13 października 2014

Co to znaczy BYĆ rodzicem?

Od kilku dni zastanawiam się jak zacząć i poprowadzić tę recenzję. Ale im dłużej o niej myślę, tym większą mam w głowie pustkę. I nie dlatego, że książka jest beznadziejna lecz dlatego, że jest tak wstrząsająca, smutna, straszna, a co najgorsze – napisana przez życie. Mam tu na myśli W niewoli ambicji.

 Chyba po raz pierwszy w życiu czytałam tekst, który napawałby mnie takim obrzydzeniem (!) do tego, co może wymyślić człowiek, jak wyrachowany może być w wymyślaniu tortur, jak pomysłowe mogą być psychiczne cięgi i jak wielkie może być jego okrucieństwo względem drugiego – zwłaszcza, że jest nim małe, bezbronne dziecko. Po raz kolejny pomyślałam sobie, że nie każdy zasługuje na miano rodzica.
W swojej stosunkowo niedługiej autobiografii, napisanej - o dziwo! – suchym, rzeczowym, pozbawionym emocji językiem, opowiada Celine Raphael o kilkunastu latach tortur i kaźni, jakie wymyślał dla niej ojciec tylko po to, by uczynić z niej światowej sławy pianistkę. Już kilka z początkowych zdań: Mam dwa i pół roku (…). Przez drzwi (…) wtargnęło piekło, ukryte pod pozorami harmonii. (s.11) oraz: (…) ćwiczenia na pianinie najpierw przez pół godziny, potem przez godzinę dziennie. Mam dopiero trzy lata (…). (s. 14 – 15) daje do zrozumienia, że to historia gorzka i wstrząsająca. I taka rzeczywiście jest. Im dłużej poznajemy życie Celine, tym mocniej odczuwamy jej cierpienie, rozpacz, uległość, lęk, bierność i zniewolenie, jakie odczuwała względem ojca-tyrana. By zdyscyplinować dziecko, kopie je, głodzi, zamyka w piwnicy, bije, niszczy osobiste drobiazgi, goli do łysa głowę i każe zakładać łachmany (co jest szokujące biorąc pod uwagę, że jest on dyrektorem pewnej fabryki). Tekst aż roi się od słów typu:
(…) miałam wtedy cztery i pół roku (…) dostałam trzy razy pasem (…). (s. 19)
(…) pierwszy krajowy konkurs pianistyczny. Miałam wówczas siedem i pół roku (…). (s. 43)
Jeden cios pasem za każdą uwagę. Ojciec naliczył trzydzieści dwie uwagi, wstał i zdjął pas. (…) Słychać było tylko odgłos trzaskania pasem po moim ciele. (s. 47 - 48)
- Nawet pies jest lepiej traktowany ode mnie (…).
- Jesteś gorsza od psa. (s.72)
Będziesz zdychać ale cię dopadnę. (s.87)
Kiedy była w pierwszej klasie liceum ćwiczyła mniej więcej ponad czterdzieści pięć godzin tygodniowo (wszystko pod czujnym okiem zawziętego i patologicznie ambitnego ojca), do tego dochodziły cotygodniowe zajęcia z prywatnymi nauczycielami i bezustanne przygotowania do konkursów krajowych i międzynarodowych. Najtrudniejszym aktem oporu była decyzje o przestaniu przyjmowania posiłków. Celine popadła w anoreksję (Od września do lutego straciłam dziesięć kilo (…). (s. 99)), a jedyną rzeczą, którą faktycznie namiętnie jadła już później, jako studentka pierwszego roku medycyny, był mus jabłkowy przygotowywany jej przez matkę. Doprowadzona do ostateczności, chcąc uniknąć startowania w konkursie chopinowskim (finaliści skazani byli na międzynarodową karierę) zgłosiła przeciw ojcu oskarżenie, przedstawiła dokumenty z kilkunastu obdukcji na skutek czego rozpoczęła się wędrówka po sądach, ośrodkach interwencyjnych, domach dziecka, rodzinach zastępczych… Wyzwolona od ojca-tyrana i znienawidzonego pianina wpadła w trybiki bezdusznej machiny socjalnej, dla której była nie cierpiącym dzieckiem, a numerem sprawy.
Choć W niewoli… jest autobiografią cenionej dziś lekarki i obrończyni praw dziecka, zwiera w sobie również diagnozę współczesnego człowieczeństwa. I zadaję sobie pytanie: W którym miejscu jest granica szacunku do prywatności drugiego człowieka, a powinno się zacząć zainteresowanie nim, jego rodziną, sytuacją życiową? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale mała Celine nieraz wysyłała obcym znaki z prośbą o pomoc, a nikt nie zareagował. Nikogo nie dziwiła „dziwna” fryzura dziewczynki, czy poniżający ją strój, notoryczna nieobecność na zajęciach z wychowania fizycznego (jak tu pokazać posiniaczone ciało?). Nikt nie chciał (?), nie miał odwagi (?) zastanowić się dłużej nad tymi kwestiami. Z drugiej strony W niewoli… to też surowa ocena państwowości, systemu, który nie pomagał, a zbywał problem, który miast stosować zdecydowane kroki zaradcze, lub te rozwiązujące problem, zaspokajał się półśrodkami, zapominając o ludzkich uczuciach.
Lektury tej nie można ocenić, jak nie da się ocenić czyjegoś życia, problemów, wyborów. To nie lektura dla rozrywki, a wstrząsająca historia nieszczęśliwego dziecka. I jako taka zaległa kamieniem w mojej głowie.

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ 

11 komentarzy:

  1. Są takie książki, które właśnie tak się odbiera... Myślę, że sięgnę i po tę... Ku przestrodze i aby docenić jakie spotkało mnie szczęście w życiu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jadła tylko mus robiony przez matkę, a gdzie była matka, gdy to się działo?

    OdpowiedzUsuń
  3. To straszna historia. Najgorsza jest świadomość, że to się naprawdę działo. Też czytałam kiedyś książkę na temat wygórowanych ambicji rodziców, którzy katowali adoptowaną dziewczynkę twierdząc, że robią dobrze. Muszę przeczytać "W niewoli ambicji".

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytam powieści, które dla własnych potrzeb nazywam real life. Zbyt wiele mnie to zawsze kosztuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak można z powodu swoich niezaspokojonych, chorych ambicji zgotować piekło na ziemi swojej córce? Pytam jak można!?!?

    OdpowiedzUsuń
  6. nie wiem czy przy moim stanie psychicznym to dobry pomysł by brać się za taką książkę, ale będę o niej pamiętać;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, ewidentnie, widac po Twojej recenzji, że książka to trudna i wstrząsająca... Recenzje tego typu książek ciężko jest napisać. Dodałam ją do listy: Przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety wielu rodziców przelewa na swe dzieci swoje niespełnione ambicje. Rzadko przybiera to tak drastyczny obrót jak w przypadku Celine Raphael, ale zawsze pozostawia trwały ślad na psychice dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiem jak trudno pisać o takich wstrząsających książkach. Takie prawdziwe historie bardzo cenie - po "W niewoli ambicji" na pewno sięgnę.

    OdpowiedzUsuń