24 października 2014

Szczypta humoru

Od kilku dni szaro, buro i ponuro – a najgorsze jest to okropne ziiiiiiiiiimno!!!! Chwilami już nie wiem co na siebie włożyć oraz gdzie się schować – i jakby na złość, Bilbo postanowił pokazywać, jaki z niego zuch i nie myśli się chować do garażu, tylko dzielnie leżakuje w szopce z drzewem – a chwilami na mokrej od deszczu trawie. Dwa dni temu siłą próbowałam go do domu zaciągnąć – nie dało rady! Ale ja też mam swój sposób na chlupę i niepogodę: dobrą książkę:)

Dziś o króciutkiej pozycji – Dzięki za każdy nowy ranek. Muszę szczerze przyznać, że nie wiem jak o tej książce opowiedzieć, jakiego języka użyć - mino swych skromnych rozmiarów jest wielopoziomowa.


Ale najpierw fabuła: rzecz opowiada kilkanaście lat (tego się można domyślić, śledząc losy postaci) z życia pewnej Czeszki, która wychowana w rodzinie raczej inteligenckiej (matka – absolwentka prawa, ojciec – poeta) i mieszanej (ojciec – Ukrainiec) dość wnikliwym okiem obserwuje świat absurdów Czechosłowackiego komunizmu. Bez jakiegokolwiek sentymentu czy oskarżycielskiego tonu prowadzi czytelnika po meandrach tamtego ustroju, atmosfery politycznej czy kulturowej, po zmianach obyczajowych – i ustrojowych też. Takim sposobem mamy tu motyw tajniaka, podsłuchu, inwigilacji, dyskryminacji ze względu na pochodzenie i przeszłość nawet dalszej rodziny, pojawia się Karta 77,  lęk przed donosicielami i przymus wstępowania do partii. Wszystko to okraszone jest językiem zabawnym, śmiesznym, z przymrużeniem oka – co pozbawia tekst tej częstej powagi w mówieniu o-tamtych-czasach. Myślę, że w Dzięki… jest sporo obyczajowych czy politycznych aluzji, które dla laika (mnie) są raczej nieuchwytne i nieuświadomione. Wydaje mi się, że pomiędzy zdaniami, pół frazami autorka przemyciła niejedną informację, której mnie nie udało się wyłowić – bo prawie w ogóle nie znam Czech, ich kultury, historycznych perypetii czy ludzkiej mentalności.
Jednak te dość smutne i szare wątki pozostają jakby w tle zwykłego życia zwykłej dziewczyny, która chce się uczyć (wydalenie z uczelni za polityczną przeszłość wuja raczej w tym nie pomoże), ma liczne grono przyjaciół, przeżywa nieszczęśliwe miłości i zawody, marzy o podróżach (po zarekwirowaniu paszportu rzecz niemożliwa), raczej bez większych emocji przyjmuje do wiadomości istnienie przyrodniego brata, zmaga się z ekscentrycznym ojcem-zapomnianym/niedocenionym poetą i jego wciąż napływającą z Ukrainy rodziną. I to właśnie konstrukcje postaci są niezmiernie ciekawe. Bo z tych lakonicznych zdań, pourywanych wątków, luźno, bez związku i większej spójności podawanych informacji wyłania się cała paleta niebanalnych postaci. A wybuchowy, nerwowy, krzykliwy, skory do wypitki i wybiktki oraz na siłę kultywujący „ukraińskość” (nie znalazłam lepszego słowa:() – słynne kiełbasy i zapasy w spiżarce - ojciec jest ich wodzem.
Dzięki… pełne jest jakiejś dusznej i przytłaczającej atmosfery, ale ten prześmiewczy ton, z nieukrywaną kpiną sprawia, że komunizm jawi się czytelnikowi nie jak osaczające, pozbawiające prawa do wolności zło, lecz jako idiotyczny twór zjedzony przez własną głupotę.
Może to te cechy sprawiły, że na podstawie książki już w latach 90. nakręcono film z Pieczką w roli ojca:) Bo Dzięki… to kawał humoru dla tych, co chcą (ja) lub umieją czytać miedzy wierszami:)






TYTUŁ BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:





9 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. W sensie, że nie jest robotnicza - w jednym z portali znalazłam takie kryterium podziału rodziny (ze względu na zawód rodziców), a że praca/przeszłość ojca są mgliste użyłam słowa "raczej" - choć "najprawdopodobniej" byłoby pewnie trafniejsze:)

      Usuń
  2. Nie słyszałam o tej książce. Ciekawi mnie ujęcie ustroju komunistycznego w tym utworze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam ją i mam, ale do tej pory nie napisałam o niej. Musiała bym ją jeszcze raz przeczytać. Miałam inna książkę tej autorki, ale się jej pozbyłam, ale tej nie. Czesi to ciekawy naród, my o nich tak naprawdę nic nie wiemy. Dawniej, gdy nie wiadomo było o co chodzi mówiło się "czeski film", bo tak odbieraliśmy ich ówczesną kinematografię a dzisiaj lubię oglądać ich współczesne filmy, bo na wszystko patrzą z dystansem czego my nie potrafimy.
    A w książce podobał mi się między innymi wiersz, z którego zaczerpnięto tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj nie, mnie ta książka jakoś nie pociąga :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzuciło mi się w oczy jedno zdanie i od razu spieszę z jego sprostowaniem: ojciec bohaterki nie był Ukraińcem. To nie ten naród - on był Ukraińcem Zakarpackim (lub też Rusinem), pochodził z terenów Rusi Podkarpackiej. Ruś była częścią przedwojennego państwa czechosłowackiego, po drugiej wojnie światowej siłą włączono ją do Związku Radzieckiego.
    Chętnym pogłębienia wiedzy podsyłam artykuł na Wiki, który przybliża trochę historię tego regionu.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Zakarpacie
    Sama zaś dorzucam od siebie swój wpis na temat tej książki - bardzo ją lubię, a film bez Franciszka Pieczki nie byłby taki fajny.
    http://czechozydek.wordpress.com/2013/02/24/halina-pawlowska-dzieki-za-kazdy-nowy-ranek/
    Pozdrawiam bohemistycznie,
    Dorota :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To aż dziwne, że nie widziałam filmu. Myślałam, że obejrzałam wszystkie, w których grał mój ulubiony aktor - Pieczka. A tu z samego rana takie zdziwienie. I jeszcze na dokładkę okazuje się, że to ekranizacja książki. No, no. Potrafisz zaskoczyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Komunizm w krzywym zwierciadle i Pieczka w filmie? Biorę w ciemno!

    OdpowiedzUsuń