrea de La Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt, Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości
przeł. Maria Jaszczurowska
 
Boże Narodzenie w Alei Minionych Czasów.
Nadszedł listopad. Jesień była tak wspaniała, jak może być tylko przy Alei Minionych Czasów, w samym sercu Paryża. Minęło dokładnie pięćdziesiąt dziewięć dni od tamtego upalnego sierpniowego dnia, kiedy to Mademoiselle usiadła na zielonym jedwabnym dywanie, uniosła się nad podłogą, po czym wyfrunęła przez balkon. Isabella została sama w mieszkaniu Juliette Oiseau. Dopiero teraz zorientowała się, że pod fantazyjnymi falbankami i żabotami kryją się mroki przeszłości. Dawne życie skrywa liczne tajemnice i spieszne pożegnania, ale zostały po nim marzenia i siła siostrzanej miłości. Isabella musi szybko wyruszyć na poszukiwanie prawdy, zanim będzie za późno, i uratować wigilijną tradycję, o której jej ekscentryczna przyjaciółka najwyraźniej chce zapomnieć.

„Napisana w baśniowej konwencji opowieść o odnajdywaniu piękna w codzienności. Zilustrowana w sposób rozbudzający wyobraźnię przenosi czytelników w świat, w którym każda chwila może stać się świętem”. Dobre Książki Magazyn

Andrea de La Barre de Nanteuil (ur. 1976) – mieszka w Paryżu, zawodowo zajmuje się modą jako specjalista PR. Ukończyła uniwersytet w Lund, studiowała też w ESCP Europe w Paryżu. Jest autorką serii książek dla dzieci z Mademoiselle Oiseau oraz książki POMPOMDOOZLES.
Lovisa Burfitt (ur. 1973) – jedna z najzdolniejszych współczesnych skandynawskich ilustratorek. Absolwentka Szkoły Mody Beckmana oraz Królewskiego Instytutu Sztuki w Sztokholmie. Po studiach zamieszkała w Paryżu, gdzie rozwinęła karierę jako projektantka mody i ilustratorka. Obecnie mieszka w Aix-en-Provence.