13 lutego 2018

Tę książkę czyta się jak doskonałą powieść obyczajową - Joachim Petterson, Pszczoły

Wydawnictwo Literackie zaprasza na pełną ciepła, usianą anegdotami opowieść
i fascynującym świecie pszczół,
o tym jak dalece mogą zmienić życie człowieka.
To nie tylko historia powstawania pewnej pasieki,
ale też pełne miłości rodzinne wspomnienie.
Tę książkę wraz z Joachimem Pettersonem
tworzyły jego żona Sara (autorka ilustracji zawartych w książce)
oraz córki Svea i Göta, których rysunek ilustruje pełną grozy opowieść
o zagubieniu królowej roju...


Rekomendacje zapewniają:
Autor książki to wbrew pozorom nie człowiek ze wsi, tylko mieszczuch, który przeorganizował swoją rzeczywistość (np. zmienił harmonogram wyjazdów wakacyjnych, dopasowując do terminów rojenia), aby poświęcić się pszczołom. I zrobił to, mimo że jest uczulony na pszczeli jad… Książka to  zachęta i drobny przedsmak tego, co nas czeka, jeśli zdecydujemy się na życie z pszczołami.
Monika Frenkiel, niesamapraca.wordpress.com

W swojej książce Jochaim Petterson dzieli się z nami historią swojego dzieciństwa. Opowiada jak zaczęła się jego przygoda z pszczelarstwem. Wspomina czasy, gdy jako dziecko odwiedzał wujka i razem z nim zbierał miód. Teraz sam może poszczycić się własną pasieką.
Uświadamia nam, że pomoc tym owadom nie wymaga od nas wiele, że tak naprawdę wystarczy zbudować proste schronienie, którego nakład pracy jest niewielki, a jednak znaczenie ma ogromne. Możemy też przywiązywać większą wagę do uprawy w swoich ogrodach roślin, które lubią te owady. Nie tylko im tym pomożemy, ale sprawimy, że nasz ogród ożyje i będzie przyjemnym miejscem do spędzania czasu.

To książka o pszczołach, pszczelarstwie i pasji życia przeznaczona nie tylko dla pszczelarzy, ale dla wszystkich osób interesujących się życiem pszczół…
Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, inspiruje i sprawia, że ma się ochotę założyć własną pasiekę lub usiąść w ogrodzie pośród bzyczących pszczół, trzmieli i kolorowych motyli :)



Niewielki fragment pokazuje, 
jaka niesamowita może to być książka:

"Był początek czerwca, całą rodziną staliśmy gotowi do odjazdu na przyjęcie urodzinowe mojego brata, gdy wtem usłyszeliśmy dziwny donośny dźwięk. Jako że mieszkamy blisko lotniska, pierwszą myślą było to, że jakiś samolot leci wyjątkowo nisko. Kiedy jednak spojrzeliśmy na ogród, zobaczyliśmy ciemną chmurę, sięgającą na 10 metrów w górę. „O nie, tylko nie teraz! Spóźnimy się na imprezę”. Nie było wyjścia, musiałem wbić się w kombinezon i założyć kapelusz. Widownię stanowiła cała moja zafascynowana rodzina. Tym razem miałem trochę szczęścia, bo rój zaczął siadać na ulu; nie mogłem zrozumieć, dlaczego się tak zachowują. Zadzwoniłem do swojego mentora, który wyjaśnił, że rój z jakiegoś powodu nie miał matki. Mogła być uszkodzona i leżeć gdzieś w trawie przed ulem. „Jeśli ją znajdziesz, musisz ją zabić. Pszczoły wychowają nową”.
W tej samej chwili usłyszałem swoją dziewięcioletnią córkę, wołającą z ogrodu, że znalazła matkę. Była niewielka szansa na odnalezienie jej i rozpoznanie na nieskoszonym trawniku o powierzchni 25 m2. A jednak jej się to udało! Przez to, że w rodzinie nie było matki, rój mógł wrócić do ula. Zagrożenie minęło, więc spokojnie ruszyliśmy na przyjęcie, spóźnieni tylko o pół godziny.
Innym razem jechaliśmy na zachodnie wybrzeże, by cały weekend świętować urodziny najstarszej córki. Wszystko przebiegało znakomicie do chwili, kiedy zadzwonił sąsiad, informując, że zamierzał właśnie zorganizować w ogrodzie przyjęcie dla dzieci. „Mamy jednak niewielki problem. Przed chwilą nad naszą altanką pojawiła się brzęcząca czarna chmura”.
Przebywać po drugiej stronie kraju, gdy pszczela rodzina właśnie się wyroiła, to sytuacja dość niekomfortowa. Dzięki sąsiadowi, który zachował zimną krew i ciekawie przyglądał się rojowi, miałem czas na skontaktowanie się z dyżurnym, który dość szybko przybył na miejsce. Rój przyciągnął uwagę wielu osób z sąsiedztwa, dostawałem więc na bieżąco esemesowe raporty ze zdjęciami. Rój został zebrany z drzewa, na którym się zatrzymał, przy użyciu długiej drabiny — i przyjęcie mogło odbyć się tak, jakby nic się nie stało. Nie wszyscy sąsiedzi są tacy spokojni i wyrozumiali.


DO CZYTANIA ZACHĘCA:

WSPÓŁPRACA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz