22 stycznia 2015

Oto Ona!

Już kilka razy mówiłam, że nie wyobrażam sobie mojego czytania literatury bez Poświatowskiej - nauczyła mnie szacunku do słowa poezji, wysublimowanego języka liryki i prozy poetyckiej, a przede wyrzyskim szacunku do ukochanego i wiecznie niespełnionego życia; do tego życia, które jej się wymykało i którego nieustannie była głodna.
Oto moja Poświatowska (tekst jest fragmentem artykułu: M. Groń, Filozofia życia Wilhelma Diltheya a poezja Haliny Poświatowskiej, (w:) Filozofia w literaturze, literatura w filozofii, pod red. A. Iskra-Paczkowskiej, S. Gałkowskiego, M. Stanisza, Rzeszów 2013, s. 203 - 219.):

(...) w jej przypadku nie można mówić o Poświatowskiej-filozofie, Poświatowskiej-poetce i Poświatowskiej-kobiecie – w jej przypadku te trzy role stanowią jedno, tworząc po prostu Halinę Poświatowską.
Urodzona się w Częstochowie w 1935 (na chrzcie otrzymała imię Helena, oficjalnie zamienione na Halina dopiero w 1961 roku), córka Stanisławy i Feliksa Myga w 1945 zachorowała na zapalenie stawów i wsierdzia czego konsekwencją była wada serca. Od 1949 znajdowała się pod opieką prof. Juliana Aleksandrowicza - pracownika krakowskiej Kliniki Chorób Wewnętrznych.
Lata 1953 – 1956 były okresem bogatym w wydarzenia: w sanatorium poznała studenta Łódzkiej Szkoły Filmowej i malarza Adolfa Poświatowskiego, wiosną 1954 została jego żoną, jako uczennica Korespondencyjnego Liceum Ogólnokształcącego przygotowywała się do matury, a parę miesięcy po odebraniu świadectwa dojrzałości otrzymała informację, że w Krakowie zmarł nagle Adolf Poświatowski.  
Rok 1956 to również rok debiutu literackiego Haliny Poświatowskiej - redakcja „Gazety Częstochowskiej” opublikowała Szczęście i Człowiek z Annapurny.
Od tego momentu jej życie rozszczepiło się jakby na dwie, integralnie złączone ze sobą części. Jedna była określana i organizowana przez chorobę, wciąż pogarszający się stan zdrowia i ograniczenia z tego powodu wypływające, a druga przez owocną, nabierającą tempa działalność poetycką. Niemniej zawsze – od najmłodszych lat po wiek dojrzały – cechą charakterystyczną Poświatowskiej był jej głód wiedzy, potrzeba obcowania z książką, pragnienie - choćby z książek – poznania tego świata, który przez chorobę stał się niedostępny i obcy, z którego została wykluczona. Wśród pozycji przez nią czytanych były dzieła między innymi Goethego, Schillera, Norwida, Słowackiego, Gajcego, Grochowiaka, Herberta, Różewicza, Tuwima, Miłosza, Szekspira, Woolf i wielu innych. Z kolei z klasyków filozofii intrygowali ją: Platon, Arystoteles, Kant, Kierkegaard, Russell, Wittgenstein – choć nazwiska te nie wyczerpują całej listy jej lektur. Wspomniana ciekawość świata i ludzi towarzyszyła jej aż do śmierci; zdawać by się mogło, że nigdy nie miała poczucia, że wie już wystarczająco dużo.
Wydanie debiutanckiego tomiku (Hymn bałwochwalczy, 1958) zbiegło się w czasie z wyjazdem do Stanów Zjednoczonych (Filadelfia) na pomyślnie przeprowadzoną operację serca (asysta: dr Leszek Deresz). Większość starań, aby projekt ten doprowadzić do skutku, podjął dr Aleksandrowicz przy znacznej pomocy Polonii Amerykańskiej a o efektach operacji informowało Radio Wolna Europa.
Mimo sprzeciwu literatów mieszkających w Stanach, postanowiła zostać w Ameryce i rozpocząć tam studia. To początek najbardziej aktywnego okresu w życiu Poświatowskiej. Przepełniają go staranie o przyjęcie na studia i przyznanie stypendium, nauka języka angielskiego oraz przyspieszone kursy naukowe na Smith College. To w tym okresie poznała czym jest prawdziwe życie – życie przeżywane świadomie i właściwie bez ograniczeń, przepełnione zawieraniem nowych znajomości (od których w jakimś sensie była uzależniona – można pokusić się o stwierdzenie, że wciąż była spragniona nowych osób, kolejnych rozmów, światów przez te osoby pokazywanych) i obcowania ze sztuką. Po raz pierwszy w życiu poczuła Poświatowska jak to można tak zwyczajnie, po ludzku robić co się chce: odwiedzać muzeum w Nowym Jorku, oglądać nocą nigdy nie zasypiające miasto czy choćby spacerować po Manhattanie.
Po spędzeniu dwóch lat w Stanach wróciła do Polski. Tu też żyła aktywnie, realizując plany naukowe i literackie. Rozpoczęła studia na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ, została przyjęta w poczet członków Związku Literatów Polskich, zamieszkała w krakowskim Domu Literatów, tłumaczyła na polski poezję hiszpańską, opublikowała reportaż o Ameryce - Notatnik amerykański i kolejny tomik wierszy - dzień dzisiejszy, a w 1964 objęła posadę asystentki w Katedrze Filozofii Nauk Przyrodniczych na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ. W tym samym okresie przygotowywała się do doktoratu na temat etycznego wymiaru nauczania Martina Luthera Kinga. Tempo pracy, ilość obowiązków, różnorakie zainteresowania i zmęczenie negatywnie odbiły się na jej zdrowiu – wada serca po raz kolejny dała o sobie znać. Mimo to starała się nie zwalniać tempa: prowadziła ćwiczenia ze studentami, wyjechała na stypendium do Paryża, publikowała opowiadania, kolejny tomik (Oda do rąk – 1966), autobiograficzną Opowieść dla przyjaciela.
Jednak w październiku 1967 musiała poddać się drugiej operacji serca (tym razem w Warszawie).
Tydzień po zabiegu - w wieku 32 lat umarła. Pochowana została w rodzinnej Częstochowie.
Już po śmierci ukazał się jej ostatni tomik – jeszcze jedno wspomnienie – zredagowany przez siostrę poetki - Małgorzatę Potocką i Jana Zycha.[1]
Już z tej skrótowej biografii można wywnioskować, jaki stosunek do życia miała Halina Poświatowska. Patrząc na tempo jej życia, na obowiązki na siebie nałożone, projekty naukowe, których się podjęła, a także spis przyjaciół, których nie chciała zaniedbywać, jawi się Poświatowska obowiązkowa i odpowiedzialna. Jest to też Poświatowska, próbująca nadrobić stracony czas, która chce doświadczyć każdego aspektu życia – to, co wcześniej uniemożliwiła jej choroba oraz to, co niemożliwe mogłoby stać się w przyszłości. Z drugiej strony boleśnie odczuwała to swoiste piętno choroby, odsunięty w czasie wyrok śmierci – przez najmniejszą chwilę nie zdołała o niej zapomnieć.


[1] Szczegóły z życia Haliny Poświatowskiej zawierają między innymi następujące publikacje: G. Borkowska, nierozważna i nieromantyczna. O Halinie Poświatowskiej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001; K. Karaskiewicz, Halina Poświatowska w zwierciadle swej kobiecości, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2008; J. Marx, Kaskaderzy literatury, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1990; M. Przyzwan, ja minę ty miniesz… Wspomnienia o Halinie Poświatowskiej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2008; M. Szułczyńska, „Nie popełniłam zdrady…”. Rzecz o Halinie Poświatowskiej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1990. Niemniej najpełniejszy obraz poetki zawarty jest w jej autobiograficznych tekstach: H. Poświatowska, Listy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1998; H. Poświatowska, Opowieść dla przyjaciela, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1996. Ciekawe informacje można tez znaleźć w częstochowskim Domu Poezji - Muzeum Haliny Poświatowskiej – otwarte w 2007 roku przy współpracy z Bratem Poetki – Zbigniewem Mygą.   

***

Jestem z upływającej wody
z liści które drżą
trącane dźwiękiem wiatru
przelatującego pośpiesznie

jestem z wieczoru
który nie chce usnąć
patrzy uparcie
głodnymi oczyma gwiazd

noc - poprzez niebieskie żyły
w każdym włóknie ciała
w końcach palców
pulsuje namiętnym niespełnionym

jestem ochrypłym głosem
milczącym głucho
nade mną dni
o wielkich pustych skrzydłach
mijają...


***

rozcinam pomarańczę bólu 
połową bólu karmię twoje usta 
głodni tak dzielą chleb 
spragnieni wodę 

uboga jestem - mam tylko ciało 
usta ściągnięte tęsknotą 
ręce - jesienne liście 
wyglądające odlotu 

rozcinam pomarańczę bólu 
sprawiedliwie na pół 
gorzkim ziarnem karmię twoje usta

(zdjęcia pochodzą ze strony: http://www.twojewiadomosci.com.pl/content/boska-halina-po%C5%9Bwiatowska-w-45-rocznic%C4%99-%C5%9Bmierci-wybitnej-poetki

2 komentarze:

  1. Chyba coś w tym jest, że osoby, które krótko żyją a kochają życie, żyją intensywnie, jakby chciały wszystko przeżyć w tym danym sobie krótkim życiu.......Halina Poświatowska tak właśnie żyła...

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie wyobrażam sobie swojego czytelniczego życia bez Poświatowskiej. Często wracam do jej wierszy, wciąż odkrywam je na nowo dla siebie. W smutku smakują pełniej.

    OdpowiedzUsuń