5 maja 2017

(…) była pierwszą więźniarką zamordowaną w Ravensbrück” (s. 78) - „Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet”, Sarah Helm

        Są historie, okresy dziejowe, o których nie wolno nam zapomnieć. Ludzkość ma moralny obowiązek o nich pamiętać, przypominać, opisywać, badać i rozdrapywać. Ku przestrodze i dla upamiętnienia ofiar – bo szacunek i pamięć są jedynymi, co możemy im dziś dać. Mimo, że często - tak zwyczajnie, na ludzki sposób - nie jesteśmy w stanie z tymi opowieściami sobie poradzić, przetrawić, nie da się ich przeżyć, ani zrozumieć. Tak się sprawa ma z okrucieństwem wypraw krzyżowych – szczególnie tej z udziałem dzieci, z przebiegiem rewolucji we Francji, z rzezią galicyjską, z rewolucją lutową i październikową, a przede wszystkim z bestialstwem wojen – dwóch światowych i „pomniejszych”, lokalnych. Bo jakie by nie były, ofiarami są nie tylko wojskowi i żołnierze zasadniczej służby, ale i cywile - dzieci, kobiety, starcy.
   Taką rozdrapującą i demaskującą książką są „Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet” Sary Helm. To nie jest książka, którą „się czyta”. To książka, którą się przeżywa, czuje, która pulsuje, zalega w głowie i nie chce jej opuścić - robisz przerwy w lekturze, a coś przyzywa i każe czytać o okrucieństwie blokowych, nikczemności nadzorczyń, szyderstwie strażników, sadyzmie nadzorujących, agresji specjalnie szkolonych psów, częstej solidarności więźniarek i sposobach na przeżycie – nawet jeśli ocalenie własnej godności graniczyło z niemożliwym. To nie jest książka, która próbuje jedynie wyjaśnić, jak to było w Ravensbrück. To książka, która demaskuje i obnaża funkcjonowanie całej machiny obozowej wymyślonej (lub perfekcyjnie udoskonalonej) przez III Rzeszę – od obozów jenieckich, przejściowych, obozy pracy przymusowej po obozy koncentracyjne i zagłady, od podobozów po komanda zewnętrzne. Książka Sary Helm pokazuje, co z Ravensbrück było typowego dla każdego innego obozu i co go wyróżniało spośród innych (według Biuletynu Komisji do Badania Zbrodni Niemieckich w samej Polsce obozów niewolniczych było 435[1]), pokazuje cały wachlarz przemian politycznych i skrupulatnie wprowadzanych dyrektyw, które przyczyniły się do powołania i rozwoju machiny obozowej: walka o czystość razy, zwalczanie komunizmu, niwelowanie prostytucji, ograniczanie bezdomnych i społecznie niedostosowanych, obostrzenia względem kryminalnych – jak widać, nie tylko antysemityzm i późniejsze działania zbrojne były podstawą powołania obozowej rzeczywistości. 
        „Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet” zawierają szereg wspomnień byłych więźniarek o więźniarkach i „pracownikach” obozowych. Za tymi jednostkowymi opowieściami, historiami konkretnych kobiet o konkretnych osobach, skrywa się cały system funkcjonowania i udoskonalania obozu. W tekst wplecione są zastraszające dane statystyczne, liczby, konkretne, zliczone, dowody na bestialstwo, ale są tam też opowieści o próbach ratowania własnej godności i człowieczeństwa – przez solidaryzm, ludzkie odruchy, wewnętrzną dyscyplinę, a nawet namiastki codzienności (jak potajemne czytani postępem zdobytej powieści Tołstoja). Bo cóż innego pozostało podczas niewolniczej pracy, w karnej izolatce, w konfrontacji z sadystyczną, kopiącą, bijąca, oblewającą na mrozie zimną wodą nadzorczynią („Pod koniec 1939 roku w obozie było 55 strażniczek, a pod koniec wojny już 330” (s. 49))? Okaleczenia, karny karcer, głodówki, niewolnicza praca na rzecz III Rzeszy, wszechobecna propaganda, poniżanie, maltretowanie – to codzienność Ravensbrück. A to, co czytamy w „Prologu”: „W szczytowym punkcie w Ravensbrück więziono 45 tysięcy kobiet; przez ponad sześć lat istnienia obozu przez jego bramy przeszło około 130 tysięcy kobiet; były bite, głodzone, zamęczone pracą na śmierć, trute, rozstrzeliwane i zagazowywane” (s. 9) jest tylko wprowadzeniem do tego, z czym przyjdzie się zmierzyć czytelnikowi, a co było obozową rzeczywistością dla „(…) 8 tysięcy Francuzek, tysiąc Holenderek, 18 tysięcy Rosjanek i 40 tysięcy Polek” (s. 12), które szybko Ravensbrück nazwały obozem śmierci, a po którym na lata została trauma (niektóre, już po wyzwoleniu, nawet na widok białego lekarskiego kitla wpadały w szał i panikę). 
    Zebrane przez Sarę Helm opowieści są bardzo rzeczowe, precyzyjne, często neutralne, pozbawione tkliwości, wrażliwości czy ckliwości, jakby rozmówczyniom chodziło przede wszystkim o precyzję, wiarygodność świadka a nie ewentualne współczucie ze strony czytelnika – bo trzeba opowiedzieć najlepiej jak się da, w przypływie sentymentu, rzewności nie zgubić istoty, ocalić, ile się da, mówić za tych, którzy już nie przemówią i wskazać ludzkości drogę, którą na pewno iść nie wolno. 
       „Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet” to książka, którą długo będę odchorowywała. A przecież nie pierwsza i jedyna, jaką przyszło mi przeczytać na temat II wojny światowej, III Rzeszy, obozów. Książka ważna, potrzebna, krzyk w sprawie poniżonych i maltretowanych. Książka dla osób o stalowych nerwach i wrażliwym sercu… Choć i tak, ile by się nie powiedziało, ile stron by się nie zapisało, słowa nie oddadzą tego bólu i cierpienia, które rozlały się w Ravensbrück.             

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA 
WERSJI PRASOWEJ KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ


2 komentarze:

  1. Książka należąca do tych must read, czeka na półce, już niedługo zagłębię się w te pełne emocji historie, o których nie wolno nam zapominać.
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny post. Zachęciłaś mnie do tej ważnej pozycji.

    OdpowiedzUsuń