17 maja 2018

(…) najlepiej krzyczeć o dziwności czy dramatyzmie niektórych sytuacji – Eliza Segiet

Dziś kolejny z rzadkich tu wywiadów. Ponownie swoimi refleksjami o pisaniu, spotkaniu z czytelnikiem, zmaganiu się z poetyckimi intuicjami czy oswajaniu tematów opowie Eliza Segiet. Spotkałyśmy się przy okazji jej ostatniego tomiku - "Magnetyczni". 





M.G. - Jak długo poeta „dojrzewa”, by zdecydować się pisać o tak traumatycznych wydarzeniach jak Zagłada? Jak długo nosi w sobie te obrazy i tematy? Bo trudno mi sobie wyobrazić, że miałaby to być decyzja jednej minuty.

E.S. To jest bardzo trudne pytanie. Prawdopodobnie gdzieś w podświadomości nosiłam w sobie te obrazy. Pierwszy wiersz z tak zwanych wojennych „przyszedł” do mnie nocą. Wstałam i po prostu go zapisałam. Później powstało jeszcze kilka wierszy o tej tematyce (są zamieszczone w „Chmurności”). W pewnym momencie zrozumiałam, że muszę „wykrzyczeć” ten okrutny czas, w którym przyszło żyć ofiarom wojny. Zrobiłam to w „Magnetycznych”, ale zdaję sobie sprawę, że nie da się w kilkudziesięciu wierszach opisać czasu, w którym ludzie niejednokrotnie tracili wiarę w człowieka.

- Czy pisząc tak osobiste wiersze, tak głęboko zakorzenione w przeżyciach rodzinnych, myśli się o potencjalnym odbiorcy i o jego interpretacji? A może raczej nadrzędne staje się wyrażenie własnych uczuć i przeżyć?

Piszę wiersze, bo lubię to robić. Czy myślę o interpretacji potencjalnego odbiorcy?
W literaturze i w sztuce piękne jest to, że każdy ma prawo do własnej interpretacji. Nie zawsze odbiorca widzi, czuje to, co autor miał do przekazania. Odbiorca ma możliwość własnej analizy, swojego odbioru każdego dzieła, czy jest to utwór literacki, czy obraz, rzeźba…
Kiedy kończę pisać wiersz, zastanawiam się, czy jest czytelny. Staram się pisać tak, aby każdy był w stanie zrozumieć przekaz. Oczywiście nie zawsze się tak staje. Na przykład moje „wojenne” wiersze, inaczej „przemawiają” do kogoś kto przeżył ten koszmar, a inaczej do kogoś kto tę historię zna z filmów, literatury czy opowieści. Zresztą podobnie jak ja. Mogę być tylko przekaźnikiem zasłyszanych sytuacji z tamtego okrutnego czasu, które mocno we mnie się zakorzeniły.

- Jaki jest Twój sposób radzenia sobie z dramatycznymi wydarzeniami i traumatycznymi przeżyciami, nawet jeśli dotyczą one doświadczenia zbiorowego, nie odosobnionego, wybitnie indywidualnego?

Nigdy nie rozumiałam, dlaczego ludzie krzywdzą innych, nigdy nie pogodzę się z tym, że w człowieku może być tak bardzo dużo zła. Przecież każdy rodzi się dobry, a w ciągu życia doświadcza innych wartości, które potrafią go zmienić.
Jak sobie radzę? Trudno jest odpowiedzieć na takie pytanie. Wojnę znam tylko z przekazów słownych, literackich czy filmowych.
A inne przeżycia? Najczęściej zamykam się w sobie. Najbezpieczniej jest we własnym „kokonie”. Jeżeli sama jako jednostka nie jestem w stanie naprawić czegokolwiek w społeczeństwie, w świecie to nie widzę powodu, dla którego mam prowadzić jakąś walkę na słowa czy czyny. Może jak w jednym z wierszy „Na nic potrzebny krzyk / gdy wszyscy obok ogłuchli…”. W ciszy swojego „ja” najlepiej krzyczeć o dziwności czy dramatyzmie niektórych sytuacji.
A jeśli problem dotyczy mnie? Łzy! Bardzo pomagają, a później poradzenie sobie z tą konkretną sytuacją.

- Levinas, niezmiernie doświadczony przez wojnę i Holocaust francuski filozof żydowskiego pochodzenia, mówiąc o spotkaniu, kontakcie z człowiekiem, twierdził (upraszając), że odbywa się ono na gruncie etyki, że ten spotykany drugi (Inny) jawi się jako nauczyciel, staje się wyzwaniem, należy się na niego otworzyć i przyjąć go z całym jego bogactwem, trzeba „(…) siebie obalać: dokonać aktu obalenia w sensie, w jakim mówi się o obalonych królach. Obalenie tej suwerenności jest dla ja społeczną relacją z drugim, relacją bez-inter-esowną”. Ty z kolei mówisz: „Miliony,/ kiedyś wolnych ludzi/znika, musi się ukrywać” oraz: „ Moje/ wpółmartwe ja/ jeszcze ma pragnienia./ - Pójdę w stronę,/ gdzie nikt do nikogo nie strzela”. Gdzie tu jest miejsce na to „pouczające”, pełne bogactw spotkanie? A może w kontakcie z konkretnym doświadczeniem filozoficzne teorie szybo i brutalnie zostają obalone?

Jak zauważyłaś u Levinasa, „Inny” to „nauczyciel (…), na którego należy się otworzyć i przyjąć go z całym bogactwem…”. W tym kontekście nie możemy zaprzeczyć, że właśnie ten Inny – nauczyciel nauczył nas innego patrzenia na rzeczywistość, może – jak powiedziałaś – to jest „pełne bogactw spotkanie”. Może właśnie zrozumienie, że nie każdy jest przyjacielem, ale też nie wszyscy są wrogami jest najlepszą nauką wynikającą z kontaktu z Innym.
    Uważam, że Inny to zawsze indywidualny człowiek, nie ma dwóch identycznych osób. Każde spotkanie z bliźnim, każda relacja interpersonalna, konfrontacja zawsze czegoś uczą. Czasem uświadamiają nam jak dużo możemy znieść. Myślę, że tak było w tamtych czasach. To właśnie Inny uświadamiał nam czy znaczenie słowa „człowiek” dla każdego ma taką samą wymowę. W czasie wojny były Numery, Żydzi… W kontekście wszechobecnego strachu i lęku o życie własne i rodziny myślę, że odpowiedź nie jest trudna.
Choć oczywiście nie będę podważać teorii Levinasa, który – jak na początku zaznaczyłaś – był z pochodzenia Żydem (co nie jest bez znaczenia, gdy mówimy o czasach II wojny światowej), a w czasie wojny skutki wynikające z jego korzeni były dla niego bardzo bolesne.
Podstawowym poziomem podmiotowości dla Levinasa jest odpowiedzialność. Jednak przybiera ona skrajną postać – figurę zakładnika. Słowo „zakładnik” zapożyczył ze znaczenia, jakiego nabrało ono podczas II wojny światowej. Odpowiedzialność „zakładnika” za czyny ludzi, których ten w ogóle nie zna. Z tej figury Levins stworzył podstawę myślenia o etyce i podmiotowości, mówiąc „zakładnik to jest ktoś, kto umiera za innego, który jest za innego”. Nadrzędną kategorią już nie jest odpowiedzialność rozumiana jako odpowiedź na biedę, która może działać na naszą wolność w ten sposób, że jesteśmy w stanie odpowiedzieć na nią. pozbywając się własnego egoizmu i być dla Innego możemy pomagać komuś. Ta odpowiedzialność przyjmuje postać: „ja jestem za Innego”,ja jestem w miejsce Innego”.
W tle tej filozofii bardzo wyraźnie pobrzmiewa doświadczenie Holokaustu, który Levinas próbuje usprawiedliwić w kategorii odpowiedzialności, tzn. usiłuje zamienić śmierć, która z punktu widzenia obiektywnego rozumu, jawi się jako kompletnie absurdalna na coś, co nie jest bezsensowne. W warunkach urągających godności ludzkiej z rąk oprawców przychodziła śmierć. Ginęli niewinni: dzieci, starcy, kobiety, mężczyźni, ginęli ludzie. Oni ginęli tak, jak „zakładnik” – życie oddawali za innych, tak jak Chrystus. Dlatego, myśl Levinasa we wszystkich krajach, chrześcijańskich została od razu zaakceptowana. „Zakładnik” to jest taka postać ofiary, w której ten ruch odpowiedzialności przybiera charakter religijny. Całkowicie bierny, pasywny podmiot jest przygotowany do aktu ofiary. Wynika z tego, że stajemy się bytem za Innego, a nie jesteśmy bytem dla siebie, nie jesteśmy nawet wobec Innego.
Ponadto myślę, że należy dodać, że w dziełach Levinasa słowo „inny” jest niezwykle wieloznaczne. Może oznaczać na przykład: cierpienie, śmierć, jakiś byt i żywioły.
Mam nadzieję, że choć częściowo udało mi się przekazać „ułamek” z myśli Levinasa.

- Czy istnieje, według Ciebie, granica cierpienia, za którą człowiek już nie jest w stanie nic przyjąć? Co może ją stanowić?

Dla każdego cierpienie znaczy zupełnie coś innego. W czasie wojny pod wpływem tortur ludzie mówili to czego nie powinni mówić. Choć uważam, że ból fizyczny zawsze jest cierpieniem, z którym człowiekowi ciężko jest sobie radzić. Jest też psychika, jakże delikatny „instrument”, który doprowadzony do pewnego pułapu może być przyczyną śmierci (nawet takiej na „własne żądanie”).

- Jaka jest droga, co ją stanowi, do odzyskania utraconego człowieczeństwa?

Same trudne pytania. Nie wiem czy masz na myśli narody czy jednostki. Nie umiem odpowiedzieć na takie pytanie. Podobno „zło zwyciężaj dobrem”, ale jak ktoś utraci człowieczeństwo to nie jestem pewna czy jeszcze można coś z tym zrobić.

- Czy jesteś w stanie przyjąć (wyobrazić sobie) taki moment, kiedy kwestia Zagłady i Holocaustu przestanie być ważna, przestanie budzić emocje i, mówiąc brutalnie, zobojętnieje?

W dzisiejszym tak bardzo stechnicyzowanym świecie, w którym ważniejsze jest „mieć” niż „być”, oczywiście, że jestem w stanie wyobrazić sobie nawet taki moment. Nie stanie się to jednak szybko, ale kolejne pokolenia będą miały swoje nawarstwiające się problemy, a wojna, która wydarzyła się dawno, dawno temu nie będzie miała dla nich żadnego znaczenia.
Przecież mieszkańcy kraju, w którym teraz panuje wojna, będą swoim dzieciom, wnukom, prawnukom opowiadać o ich własnym koszmarze, a nie o czymś, co wydarzyło się w zamierzchłej przeszłości. Zawsze bieżące problemy są ważniejsze od tych, które są już za nami.
Pamięć o Holokauście zostanie zatrzymana na kartach historii świata, ale myślę, że kiedyś nie będzie wzbudzać takich emocji.
Obym się myliła!

- Czy, według Ciebie, świat pobrał lekcję z doświadczeń i tragedii II wojny światowej?

Lekcję pobrał, ale niekoniecznie coś z niej wyniósł. Wciąż jakieś wojny zabierają ludziom stabilizację, radość, domy, a przede wszystkim życie.

- Co w dzisiejszej przestrzeni publicznej może znaczyć zwrot „zobaczyć człowieka”?

Diogenes (ur. ok. 413r. p.n.e. zm. 323r. p.n.e. ) chodził po mieście z zapaloną latarnią mówiąc: „szukam człowieka”. Jak widać od zawsze ludzie byli różni, a czasami człowieka trzeba szukać.
Dla mnie „zobaczyć człowieka” to dostrzec w nim dobro.

- Dziękuję bardzo za tę rozmowę, niezmiernie szczery i osobisty wywiad. Korzystając z okazji, życzę Ci kolejnych sukcesów literackich, nagród oraz wiernych czytelników.    



Eliza Segiet - absolwentka studiów magisterskich Wydziału Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz studiów podyplomowych Wiedza o Kulturze i Filozofia tegoż samego Wydziału, ukończyła Podyplomowe Prawo Karne Skarbowe i Gospodarcze również na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Studium Realizacji Eksploatacji Telewizyjno-Filmowej w Łodzi. Absolwentka Studium Literacko Artystycznego UJ.
Wydała trzy tomiki poezji:
2013 r. - Romans z sobą
2014 r. - Myślne miraże
2016 r. – Chmurność
2018 r. - Magnetyczni
Oraz:
2015 r. - monodram Prześwity
2017 r. - utwór dramatyczny Tandem.
Autor miesiąca czerwca 2017 w The Year of the Poet 14 w USA.
Jej twórczość można znaleźć w antologiach i czasopismach literackich w kraju i poza granicami (m.in. Albania, Australia, Bośnia i Hercegowina, Indie, Kanada, Kosowo, Singapur, Szkocja, Szwecja, USA, Wielka Brytania).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz