27 października 2014

Dawkowanie - cz.1.

Minie trochę czasu zanim pojawi się recenzja tej książki - nie tak łatwo mi od razu przeczytać ponad 900. I sprawy też nie ułatwia moje uwielbienie dla pióra Autorki - czasem dawkuję niektóre akapity, delektuję się zdaniami, frazami, uwagami. Nie umiem Jej książek czytać w biegu... Dlatego o niektórych wrażeniach może będę opowiadać na bieżąco...
Dziś to, co większość z nas najbardziej lubi oraz ceni - książki. Więc oddajmy głos bohaterowi i narratorowi:)

(...) jest to (...) dzieło wielkie zarówno pod względem treści, jak i formatu, i ksiądz wiele ryzykował, targając je tutaj. A gdyby upadła w to rohatyńskie błoto? A gdyby wyrwał mu ją jaki rzezimieszek na targu? Bez niej ksiądz dziekan nie byłby tym, kim jest, ale raczej stałby się jakimś ograniczonym proboszczem, jezuickim nauczycielem na pańskim dworze, próżnym urzędnikiem Kościoła, upierścienionym i niechętnym światu?                                                                                                                                                                                                 (s. 891 - 890)

(...) właściwie nie wie, dlaczego to mówi milczącemu Żydowi. Chce żeby tamten go wziął za przyjaciela, nie wroga. (...) więc może da się porozumieć za pomocą książek? Czy to właśnie nie jest jedyna możliwa droga? Gdyby ludzie czytali takie same książki, żyliby w tym samym świecie, tymczasem żyją w innych (...). A są i tacy, całe mnóstwo, co nie czytają wcale i mają umysł uśpiony, myśli proste, zwierzęce, jak owi chłopi o pustych oczach. Gdyby on, ksiądz, był królem, nakazałby jeden dzień pańszczyzny na czytanie przeznaczyć, cały stan chłopski zagoniłby do ksiąg i od razu inaczej wyglądałaby Rzeczypospolita.            (s. 890)                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          

I co wy na to? Książka łagodzi obyczaje?
I dodać trzeba: w powieści jest sporo takich refleksyjnych perełek.


                                                                        (Powyższe cytaty pochodzą z: O. Tokarczuk, Księgi Jakubowe, Kraków 2014.)

10 komentarzy:

  1. chcę poznać autorkę! Czytałaś inne jej powieści? Jeśli tak, to którą polecasz na początek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytam prawie wszystkie! I wywiady, i opowiadania, i szkice krytyczne na temat prozy - prawie 10 lat temu pisałam pracę magisterską na temat bohaterów w jej powieściach:) Było przedawkowanie Tokarczuk i przez chwilkę nie byłam w stanie nic przeczytać, ale minęło i teraz mam tylko 2 tytuły zaległe. Ja uwielbiam wszystkie - choć najmniej "E.E" - jakoś nie umiałam się wczuć w jej poetykę... Ale w jakimś sensie jest polemiką z Freudem, więc ciekawy to głos. Polecam czytanie chronologiczne - widać rozwój, ewolucję pisarki. "Podróż..." ma jakieś 200 stron, a ta ostatnia - 900 - więc rozwój jest totalny:)

      Usuń
    2. ps - tylko pamiętaj - nie jestem obiektywna! Bo u mnie można zdiagnozować ślepe uwielbienie! Od dawna jestem na etapie, który kasże całkowicie wierzyć, że O.T. nie jest w stanie napisać coś złego:)

      Usuń
  2. Ślepe uwielbienie:) Gratuluję przede wszystkim tematu pracy magisterskiej. Mogłaś pisać z prawdziwą pasją:) A Pisarce gratuluję takiego oddanego czytelnika:) "Księgi Jakubowe" oczywiście mam w planach. Najbardziej dotąd zauroczył mnie "Prawiek..."

    OdpowiedzUsuń
  3. Szacunek za podjęcie takiego wyzwania, bo i objętość ogromna, jak i tematyka niełatwa. Jednak... chyba dałabym się skusić. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Księgi Jakubowe" będą moim pierwszym spotkaniem z prozą Tokarczuk :) tomiszcze mam już na półce, tak pięknie wydanej książki dawno nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam w planach, choć boję się intelektualnej porażki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wyobrażam sobie czytać takiej powieści w pośpiechu, bez zastanowienia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Może kiedyś przeczytam, Powiem, że Cię rozumiem. Ja też nie jestem w stanie i nie byłam przeczytać Dzienników Osieckiej "na raz". Pierwszą część czytałam około dwóch tygodni. Tę nową dłużej, bo się delektuję. Bo nie można chłonąć tych przemyśleń, to zbrodnia. Należy się delektować, patrzeć, czytać niespiesznie. Wcale nie martwię się recenzją, nawet jeśli książkę będę czytać dwa miesiące. Podoba mi się pomysł z wrzucaniem takich notek na bieżąco, może też coś takiego zrobię? :)

    OdpowiedzUsuń