2 stycznia 2015

Starzy znajomi w nowej odsłonie

W mojej dotychczasowej „karierze” czytelniczej rzadko kiedy spotkał mnie „książkowy” zawód. Może „mam nosa” do wybierania pozycji, może słucham dobrych doradców, może już mam tak wyrobiony gust, że „w ciemno” mogę utrafić coś, co zaciekawi, a nawet zachwyci. I nawet w obowiązującej (w czasie mojej kariery uczniowskiej) liście szkolnych lektur było sporo tytułów, które wyostrzyły mój zmysł czytelniczy (a zazwyczaj omija się to, co nakazane).

I Lalka Prusa należy do tego typu szkolnych „perełek”. Choć długa – nigdy nie nudziła; choć obszerna – nigdy nie zgubiłam się w gąszczu postaci i wątków; choć bogata w szczegóły – nigdy nie wydala mi się zbyt drobiazgowa i sztucznie „naciągana”. W moich oczach zawsze była perfekcyjnie wiarygodna, dopracowana, tak prawdopodobna, że aż prawdziwa a zawarty w niej obraz Warszawy wydawał się magiczny niczym Londyn Dickensa:) I oto teraz wpadła mi w ręce kontynuacja tego dzieła.

 Autor - Roman Praszyński (Red Vonnegut): prozaik, dramatopisarz, muzyk i autor tekstów piosenek - pokusił się o postawienie obszernej odpowiedzi na pojawiające się w głowie niejednego czytelnika pytanie: Co było dalej? Co stało się z plejadą tych wszystkich postaci – od służących i subiektów zaczynając, kończąc na hrabiach? I takim sposobem na kartach Córki Wokulskiego spotykamy konspiratora-rewolucjonistę, oszustkę i awanturnicę, kieszonkowca, kanciarza, który nie bał się poddać w dalekiej Afryce operacji zmiany twarzy, właścicielkę popularnej w Warszawie kawiarni, aktorkę śniącą o sławie Modrzejewskiej... Ale jest i kamienica – i to  nie byle jaka: mieszka w niej sam Prus, który, wyzierając z okna swojego pokoju, mógł podglądać dozorcę-Stacha (!!) i pewną – nie stroniącą od awantur - (jak i w Lalce) baronową. Nie powiem – zabieg ten mi się naprawdę spodobał. Uczynienie twórcę pierwowzoru bohaterem kontynuacji, próba pokazania go od tej strony „codziennej” – jako autora nie tylko powieści, ale i artykułów prasowych – to wielce pomysłowy pomysł:) I Córka… nie jest powieścią ściśle obyczajową, w której poznajemy różne stany społeczne i majątkowe (bo te przecież znamy z Lalki), ale to też – obok dalszej historii doskonale znanych postaci – tekst z elementami powieści szpiegowskiej i awanturniczej (pora zmieść z tego świata cara-tyrana), to też swego rodzaju obraz ówczesnych stosunków polsko-rosyjskich (bo przecież w powieści Prusa okrutny i bezduszny zaborca jest niemy, jest jedynie bardzo odległym echem, nie drażniącym już czyichkolwiek uszu), które tutaj pokazują pełną gamę swego okrucieństwa, tyranii, nikczemności i bezduszności. W Córce… próbowano pokazać w sposób spójny i pełny zwyczajne życie szarych warszawiaków przez dziesiątki lat sterowanych nikczemną ręką władzy carskiej - czy obraz ten jest słuszny i wiarygodny należałoby zapytać historyka. Ale ta książka nie jest powieścią stawiającą diagnozę wszelkim bolączkom Polski XIX wieku, nie jest tylko opowieścią o Polakach tamtego wieku, nie jest też tylko opowiedzianą literackim językiem historią Polski i Rosji (choć wzmianek o ważnych wydarzeniach z ówczesnej historii Europy jest niemało). I nie ma w niej patosu, pompatycznego mówienia o trudnej historii czy mitologizacji przeszłości, według mnie nie ma też demitologizacji – jest po prostu opowiadanie o zwykłych ludziach, którzy żyli w zwykłych – ale i rudnych – dla siebie czasach. Jak dla mnie to książka o młodych ludziach, którzy próbują zmieniać świat. O ówczesnych marzycielach, kreacjonistach-rewolucjonistach, awanturnikach i artystach, którzy próbowali nie zwariować w tym szarym oraz wręcz trudnym zaborczym świecie. Bo - jak zauważyła Natalia – skoro nie można naprawić losu świata, można poprawić los choćby zwierząt w zoo (i wypuściła je na wolność:)).
Autorowi udało się przypomnieć czytelnikom kim dla Prusa byli na przykład Krzeszowscy, Łęccy, Rzecki, Wokulski, Stawska – i wielu innych. Ale nie udało mu się wpisać w manierę językową autora Lalki. Ta pisana jest językiem starannym, wyważonym, kunsztownym – salonowym wręcz. W Córce… natomiast nie brak języka potocznego, wulgarnego, rubasznego czy dosadnego nawet. Jej bulwarowi bohaterowie posługują się jak najbardziej bulwarowym językiem i nie stronią również od takiegoż zachowania. Nie jest to moja ulubiona maniera (może jestem staroświecka, ale lubię, jak wulgaryzmy zostają w przestrzeni wulgaryzmów, a literatura uczy ogłady i wysublimowania językowego) i rozumiem, że prostak nie może być elokwentny czy pełen ogłady, ale w kilku sytuacjach te brutalizmy aż rażą i wydają mi się niepotrzebne. Co po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że klasykę powinno się pozostawić w klasyce i nie czynić z nią tego, na co nie zdecydował się autor.
Dlatego, jeśli ktoś chce poznać jedną z odpowiedzi na pytanie: Co stało się z pozostałymi bohaterami Lalki?, jeśli ciekawi ich stolica obserwowana przez przeciętnych jej mieszkańców, ciekawi ich wizja Rosjan w Warszawie pod zaborami i nie obawia się brutalnego niejednokrotnie języka narracji może pokusić się o niejedno zimowe popołudnie z Córką Wokulskiego.   

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ AUTOROWI (www.romanpraszynski.blogspot.com)

Wyzwanie 2.


Wyzwanie 3.

7 komentarzy:

  1. Niedawno zaczęłam czytać. Zapowiada się dosyć dobrze, ale ten język też mnie trochę razi. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam "Lalkę", dlatego "Córka Wokulskiego" czeka już w kolejce...

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam "Lalkę" i prozę Prusa, kocham Wokulskiego :) dla mnie to bohater książki wychodzący poza ramy okładki, dlatego na "Córkę Wokulskiego" się raczej nie skuszę, ale z ciekawością przeczytałam Twoją recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mojego zdania nic nie zmieni - "Lalka" dla mnie pozostaje "Lalką", klasyką, dziełem wspaniałym. "Córka Wokulskiego..." nie rozumiem, dlaczego autor skusił się na kontynuację czegoś, co zostało skończone, czegoś, co jest klasykiem właśnie. Niestety, ale nie podoba mi się idea i zamysł tej książki, a także język, o którym już słyszę po raz kolejny. Czasami tak bywa...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej, a ja tak słabo "Lalkę" pamiętam, tak lekturowo raczej.
    Zachęciłaś mnie...
    ... ale do powrotu do "Lalki" właśnie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam w planach tę książkę, tylko na chwilę obecną nie mam na czym przeczytać e-booka :(

    OdpowiedzUsuń
  7. "Lalkę" bardzo dobrze wspominam, kontynuację na pewno też przeczytam!
    Zapraszam do mnie pod nowy adres: www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń