23 maja 2015

„Matka Narodu, Matka Narodu Niemieckiego!” (s. 88)

      Jest taki rodzaj książek, że choć niewielkich rozmiarów, zapadają w pamięci, że niosą sobą mocne treści, że ich wymowa nie pozwala przejść obojętnie, że trzeba się nad nią zastanowić, zweryfikować, a nawet wnioski wysunąć. Do takich książek należy „Magda” – historia burzliwego życia żony Goebbelsa (szefa propagandy III Rzeszy) i historia jej fanatyzmu, obsesji i ideologicznego zaślepienia.
      Na wstępie trzeba powiedzieć, że „Magda” nie jest typową biografią, nie jest tekstem dokumentalnym i czysto faktograficznym. Jak  napisano w „Posłowiu” – sporo w niej faktów i sporo fikcji. Trudno jednoznacznie je od siebie oddzielić (choć najbardziej zmyślone wydają się być dialogi – bo kto dziś może przytoczyć rozmowy prowadzone w domu Goebbelsów, w bunkrze Hitlera czy podczas uroczystych kolacji?), ale razem dają spójny obraz tego, kim była „Matka Narodu, Matka Narodu Niemieckiego!” (s. 88), która z zimną krwią, stoickim spokojem i precyzją zamordowała szóstkę swoich dzieci.
       Więc kim była? Według mnie z książki Mike Ziervogel wyłania się kobieta zimna, dumna i wyniosła, ukształtowana przez prostą, nieudolną wychowawczo matkę; kobieta która podpory życiowej szukała co rusz u innego mężczyzny; Magda to dziewczyna, w której wpojone przez zakonnice: skromność, asceza, pokora i wyrzeczenie mieszają się z potrzebą indywidualizmu, niezależność oraz z przekonaniem o własnej wyjątkowości. Magda to kobieta, o wybujałym ego, która zawsze chciała być KIMŚ - niezależnie, czy w oczach kolejnego opiekuna, czy jako członkini organizacji społecznej; zawsze chciała być na czele, coś znaczyć, być wzorem i być doceniana; to kobieta która – śmiem twierdzić – walczyła z jakimś kompleksem niższości, pragnęła go za wszelką cenę zniwelować/zrekompensować; okazała się być zimna – pierwszy mąż długo z nią nie wytrzymał, odszedł zabierając ich wspólne dziecko (jak się okazało, to jedynie dziecko Magdy Goebbels, które przeżyło wojnę i doczekało starości), okrutna, kapryśna (co mogło być początkiem późniejszych, nie do wytrzymania migren), wyniosła, pogardliwa względem słabszych, prostszych, mniej zamożnych (bo przepych i wygodę Magda lubiła i to bardzo) oraz bardziej uczuciowych - początkowo oczarowany nią Goebbels szybko zrozumiał, że kobiecego ciepła oraz zainteresowania szukać musi w ramionach innych pań. Bo do szpiku kości przesiąknięta i zafascynowana faszyzmem żona ma jedynie cel, misję do spełnienia – chce dać początek czystej rasie aryjskiej, chce być wzorem dla wszystkich matek narodu niemieckiego, ma pokazać, co to znaczy być wierną sługą swojego Fuhrera i na swoje kobiece możliwości wypełnić jego misję…; chce z nim budować nowy świat i nowy porządek… Takim sposobem ta brzydząca się biologizmem kobieta, rodzi dzieci Goebbelsa na rzecz doktryny i misji Hillera.
       Dzieci było sześcioro. Żadne nie wyszło z tajnego bunkra, który początkowo miał zapewnić bezpieczeństwo, schronienie i izolację od tego pogrążającego się w coraz większym szaleństwie świecie. A przyniósł śmierć. Były w nim i „miłe” chwile – przygotowania do ślubu Fuhrera, możliwość odbycia kilku spacerów „na górę”, przytrafiające się nieoczekiwanie pierwsze w życiu zakochanie… A później zrobiła się jeszcze bardziej napięta atmosfera, żołnierze-ochroniarze bywali coraz bardziej pijani, wielki wódz bywał jeszcze bardziej (jeśli to możliwe) rozdrażniony i nieprzyjemny, a i tlenu zaczynało brakować. To wszystko  aż do pamiętnego wieczora, kiedy to Magda Goebbels wkroczyła do kuchni, jakby nigdy nic podała dzieciom zagrzane wcześniej mleko i zmęczone odesłała do łóżek. A kiedy upewniła się, że środek nasenny zadziałał, wsunęła każdemu do ust kapsułkę, główki przystroiła białymi wstążkami i spokojnie patrzyła, jak jej dowody wiary w misję Fuhrera i jej uczestnictwo w niej powoli gasną… Nawet ojciec nie miał szansy z dziećmi się pożegnać. 
       W warstwie budowy i narracji „Magda” to też książka nietypowa. Każdy z rozdziałów (8 ich) ma inną formę i rytm opowiadania. Pierwszy to wspomnienie popołudnia w domu Goebbelsów sprzed ucieczki do tajnego bunkra; drugi – wspomnienia Magdy z jej późnego dzieciństwa, w których dominują wydarzenia ze szkoły zakonnic; w trzecim  głos otrzymuje matka Magdy i jest to jej zeznanie przed komisarzem badającym zbrodnie wojenne; czwarty to zapis fascynacji Magdy ideologią nazizmu, a już przede wszystkim pasji, zaangażowania i poczucia misji, jaką przejęła od Hitlera; piąty to fragmenty dziennika Helgi – najstarszej córki Magdy – z którego możemy dowiedzieć się o życiu w bunkrze; szósty – to z precyzją i drobiazgowością narratora trzecioosobowego przedstawienie okoliczności i sam akt zamordowania dzieci przez matkę; siódmy – to bardzo sugestywna wizja życia po wojnie zrodzona w głowie Goebbelsowej; ostatni – opis przyozdabiania (na dowód czystości i niewinności) dziecięcych główek białymi wstążkami; z Magdą roztajemy się, kiedy - wraz z mężem - powolnym krokiem, udaje się do tajnego pokoju Fuhrera…

       A resztę znamy  z lekcji historii…

Wyzwanie 2.
ps - warto zwrócić uwagę na rozmazany fragment zdjęcia z okładki - widnieje na nim cała rodzina Goebbelsów z najstarszym (z pierwszego małżeństwa) synem Magdy; zdjęcie jest fotomontażem - to to ujecie: 
(zdjęcie pochodzi ze strony:http://pl.wikipedia.org/wiki/Harald_Quandt)        

1 komentarz:

  1. Wiele słyszałam o Goebbelsie, ale o jego żonie prawie w ogóle. Z chęcią sięgnę po tę książkę.
    http://ksiazkioczamidomi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń