23 stycznia 2015

Niemy bohater powieści

          Wiadomo powszechnie, że podczas II wojny światowej celem nazistów było maksymalne wykorzystanie podbitych terenów i społeczeństw; podporządkowanie sobie wszystkich i wszystkiego pod względem terytorialnym i ekonomicznym; wysysali wszystkie soki i wszelką energię z podbitych narodów. Wystarczy wspomnieć o wysyłaniu na przymusowe roboty, obozach pracy, o Oświęcimiu i Brzezince, o Franku urzędującym – niczym jeden z monarchów - na Wawelu i propagandzie Gebbelsa. 
        Ale poza tym fizycznym i gospodarczym wyzyskiem był i kulturowy. Grabili działa sztuki, przywłaszczali, wywozili do III Rzeszy lub zatrzymywali na własność jako trofeum, zdobycz wojenną. Polska do dziś szuka wielu obrazów, co jakiś czas jakiś wraca do muzeum (jak słynna Żydówka z pomarańczami Gierymskiego, która w 2010 roku pojawiła się na jednej z licytacji), ale chcąc wierzyć pogłoskom to kropla w morzu zgub (spora ich lista tu). 
        Jednym z takich zaginionych artystycznych skarbów jest Portret Młodzieńca Rafaela Santi. Jak można przeczytać w źródle, dzieło (…) przedstawia siedzącego na tle gładkiej ściany mężczyznę, zwróconego w trzech czwartych w stronę widza. Z prawej strony płótna znajduje się okno, za którym rozciąga się pejzaż, a z lewej nakryty tkaniną stół, na którym wspiera swoją prawą rękę portretowany. Ubrany jest on w białą koszulę, na którą narzucone jest futro, podtrzymywane przez lewą dłoń. Na głowie ma czarną czapkę, spod której na ramiona opadają długie, brązowe włosy. Mężczyzna ma regularne rysy twarzy, prosty nos i ciemne oczy. Patrzy wprost na widza (źródło cytatu).Portret był częścią zbiorów Czartoryskich, którzy ostatecznie umieścili go w Muzeum w Krakowie (ul. Jana). Obraz zaginął 1945 roku i dziś znany jest jedynie z wykonanych przed wojną zdjęć. Właśnie wokół tego tematu – zaginięcia (kradzieży?), poszukiwań, snucia domysłów o miejsce pobytu obrazu – toczy się akcja Bezcennego.




         W ogólnym zarysie należy powiedzieć, że to opowieść o tym, jak grupa czterech niezwiązanych ze sobą, wybranych przez specjalistów i pobłogosławionych przez premiera RP osób jedzie na misję, której celem ma być odzyskanie (wszelkimi sposobami i za wszelką cenę) obrazu. Grupę tworzą: były komandos, mówiąca śmieszną polszczyzną nieokrzesana Szwedka-hakerka, najskuteczniejszy w kraju marszand i pracownica Ministerstwa Kultury. Ich droga po Młodzieńca prowadzi z Polski do USA, znów do Polski, i do Szwecji, i Chorwacji, i do Polski – a konkretniej do Zakopanego, w którym zaczęła się (wierząc powieści) akcja znikania obrazu. 
          Jak dla mnie ta akcja jest zbyt szybka, przypomina amerykańskie filmy szpiegowskie klasy b, czytelnik gna za bohaterami, jakby brał udział w wyścigu, a jedna scena jest mniej prawdopodobna od drugiej. Wszystko przypomina oglądany film akcji, a nie czytanie powieść o obrazie w roli głównej. Jest w niej sporo wydarzeń, które odstają od powszechnie znanej rzeczywistości – co nie znaczy, że są wyssane z palca, mnie po prostu jest trudno uwierzyć, że świat wielkiej polityki i międzynarodowych szarad wygląda właśnie tak, a nie inaczej (a może faktycznie tak jest – stąd te dyplomatyczne afery). Takim sposobem poszukiwanie cennego dzieła sztuki przypomina gangsterskie potyczki a nie dbanie o kondycję polskiej kultury. Również konstrukcja kilku postaci jest dość wątpliwa. Szwedka ma być skonstruowana na wzór Lisbeth Salander, a wychodzi jej blada i mało wiarygodna kopia. Z kolei Anatol jest super-hiper komandosem, który niczym Bond ratuje wszystkich z opresji, ale kłopot w tym, że przeciętny czytelnik nie ma raczej większego pojęcia o pracy polskiego wywiadu i służb specjalnych; ten rys jest dość mało przekonujący i mglisty, więc taki wywiadowczy jak ja laik może trochę błądzić. 
        Według mnie sporym walorem powieści jest język. Dosadny, szorstki, chwilami wręcz męski – jak świat żołnierzy, najemników  i komandosów; zdania czasami są krótkie, urywane, sekwencje wypadają narratorowi jak naboje z broni. Z kolei rozdziały i akapity o sztuce – szczególnie te wypowiadane przez Zosię, długie, monologizowane, z indywidualną, całkowicie odcinająca się narracją – są barwne, plastyczne, rozbudowane, szczegółowe, ale pełne profesjonalnego dystansu (czasem wręcz ironii) i obiektywizmu. Takim sposobem każdy z bohaterów mówi swoim językiem i zyskuje indywidualne rysy. Zosia – zakochana w sztuce, z cieniem osobistej niespełnionej miłości w pracy jest konkretna, cyniczna, uparta, perfekcyjna i nieugięta; Lisa – przykład mężczyzny w damskim przebraniu - bezpośrednia do bólu, pozbawiona instynktu dyplomacji i wyważenia, po polsku najlepiej umie kląć; Karol – pedantyczny, pompatyczny gość, który w swoim fachu nie ma sobie równych i sztukę negocjacji opanował do perfekcji; Anatol – szorstki, konkretny, chętny do działania, do którego bardziej przemawia słowo na „k” niż zwykłe „proszę”. Choć to skrajnie różne osobowości, w działaniu doskonale się dopełniają i współpraca wychodzi im na medal. 
       Bezcenny to też książka, z której czytelnik dowiaduje się tego-i-owego z zakresu historii malarstwa (szczególnie o impresjonistach), również o kulturze w czasie wojny, czy o technice ustalania prawdziwości dzieł sztuki. Na jej kartach pojawiają się autentyczni pasjonaci sztuki i jej teoretycy – jak słynny Karol Estreicher (z TYCH Estreicherów:)), którego Historię sztuki w zarysie uwielbiam!, a który podczas wojny i po niej katalogował, szukał i sprowadzał do kraju zrabowane dzieła sztuki (słynne jest jego zdjęcie na Dworcu Głównym w Krakowie, kiedy pokazywał odzyskana Damę z gronostajem), oprócz niego pojawia się finansista i miłośnik sztuki Henryk Aszkenazy, Hans Frank i jego bliski współpracownik - Wilhelm Ernst von Palezieux. Już te nazwiska każą przyjąć do wiadomości, że z autentycznymi sytuacjami akcję książki łączy nie tylko figura obrazu, ale i sporo wydarzeń. 
         Choć od przeczytania tej książki minęły już prawie dwa tygodnie wciąż mam mieszane na jej temat uczucia. Są tu motywy, które mnie do niej przekonują – skrót z zakresu historii malarstwa, informacje o losach polskich zabytków kultury podczas i po wojnie, dzieje powstania gigantycznej kolekcji sztuki rodu Czartoryskich, możliwość podglądnięcia pracowników Ministerstwa Kultury, uczynienie głównym bohaterem obraz, który spaja i rozwija akcję, a który – wiadomo – przez grubo ponad 400 stron nie wypowiada ani zdania, ciekawy są i język, narracja pełna retrospekcji z elementami opowieści szkatułkowej. Ale jest i sporo tego, co mnie zniechęca – głównie te chwyty rodem z filmu sensacyjnego i powieści szpiegowskiej z płatnymi najemnikami w roli głównej. Uczciwie powiem, że Bezcennego należy przeczytać i samemu wyrobić sobie zdanie o tej powieści. 

A oto główny bohater powieści:


I kilka drugoplanowych bohaterów:




I charyzmatyczny Estreicher na krakowskim dworcu (w mundurze, trzymający Damę...):


Zdjęcia pochodzą kolejno ze stron:
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Portret_m%C5%82odzie%C5%84ca
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Impresja,_wsch%C3%B3d_s%C5%82o%C5%84ca
- http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Aniadanie_na_trawie
- http://obrazy.org/obraz-claude_monet_kobieta_z_parasolka_i_dzieckiem-417.html
- http://www.wykop.pl/wpis/9240654/dworzec-glowny-w-krakowie-30-kwietnia-1946-karol-e/

Wyzwanie 2.

12 komentarzy:

  1. Mnie książka totalnie zauroczyła i jestem wobec niej nieobiektywnie bezkrytyczna, więc moja lukrowana recenzja za niedługo się pojawi na blogu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Bo ja mam z nią taki problem, że chcę przeczytać mnóstwo innych opinii... Ale uważam, że autor - odkopując z zapomnienia te historie o obrazach, artystach - wykonał kawał dobrej roboty!

      Usuń
  2. Czytałam w ubiegłym roku i jeszcze się nie doczekała notki, gdyż mam takie same obiekcje.
    Zbyt szybkie tempo akcji, zbyt wiele się dzieje a ja nie lubię filmów akcji. Lubię, gdy fabuła książki jak i filmu toczy się wolniej i wciąga mnie powoli, daje do myślenia a nie przelatuje mi przed oczyma jak "Pendolino".
    Jedynym walorem książki jest obraz, ale obraz ten pojawia się również w "Kłamcy" Białkowskiego, który mnie bardziej przekonał niż Miłoszewski "Bezcennym".

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę nabyłam ostatnio w Biedronce, więc na pewno kiedyś przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, co o niej myśleć. Musiałabym przeczytać, ale jestem rozdarta. Wiele opinii pozytywnych, ale jakoś totalnie mnie do niej nie ciągnie. Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka czeka na swoją kolej, dziękuję za przybliżenie :)
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  6. Tego autora znacznie bardziej kusi mnie "Domofon" i to pewnie po ten tytuł najpierw sięgnę. "Bezcenny" być może by mi się spodobał, bo lubię powieści sensacyjne, byle ta sensacyjna strona nie była zbytnio przerysowana Dlatego zastanawiam się jaka byłaby dla mnie w powieści Pana Miłoszewskiego.

    OdpowiedzUsuń
  7. A mi się właśnie te chwyty rodem z powieści sensacyjnych bardzo podobały :) Odebrałam tę powieść jako czystą rozrywkę, z bonusem w postaci ciekawostek historycznych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ich było za dużo, ale książkę tez tak odebrałam - jako rozrywkę i nic więcej:)

      Usuń
  8. Nie przepadam za książkami, których akcja pędzi niczym w tanim amerykańskim filmie akcji. Do „Bezcennego” przekonują mnie jedynie fragmenty poświęcone malarstwu, zwłaszcza zaprezentowanym powyżej „bohaterom drugiego planu”.

    OdpowiedzUsuń
  9. Twórczość tego autora wciąż jest przede mną;)
    M.in. właśnie "Bezcenny";)

    OdpowiedzUsuń